Emocje

Odwaga

Sama nie wiem jak to się stało, że powiedziałam “nie mogę się spotykać z Tobą mamo, potrzebuję się zdystansować i wyleczyć”, nawet nie wiem czy to były te słowa. Stanęłam za sobą podczas kolejnej rozmowy, podczas której słyszałam ja Ciebie kocham i chcę się spotykać, ale nie akceptuję tego, że …. Kolejna rozmowa, podczas, której nie padały żadne wrogie słowa, żadne obelgi czy wyzwiska. Kolejna rozmowa, podczas, której moje serce wołało “już nie wytrzymam tego, przestań mnie torturować” Kolejna rozmowa, podczas, której słowa kłamały, a ciało zdradzało prawdę, którą moja mama próbowała ukryć przed światem, ale ja jej córka zna ją całą, w każdym najmniejszym calu i w każdej najmniejszej wariacji. Żyłam z nią od urodzenia, ba nawet w łonie ją znałam. Więc pękłam, nie dałam rady już dłużej próbować naprawiać, starać się, leczyć się i zmieniać. Pomimo całej mojej miłości oddania i troski musiałam to zrobić.

Moje serce pękło, bardzo bolało, tak bardzo poczułam, że całe moje życie błagałam o to, aby ona wybrała mnie, a nie swoje zasady, tak bardzo marzyłam, aby usłyszeć “córeczko jesteś cudem, kocham Cię nad życie”. Tak bardzo chciałam być wyjątkowa dla niej, chciałam być kimś, dla kogo zmienia się siebie i świat. Takiej zmiany nie było i nie ma. Nie usłyszałam upragnionych słów i moje serce zrozumiało, że nigdy tego nie poczuje, że tak się nie stanie. Kiedy piszę płaczę, bo wiem, że mimo tego, że leczę tę ranę to ona jest i odzywa się, kiedy robię kolejny krok ku wolności.

Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, dlaczego tak bardzo lubiłam filmy, w których bohater tak bardzo kochał, że decydował się na heroiczny czyn w imię miłości do swojej wybranki. Tak to były moje dziecięce i nie tylko marzenia.

Powiedziałam i co było dalej, pierwsze wrażenia bezcenne, duma i radość, tak stanęłam za sobą i obroniłam siebie. Akt wielkiej odwagi. A dalej poczułam, że nie wiem, co robić, w pierwszym odruchu chciałam wrócić do starego znanego schematu: przepraszam i poprawiam się, obłaskawiam, siedzę cicho.

Nie tym razem, nie mogę już tam wrócić, potrzebuję odnaleźć nową drogę. Wylały się emocje, poczucie winy, lęk o siebie, lęk przed konsekwencjami. Wydawało mi się, że kolejnego odrzucenia nie przeżyję. Czułam jak bardzo moje ciało jest zmęczone i zestresowane. Schowałam się w domu. Przestałam wychodzić, tylko czasami przemykałam bokami jak mysz z głową spuszczoną w ramiona. Bałam się pytań i ludzi, którzy je zadawali.

Potrzebowałam wiele miłości i delikatności, otaczałam się ludźmi, co, do których miałam pewność, że rozumieją i akceptują. A kiedy nadchodziły konfrontacje, pracowałam z każdą emocją, która się pojawiła. To nie było łatwe, czasami przerastało mnie, chciałam uciec na koniec świata. Wielokrotnie czułam się osaczona i zaszczuta, kiedy następował atak ze strony mojej mamy, czy kogoś z rodziny. Jednocześnie, czułam coraz większe zaufanie do siebie i do tego, że wreszcie mogę na siebie liczyć. Czułam jak dorastam i dojrzewam, staję się kobietą. Czułam, że staję się silna i niezależna, czułam, że staję się gotowa na spełnianie, tego, o czym marzyłam w zakamarkach, a nigdy głośno i odważnie.

 

Z tą siła przychodziło zrozumienie, że mam prawo do godnego i dobrego życia. Przychodziła też świadomość, na co pozwalałam i na co się zgadzałam, to boli i to bardzo. Przyjęcie do serca i wybaczenie sobie tych wszystkich chwil, kiedy pozwalałam się łamać w imię akceptacji i miłości!!!! Te wszystkie chwile, kiedy dawałam siebie na tacy, a ktoś brał a chwilę potem niszczył bez zastanowienia. Te wszystkie chwile, kiedy wierzyłam, że miłość to totalne oddanie drugiej osobie i bezwarunkowe posłuszeństwo. Te wszystkie chwile, w których nawet przez moment nie dawałam sobie prawa do obrony. W imię miłości zapomniałam o sobie, zapomniałam o swoich potrzebach. Przestałam ufać temu, co moje ciało i moja intuicja mówią, bo dałam sobie wmówić, że ktoś z zewnątrz wie lepiej. To wszystko we mnie krzyczało i prosiło o uwagę, wylewało się.

Emocje

Córka

Życie z narcystyczną, czy niekochającą matką, to dla mnie, jak życie narkomana czy alkoholika. Ja to uzależniona, a matka to narkotyk. W naszej relacji dominowały skrajne emocje, dramatyczne odejścia i powroty, manipulacje, poczucie winy i toksyczny wstyd, a to wszystko było skropione czasem spokoju, kiedy żyłam nadzieją, że mi “przejdzie” i wreszcie docenię moją matkę i będziemy żyły długo i szczęśliwie.

Czytałam książki i uczestniczyłam w kursach, które miały mnie nawrócić i uświadomić. Na rozum, wiedziałam wszystko, tak to jest moje życie, to ja ustalam zasady, to ja jestem dorosła i mogę decydować o swoim życiu. Niby tak, tylko, dlaczego popełniałam te same błędy, dlaczego nie potrafiłam kochać kogoś, kto odwzajemniał moje uczucia, tylko wpadałam w relacje współuzależniające, czyli takie, które mnie nie karmiły.

Bardzo długą drogę przeszłam od świadomości, że coś jest nie tak, do rzeczywistego uznania moich ran i krzywd. Opierałam się przed tym z całych moich sił. Tak bardzo wierzyłam, w to, że to ja jestem problemem, że to ja mam się zmienić i naprawić. Działo się tak, dlatego, że nie potrafiłam powiązać poplątanych sznureczków, których początek mogłam odnaleźć jedynie w dzieciństwie. A ja przecież nic nie pamiętałam, poza kilkoma scenami z tatą.

Dorastając w Polsce chłonęłam poczucie, że matkę trzeba szanować i kochać, a córka ma być pokorna i grzeczna i właśnie z tymi przekonaniami na ustach, rozpoczęłam pracę nad sobą. Nie chciałam się doszukać winy w mojej mamie, szukałam przyczyny w sobie. Szukałam w sobie uchybień, ułomności i wad, które mnie doprowadziły do bycia złą córką, a później złą matką i żoną. W swojej świadomości w żadnej z tych ról nie byłam dobra. Początek mojej zmiany był obarczony ogromnym poczuciem winy, w głowie słyszałam tylko zmień siebie, a świat będzie piękny.

Jedna z książek, z którymi pracowałam przyniosła mi pytanie:, Czego wstydzę się najbardziej? Wstydzę się, że jestem złą córką. Aby przełamać swój wstyd, przeczytałam to swojej przyjaciółce, a jej reakcja na to, co usłyszała była dla mnie zaskoczeniem. Ona powiedziała, że nie zna lepszej córki ode mnie. Wymieniła mi, co robię dla swojej mamy i jak bardzo ją wspieram i się o nią troszczę. Zamarłam w bezruchu i osłupieniu. Nie wiedziałam, co powiedzieć, zalałam się łzami. Bycie złą córką było moją tożsamością, a ona to zakwestionowała. To tak, jakby ktoś odebrał mi sens mojego życia. Był to bardzo ważny moment mojego życia, ziarno zostało zasiane i zaczęło kiełkować.

Zaczęłam wiązać sznureczki i rozwiązywać największą zagadkę swojego życia. Zaczęłam rozumieć swoje reakcje, swoje emocje. Dotychczas uważane za bezpodstawne, teraz coraz bardziej adekwatne do sytuacji. Zobaczyłam jak bardzo ukryta była przemoc emocjonalna, której doświadczyłam. W pewnym momencie dotarło do mnie, że komunikacja to w 20% słowa, a pozostałe 80% to komunikat pozawerbalny. I to było to, te 80% sygnałów, które odbierałam, torturowały moje ciało i duszę.

To były moje stopery, które nie pozwalały być sobą. Wzrok, mina, czasem słowo i byłam pozamiatana. Nic nie zmienił fakt, że ja dorosłam i założyłam rodzinę. Borykałam się z tym przy każdym kontakcie. Byłam coraz bardziej przygnieciona tymi zachowaniami, bo nie znajdowałam już w sobie siły, żeby przechodzić nad tym do porządku. Moja frustracja wzrastała też w związku z tym, że nic, nie działało. Wyznaczałam granice, które były łamane. Komunikowałam swoje potrzeby, które były pomijane. Dostawałam jeszcze bardziej zawoalowaną przemoc emocjonalną. Czułam, że potrzebuję czasu dla siebie, czułam, że aby wyleczyć swoje rany muszę dać sobie wolność. I stało się, odważyłam się, stałam się dla siebie matką i opiekunką, postawiłam radykalną granicę, zerwałam kontakt z mamą.

Z moich marzeń o matce tli się we mnie jeszcze, że usłyszę jej akceptację dla mnie i mojego życia.

Emocje

Odrzucenie

Kiedy myślę “odrzucenie” czuję dreszcz na całym ciele, tak wiele było go w moim życiu. Krok po kroku przyglądałam się sytuacjom i emocjom, które przyciągnęłam do swojego życia i uwalniam siebie. Wiem, że byłam odrzucana, dlatego, że sama odrzuciłam siebie i wiem też, że moja dusza dąży do integracji i do czasu, kiedy nie opłaczę tego odrzucenia i nie spotkam się z cieniem, będę odtwarzała traumę z dzieciństwa. Niemniej, boli jak cholera. Dziś spotkaliśmy się znowu, poczułam znajomy smutek w sercu.

Czym jest moje odrzucenie, jest matką, która mimo starań nijak nie umie kochać, która na tyle jest w rozsypce, że nie potrafi okazać swojej maleńkiej córeczce uwagi i miłości, której ta mała dziecina potrzebuje, aby żyć. Z odrzuceniem spotyka się miłość bezwarunkowa dziecka, które wie, że matka jest jego całym światem, początkiem i końcem, życiem i śmiercią. To pierwotne odrzucenie, które czułam od samego początku będąc córką narcystycznej matki, położyło cień na moje całe życie.

 

Dziś wiem, że dzięki temu urosłam i przebudziłam się, ale będąc małą dziewczynką, czy nastolatką moja prawda była zupełnie inna. Nawet teraz, pisząc te słowa, mam ochotę uciec od tych emocji, odwrócić głowę i powiedzieć, że nie było tak źle. Niestety dla mnie było źle, czułam się niekochana i odrzucana. Myślałam o śmierci. Chciałam zniknąć, przestać istnieć, żeby ból i smutek, który niosłam w sobie wreszcie się zakończył. Czułam, że moja mama chce ode mnie rzeczy niemożliwej. Cały czas czułam, że to, co daje, jest czymś niewystarczającym, jest za mało i nie tak. Moja mama chciała zapełnić swoją pustkę, mną. Wierzyła, że moje dostosowanie do jej potrzeb spowoduje, że nie będzie czuła swojego bólu. Wierzyła, że moja miłość w magiczny sposób naprawi to, co połamane.

Swoim zachowaniem pokazywałam mamie jak bardzo czuję się odrzucona, wliczam w to również nieporadną próbę samobójstwa. Jednak narcysta odbiera takie akty zupełnie opacznie, myśli, że to kolejny atak na niego, że to on jest ofiarą i tym, o którego trzeba zadbać. Kolejny raz mój wewnętrzny krytyk powiedział “jesteś do dupy”, “zmień się”. Kolejny raz to była MOJA wina, to JA miałam naprawić siebie, żeby nie drażnić mamy.

Moje dzieciństwo było dla mnie, na tyle nie do zniesienia, że wymyśliłam strategię przetrwania. Oddałam mojej mamie swoje ciało, które tak bardzo chciała ubierać w piękne sukienki, czesać, chciała, aby było idealne, grzeczne, uśmiechnięte i niesprawiające kłopotów, sztuczne. Dałam jej to w imię miłości i z nadzieją, że da nam to szczęście. Niestety, szczęścia nie było. Moja mama nadal była niezadowolona, a ja się pogubiłam. Nie wiedziałam, kim jestem, a kim nie. Nie wiedziałam, czego chcę. Byłam coraz bardziej nieszczęśliwa. Kiedy udawało mi się być poza jej kontrolą robiłam wiele szalonych rzeczy, chciałam, choć na moment zachłysnąć się życiem.

Z perspektywy, najsmutniejsze dla mnie było to, że traktowałam swoje ciało przedmiotowo i używałam go, aby zadowalać innych. Myślałam, że można zdobyć miłość sprzedając siebie i zapominając o swoich potrzebach. Pozwalałam mężczyznom na chamski żart, na poniżanie, na dotyk. Dopuściłam się nawet brania narkotyków, po to, aby uzyskać aprobatę. Jak obłąkana szukałam miłości, byłam pewna, że nie przeżyję kolejnego odrzucenia. Jednak to, czego się dopuszczałam bolało jeszcze bardziej. Nienawidziłam SIEBIE, miałam uruchomiony program AUTODESTRUKCJA, który zżerał mnie od środka.

Z biegiem lat, mój cień dopadał mnie coraz dotkliwiej, nie pozwalał się już spychać do odległych czeluści podświadomości. Obudziłam się…