Nadszedł czas, dzielenia się z innymi.

Obudziłam w sobie nauczyciela, intuicję, która rozpoznaje programy z dzieciństwa i pomaga w odnalezieniu prawdy, o nas samych.

Dzięki pracy ze mną rozpoznasz swoje programowanie z dzieciństwa. Zdobędziesz umiejętności, które pozwolą Ci na wsparcie siebie podczas procesu opłakiwania bólu. Otworzysz się, aby uwolnić wyparte emocje. Nawiążesz kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem i ugruntujesz zdrową, pełną troski i akceptacji relację ze sobą. Odkryjesz swój potencjał.

Zapraszam

Na co masz ochotę?

Author: Justyna

Co chcę dziś powiedzieć, wydusić z siebie. Milczałam, bo strach spinał mi gardło, strach mówił zostań tu gdzie jesteś, nie chcesz znać całej prawdy, jak było. Nie miał racji, chcę, już czas. Zobaczenie całego spektrum choroby rodzica jest bardo trudne. Zobaczenie tego, jakiej traumy i przemocy emocjonalnej doświadczyło się w dzieciństwie jest ogromną odwagą. Uświadomienie sobie i zaakceptowanie, że osoba z którą żyłam jest chorobą, a nie moją mamą dał mi ogromne poczucie ulgi i zrzuciło z moich pleców ciężar i smutek. Poszłam, pozwoliłam przypomnieć sobie to szaleństwo w jakim żyłam i jakiego doświadczałam. Jak tylko świat wymykał się mojej mamie spod kontroli zamieniała się w niszczyciela, paliła wszystko i wszystkich, byle tylko nie czuć i znaleźć, kogoś kogo można obwinić za cały ten ból. Pamiętam, że chowałam się po kątach, że uciekałam w świat marzeń, że znikałam w innej rzeczywistości, uciekałam

Sama nie wiem jak to się stało, że powiedziałam “nie mogę się spotykać z Tobą mamo, potrzebuję się zdystansować i wyleczyć”, nawet nie wiem czy to były te słowa. Stanęłam za sobą podczas kolejnej rozmowy, podczas której słyszałam ja Ciebie kocham i chcę się spotykać, ale nie akceptuję tego, że …. Kolejna rozmowa, podczas, której nie padały żadne wrogie słowa, żadne obelgi czy wyzwiska. Kolejna rozmowa, podczas, której moje serce wołało “już nie wytrzymam tego, przestań mnie torturować” Kolejna rozmowa, podczas, której słowa kłamały, a ciało zdradzało prawdę, którą moja mama próbowała ukryć przed światem, ale ja jej córka zna ją całą, w każdym najmniejszym calu i w każdej najmniejszej wariacji. Żyłam z nią od urodzenia, ba nawet w łonie ją znałam. Więc pękłam, nie dałam rady już dłużej próbować naprawiać, starać się, leczyć się i zmieniać. Pomimo całej mojej

Życie z narcystyczną, czy niekochającą matką, to dla mnie, jak życie narkomana czy alkoholika. Ja to uzależniona, a matka to narkotyk. W naszej relacji dominowały skrajne emocje, dramatyczne odejścia i powroty, manipulacje, poczucie winy i toksyczny wstyd, a to wszystko było skropione czasem spokoju, kiedy żyłam nadzieją, że mi “przejdzie” i wreszcie docenię moją matkę i będziemy żyły długo i szczęśliwie. Czytałam książki i uczestniczyłam w kursach, które miały mnie nawrócić i uświadomić. Na rozum, wiedziałam wszystko, tak to jest moje życie, to ja ustalam zasady, to ja jestem dorosła i mogę decydować o swoim życiu. Niby tak, tylko, dlaczego popełniałam te same błędy, dlaczego nie potrafiłam kochać kogoś, kto odwzajemniał moje uczucia, tylko wpadałam w relacje współuzależniające, czyli takie, które mnie nie karmiły. Bardzo długą drogę przeszłam od świadomości, że coś jest nie tak, do rzeczywistego uznania moich ran i krzywd.

Kiedy myślę “odrzucenie” czuję dreszcz na całym ciele, tak wiele było go w moim życiu. Krok po kroku przyglądałam się sytuacjom i emocjom, które przyciągnęłam do swojego życia i uwalniam siebie. Wiem, że byłam odrzucana, dlatego, że sama odrzuciłam siebie i wiem też, że moja dusza dąży do integracji i do czasu, kiedy nie opłaczę tego odrzucenia i nie spotkam się z cieniem, będę odtwarzała traumę z dzieciństwa. Niemniej, boli jak cholera. Dziś spotkaliśmy się znowu, poczułam znajomy smutek w sercu. Czym jest moje odrzucenie, jest matką, która mimo starań nijak nie umie kochać, która na tyle jest w rozsypce, że nie potrafi okazać swojej maleńkiej córeczce uwagi i miłości, której ta mała dziecina potrzebuje, aby żyć. Z odrzuceniem spotyka się miłość bezwarunkowa dziecka, które wie, że matka jest jego całym światem, początkiem i końcem, życiem i śmiercią. To pierwotne odrzucenie,

Jako nastolatka wielokrotnie, a właściwie stale dotykałam przekonania “nie umiem kochać” Wszechświat przysyłał mi mnóstwo sytuacji, które to potwierdzały. Prawa przyciągania nie da się oszukać :) Niezadowolenie i frustracja mojej mamy była pierwszym i najsilniejszym potwierdzeniem, drugim potwierdzeniem były moje związki z chłopakami, które kończyły się krótko, po tym jak się zaczęły. A trzecim potwierdzeniem było niezadowolenie i nieustająca krytyka mojego rodzeństwa. To wszytko powodowało, że byłam koktajlem toksycznego wstydu, poczucia winy i totalnego braku miłości do siebie. Mój wewnętrzny krytyk lub sabotażysta szalał, gadał jak najęty, jaka beznadziejna jestem i ile rzeczy mam w sobie zmienić, żeby w końcu zasłużyć na miłość, która była dla mnie jak raj obiecany, jak wyspa wiecznej szczęśliwości. Ta wizja była tak mglista i odległa, że aż nierealna i nieosiągalna. Dlaczego? Bo brałam całą winę na swoje barki, uważałam, że to, co słyszę o sobie