Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Jordan – historia wielu kobiet

 

Kiedy usiadłam na teatralnym krześle nie miałam pojęcia co za chwilę zobaczę. Już pierwsze słowa porwały mnie do świata Shirley. Poznałam ten specyficzny rodzaj narracji, te gwałtowne zmiany nastroju. Słuchając jej, czułam cały bagaż tej kobiety, było w nim tak wiele cierpienia, bólu, samotności i odrzucenia, a przede wszystkim ogromny głód miłości.

 

 

 

Tak wiele kobiet mogłoby podpisać się pod dramatyczną historią Shirley. Nie twierdzę, że każda zraniona kobieta jest zdolna zabić swoje dziecko. Nie. Jednak każda zraniona i niekochana kobieta, desperacko chce przestać cierpieć.

 

Szczególnie, że najczęściej ten ból jest efektem przemocy doświadczonej już w dzieciństwie. Często jeżeli ból jest z nami od lat, chcemy po prostu o nim zapomnieć, zgubić go. Wtedy jesteśmy podatne na rozwiązania, które jedno po drugim przynoszą jeszcze większy ból i destrukcję naszego życia.

W historii Shirley widać jak głęboko odcięta jest od siebie, tego co czuje i czego potrzebuje w życiu oraz jak bardzo świat marzeń jest jej ukojeniem i bezpiecznym azylem. W jej wewnętrznym dialogu słychać toksyczny głos, który nie daje jej wsparcia i szansy na miłość i zatroszczenie się o siebie. Co jest efektem przemocy jakiej doświadczyła w swoim życiu. Kiedy Shirley, jako dziecko kształtowała swój obraz świata jej doświadczenia nauczyły ją, że miłość to przemoc, ból oraz brak szacunku.

 

 

 

To spowodowało, że nie potrafiła odnaleźć w swoim życiu zdrowej bliskości, wsparcia, ciepła i akceptacji. Dlatego też z taką siłą przylgnęła do Dave’a, który wykorzystując jej dziecięcą ufność wplątał ją w relacje, która początkowo słodka z czasem zamieniła się w potworną gorycz.

 

 

 

Shirley nie znając innego życia nie potrafiła odejść, pozostała przy mężczyźnie, który każdego dnia niszczył ją i wpychał jeszcze głębiej w ramiona zagubienia i emocjonalnej śmierci.

 

Pojawienie się Jordan’a obudziło w Shirley iskrę miłości, która wspierana mogłaby przerodzić się w jej nowe życie. Niestety pojawia się Dave, który w swojej niepohamowanej potrzebie niszczenia chce odebrać Shirley dziecko, ponieważ ma świadomość tego, że ta miłość jest jej ostatnia szansą na odbudowanie jej życia. Jednak tak się nie dzieje ponieważ nikt, ani policja, ani pomoc społeczna nie widzą kim naprawdę jest Dave.

 

Nie rozumieją, że gdyby dali szansę Shirley otaczając ją opieką i wsparciem, jej instynkt macierzyński i miłość jaką darzyła swojego syna, dałyby jej siłę do powstania i złapania życiowej równowagi.

 

 

 

Uwierzyli w słodkie słówka i gładką powierzchowność Dave’a, który omotał ich tak samo jak zrobił to wcześniej z Shirley.

„Jordan” głęboka i wzruszająca historia, która pokazuje jak bardzo jako ludzie odeszliśmy od kontaktu z emocjami i swoim wnętrzem. Życie Shirley pełne dramatu, odrzucenia, pustki i braku zrozumienia, mogło być zupełnie inne, gdyby otrzymała to wszystko, co było jej potrzebne do zbudowania miłości w sobie.

 

Ogromnie dziękuję Dorocie Landowskiej oraz Zuzannie Bernat za wrażliwość, serce i pełne oddanie dramatu Shirley.

Zdjęcia: Damian Hornet

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Proces żałoby po dysfunkcyjnym dzieciństwie i toksycznej relacji

Nagrałam ten film, ponieważ chcę Cię wesprzeć w procesie żegnania się z przeszłością niezależnie od tego, czy żegnasz dzieciństwo, które było przepełnione bólem, smutkiem oraz samotnością czy zakończyłaś toksyczną relację. W każdym przypadku przejście przez żałobę uwalnia i pozwala odnaleźć wewnętrzny spokój po często trwającej latami burzy.

Mam nadzieję, że dzięki temu nagraniu zrozumiesz, że to co czujesz jest właściwe i oczywiste po tak trudnych doświadczeniach. A dzięki tej akceptacja będziesz mogła żyć swoim życiem tu w teraźniejszości wzbogacona o mądrość, którą wyniosłaś po tym procesie.

Co jest niezmiernie istotne to akceptacja dla siebie i tego co czuję i czego potrzebuję. Trauma, która trwała latami wymaga wielu wysiłków i starań z naszej strony, aby mogła przerodzić się w siłę. Wymaga też od nas łagodności i cierpliwości, upadków i wzlotów. Po każdym upadku wstajesz silniejsza, ponieważ zmierzyłaś się z przejmującym bólem czy smutkiem, a nie uciekłaś od niego. Podziękuj sobie za to i zobacz jak bardzo jesteś inna od tej, którą byłaś tydzień temu, miesiąc czy rok.

Dzięki tym działaniom powoli, lecz skutecznie budujesz swoją odporność i siłę. A to zaowocuje szczęśliwym życiem w zgodzie ze sobą. Tą sobą, która umie dbać o siebie i swoje potrzeby bez poczucia winy i wstydu.

Uściski dla Ciebie i zapraszam!

Nowa Ty

Zadbaj o siebie! Tylko jak?

Kiedy próbujemy się pozbierać po toksycznej relacji i dzieciństwie mamy sporo pracy do zrobienia. Wiele obszarów naszego życia leży w gruzach. Abyś mogła to zrobić potrzebujesz siły oraz psychicznej odporności, aby mierzyć się z przeszłością i jej konsekwencjami.

To nagranie może być dla Ciebie wsparciem, ponieważ dzielę się w nim swoimi spostrzeżeniami oraz podpowiadam co możesz zrobić, aby sobie pomóc.
Wiem, że czasami ta droga jest trudna i wyboista jednak prowadzi Cię do życia o jakim marzyłaś. Dlatego wprowadzając małe zmiany stopniowo budujesz w sobie siłę i stajesz się dla siebie priorytetem. 

Wierzę w Ciebie! Powodzenia <3

 

Toksyczne związki

4 techniki manipulacji, sprawdź czy im ulegasz

 

Droga Wilczyco, nagrałam ten film dla Ciebie jeżeli nie jesteś pewna czy funkcjonujesz w toksycznej relacji czy też nie. To nagranie nie dotyczy tylko relacji romantycznej. Techniki manipulacyjne o których mówię w nagraniu mogą dotyczyć każdej relacji międzyludzkiej.

 

Jeżeli dorastałaś w domu, w którym takie zachowania były czymś stałym możesz  mieć problemy z rozpoznaniem osób agresywnych, które stosują tego typu manipulacje, ponieważ uważasz takie zachowania za normalne i akceptujesz je.

 

Jeżeli w rodzinie jeden z rodziców był osobowością agresywną, wtedy też  w kontakcie z takimi osobami w dorosłości możemy wchodzić w rolę ofiary i pozwalać innym wciągnąć się do gry.

 

Pierwszym z kroków który pomorze nam rozpoznać takie osoby i postawić im granice jest rozpoznanie problemu i znajomość technik, jakie stosują osoby agresywne.

 

Ta wiedza pomoże Tobie powiedzieć STOP, postawić granice  i nie dać się wciągać w grę. Pomoże Tobie również pozostać przy sobie – zamiast wciągania się w piekło niepewności, poczucia winy i utraty gruntu pod nogami.

 

Jeżeli chciałabyś zacząć stałą pracę nad sobą zapraszam Cię do dołączenia do naszej wilczej społeczności. Wilcze Stado to platforma na której znajdziesz materiały do pracy nad sobą. Co miesiąc publikowane są nowe. Wilcze Stado powstało w czerwcu 2020. Wykupując dostęp do platformy masz również dostęp do archiwalnych materiałów. Zapraszam Cię do naszej społeczności. Klikając w poniższe zdjęcie przejdziesz na stronę Wilczego Stada!

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Dysonans poznawczy

 

Zapraszam do obejrzenia nagrania, które pomoże Wam zrozumieć, dlaczego wpadamy w pułapkę zastawioną przez narcyza? Dlaczego pozostajemy tak długo w związku, który niszczy nas i powoduje nasze pogłębiające się cierpienie i smutek?

 

Ofiary przemocy narcystycznej są często postrzegane przez osoby z zewnątrz jako osoby, które pozwalają i wspierają swojego oprawcę. Wynika to z niezrozumienia problemu. Braku świadomości co to wiązania pourazowe, syndrom Sztokholmski. Zrozumienie tych pojęć obrazuje proces stawania się ofiarą, zagubienia i braku rozwiązań.

 

Kiedy jesteś w toksycznym związku z osobą, która manipuluje i kreuje rzeczywistość wierzysz, że ten związek jest Ci potrzebny do tego, aby żyć i funkcjonować. Stajesz się pochłonięta przez ten związek, koniec związku utożsamiasz z końcem świata. Każdy kto próbuje ratować ofiarę przed oprawcą wywołuje lęk. Ofiara chroni swojego oprawcę.

 

Wychodzenie z tego stanu to proces, który wymaga zrozumienia problemu i rozpoznania ran. Wymaga też odcięcia się od źródła naszego cierpienia co jest największym wyzwaniem, ponieważ jak mówiłam w nagraniu dotyczącym wiązań pourazowych jesteśmy uzależnieni na poziomie fizycznym i mentalnym.

 

Kiedy byłam na początku swojej drogi leczenia nie miałam pojęcia z czym się mierzę, ponieważ nie widziałam z kim żyłam. Zrozumiałam głębie problemu i wpływ jaki miał ten związek na mnie i moje życie dopiero po rozstaniu.
<3

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Proces wiktymizacji, wchodzenie w rolę ofiary

 

Bycie ofiarą to jedyna rola jaką znałam z dzieciństwa. Każdy kto dorastał w toksycznej rodzinie przetrwał, ponieważ przyjął „jakąś rolę”.

 

Twoja rola jest uwarunkowana wieloma czynnikami. Jako dziecko walczymy o przetrwanie, obserwujemy otaczający nas świat i dopasowujemy swoją strategię przetrwania do sytuacji rodzinnej, do tego kim jesteśmy i na co reagują rodzice, którzy dopuszczają się toksycznych zachowań.

 

Nauczono mnie żyć z poziomu ofiary, brać to co życie przynosiło i nie podejmować prób zmiany, ponieważ wiązało się to ze zbyt dużym zagrożeniem, czyli utratą aprobaty ze strony mojej mamy, ale również rodzeństwa. Jako najmłodsze dziecko w rodzinie miałam być posłuszna i grzeczna.

 

Dziś wiem, że miałam służyć jako ktoś kto ma przyjmować frustrację i niezadowolenie domowników bez szansy na realizację własnego życia. Do momentu zmiany żyłam „bezpiecznym” życiem, czyli próbowałam zadowalać wszystkich i jednocześnie żyłam tak aby nie narażać się na niebezpieczeństwa.

 

Pozostajemy w mentalności ofiary do czasu, kiedy podejmiemy decyzję o wyjściu z tej roli o przerwaniu dotychczasowych schematów i wzięciu odpowiedzialności za własne życie. Ta zmiana wiąże się ze stanięciem twarzą w twarz ze strachem, który towarzyszy nam od dzieciństwa, mówię tu o lęku przed odrzuceniem/porzuceniem przez rodzica.

 

Wejście w taką rolę w dzieciństwie powoduje, że powielamy takie relacje i schematy zachowania i trudno jest nam stworzyć relacje oparte na partnerstwie i równowadze.

 

Świadomość problemu to pierwszy krok do wolności <3

 

Toksyczne związki

Współ-rodzicielstwo z osobą narcystyczną

 

Wilczyco jest to temat, o który często mnie pytacie, dlatego też postanowiłam napisać o tym. Niewiele jest dostępnych badań, czy opracowań dotyczących rodzicielstwa rodziców narcystycznych, dynamiki takiej rodziny oraz efektów jakie ma takie rodzicielstwo na dzieci.

 

Patrząc na swoje doświadczenia bycie dzieckiem narcystycznego rodzica odcisnęło ogromne piętno na mnie i moim życiu. Jednocześnie przez lata nie byłam świadoma problemu. I myślę, że to dotyczy wielu osób.

 

Jeżeli jesteś w związku, w którym ojciec Twojego dziecka jest osobą o cechach narcystycznych pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie tego, z kim masz do czynienia. Wiele osób które do mnie piszą – wierzy, że te osoby potrafią kochać bezwarunkową miłością swoje dzieci.

 

Myślałam podobnie, jednak życie pokazało mi zupełnie coś innego. Jeżeli nie przestrzegasz warunków i oczekiwań tracisz zainteresowanie, a otrzymujesz odrzucenie i zniesmaczenie. Potwierdzenie moich słów możecie odnaleźć w książkach dotyczących osób toksycznych i ich strategii. Jest to bardzo trudna prawda, aby ją uznać potrzebowałam lat i wielu doświadczeń, a przede wszystkim kontaktu z moimi emocjami.

 

Pomocne może być, jeżeli ten problem dotyczy Ciebie zweryfikowanie myślenia o rodzicielstwie i opracowanie planu wspierania dziecka w radzeniu sobie z rodzicem, który zaburza naturalny rozwój na poziomie emocjonalnym i psychologicznym.

 

Rodzicielstwo osoby o cechach narcystycznych jest rodzicielstwem pochłaniającym lub ignorującym. Odniosę się do tego tematu w innym artykule lub nagraniu. Każda z tych postaw nie pozwala dziecku na stworzenie własnego Ja, swojej indywidualności.

 

 

 

Ograniczenie kontaktu – na tyle na ile możesz to zrobić. Osoby narcystyczne cały czas dążą do tego, abyś pozostała w związku, rozwód i czas, który minął nie mają znaczenia. Taka osoba nie odpuszcza wciągania Cię w emocjonalne i psychologiczne rozgrywki. To powoduje, że dzieci cierpią, ponieważ wyczuwają tą walkę pomiędzy rodzicami.

 

 

Jeżeli Twoje dziecko będzie znało zasady dotyczące Waszego życia będzie mu zdecydowanie łatwiej. Granice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa. Przewidywalność i stabilizacja są niezbędne, kiedy dziecko wraca z weekendu, w którym doświadczyło burzy emocjonalnej u drugiego rodzica.

 

Naucz swoje dziecko, jak ma rozładowywać napięcie emocjonalne, z którym wraca po spotkaniu z rodzicem narcystycznym. Nauka samoświadomości jest niezastąpionym i bezcennym kołem ratunkowym. Ucz swoje dziecko nazywania tego co czuje, łączenia odczuć z ciała z emocjami. To da dziecku zrozumienie tego co się z nim dzieje i dlaczego tak się dzieje. Tym samym Twoje dziecko nauczy się samoobserwacji i będzie umiało zauważyć, kiedy rodzic narcystyczne będzie zrzucał na nieodpowiedzialność za siebie i swoje uczucia.

 

Chroń swoje dziecko, ale nie ucz go roli ofiary. Pozwalaj mu na kształtowanie własnej opinii.

 

Pozwól, aby Twoje dziecko mierzyło się z tym na co jest gotowe. Nie jesteś w stanie cofnąć czasu, wymienić rodzica, czy wymusić na drugim rodzicu terapii. Zmierz się z tym na poziomie emocjonalnym, wyrzuć całą złość i smutek jakie za tym stoją. Dzięki temu będziesz w stanie wesprzeć swoje dziecko w drodze do samodzielności i dojrzałości emocjonalnej. Twoja postawa jest bardzo ważna, ponieważ tylko Ty możesz pomóc swojemu dziecku wyrosnąć na empatycznego i zdrowego człowieka, który będzie umiał rozpoznawać toksycznych ludzi i stawiać im granice.

 

Mam nadzieję, że ten krótki tekst zainspiruje Cię do działania i docierania do Twojej wewnętrznej siły nawet w obliczu tak trudnego zadania. Jestem z Tobą całym sercem <3

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Konsekwencje toksycznego dzieciństwa: autodestrukcja.

Dziś kilka słów o uzależnieniu, zachowaniach autodestrukcyjnych i nauce bycia swoim rodzicem.
 

Kiedy mówimy o swoim uzależnieniu od czegokolwiek (alkoholu, narkotyków, seksu, hazardu, wydawania pieniędzy, internetu …), o swoich problemach z jedzeniem, swoich zachowaniach kompulsywnych i autodestrukcyjnych często podchodzimy do tego, jako do problemu. Warto, abyśmy pamiętały, że to przez lata były nasze mechanizmy, które ratowały nam życie pozwalały przetrwać we wrogim środowisku. Te zachowania pokazują nam też ból, który jest w nas, a który często pomijamy i uciekamy od niego np. w perfekcjonizm.

 

Jeżeli zaczniemy patrzeć na siebie z empatią i zrozumieniem, zobaczymy, że w amoku tego uzależnienia i osądzania -jestem ja, która potrzebuje pomocy. Dzięki temu, że pochylimy się nad sobą i swoim zagubieniem odnajdziemy siłę do pracy i zmiany swojego życia.

Przez lata zastanawiałam się, dlaczego mój wzrok przyciągają wszyscy nieszczęśliwi, obdarci i pijani ludzie na ulicy. Patrząc na nich widziałam ich autodestrukcję i brak miłości i troski o siebie. W każdej z tych osób widziałam samą siebie, którą pomijałam w moim życiu codziennym. Każda z tych potrzebujących osób była częścią mojego bólu i smutku, którego u siebie nie chciałam widzieć. Ponieważ miałam dach nad głową, pełny brzuch i czyste ubranie. Dlatego też dociskałam siebie bardziej obwiniając się za brak efektów tego dobrego życia. Wpadałam w perfekcjonizm i brak empatii i zrozumienia co powodowało nasilenie wszystkich moich kompulsywnych zachowań.

 

Podejmowałam miliony prób pracy z uzależnieniami i autodestrukcją. Wiele razy padałam na kolana, bo nie było efektów – wracałam do punktu wyjścia. To były niesamowicie bolesne lekcje.
Już było dobrze, miałam za sobą okresy wolności od towarzyszącego tym uzależnieniom bzyczenia w głowie i nagle bum. Nie udźwignęłam, poszłam na zakupy, rozdrapałam swoją skórę do krwi, wpadłam w szał sprzątania. Tylko po to, aby nie czuć tego napięcia w głowie i ciele, które było tak nieznośne. A potem było poczucie winy i wstyd za siebie, za brak konsekwencji, wytrwałości, za słabość.

 

Powtarzająca się pętla.

 

Te upadki spowodowały, że zaczęłam się intensywnie przyglądać temu cyklowi. Co mi to przypominało z przeszłości? Jakie myśli, uczucia i schematy temu towarzyszyły?

Zrozumiałam, że ten cykl był cyklem relacji z moją narcystyczną matką. W relacji z moją matką zawsze był dramat, jej dociskanie mnie do granic wytrzymałości, jej kłamstwa, że miłość to ból, mój wybuch, jej separacja i odrzucenie mnie, moje bieganie za nią i przeprosiny. I całość zaczynała się od nowa.
Te schematy kształtowały moje życie i działanie. Przenosiłam ten schemat na wiele płaszczyzn mojego życia – związek, pracę, macierzyństwo, życie codzienne. Nie potrafiłam zbudować niczego stabilnego.

 

Schemat zaczął padać, kiedy zaczęłam być swoim wewnętrznym rodzicem. Kiedy zaczęłam dbać o siebie. Uczyłam się tego jak postępują dojrzali rodzice, jak stawiają granice swojemu dziecku i wymagają w dojrzały mądry sposób, uczyłam się jak mobilizować siebie do działania i niepoddawania się w obliczu trudności. Uczyłam się zatrzymywać swoją autodestrukcję i samo-nienawiść, kiedy mój perfekcjonizm wymagał ode mnie natychmiastowych sukcesów. To o czym piszę było łatwe do zrobienia dla innych, ale nie dla siebie. W czasie tej drogi napotykałam swój bunt i opór. Byłam wściekła na świat i wszystkich dookoła. I jednocześnie Wszechświat pokazywał mi: Justyna nie ma innej drogi. To co zrobią za Ciebie inni nie przetrwa, będzie tylko na chwilę. To, gdzie nie bierzesz odpowiedzialności za siebie nie zniknie z Twojego życia i nie naprawi się samo. Mieszanka złości, przerażenia i oporu. A w tle mój wewnętrzny głos: Kochana jestem przy Tobie, daj sobie czas, zrób mały krok i poczujesz swoją siłę.

 

Z tych małych kroków tworzymy swoje nowe życie, swoją tożsamość. Te małe kroki powodują, że integrujemy nasz Umysł/Ciało/Serce i Ducha a w tej integracji jest miłość i akceptacja tego kim jesteś.

Wilczyce zapraszam Was do podzielenia się Waszą historią <3

2018_07_30_Wiązania pourazowe
Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Wiązania pourazowe – zapętlenie w toksycznej relacji.

Poczułam silną potrzebę nagrania tego filmu, ponieważ wiem jak wiele wartości wniosła do mojego życia znajomość i świadomość tego terminu. Owszem przyniosło mi to wiele bólu, ale to był ból, który i tak był częścią mojego życia niezależnie od tego, czy chciałam na niego patrzeć czy też nie.

Dziś wiem, że życie w zaprzeczeniu było znacznie boleśniejsze, ponieważ nie było w nim miłości i empatii do mnie samej. Nie było w nim też nadziei na zmianę, tkwiłam w bezsilności.

Jeżeli jesteś w relacji z osobą toksyczną – wiązanie pourazowe jest częścią Twojego życia. Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie tego i rozpoznanie problemu.

Dzięki temu, że jesteśmy obecni w naszym życiu, w naszej rzeczywistości jesteśmy w stanie poszukać wsparcia i pomocy po to, aby przerwać wiązania pourazowe i uwolnić się z toksycznej relacji.

Praca nad samoświadomością i troską o siebie pozwala nam na przecięcie tych wiązań, które trzymają nas w niewoli.

 

Toksyczne dzieciństwo

Dlaczego byłam tak bardzo zależna?

Bardzo często rozrywało mnie poczucie bezsilności wtedy, kiedy goniłam za miłością i akceptacją osoby, która nie chciała mi jej dać. Nie potrafiłam wtedy zrozumieć, dlaczego tak jest, że nie dostaję tej miłości i dlaczego tak desperacko gonię. Szczerze mówiąc myślałam o sobie w przeszłości, że kocham i szanuję siebie. Jednak skąd ten ból, który przeszywał moje ciało i łamał moją osobowość, kiedy ktoś odchodził i zostawałam sama. Wtedy czułam jakby mój świat się walił, jakbym przestawała istnieć. Nie miałam sił, umiałam tylko być ofiarą, nie potrafiłam tego zmienić. Powtarzałam w głowie, Dlaczego tak jest? Dlaczego życie jest dla mnie tak okrutne?
W pogoni za akceptacją i miłością działałam kompulsywnie, raniąc siebie jeszcze bardziej. Odbierałam sobie godność i znikome poczucie własnej wartości. Były momenty, kiedy śmiechem zasłaniałam totalną rozpacz, którą czułam. Czułam się dobrze tylko wtedy, kiedy doświadczałam osoby, która była blisko, na której mogłam się oprzeć, wręcz owinąć się wokół niej i pozwolić jej kierować moim życiem. Zmieniałam swoje zdanie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wmawiając sobie, że właśnie tego chcę i to jest moim pragnieniem. Teraz wiem, że to kłamstwo jakim karmiłam siebie po to, aby przetrwać kolejny dzień. Życie w iluzji, we mgle.
Wmawiałam sobie, że jestem szczęśliwa, wolna, niezależna. Oburzałam się opiniami na swój temat sugerującymi zależność. Nie chciałam tego słyszeć, nie byłam w stanie udźwignąć tej świadomości, więc odsuwałam ją od siebie. Oszukiwałam siebie i mówiłam, że mogę wszystko. Jednocześnie stojąc w miejscu i przestawiając meble z zastraszającą częstotliwością – to dawało mi złudzenie działania. Dlaczego w moim życiu było tak wiele iluzji, naiwności i kłamstwa? Dlaczego tak bardzo oszukiwałam siebie?!
Ponieważ żyłam w domu, w którym brakowało bezpośredniej komunikacji, w którym nie czułam się widziana. Komunikaty nie były jasne, były pasywno-agresywne, sarkastyczne. W moim domu panowały tematy tabu, tajemnice, zaprzeczanie, kłamstwa. Przekaz werbalny i niewerbalny był niespójny.
Komunikacja jest podstawą relacji i nie myślę tu tylko o słowach, małe dziecko porozumiewa się z matką pozawerbalnie, dlatego też spójność słów z ciałem jest niezmiernie ważny, szczególnie w rodzinie, ponieważ to rodzice wprowadzają nas w świat komunikowania się. Właśnie od rodziców zależy w dużej mierze jak będziemy postrzegać świat i porozumiewać się z ludźmi, nawiązywać i utrzymywać relacje z nimi. Jeżeli żyjemy w rodzinie, w której jest otwartość, szczerość wtedy dorastamy w poczuciu bezpieczeństwa, stabilizacji i zaufaniu do świata i ludzi. Widzimy świat dookoła nas jako spójny, prawdziwy.
Kiedy jesteśmy dziećmi, rodzice to cały nasz świat, szczególnie matka. Mamy bezgraniczne zaufanie do naszej rodziny i wierzymy, że ze strony rodzica nie może spotkać nas nic złego. Kiedy jednak nasi rodzice lub jedno z rodziców nie jest w kontakcie ze sobą, kłamie, udaje, zaprzecza i manipuluje prawdą wtedy dziecko coraz częściej czuje w sobie napięcie psychiczne i emocjonalne, ponieważ informacje jakie docierają do dziecka są sprzeczne.
Będąc dzieckiem często słyszałam od matki „Przytul się do mnie” a kiedy podchodziłam czułam jak ciało mojej matki stawało się nieprzystępne i sztywne. Odsuwałam się wtedy, ponieważ czułam, że moja mama wcale nie chce tej bliskości. A wtedy słyszałam jej słowa „Nie kochasz już mnie, nie chcesz się przytulić?” wywoływało to we mnie ogromny ból i rozdarcie. Przecież to nie była prawda, ja chciałam się przytulić, chciałam być blisko, ale dostałam inny sygnał. Dotarłam do tego wspomnienia, ponieważ jako osoba dorosła miała wielki opór przed przytuleniem się do mojej mamy, a kiedy czasami robiłam to czułam jej ciało. Moja własna mama odpychała mnie od siebie, tak bardzo nie mogła znieść tej bliskości.
Jednak jako dziecko tego nie wiedziałam. Takich komunikatów było mnóstwo. Długotrwałe narażenie dziecka na podwójne wiązania, właśnie tak określa się tego typu komunikaty, powoduje, że dziecko czuje ciągłe napięcie, niepewność, wyostrza też swoją uwagę i brakuje mu poczucia bezpieczeństwa. Takie dzieci w tym i ja mają w sobie ciągłą potrzebę poszukiwania prawdy. Ponieważ rodzic przez lata pozostawiał je w poczuciu sprzeczności. Moja mama potrafiła zadawać mi ból i mówiła, że robi to z miłości i troski o mnie. Kiedy wracam do tych momentów jest w nich jeszcze ból i niezrozumienie.
Dorastanie w takim domu ma ogromny wpływ na nasze dorosłe życie, ponieważ dramatycznie zakrzywia nasze widzenie świata. Przestajemy wierzyć sobie, nie czujemy swojego JA, nie czujemy swojej wartości. Takie dzieciństwo wielu z nas doprowadza do zależności. Nie potrafimy rozpoznawać swoich uczuć, nie potrafimy ich nazwać. Dołącza do tego ogromne poczucie winy, ponieważ dążymy do rozwikłania wewnętrznego konfliktu, chcemy czuć się kochani i widziani przez naszego rodzica. Podejmujemy kolejne próby pokazania rodzicowi jak bardzo go kochamy, jednak żyjąc w tak dysfunkcyjnym środowisku i podwójnych komunikatach, spotykamy się z powtarzającym się odrzuceniem. Cokolwiek byśmy nie zrobili okazuje się, że nasze zachowanie jest niewłaściwe, a my jesteśmy wadliwi.
Idziemy w świat zupełnie nieświadomi, nie zdajemy sobie sprawy, że to co w naszym domu było codziennością było dla nas tak bardzo krzywdzące. Jednocześnie konfrontując się ze światem zewnętrznym doświadczamy niezrozumienia, odrzucenia i braku akceptacji, nasze wnętrze podszyte jest coraz bardziej wstydem i lękiem. Z biegiem czasu stajemy się niepewni siebie i tracimy wiarę, że zasługujemy na szczęśliwe życie.
Zrozumienie doświadczeń z dzieciństwa pozwoliło mi na uwolnienie siebie, spotkanie się z moimi lękami i pracę z nimi.
Będąc na ścieżce samopoznania coraz wyraźniej widziałam, że jestem całością i zasługuję na miłość teraz. A nie wtedy, gdy będę idealna ani za głupia, ani za mądra. Coraz bardziej czułam i widziałam kłamstwo i zaprzeczenie w jakim dorastałam. Uczę się mówić o tym coraz głośniej.
Mam nadzieję, że moje doświadczenia rozjaśnią Wam waszą drogę samopoznania.
Serdecznie Was pozdrawiam <3

 

Miniaturka_14
Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Osobowość toksyczna – znaki ostrzegawcze cz. 3

To już ostatnie nagranie dotyczące zachowań osób toksycznych. Mam wielką nadzieję, że te nagrania potwierdziły przeczucia waszej intuicji i rozwiały wasze wątpliwości. Wiem, że to, o czym mówię to nie są proste sprawy, mówię o zachowaniach, które łamią i niszczą, które odbierają radość i osłabiają ciało i duszę. Jednak tylko my możemy powiedzieć stop, dość, nie zgadzam się na to – zasługuję na miłość, szacunek i wsparcie.

Wierzyłam, że mój smutek to efekt tego, że jestem wadliwa, niedobra, że muszę się zmienić, aby poczuć szczęście w moim sercu.
Tak musiałam się zmienić, ale jakże w inny sposób od tego, o którym myślałam.
Musiałam dokonać wyboru, jakich ludzi chcę w moim życiu. Postawiłam na tych, przy których kwitnę, wzrastam i czuję się bezpiecznie.

Właśnie tego Wam życzę kochani <3

 

Miniaturka_13
Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Osobowość toksyczna – znaki ostrzegawcze cz.2

Oddaje Wam kolejne nagranie dotyczące zachowań, które są znakami ostrzegawczymi, które powinny nas obudzić i pobudzić do przyjrzenia się, w jakiej relacji jesteśmy lub w jaką relację wchodzimy. Wierzę też w to, że ten film, a właściwie informacje w nim zawarte pomogą Wam nabrać pewności i potwierdzą to, co czujecie od dawna będąc w relacji z osobą toksyczną. Czasami potrzebujemy małej iskierki, która zapalona otworzy nas i pomoże nam uwolnić się i zerwać zależność.

Zapraszam Was <3

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Rozwód

Wracam dziś do dnia, kiedy stanęłam za swoimi potrzebami w związku, w którym chciałam być szczęśliwa i spełniona. W sercu liczyłam na wspólną przemianę. Był to mój akt odwagi i zarazem desperacji. Byłam zdesperowana, ponieważ dotarłam do niemocy w sobie. Nie mogłam już więcej się starać, teraz ja potrzebowałam silnych ramion, które poniosą mnie i wesprą, dadzą zrozumienie, miłość i bezpieczeństwo.

Jednak ramiona zdecydowały inaczej, zaczęły pakować walizki. Usłyszałam stanowcze NIE na moją propozycję zmiany w dotychczas ustalonym porządku, na wejrzenie w głąb siebie i odnalezienie równowagi, partnerstwa.

Stało się, słowa się wylały, a za nimi było działanie. To, co spłynęło na mnie powaliło mnie na kolana. Czułam się jakbym leżała w kałuży czegoś, co nie pozwalało mi na ruch, umiałam tylko płakać. Żadnych rozwiązań, żadnych nadziei, czułam tylko stratę, porażkę i wstyd. Kilkanaście lat mojego życia straciło sens, cały wysiłek, uczucie, staranie leżało na dnie śmietnika.

Związek, który nie dał mi bezpieczeństwa, ponieważ jak lustro pokazywał mi to, co było w dzieciństwie, odgrywałam ten sam taniec. Potrzebuję Twojej miłości mamo a ty uciekasz, nie ma cię dla mnie, nie widzisz mnie. Jest tylko pustka. Zamiast spojrzeć w siebie odwracałam głowę i goniłam iluzję, goniłam matkę. Tak bardzo nie chciałam cierpieć, ale robiłam wszystko żeby cierpieć. W tej pogoni nie potrafiłam się zatrzymać i znaleźć źródła mojego smutku.

Podczas moich własnych narodzin wahałam się nie chciałam wyjść do świata, bo wiedziałam już, co się wydarzy przeczuwałam, że nie znajdę tam miłości i ciepła. Zawieszona podczas porodu, zawieszona w życiu. Niepotrafiąca podjąć decyzji, w którą stronę iść, najlepsza opcja to pozostać w łonie, zwinięta w kłębek, śpiąca i bezpieczna.

Wszechświat dał mi szansę konfrontacji z tym, czego nie chciałam widzieć. Nie miałam już możliwości powrotu czy ucieczki musiałam spotkać się z tym bólem. Wypróbowałam już wszystkie drogi na skróty, które działały na chwilę. A teraz stałam w tym po pachy, pełna lęku o życie. Myślę, że to, co było w tym cenne to bycie, po prostu czucie tego, co przychodziło, żadnego unikania tylko obecność. Płacz, nienawiść, wściekłość, bezsilność, smutek – karuzela. Wylewało się wiadrami, ja byłam. Czasami budziłam się w nocy przerażona, krzycząca, bliska obłędu – potrzebowałam siebie i swego miękkiego głosu, który rozumie i nie ocenia, który jest.

Zamknęłam się w domu, który dał mi poczucie bezpieczeństwa. Dlaczego uciekałam przed światem? Ponieważ wstydziłam się siebie. Wstydziłam się tego, że nie jestem grzeczna, że chcę czegoś innego niż mi wpojono, że chcę, tak po prostu być sobą. Dotychczas nie dawałam sobie prawa do mojego sposobu na życie. Myślałam, że ten, który dostałam od mamy i rodziny jest jedynym właściwym. Patrzyłam na kolorowych ludzi z zazdrością i tęsknotą w sercu, byli piękni, ale to nie dla mnie. Mój scenariusz został napisany – miałam być zwykła, grzeczna i standardowa, niełamiąca żadnych norm ogólnie przyjętych. Z podziwem patrzyłam na kobiety robiące karierę, szanujące się i spełniające marzenia -jak mnie to skręcało, wstydziłam się tego, że ja też tak chcę, że chcę biegać nago po łące z wiatrem we włosach, a zamiast tego miałam skrępowane ciało.

Działanie, powiedzenie “nie” temu, co było i otwarcie nowych możliwości nie dało mi wolności, ot tak. Przede mną była nauka akceptacji siebie, pokochania każdej mojej inności od narzuconych mi zasad. To było i jest moim największym życiowym wyzwaniem i jednocześnie kluczem do pełni i radości bycia.

Urodziłam się w rodzinie gdzie fasada jest podstawą bycia i ku zaskoczeniu odkryłam w sobie siłę, aby zburzyć ten mur i odkryć prawdę.