Nadszedł czas, dzielenia się z innymi.

Obudziłam w sobie nauczyciela, intuicję, która rozpoznaje programy z dzieciństwa i pomaga w odnalezieniu prawdy, o nas samych.

Dzięki pracy ze mną rozpoznasz swoje programowanie z dzieciństwa. Zdobędziesz umiejętności, które pozwolą Ci na wsparcie siebie podczas procesu opłakiwania bólu. Otworzysz się, aby uwolnić wyparte emocje. Nawiążesz kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem i ugruntujesz zdrową, pełną troski i akceptacji relację ze sobą. Odkryjesz swój potencjał.

Zapraszam

Na co masz ochotę?

toksyczny wstyd Tag

Czuję w ciele znany mi dobrze ból, więc siadam do pisania. Słowa są dla mnie ratunkiem, potrafią przekazać to, co woła o uwagę, to terapia. Dzisiaj przyszedł czas na toksyczny wstyd. Każdy, kto żył w cieniu narcystycznego rodzica ma w żyłach wstyd zamiast krwi. Dlaczego, bo to jedzenie, którym narcysta karmi swoje dziecko, aby siedziało cicho, aby nie budziło jego ran. Każda próba bycia sobą, każde wołanie o uwagę o emocjonalne zaangażowanie, akceptację i miłość jest dorzucone – ponieważ ona nie ma w sobie miłości, którą mogłaby się podzielić. Toksyczny wstyd zaaplikowany w dzieciństwie nie znika, nie odchodzi ot tak, dotkliwie naznacza każdą relację. W mojej głowie słyszę zdanie: Czego Ty jeszcze ode mnie chcesz? Mam przestać chcieć, nie wolno mi chcieć. Mam brać to, co matka daje i nie marudzić, nie mieć zastrzeżeń. Uwierzyłam tak głęboko w to zdanie, że właśnie tak

Pokazanie siebie, kim na prawdę jestem było dla mnie przełomowym krokiem. Publikując swój pierwszy post nie miałam zielonego pojęcia, co będzie dalej. Miałam nieodpartą potrzebę mówienia do ludzi, powiedzenia mojej prawdy. Było to dla mnie tak naturalne i takie organiczne, że po prostu stało się. Usłyszałam głos: Wilczycą Być i zaczęłam pisać ze środka. Powiedzenie sobie „tak” było dla mnie wolnością, dzięki temu moja kreatywność rosła, moje działania stawały się coraz odważniejsze, a słowa precyzyjnie odzwierciedlały co czułam. Poznawałam siebie na wielu poziomach, ponieważ konfrontowałam swoją prawdę z całym światem, no może nie aż całym, ale jak dla mnie wystarczająco dużym 😉 Mogłam też spełnić wieloletnie marzenie o pracy z ludźmi, o wspieraniu innych w drodze do siebie. Co pięknie dopełnia to, kim jestem. I ten wątek jest spokojny i harmonijny. Mogłabym tylko dopisać żyła długo i szczęśliwe, jednak moje życie uległo

Zaciśnięta szczęki i brzuch to ja i moja prawda uwięziona w ciele. Chcę czasami ją wykrzyczeć w twarz mojej mamie, ale przypominam sobie, że to niszczy przede wszystkim mnie, sieje spustoszenie. Ona każdorazowo odsuwa mój krzyk od siebie i nie słyszy go. Powtarzając w kółko, że mi wybacza i że mnie kocha. A ja wciśnięta jeszcze bardziej w poczucie winy, nie rozumiem jak ona może w to wierzyć. Przecież ona NIE umie kochać, przecież robi to po to, aby zatkać mi usta i aby nasz wspólny taniec zależności wrócił do normy. Chce czerpać z mojego źródła i źródła moich dzieci, chce dostać życiodajnej energii miłości. Droga do wolności to dla mnie odwaga stanięcia z tym, czego doświadczyłam twarzą w twarz i zobaczenie w tym sensu, przytulenie siebie, coś, co robi mądry rodzic swojemu płaczącemu dziecku. Przypominam sobie moje dzieciństwo, młodość i dorosłość

Kolejny raz budzę się o 3 rano, wymęczona i zrezygnowana. Budzi mnie strach. Myślę o tym, co zrobić ze sobą, z moim życiem, jaki jest następny krok. Boję się, bo to, co robię powoduje niezadowolenie u najbliższych osób w mojej rodzinie. A ja zawsze byłam grzeczna, tego mnie nauczono. “Słuchaj starszych” dźwięczy mi w uszach. Dotykam mojego pierwotnego strachu o przetrwanie. Chcę żyć, ale nie umiem, tego zrobić bez współzależnej relacji, kontroli, huśtawek emocjonalnych i decydowania za mnie. Tak długo żyłam wsłuchiwaniem się w potrzeby innych, że teraz, kiedy udało się, odcięłam się odeszłam, gubię się w swojej wolności. Tracę czas na zastanawianie się, czego chcę, a jeśli podejmę już decyzję, rozmyślam, czy aby na pewno jest ona dobra. Widzę małą dziewczynkę, która słyszy miliony głosów dookoła siebie, mówiących jej, co ma zrobić, a ona nie wie, kogo posłuchać. Moją dotychczasową strategią

Co chcę dziś powiedzieć, wydusić z siebie. Milczałam, bo strach spinał mi gardło, strach mówił zostań tu gdzie jesteś, nie chcesz znać całej prawdy, jak było. Nie miał racji, chcę, już czas. Zobaczenie całego spektrum choroby rodzica jest bardo trudne. Zobaczenie tego, jakiej traumy i przemocy emocjonalnej doświadczyło się w dzieciństwie jest ogromną odwagą. Uświadomienie sobie i zaakceptowanie, że osoba z którą żyłam jest chorobą, a nie moją mamą dał mi ogromne poczucie ulgi i zrzuciło z moich pleców ciężar i smutek. Poszłam, pozwoliłam przypomnieć sobie to szaleństwo w jakim żyłam i jakiego doświadczałam. Jak tylko świat wymykał się mojej mamie spod kontroli zamieniała się w niszczyciela, paliła wszystko i wszystkich, byle tylko nie czuć i znaleźć, kogoś kogo można obwinić za cały ten ból. Pamiętam, że chowałam się po kątach, że uciekałam w świat marzeń, że znikałam w innej rzeczywistości, uciekałam