Nadszedł czas, dzielenia się z innymi.

Obudziłam w sobie nauczyciela, intuicję, która rozpoznaje programy z dzieciństwa i pomaga w odnalezieniu prawdy, o nas samych.

Dzięki pracy ze mną rozpoznasz swoje programowanie z dzieciństwa. Zdobędziesz umiejętności, które pozwolą Ci na wsparcie siebie podczas procesu opłakiwania bólu. Otworzysz się, aby uwolnić wyparte emocje. Nawiążesz kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem i ugruntujesz zdrową, pełną troski i akceptacji relację ze sobą. Odkryjesz swój potencjał.

Zapraszam

Na co masz ochotę?

Blog

Leczenie skutków złożonego stresu pourazowego jest złożone. Rodzice, którzy stosowali przemoc i porzucenie doświadczyli nas na wielu poziomach: emocjonalnym, duchowym, poznawczym, fizycznym i psychologicznym. CPTSD złożone objawy stresu pourazowego powodują, że wszystko co robisz jest trudniejsze. Dlaczego jest to trudniejsze, ponieważ doświadczając CPTSD doświadczasz emocjonalnej regresji, podczas wykonywania różnych zwykłych czynności i nie masz świadomości, że tak się dzieje. Dochodzi do tego jeszcze atak ze strony wewnętrznego krytyka, który wyrzuca w Twoim kierunku wiele przykrych słów lub wyszukuje we wszystkim zagrożenia. Aby wyzdrowieć potrzebujesz nauczyć się jak wspierać siebie - drogą do zdrowia i odzyskania wewnętrznej harmonii i szczęścia jest zaspokojenie wszystkich potrzeb, które nie zostały zaspokojone przez rodzica w dzieciństwie i procesie dojrzewania. Dzięki temu wyzwalamy się z roli "więźnia własnego dzieciństwa" (Alice Miller)

Wewnętrzny krytyk jest głosem przeszłości, który mówi nam, ze to kim jesteśmy to za mało. Wewnętrzny krytyk jest głosem, który spowodował, że głęboko w naszej podświadomości wierzymy w to, że nie zasługujemy na miłość, akceptację i dobro ponieważ jesteśmy niewystarczający i wadliwi. Im bardziej mierzymy się z tym głosem z przeszłości, tym bardziej zmieniamy nasze przekonania o tym kim jesteśmy i czego potrzebujemy i na co zasługujemy. Dzięki postawieniu granicy wewnętrznemu krytykowi zaczynami wierzyć, że zasługujemy na wewnętrzny spokój i szczęście. Powodzenia Kochani <3  

Bardzo często rozrywało mnie poczucie bezsilności wtedy, kiedy goniłam za miłością i akceptacją osoby, która nie chciała mi jej dać. Nie potrafiłam wtedy zrozumieć, dlaczego tak jest, że nie dostaję tej miłości i dlaczego tak desperacko gonię. Szczerze mówiąc myślałam o sobie w przeszłości, że kocham i szanuję siebie. Jednak skąd ten ból, który przeszywał moje ciało i łamał moją osobowość, kiedy ktoś odchodził i zostawałam sama. Wtedy czułam jakby mój świat się walił, jakbym przestawała istnieć. Nie miałam sił, umiałam tylko być ofiarą, nie potrafiłam tego zmienić. Powtarzałam w głowie, Dlaczego tak jest? Dlaczego życie jest dla mnie tak okrutne? W pogoni za akceptacją i miłością działałam kompulsywnie, raniąc siebie jeszcze bardziej. Odbierałam sobie godność i znikome poczucie własnej wartości. Były momenty, kiedy śmiechem zasłaniałam totalną rozpacz, którą czułam. Czułam się dobrze tylko wtedy, kiedy doświadczałam osoby, która była blisko,

Poniższy cytat bardzo mnie porusza, ponieważ oddaje to w co bardzo głęboko wierzyłam i czasami nadal do mnie wraca. Głęboko zakorzenione przekonanie, że nie zasługuję na szczęście i miłość. Dziś wiem, że wzięłam odpowiedzialność za brak miłości w dzieciństwie, za szczęście mojej mamy i jej dobry nastrój dążąc rozpaczliwie do perfekcji we wszystkim. Pomimo upływających lat nie dostrzegałam, że jestem dobra i wartościowa, mój wewnętrzny krytyk znajdował mnóstwo powodów, dla których nie zasługiwałam na miłość. Zaczynając swoją zmianę nie miałam świadomości z czym tak na prawdę się mierzę. Powiem szczerze - myślałam, że przeczytam kilka książek, skończę jakiś kurs i będę "nowa". Rzeczywistość była inna. Program z dzieciństwa był moją tożsamością. Nie wiedziałam kim jestem na prawdę. Potrzebowałam i potrzebuję uczyć się siebie, odkrywać warstwy programu. Z jednej strony proces powrotu do siebie to niesamowita podróż pełna niespodzianek, a z drugiej to ogromne wyzwanie.

Przez lata nie wiedziałam co mi jest, dlaczego taka właśnie jestem. Postrzegałam siebie jako kogoś gorszego z kim ciągle są jakieś problemy - bo coś mnie dotknęło i zabolało, bo zrobiło mi się przykro. Godziny i dni poświęcałam na wyobrażaniu sobie siebie, jako twardzielki, która bez zmrużenia oka radzi sobie z każdą uwagą i atakiem wymierzonym w jej kierunku. Ta wizja się nie spełniła. Moje przekonanie o tym, że jestem wadliwa coraz bardziej wżerało się w moje serce, umysł i ciało. Dziś jest inaczej ponieważ doszłam do takiego momentu w moim życiu, kiedy moje reakcje i zachowanie zaczęły krzywdzić, kiedy dyskomfort bycia ze sobą był już zbyt duży, aby to znieść. Wtedy zaczęłam szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Przełomem dla mnie było uświadomienie sobie, że to co nazywałam szczęśliwym dzieciństwem było traumatycznym dzieciństwem. Matczyna miłość w którą wierzyłam była pustką emocjonalną,