Nadszedł czas, dzielenia się z innymi.

Obudziłam w sobie nauczyciela, intuicję, która rozpoznaje programy z dzieciństwa i pomaga w odnalezieniu prawdy, o nas samych.

Dzięki pracy ze mną rozpoznasz swoje programowanie z dzieciństwa. Zdobędziesz umiejętności, które pozwolą Ci na wsparcie siebie podczas procesu opłakiwania bólu. Otworzysz się, aby uwolnić wyparte emocje. Nawiążesz kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem i ugruntujesz zdrową, pełną troski i akceptacji relację ze sobą. Odkryjesz swój potencjał.

Zapraszam

Na co masz ochotę?

narcyzm Tag

Tak bardzo nienawidziłam swojego życia w cierpieniu. Ciągły smutek i ciągłe udawanie szczęścia. Nie pamiętam chwil radości. Wiem, że były, ale mój smutek zasłonił je wszystkie. Kiedy dotykałam tego, co boli, wylewało się strumieniami i wiele razy myślałam o sobie, że pozostanę na zawsze smutna, pozbawiona radości do życia. Jednocześnie, nie dostrzegałam, że mój wewnętrzny pęd do zmiany, był właśnie tą radością. Byłam skupiona na moich oprawcach i zawzięcie się ich trzymałam. Od czasu do czasu kąsałam ich z nadzieją, że w końcu zobaczą tą biedną skrzywdzoną istotę – ofiarę ich działań. Nie chciałam się przyznać przed sobą, że cały czas tkwiłam w nadziei, że to oni się zmienią, bo część mnie wiedziała, że ta nadzieja jest płonna i złudna. Jednak stojąc na rozdrożu, moja twarz nadal była zwrócona ku temu, co było. Rządziło mną moje wewnętrzne dziecko, które upierało się, że

Zaciśnięta szczęki i brzuch to ja i moja prawda uwięziona w ciele. Chcę czasami ją wykrzyczeć w twarz mojej mamie, ale przypominam sobie, że to niszczy przede wszystkim mnie, sieje spustoszenie. Ona każdorazowo odsuwa mój krzyk od siebie i nie słyszy go. Powtarzając w kółko, że mi wybacza i że mnie kocha. A ja wciśnięta jeszcze bardziej w poczucie winy, nie rozumiem jak ona może w to wierzyć. Przecież ona NIE umie kochać, przecież robi to po to, aby zatkać mi usta i aby nasz wspólny taniec zależności wrócił do normy. Chce czerpać z mojego źródła i źródła moich dzieci, chce dostać życiodajnej energii miłości. Droga do wolności to dla mnie odwaga stanięcia z tym, czego doświadczyłam twarzą w twarz i zobaczenie w tym sensu, przytulenie siebie, coś, co robi mądry rodzic swojemu płaczącemu dziecku. Przypominam sobie moje dzieciństwo, młodość i dorosłość

Cała drżę z emocji, jest ich wiele więcej niż reakcji bliskich na moją prawdę. Właśnie minęły urodziny mojego syna i poczułam kolejną falę odrzucenia. Byli bliscy, ale nie z rodziny, były życzenia, ale nie od tych, z którymi związana jestem ciałem i krwią. Zamykam oczy i widzę ich jak stoją złowrogo patrzą na mnie, a ja jeszcze trochę przestraszona z moją prawdą na ustach. Tyle było tajemnic, tyle było smutku, tyle było niezrozumienia. Co chcę powiedzieć?! Jest mi przykro, że nie ma Was obok mnie, jest mi bardzo przykro. Od urodzenia żyłam wizją wspaniałej rodziny, która kocha się pomimo różnic. Od zawsze płakałam na amerykańskich produkcjach familijnych, kiedy pokolenia siadają do wspólnego stołu. I o ironio!! Tworzę trzy osobową rodzinę, matka, córka i syn. Tak, sama to sobie zrobiłam, zgadza się. To ja sama powiedziałam moim bliskim DOŚĆ. Nie chcę być traktowana

Kolejny raz budzę się o 3 rano, wymęczona i zrezygnowana. Budzi mnie strach. Myślę o tym, co zrobić ze sobą, z moim życiem, jaki jest następny krok. Boję się, bo to, co robię powoduje niezadowolenie u najbliższych osób w mojej rodzinie. A ja zawsze byłam grzeczna, tego mnie nauczono. “Słuchaj starszych” dźwięczy mi w uszach. Dotykam mojego pierwotnego strachu o przetrwanie. Chcę żyć, ale nie umiem, tego zrobić bez współzależnej relacji, kontroli, huśtawek emocjonalnych i decydowania za mnie. Tak długo żyłam wsłuchiwaniem się w potrzeby innych, że teraz, kiedy udało się, odcięłam się odeszłam, gubię się w swojej wolności. Tracę czas na zastanawianie się, czego chcę, a jeśli podejmę już decyzję, rozmyślam, czy aby na pewno jest ona dobra. Widzę małą dziewczynkę, która słyszy miliony głosów dookoła siebie, mówiących jej, co ma zrobić, a ona nie wie, kogo posłuchać. Moją dotychczasową strategią