Nadszedł czas, dzielenia się z innymi.

Obudziłam w sobie nauczyciela, intuicję, która rozpoznaje programy z dzieciństwa i pomaga w odnalezieniu prawdy, o nas samych.

Dzięki pracy ze mną rozpoznasz swoje programowanie z dzieciństwa. Zdobędziesz umiejętności, które pozwolą Ci na wsparcie siebie podczas procesu opłakiwania bólu. Otworzysz się, aby uwolnić wyparte emocje. Nawiążesz kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem i ugruntujesz zdrową, pełną troski i akceptacji relację ze sobą. Odkryjesz swój potencjał.

Zapraszam

Na co masz ochotę?

Author: Justyna

Działanie w materii jest tym, co pozwala nam mierzyć się z naszym cieniem i robić kolejny krok. Dzięki temu, że działamy i wsłuchujemy się w nasze emocje, to co było wyparte i toksyczne może wyjść na powierzchnię. Bardzo długo żyłam "wiedząc" tak wiele, jednak niewiele z tego, co wiedziałam było ucieleśnione w moim życiu. To powodowało, że stałam w miejscu i reagowałam tak samo. A więc wszechświat dostarczał mi coraz to silniejszych doświadczeń, abym wreszcie uwolniła swój potencjał. Dopiero, kiedy słuchając tego, co płynie z wnętrza, przytulając małą dziewczynkę, która umiera ze strachu, robiłam krok, działałam - moje życie zmieniło bieg, nabrało rumieńców. Z czasem moje działania stawały się coraz odważniejsze, moje kroki coraz pewniejsze. Uwalniałam swoją kreatywność. Jednak strach we mnie jest. Kiedy podejmuję nowe działanie, kiedy mierzę wyżej, kiedy chcę wyrazić siebie jeszcze bardziej, on się pojawia. I wtedy siadam ze

W moim życiu było wiele momentów, kiedy prawie byłam szczęśliwa, prawie byłam stabilna finansowo i prawie byłam kochana i zaopiekowana. Dużo czasu szukałam w sobie, dlaczego? Przecież tyle już zobaczyłam, zrobiłam, odczarowałam i mój króliczek ucieka. A ja znowu w rozsypce. I dotarłam, odnalazłam siebie tą, która nie wierzy w to, że zasługuje, że może być dopieszczona, szczęśliwa i kochana. Dotarłam do kołyski, w której leżało samotne dziecko otoczone ciemnością i pustką. Nie było nam łatwo nawiązać kontaktu, nie było łatwo dowiedzieć się jak mogę pomóc temu maleństwu, które nie wierzy, że życie jest dobre i bezpieczne. Jednak dzięki cierpliwości udało się, udało się wziąć ją na ręce i tulić. Udało się dać jej światło bezwarunkowej miłości, zamiast czarnej pustki i nicości.

Wewnętrzna praca to górki i dołki, wzloty i upadki, ogromne zaangażowanie, miłość i cierpliwość. Wiele razy byłam na siebie wściekła i zniecierpliwiona, ponieważ włożyłam już tyle pracy, a tu wraca frustracja i złość. Pytałam wszechświat - Dlaczego nadal nie protrafię kochać w pełni?! Dopiero z czasem zrozumiałam, że nie można jednorazowo i szybko odkryć wszystkich ran. Niektóre z nich były bardzo głębokie i moje wewnętrzne dziecko potrzebowało nabrać do mnie zaufania, poczuć się bardzo bezpiecznie, aby mogło się podzielić tym, co głęboko schowane i zatrzaśnięte na wiele spustów. Nasze wewnętrzne dzieci otworzą się jeśli poczują naszą dojrzałość do zmiany, gotowość do wsparcia i poradzenia sobie z emocjami z przeszłości. Ruszycie razem w drogę do pełnej, bezwarunkowej miłości <3

W momencie, kiedy zanurzyłam się w swój cień wydarzyło się dużo spraw i sytuacji, z którymi chciałam się zmierzyć. Było wiele momentów, w których byłam przerażona i chciałam uciec, zrezygnować. Ale nie mogłam, wiedziałam, że to, co za mną, nie jest tym, co mi służyło. Więc podnosiłam się z kolan, otarłam łzy i szłam na spotkanie. Wiem, że w każdym z nas jest wiele wątpliwości i pytań. Czy warto? Czy muszę? Czy nie ma drogi na skróty? Kochani, nie ma. Teraz wiem, że każda ta sytuacja, z którą się zmierzyłam sama, zwracała mi cząstkę mojej duszy. Potrzebowałam i czasu i wielu prób, aby pokazać sobie jak bardzo siebie kocham i jak bardzo mogę na siebie liczyć. Wyszłam z roli ofiary i kogoś, komu przytrafiają się nieszczęścia. Powiedziałam TAK - sobie z podniesioną głową i radością. I tego Wam życzę <3

Zaleczenie "matczynej rany" było podstawą, na której mogłam budować siebie. Dało mi siłę do zintegrowania mojej osoby i zmierzenia się z tym, co wyparłam, czego nie chciałam w sobie zaakcentować. Jako poranione dziecko chciałam widzieć w sobie tylko to, co dobre, to, co białe. A to nie byłam ja. Przecież jest w nas radość i smutek, miłość i nienawiść, frustracja i spokój. To jest nasza pełnia, dojrzałość. Integralność dała mi spokój i szczęście. Akceptuję siebie, kiedy przepełnia mnie radość, ale też wtedy, kiedy jestem wściekła. Dzięki temu mam siłę i swobodę do ucieleśniania tego, o czym marzę. Już nie muszę tracić energii na utrzymywanie fałszywego ja. Teraz realizuje marzenia, które dotychczas pozostawały w sferze marzeń, teraz mogę dać sobie to, czego pragnę w materii. Dla tego momentu warto przejść przez całą ciemną otchłań, nieświadomość i cierpienie. Warto spojrzeć naszym największym lękom i strachom w