Nadszedł czas, dzielenia się z innymi.

Obudziłam w sobie nauczyciela, intuicję, która rozpoznaje programy z dzieciństwa i pomaga w odnalezieniu prawdy, o nas samych.

Dzięki pracy ze mną rozpoznasz swoje programowanie z dzieciństwa. Zdobędziesz umiejętności, które pozwolą Ci na wsparcie siebie podczas procesu opłakiwania bólu. Otworzysz się, aby uwolnić wyparte emocje. Nawiążesz kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem i ugruntujesz zdrową, pełną troski i akceptacji relację ze sobą. Odkryjesz swój potencjał.

Zapraszam

Na co masz ochotę?

Author: Justyna

Im więcej jest w nas prawdy o sobie tym mniej toksycznych osób przy nas. Może to być przytłaczające i trudne, bo jest to moment, kiedy mierzymy się sami ze sobą i ze światem. Pustka, która pojawia się po relacjach, które odeszły jest dotkliwa. Kiedy sama przeżywałam ten czas zdarzało mi się prosić o wsparcie i empatię osoby, które nie były w stanie mi tego dać. Było to dla mnie bardzo dotkliwe doświadczenie, jednak nauczyło mnie mierzyć się ze swoim strachem przed samotnością i odrzuceniem. Z czasem nauczyłam się wspierać sama siebie w tak trudnych momentach lub prosić o wsparcie osoby, które rzeczywiście mi je dawały. Wymagało to ode mnie odwagi i samodyscypliny, wyjścia z dotychczasowych schematów. Wymagało to również czasu i codziennej nauki dbania o siebie i wsłuchiwania się w swoje emocje.

Jeden z piękniejszych momentów w moim życiu to ten, kiedy w sercu poczułam spokój i akceptację dla siebie w związku z tym, że nie chcę się spotykać z moją mamą i nie chcę się nią opiekować. Położyłam na szali to, co dostałam od niej i to, co jej dałam. Okazało się, że dałam dużo za dużo i nie ma we mnie przestrzeni na nic więcej. Poczułam, że to już czas, aby zająć się sobą, aby przestać ją szarpać o miłość, której nie umie mi dać. Poczułam, że to czas, aby dać sobie miłość dokładnie taką, na jaką czekałam i jakiej potrzebuję, idealnie skrojoną dla mnie. Taką, której nigdy nie dostałam od mamy. Jednocześnie szanując moją mamę i dziękując jej za to, co mogła mi dać. Moje wewnętrzne święto <3

Kiedy zaczęłam pracę nad sobą i otworzyłam puszkę pod tytułem "wyparte emocje" ich ilość i różnorodność przygniotła mnie. Myślałam, że już nigdy nie będę wesoła i szczęśliwa. Wylał się ze mnie, tak wielki smutek i cierpienie, że chciałam umrzeć. Trudno w takim momencie uwierzyć, że TO ma sens i kiedyś się skończy! Kończy się, kiedy wylewając smutek, jednocześnie dajemy sobie wiele miłości, empatii, ciepłych kapci i ciepłej herbaty oraz miękkich ramion kochających przyjaciół. Wtedy nasza dusza zaczyna świecić swoim światłem i jest go coraz więcej. Każdy kto wyrusza w drogę do Siebie jest dla mnie pełnym odwagi i siły odkrywcą nowych lądów. Bez nich świat byłby jednowymiarowy i smutny!!!

Zaciśnięta szczęki i brzuch to ja i moja prawda uwięziona w ciele. Chcę czasami ją wykrzyczeć w twarz mojej mamie, ale przypominam sobie, że to niszczy przede wszystkim mnie, sieje spustoszenie. Ona każdorazowo odsuwa mój krzyk od siebie i nie słyszy go. Powtarzając w kółko, że mi wybacza i że mnie kocha. A ja wciśnięta jeszcze bardziej w poczucie winy, nie rozumiem jak ona może w to wierzyć. Przecież ona NIE umie kochać, przecież robi to po to, aby zatkać mi usta i aby nasz wspólny taniec zależności wrócił do normy. Chce czerpać z mojego źródła i źródła moich dzieci, chce dostać życiodajnej energii miłości. Droga do wolności to dla mnie odwaga stanięcia z tym, czego doświadczyłam twarzą w twarz i zobaczenie w tym sensu, przytulenie siebie, coś, co robi mądry rodzic swojemu płaczącemu dziecku. Przypominam sobie moje dzieciństwo, młodość i dorosłość

Cała drżę z emocji, jest ich wiele więcej niż reakcji bliskich na moją prawdę. Właśnie minęły urodziny mojego syna i poczułam kolejną falę odrzucenia. Byli bliscy, ale nie z rodziny, były życzenia, ale nie od tych, z którymi związana jestem ciałem i krwią. Zamykam oczy i widzę ich jak stoją złowrogo patrzą na mnie, a ja jeszcze trochę przestraszona z moją prawdą na ustach. Tyle było tajemnic, tyle było smutku, tyle było niezrozumienia. Co chcę powiedzieć?! Jest mi przykro, że nie ma Was obok mnie, jest mi bardzo przykro. Od urodzenia żyłam wizją wspaniałej rodziny, która kocha się pomimo różnic. Od zawsze płakałam na amerykańskich produkcjach familijnych, kiedy pokolenia siadają do wspólnego stołu. I o ironio!! Tworzę trzy osobową rodzinę, matka, córka i syn. Tak, sama to sobie zrobiłam, zgadza się. To ja sama powiedziałam moim bliskim DOŚĆ. Nie chcę być traktowana