Przemyślenia

Granice

Rodzic, który stosuje przemoc emocjonalna i/lub fizyczną, rodzic, który kontroluje i zaniedbuje powoduje, że dziecko nie ma zbudowanych granic i tym samym samoświadomość.
Dzieje się tak ponieważ narcystyczny rodzic traktuje dziecko, jego ciało i umysł jako swoją własność, przedłużenie siebie, dlatego czytanie pamiętnika, listów, przeszukiwanie pokoju, zmuszanie do bliskości uważa za coś oczywistego.

Takie dzieciństwo przynosi katastrofalne skutki w dorosłości. Relacje, w które wchodzimy doprowadzają nas do zagubienia w nich i zapomnienia tego kim jesteśmy. Uczucia innych traktujemy jako swoje i bierzemy za nie odpowiedzialność. Jednocześnie odcinając się od tego co same czujemy, a tym samym nie bierzemy za to odpowiedzialności.

Nie stawiamy granic jednocześnie łamiąc granice innych albo uciekamy przed światem i przed sobą, aby żyć w cieniu. Wszystko to dzieje się ze strachu. Tak bardzo nie chcemy czuć odrzucenia i tego czego tak często doświadczałyśmy w dzieciństwie, czyli poczucia, że coś ze mną jest nie tak, że nie można mnie kochać, jestem wadliwa.

Bez zdrowych granic wchodząc w relacje narażamy się na utratę poczucia własnej wartości, szacunku do siebie, dobra naszych dzieci, pracy, bezpieczeństwa, dóbr materialnych, zdrowia psychicznego i siebie.

Aby stawiać granice musisz poczuć swoją złość, wściekłość i narzekanie. Kiedy mówisz, że masz czegoś dość, że czegoś nie lubisz, że czegoś nie znosisz to mogą być właśnie te obszary, które „proszą się o granice”. Te uczucia są czerwonym światłem, które ma nam zasygnalizować problem. Co więcej, wskazówką do postawienia granicy może też być uczucie zagrożenia, wejście w rolę ofiary, czy „duszenie się” w relacji.

Jeżeli chcesz się wzmocnić w stawianiu granic zapraszam Cię do zastanowienia i zapisania w dzienniku odpowiedzi na poniższe pytania:

Co potrafiłaś oddać w imię utrzymania relacji w przeszłości?

Co poświęcisz dla relacji z kimś dzisiaj? Czego nie oddasz?

Zauważ czy w Twojej postawie coś się zmieniło przez lata?

Jeżeli nie, zastanów się, dlaczego? Co Cię powstrzymuje przed zadbaniem o siebie?

Powodzenia!

YouTube

Rozwód z narcyzem, jak przetrwać?

Jeżeli jesteś osobą, która żyje w toksycznym małżeństwie i myśli o tym, aby zakończyć tą relację to nagranie jest dla Ciebie.

W tym nagraniu mówię o tym co warto zrobić, aby przejść przez rozwód w jak najlepszej kondycji. Dzielę się tym co wynika z mojego doświadczenia i doświadczenia kobiet, które wspierałam w procesie rozwodu.

Jednym z najważniejszych zadań jakie stoją przed Tobą to pożegnanie iluzji i spotkanie z obliczem kogoś kto użyje wszystkich dostępnych mu środków, aby okazać swoją wściekłość z powodu utraty kontroli i przewagi. Potrzebujesz tej świadomości, aby ochronić siebie i swoją rodzinę. Dla narcyza będziesz już zawsze osobą, która odrzuciła go i tym samym uderzyła w jego narcystyczną ranę.

Im bardziej świadomie przez to przejdziesz tym bardziej zadbasz o siebie i dzieci choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to proste i oczywiste. Na etapie, kiedy sama byłam w procesie rozwodowym miałam niewielką świadomość z kim i czym się mierzę. Wierzyłam, że zgadzając się na wszystkie propozycje zapewnię sobie spokój i szybką wolność. Myliłam się i to bardzo. Potrzebowałam sięgnąć do odwagi i siły, którą zakopałam głęboko w sobie, aby obronić siebie i swoją rodzinę.

Życzę Tobie siły i odwagi stania za sobą i dziećmi na jakimkolwiek etapie rozstania jesteś!

Przemyślenia

Przetrwanie

Osoby, które przeżyły traumę idą przez życie unikając bólu, chcą po prostu przetrwać dzień. Wypatrują tego bólu i cierpienia i nie chcą go więcej w swoim życiu.

Ponieważ każda bolesna sytuacja potwierdza przekonanie, że nie zasługuję na miłość i to kim jestem to za mało, aby być szczęśliwym.

Kiedy doświadczysz bolesnego dzieciństwa potrafisz dostrzec ten ból i strach w innych nawet, jeżeli przybiera on inne formy niż Twoja.

Tak naprawdę zdecydowana większość z nas ma taki ból w sobie jednak uczymy się na wiele różnych sposobów na to, aby przykryć ten ból i założyć uśmiech.

Przez wiele lat chodziłam po ulicy ze sztucznym uśmiechem, ponieważ nie akceptowałam tego smutku w sobie. Ten uśmiech nic mi nie dał poza wysyłaniem fałszywego obrazu siebie ludziom wokół mnie i pogłębiającą się depresją.

Czułam ogromny lęk o wszystko, odgrywałam w głowie miliony katastroficznych scenariuszy, z których prawie żaden nie stał się prawdą. Kiedy cokolwiek działo się inaczej niż oczekiwałam od razu wpadała w reakcję obronną, aby uchronić się przed bólem, nie potrafiłam walczyć o swoje marzenia i wizje.

Jeżeli jest w nas tyle lęku i bólu nie jesteśmy w stanie żyć z poziomu miłości i radości owszem możemy podejmować takie próby jednak są one skazane na porażkę.

Dlaczego?
Ponieważ nosimy te uczucia w sobie i nie chcemy ich słyszeć, tylko uciszamy je i/lub odwracamy od nich głowę.

Dlaczego?
Ponieważ tak bardzo boimy się tego, że jak zaczniemy ich słuchać to nas pokonają, za dużo stracimy, nie damy sobie rady z konsekwencjami i pewnie jeszcze wiele innych przekonań blokuje nas przed tym.

Rzeczywiście początki kontaktowania się z emocjami z przeszłości zakotwiczonymi w naszym ciele są trudne i wymagają od nas wiele pracy. Ponieważ jest w nas wiele przekonań, które nas blokują przed tym, aby czuć oraz nasz mózg jest tak skonstruowany, aby nas chronić przed bólem.
To jest wystarczające, aby przy pierwszym podejściu powiedzieć Tobie STOP zostaw to i zajmij się czymś co daje Ci zapomnienie.

Takich momentów w moim życiu było bardzo wiele. Jednak zawsze wracałam, ponieważ ten smutek i lęk odzywały się znowu, a racjonalizacje i próby ucieczki nie pomagały na długo.

Zagłębianie się w to co czuję pozwoliło mi na zobaczenie tego jak bardzo byłam podszyta lękiem, jak bardzo lęk decydował o moim następnym kroku, lęk przed bólem.

Ten mechanizm był motorem moich działań. Dopiero narodziny moich dzieci zaczęły kierować moją energię w stronę miłości. To dla nich zaczęłam zgłębiać temat miłości i z czasem zaczęłam to robić też dla siebie.

Jeżeli chcesz sobie pomóc w kształtowaniu swojej relacji z emocjami warto zacząć zauważać siebie i swoją reakcję na doświadczane emocje. Warto pytać siebie o swoje samopoczucie kilka razy dziennie i zauważać swoje ciało jako ono reaguje na to co czuję.

Albo obserwować swoje ciało i pytać siebie co takiego się stało, że drżą mi ręce albo mam zmarszczone brwi. Jeżeli chcesz, aby to się stało Twoją codzienną praktyką zapisz to na kartce, którą przykleisz w kilku miejscach w których najczęściej przebywasz.

Zmiana sposobu funkcjonowania potrzebuje czasu i ćwiczeń. Jeżeli chcesz w nowy sposób postrzegać siebie zacznij proszę od drobnych kroków, które wkrótce napędzą wielką zmianę.

Jeżeli czujesz, że to co piszę to część Twojego życia zapraszam Cię na Warsztaty Sekret Życia w Równowadze podczas, których dostaniesz narzędzia do pracy z emocjami czyli nauczysz się docierać do nich oraz dowiesz się dlaczego tak jest, że nie umiemy czuć. Co więcej powiem Ci dlaczego czucie jest kluczem relacji ze sobą i innymi.

Terminy warsztatów oraz szczegóły znajdziesz w zakładce SKLEP

Powodzenia i zapraszam <3

Emocje

Rozwód

Wracam dziś do dnia, kiedy stanęłam za swoimi potrzebami w związku, w którym chciałam być szczęśliwa i spełniona. W sercu liczyłam na wspólną przemianę. Był to mój akt odwagi i zarazem desperacji. Byłam zdesperowana, ponieważ dotarłam do niemocy w sobie. Nie mogłam już więcej się starać, teraz ja potrzebowałam silnych ramion, które poniosą mnie i wesprą, dadzą zrozumienie, miłość i bezpieczeństwo.

Jednak ramiona zdecydowały inaczej, zaczęły pakować walizki. Usłyszałam stanowcze NIE na moją propozycję zmiany w dotychczas ustalonym porządku, na wejrzenie w głąb siebie i odnalezienie równowagi, partnerstwa.

Stało się, słowa się wylały, a za nimi było działanie. To, co spłynęło na mnie powaliło mnie na kolana. Czułam się jakbym leżała w kałuży czegoś, co nie pozwalało mi na ruch, umiałam tylko płakać. Żadnych rozwiązań, żadnych nadziei, czułam tylko stratę, porażkę i wstyd. Kilkanaście lat mojego życia straciło sens, cały wysiłek, uczucie, staranie leżało na dnie śmietnika.

Związek, który nie dał mi bezpieczeństwa, ponieważ jak lustro pokazywał mi to, co było w dzieciństwie, odgrywałam ten sam taniec. Potrzebuję Twojej miłości mamo a ty uciekasz, nie ma cię dla mnie, nie widzisz mnie. Jest tylko pustka. Zamiast spojrzeć w siebie odwracałam głowę i goniłam iluzję, goniłam matkę. Tak bardzo nie chciałam cierpieć, ale robiłam wszystko żeby cierpieć. W tej pogoni nie potrafiłam się zatrzymać i znaleźć źródła mojego smutku.

Podczas moich własnych narodzin wahałam się nie chciałam wyjść do świata, bo wiedziałam już, co się wydarzy przeczuwałam, że nie znajdę tam miłości i ciepła. Zawieszona podczas porodu, zawieszona w życiu. Niepotrafiąca podjąć decyzji, w którą stronę iść, najlepsza opcja to pozostać w łonie, zwinięta w kłębek, śpiąca i bezpieczna.

Wszechświat dał mi szansę konfrontacji z tym, czego nie chciałam widzieć. Nie miałam już możliwości powrotu czy ucieczki musiałam spotkać się z tym bólem. Wypróbowałam już wszystkie drogi na skróty, które działały na chwilę. A teraz stałam w tym po pachy, pełna lęku o życie. Myślę, że to, co było w tym cenne to bycie, po prostu czucie tego, co przychodziło, żadnego unikania tylko obecność. Płacz, nienawiść, wściekłość, bezsilność, smutek – karuzela. Wylewało się wiadrami, ja byłam. Czasami budziłam się w nocy przerażona, krzycząca, bliska obłędu – potrzebowałam siebie i swego miękkiego głosu, który rozumie i nie ocenia, który jest.

Zamknęłam się w domu, który dał mi poczucie bezpieczeństwa. Dlaczego uciekałam przed światem? Ponieważ wstydziłam się siebie. Wstydziłam się tego, że nie jestem grzeczna, że chcę czegoś innego niż mi wpojono, że chcę, tak po prostu być sobą. Dotychczas nie dawałam sobie prawa do mojego sposobu na życie. Myślałam, że ten, który dostałam od mamy i rodziny jest jedynym właściwym. Patrzyłam na kolorowych ludzi z zazdrością i tęsknotą w sercu, byli piękni, ale to nie dla mnie. Mój scenariusz został napisany – miałam być zwykła, grzeczna i standardowa, niełamiąca żadnych norm ogólnie przyjętych. Z podziwem patrzyłam na kobiety robiące karierę, szanujące się i spełniające marzenia -jak mnie to skręcało, wstydziłam się tego, że ja też tak chcę, że chcę biegać nago po łące z wiatrem we włosach, a zamiast tego miałam skrępowane ciało.

Działanie, powiedzenie “nie” temu, co było i otwarcie nowych możliwości nie dało mi wolności, ot tak. Przede mną była nauka akceptacji siebie, pokochania każdej mojej inności od narzuconych mi zasad. To było i jest moim największym życiowym wyzwaniem i jednocześnie kluczem do pełni i radości bycia.

Urodziłam się w rodzinie gdzie fasada jest podstawą bycia i ku zaskoczeniu odkryłam w sobie siłę, aby zburzyć ten mur i odkryć prawdę.

Emocje

Narodziny

Zaciśnięta szczęki i brzuch to ja i moja prawda uwięziona w ciele. Chcę czasami ją wykrzyczeć w twarz mojej mamie, ale przypominam sobie, że to niszczy przede wszystkim mnie, sieje spustoszenie. Ona każdorazowo odsuwa mój krzyk od siebie i nie słyszy go. Powtarzając w kółko, że mi wybacza i że mnie kocha. A ja wciśnięta jeszcze bardziej w poczucie winy, nie rozumiem jak ona może w to wierzyć. Przecież ona NIE umie kochać, przecież robi to po to, aby zatkać mi usta i aby nasz wspólny taniec zależności wrócił do normy. Chce czerpać z mojego źródła i źródła moich dzieci, chce dostać życiodajnej energii miłości.

Droga do wolności to dla mnie odwaga stanięcia z tym, czego doświadczyłam twarzą w twarz i zobaczenie w tym sensu, przytulenie siebie, coś, co robi mądry rodzic swojemu płaczącemu dziecku.

Przypominam sobie moje dzieciństwo, młodość i dorosłość i dociera do mnie, że mama była obecna w każdym kawałku mojego życia.Wybierała mi ubrania. Wybierała mi fryzury. Wybierała mi przyjaciółki. Wybierała mi chłopaków. Wybierała mi szkoły. Wybierała mi zajęcia dodatkowe. Wybierała mi pracę. Wybierała mi męża. I nawet, jeżeli nie było jej fizycznie przy mnie, to, co zostało zasiane w dzieciństwie było tak silne, że trwało przez lata.

Byłam dotkliwie naznaczona wszystkim, co ONA aprobuje i lubi. Byłam naznaczona każdą jej preferencją. Nie pozostawiłam sobie przestrzeni na decyzje na określenie tego, kim jestem i czego chcę. Jako nastolatka umiałam jedynie pokazać przeciwieństwo tego, czego ona chce. Ale to przeciwieństwo nadal nie było mną było zaledwie BUNTEM przeciwko niej. I znowu moje życie kręciło się wokół niej.

Dopiero teraz, po tym jak zaleczyłam siebie widzę jak bardzo była obezna w moim życiu, jak bardzo moje decyzje były podszyte nią. Nawet, jeżeli podejmowałam swoje decyzje to i tak po jakimś czasie sabotowałam je, aby wrócić grzecznie do jej standardów.

Dlatego tak bardzo nienawidziłam, kiedy mówiła mi, że ładnie wyglądam, bo to oznaczało jedno! Córko jesteś ubrana i uczesana według moich standardów!!! A tego nie chciałam najbardziej na świecie.

Czułam względną akceptację do momentu, kiedy wiodłam życie zgodne z jej standardami i przekonaniami. Doskonale pamiętam, kiedy mając 32 lata zaczęłam medytować i chodzić na kursy i warsztaty, które wypuszczały moją świadomość z puszki. Fala jej niezadowolenia wylewała się coraz intensywniej. Jej działania stawały się coraz bardziej widoczne i agresywne. Chciała jednego, usunięcia osób, które według niej stanowiły zagrożenie i mojego powrotu do trybu “grzecznej dziewczynki”. Jednak ja byłam już w takim punkcie, z którego nie chciałam wrócić, byłam juz tak nieszczęśliwa, że dłużej nie mogłam tego ciągnąć, jednocześnie czułam powiew wolności na twarzy.

I tak przez lata nasz taniec się rozluźniał, a ja stawałam się coraz bardziej świadoma i widząca. Przygotowywałam się do tego, aby zacząć żyć samodzielnie, wolna od komentarzy i manipulacji.

Moja relacja miłosna bardzo mi w tym pomogła, wyciągnęła mój ból porzuconego dziecka. Teraz jestem gotowa być wdzięczna za lata spędzone razem i doświadczenia, które doprowadziły mnie do świadomości uzależnienia od mojej mamy i schematów, które stały za każdą moją relacją. To była moja odpowiedzialność, której za nic w świecie nie chciałam wziąć, wolałam być ofiarą, cierpiącą i bezwolną kobietą wykorzystywaną przez życie.

I właśnie moment, w którym zrozumiałam, że chcę tworzyć partnerski związek, pełen miłości i szacunku był dla mnie przełomem, ponieważ była to przestrzeń, w której tak dotychczas bliskie mi osoby mogły podjąć decyzję czy pozostają, czy nasza miłość jest na tyle silna, że chcą rozwijać ją bardziej chcą przerodzić ją w piękną relacje wspólnego zrozumienia, pokazania siebie i swoich ran, na połączenie serc. Wtedy poczułam pustkę i stanęłam sama ze sobą i swoim odwiecznym lękiem przed samotnością twarzą w twarz.

To był mroczny okres mierzenia się ze sobą, upadków i wzlotów i ponownego schodzenia jeszcze niżej w otchłań samotności, aż do symbolicznej śmierci wszystkiego, co dotychczas było dla mnie ważne. Po to, aby odrodzić się i zobaczyć siebie prawdziwą.

Nie wrócę już do szarpaniny, ciągłego proszenia o zmianę i ciągłego czekania na zmianę. Dziękuję za to, co dostałam, jestem wdzięczna. Rozumiem, że więcej nie będzie, że nie będzie sielanki i bezwarunkowej miłości rodzica. To umarło. Teraz to ja daję sobie tą sielankową rodzicielską miłość skrojoną idealnie dla mnie. Jednocześnie akceptuję w sobie to, że idę własną drogą, na której na ten moment nie ma miejsca na opiekę i spotkania z moją mamą. Kocham siebie za miłość i akceptację, jaką ofiarowałam sobie, za zwrócenie swojej duszy wolności, aby mogła pisać i wyrażać swoją mądrość i drogę w materii.