Nadszedł czas, dzielenia się z innymi.

Obudziłam w sobie nauczyciela, intuicję, która rozpoznaje programy z dzieciństwa i pomaga w odnalezieniu prawdy, o nas samych.

Dzięki pracy ze mną rozpoznasz swoje programowanie z dzieciństwa. Zdobędziesz umiejętności, które pozwolą Ci na wsparcie siebie podczas procesu opłakiwania bólu. Otworzysz się, aby uwolnić wyparte emocje. Nawiążesz kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem i ugruntujesz zdrową, pełną troski i akceptacji relację ze sobą. Odkryjesz swój potencjał.

Zapraszam

Na co masz ochotę?

Styczeń 2017

W swoim otoczeniu spotkałam wiele osób, które zaprzeczają swojemu wewnętrznemu bólowi lub nie chcą go dotykać uważając, że on nie ma końca, że on pochłonie i nie pozwoli na normalne życie. Dostałam też kilka rad, że mam już przestać taplać się w smutku, bo to się nie skończy albo, że robię to, bo lubię być ofiarą i odgrywać w kółko to, co było. Jest w tym wiele prawdy, tak może się stać, jeżeli nie ma ujścia dla tych emocji i pozostają w słowach, a nie są odczuwane w ciele. Wtedy żyjemy krzywdami doświadczonymi w przeszłości i reagujemy na to, co tu i teraz z perspektywy sytuacji, których doświadczyliśmy w przeszłości. Jednak w momencie, kiedy docieramy do bólu z przeszłości i pozwalamy sobie poczuć to, co wtedy się stało, puszczamy nasze hamulce pozwalamy sobie na krzyk, płacz i złość, której wtedy nie

Dlaczego tak bardzo zaplątałam się w relację z narcystami? Miłość dla mnie była czymś na co czekam, czego bardzo pragnę i mam to już na wyciągnięcie ręki, a jednak ucieka. Miłość to było coś co dostanę jeżeli spełnię odpowiednie warunki. Moje ręce wyciągnięte w górę proszące o uczucia o bliskość. Wspomnieniem, które mnie nie opuszcza jest moment, kiedy stoję na schodach i krzyczę do niej żeby mnie nie zostawiała, żeby mnie usłyszała ale ona odchodzi, nie chce słyszeć tego, że ja cierpię zostając w domu z babcią, która mnie żle traktuje – ona chce swojego świętego spokoju. I tak poddawałam się manipulacji bezwładnie działałam pociągana za sznurki narcysty. Teraz o tym myślę, że żyłam w jakimś cholernym śnie to nie było życie, bo cały czas tak naprawdę robiłam to czego oczekiwali inni. Próby obudzenia świadomości były tak naprawdę karmieniem narcysty, chodzi mi o

Ból - nie chciałam go widzieć i czuć w swoim życiu. Moja świadomość podsuwała mi sposoby unikania siebie, używki, nałogi, kłamstwa, wyparcia, manipulację, idealizację, projekcję. Wszystko krzyczało NIE PATRZ do wewnątrz. Byłam wściekła, sfrustrowana i moje ciało bolało coraz bardziej. Miałam wypadek, operację potem kolejną, chorobę, pozew sądowy i śmierć mojego małżeństwa. „Podałam” sobie to wszystko po to, aby nie patrzeć do wewnątrz, nie widzieć płaczącego dziecka we mnie. Paradoks prawda?! Bo cierpiałam okrutnie, kiedy moje życie i zdrowie było zagrożone, kiedy straciłam miłość, kiedy straciłam pieniądze. Mój mur obronny zaczął pękać, zaczęłam pytać, – Dlaczego i po co te wszystkie sytuacje pojawiły się w moim życiu?! Czego nie chcę zobaczyć, a gdybym zobaczyła mogłabym żyć szczęśliwie?! Zaczęłam rozumieć, że to ja jestem odpowiedzialna za siebie i jeżeli oddaję odpowiedzialność w inne ręce to płacę za to bardzo wysoką cenę i cierpię

Odpowiedzialność jest oznaką dojrzałości jednak czasami bywa zgubna. Dlaczego?! Bardzo często dzieci zagubionych rodziców uwierzą, że są odpowiedzialne za ich dobre samopoczucie i szczęście. Konsekwencją takiego przekonania jest życie z ogromnym bagażem na plecach i wiecznym strachem przed odrzuceniem w przypadku potknięcia. Pamiętam siebie jak bardzo cierpiałam nie potrafiąc zatrzymać tego mechanizmu. Od kiedy pamiętam szczęście mojej mamy leżało w moich rękach. Tak bardzo bałam się jej odrzucenia, że próbowałam wszystkiego, aby była szczęśliwa. Tak samo było z relacją z moim partnerem. Wycofywałam się ze swoich potrzeb, jeżeli widziałam, że to budzi jego dyskomfort. Byłam mistrzem wsłuchiwania się w oczekiwania, nawet te niewypowiedziane. Jeżeli sytuacja wymykała się spod kontroli byłam zdruzgotana i miałam poczucie winy. Na tym przekonaniu budowałam wszystkie relacje. Nadmierna odpowiedzialność jest niezmiernie toksyczna, oplata nas i rzutuje na nasze relacje z całym światem. Dopiero po powrocie do siebie zobaczyłam