Toksyczne związki

Zakończenie relacji z osobą narcystyczną

 

Kończąc relację z osobą narcystyczną wierzymy, że wychodzimy na prosta i będziemy mogły skoncentrować się na budowaniu nowego życia i odbudowywaniu siebie po doświadczeniu bardzo głębokiej przemocy. Mamy dość dramatów, chaosu oraz wszelkich manipulacji i gier obecnych w takich relacjach. Chcemy spokojnie żyć i co ważne chcemy chronić nasze dzieci. W tym artykule oraz nagraniu powiem o tym, czego możesz się spodziewać, kiedy zdecydujesz się odejść.

 

Przechodząc przez rozstanie i rozwód po 17 latach związku nie byłam gotowa na to, co się wydarzy, ani nie miałam świadomości tego, co przede mną.

 

Wierzyłam, że dobro dzieci i moje są ważne. Oczywiście wiązało się to z brakiem mojej świadomość z kim mam do czynienia oraz moim życiu w zaprzeczeniu, które pomimo olśnień nadal we mnie żyło.

 

Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła to okazywanie miłości, ciepłe gest i dobre uczynki. Słyszałam zdania typu „To były najlepsze lata mojego życia”, „Mieliśmy coś wyjątkowego”Były dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ponieważ chwilę temu słyszałam o braku miłości między nami.

 

Tak jak miło jest usłyszeć takie komunikaty pamiętaj, że one nie mają one nic wspólnego z prawdą. Słyszysz je ponieważ osoba narcystyczna chce odzyskać kontrolę nad Tobą i sytuacją. Nawet, jeżeli jesteś obrzucana obietnicami zmiany, poprawy, pracy nad relacją nic takiego się nie zdarzy. Te słowa nie mają naprawić wasze relacji i służą temu, abyś w niej pozostała, jako źródło narcystycznego zasilania.

 

Obietnice bez pokrycia. Tak na tym etapie możesz usłyszeć ich wiele. Dużo zależny od tego z jakiego typu narcyzem masz do czynienia. Oczywiście początkowo te obietnice mogą być wprowadzone w życie, jeżeli nie wszystkie to przynajmniej część z nich. Realizacja ich nie jest efektem przemiany tylko próby zmanipulowania Cię do tego, abyś została w relacji.

 

Możesz doświadczyć prób przekonania Cię o tym, że Twoja decyzja jest błędna. Osoba narcystyczna używa do tego celu gaslightingu, czyli przekłamywania rzeczywistości. Możesz doświadczyć pomniejszania swojej wartości. Usłyszysz też o tym, jak bardzo nie poradzisz sobie bez niego. Jakie trudności staną na Twojej drodze i jak bardzo nie masz umiejętności do poradzenia sobie z nimi. To wszystko ma na celu wpędzenie Cię w strach i osłabienie, po to, abyś zmieniła decyzję i zapomniała o sobie i swoim nowym życiu. Galighting ma Cię przekonać o tym, że Twoje reakcje nie są odpowiednie do sytuacji i nie ma powodu do tego, aby zakończyć tę relację. Robi to tak skutecznie, że Ty koniec końców możesz zacząć wątpić w swoją wersję wydarzeń i swoje decyzje.

 

 

Kolejne zachowanie, którego możesz doświadczyć to przerzucanie winy na Ciebie. Osoba narcystyczna nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i swoje postępowanie. To czego możesz doświadczyć po nieudanych próbach bombardowania Cię miłością to szantaż i przerzucanie winy na Ciebie. Pamiętaj o tym, że to może być dla Ciebie bardzo dotkliwy i trudny moment, ponieważ masz do czynienia z osobą, która bardzo dobrze zna Twoje wrażliwe punkty i właśnie w nie będzie uderzać. Możesz poczuć się zagrożona, przestraszona i możesz zacząć odrzucać siebie za podjęte decyzje.

 

Jeżeli podjęte próby nie zadziałają, a Ty nadal będziesz trwać przy swoim postanowieniu możesz doświadczyć prób ukarania Ciebie. Dzieje się tak, ponieważ Twoje odrzucenie zagraża osobie narcystycznej i dotyka jej narcystycznej rany. Osoba narcystyczna zrobi wiele albo wszystko po to, aby ochronić siebie. Dla niej to co się dzieje między Wami to wojna. Na tym etapie dbaj o siebie i bądź ostrożna. Możesz doświadczyć: spraw sądowych – szczególnie tych związanych z walką o dzieci, prób odsunięcia od Ciebie Twojej rodziny i przyjaciół, prób przejęcia majątku, zastraszenia Cię po to, abyś oddała to co było Wasze. Działań, które zagrażają Twojemu bezpieczeństwu. Obrażaniu Ciebie, zastraszaniu albo totalnemu ignorowaniu Ciebie.

 

Pamiętaj proszę o tym, aby zadbać o siebie i poszukać wsparcia. Sytuacja może być naprawdę poważna i może zagrażać Twojemu bezpieczeństwu i Twoich dzieci.

 

Osoba narcystyczna doświadczająca narcystycznej wściekłości potrafi posunąć się do bardzo nieczystych zagrań poświęcać każdego. Nie rozumie Twoich potrzeb, Twoich odczuć ponieważ nie ma empatii. Poza tym jest osobą tak bardzo skoncentrowaną na sobie, że nie potrafi zrozumieć tego, jak ktoś może chcieć odejść.

 

Nie ma również umiejętności autorefleksji, a więc nie spojrzy do swojego wnętrza tylko winnych swojego cierpienia poszuka na zewnątrz i będzie próbować ich zniszczyć. Dla osoby narcystycznej Ty jesteś jedynym źródłem jej cierpienia.

 

 

To bardzo trudny etap rozstania, który służy osobie narcystycznej do odzyskania poczucia kontroli nad sytuacją.

Przez całe moje małżeństwo podświadomie czułam ogromny strach przed stawianiem spraw w zdecydowany sposób i ostro ponieważ czułam, że jeżeli tak zrobię spotka mnie za to „kara”. Nie myliłam się choć na dopuszczenie tego do swojej świadomości i serca potrzebowałam czasu i wewnętrznej pracy.

 

 

 

Wciąganie Cię do relacji będzie również częścią Waszego rozstania nawet, jeżeli Ty będziesz stać przy swojej decyzji. Możesz doświadczać bardzo dziwnych zbiegów okoliczności, spotkasz znajomych, którzy będą zachwalali Twojego męża, czy partnera. Będzie podejmował próby zwrócenia Twojej uwagi na siebie i swój lost. Jeżeli masz do czynienia z ukrytym narcyzem może wchodzić w rolę osoby, która poświęciła tak wiele i potrzebuje wsparcia ponieważ jest w tak trudnej sytuacji.

 

Dla osób wrażliwych i empatycznych to może być bardzo trudny okres i mogą się pojawić wątpliwości!

 

Ostatnia rzecz o której wspomnę, a która jest niesamowicie raniąca to zastąpienie Cię nową zdobyczą jak najszybciej się da. Wiele z Was pyta mnie o to, czy były partner, mąż, chłopak w nowej relacji będzie kimś innym? Pamiętaj o tym, że nowa zdobyć to dla niego źródło zasilania.

 

Dlatego bardzo często osoby narcystyczne zaraz po zakończeniu jednej relacji albo jeszcze w jej trakcie szukają nowego źródła. Dzieje się tak, ponieważ są uzależnieni od otrzymywania ciągłej akceptacji i uznania. Kiedy Ty przestajesz nim być to jasny sygnał do tego, aby szukać nowej. Co nie oznacza tego, że ta relacja będzie inna, lepsza, prawdziwa, dojrzalsza ponieważ jest oparta na tych samych zasadach.

 

Zakończenie relacji z osobą narcystyczną przechodzi przez kilka etapów i ma różne zwroty. Jest bardzo wyczerpującym procesem, ponieważ osoba narcystyczna z całych sił dba o to, abyś nie zapomniała. Nawet, jeżeli znika z Twojego życia robi to w taki sposób, abyś pamiętała i myślała o niej. Dzięki temu czuje się lepiej i dostaje upragnione zasilanie.

 

Najlepsze co możesz zrobić dla siebie, jeżeli myślisz o zakończeniu relacji z osoba narcystyczną to dystans i nie angażowanie się w gry i próby wciągnięcia Cię do relacji. Zastanów się nad tym, czy próbujesz zadowalać, zadośćuczynić i przepraszać za swoje decyzje? Pamiętaj też o tym, że są bardzo małe szanse na to, aby osoba narcystyczna zmieniła się. Szczególnie jeżeli nie podjęła takich prób wcześniej.

 

Pamiętaj proszę o tym, aby poszukać wsparcia, jeżeli podejmiesz decyzję i będziesz pewna tego, że chcesz odejść. To ważne, abyś wsparła się ponieważ możesz doświadczać momentów, w których będzie Ci naprawdę trudno zrozumieć to co się dzieje i czego doświadczasz.

Pamiętaj #idziemy razem

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Jordan – historia wielu kobiet

 

Kiedy usiadłam na teatralnym krześle nie miałam pojęcia co za chwilę zobaczę. Już pierwsze słowa porwały mnie do świata Shirley. Poznałam ten specyficzny rodzaj narracji, te gwałtowne zmiany nastroju. Słuchając jej, czułam cały bagaż tej kobiety, było w nim tak wiele cierpienia, bólu, samotności i odrzucenia, a przede wszystkim ogromny głód miłości.

 

 

 

Tak wiele kobiet mogłoby podpisać się pod dramatyczną historią Shirley. Nie twierdzę, że każda zraniona kobieta jest zdolna zabić swoje dziecko. Nie. Jednak każda zraniona i niekochana kobieta, desperacko chce przestać cierpieć.

 

Szczególnie, że najczęściej ten ból jest efektem przemocy doświadczonej już w dzieciństwie. Często jeżeli ból jest z nami od lat, chcemy po prostu o nim zapomnieć, zgubić go. Wtedy jesteśmy podatne na rozwiązania, które jedno po drugim przynoszą jeszcze większy ból i destrukcję naszego życia.

W historii Shirley widać jak głęboko odcięta jest od siebie, tego co czuje i czego potrzebuje w życiu oraz jak bardzo świat marzeń jest jej ukojeniem i bezpiecznym azylem. W jej wewnętrznym dialogu słychać toksyczny głos, który nie daje jej wsparcia i szansy na miłość i zatroszczenie się o siebie. Co jest efektem przemocy jakiej doświadczyła w swoim życiu. Kiedy Shirley, jako dziecko kształtowała swój obraz świata jej doświadczenia nauczyły ją, że miłość to przemoc, ból oraz brak szacunku.

 

 

 

To spowodowało, że nie potrafiła odnaleźć w swoim życiu zdrowej bliskości, wsparcia, ciepła i akceptacji. Dlatego też z taką siłą przylgnęła do Dave’a, który wykorzystując jej dziecięcą ufność wplątał ją w relacje, która początkowo słodka z czasem zamieniła się w potworną gorycz.

 

 

 

Shirley nie znając innego życia nie potrafiła odejść, pozostała przy mężczyźnie, który każdego dnia niszczył ją i wpychał jeszcze głębiej w ramiona zagubienia i emocjonalnej śmierci.

 

Pojawienie się Jordan’a obudziło w Shirley iskrę miłości, która wspierana mogłaby przerodzić się w jej nowe życie. Niestety pojawia się Dave, który w swojej niepohamowanej potrzebie niszczenia chce odebrać Shirley dziecko, ponieważ ma świadomość tego, że ta miłość jest jej ostatnia szansą na odbudowanie jej życia. Jednak tak się nie dzieje ponieważ nikt, ani policja, ani pomoc społeczna nie widzą kim naprawdę jest Dave.

 

Nie rozumieją, że gdyby dali szansę Shirley otaczając ją opieką i wsparciem, jej instynkt macierzyński i miłość jaką darzyła swojego syna, dałyby jej siłę do powstania i złapania życiowej równowagi.

 

 

 

Uwierzyli w słodkie słówka i gładką powierzchowność Dave’a, który omotał ich tak samo jak zrobił to wcześniej z Shirley.

„Jordan” głęboka i wzruszająca historia, która pokazuje jak bardzo jako ludzie odeszliśmy od kontaktu z emocjami i swoim wnętrzem. Życie Shirley pełne dramatu, odrzucenia, pustki i braku zrozumienia, mogło być zupełnie inne, gdyby otrzymała to wszystko, co było jej potrzebne do zbudowania miłości w sobie.

 

Ogromnie dziękuję Dorocie Landowskiej oraz Zuzannie Bernat za wrażliwość, serce i pełne oddanie dramatu Shirley.

Zdjęcia: Damian Hornet

 

Nowa TyToksyczne dzieciństwo

Perfekcjonizm

 

Perfekcjonizm to nasza potrzeba bycia postrzeganą jako idealną. Jest to również przekonanie, że mogę być idealna i dążę do zbudowania takiej wersji siebie. Perfekcjonizmem NIE jest dążeniem do bycia lepszą. NIE jest również naszym wkładem w nasz rozwój. Perfekcjonizm NIE jest zdrowym dążeniem do rozwoju i bycia dobrym człowiekiem. U podłoża perfekcjonizmu leżą pokłady toksycznego wstydu, bólu, obwiniania, krytycyzmu i osądu.

 

Perfekcjonizm jest powiązany problemami natury psychologicznej:

 

 

lękiem,

 

zachowaniami obsesyjno-kompulsywnymi,

 

stresem,

 

zamartwianiem,

 

lękiem przed negatywną oceną,

 

poczuciem niedopasowania.

 

Perfekcjonizm jest również mocno powiązany z problemami z odżywianiem, zajadaniem stresu albo nie jedzeniem, co może doprowadzić do bulimii czy anoreksji.

 

Po latach pracy nad sobą wiem, że perfekcjonizm był moją rozpaczliwą i dramatyczną próbą zdobycia miłości w dzieciństwie. A w dorosłości służył mi do zaklejenia tej pustki, która nie dawała mi spać w nocy. Mechanizm, który powodowała wiele problemów i w który ślepo wierzyłam mając cały czas nadzieję na sukces,  czyli miłość, akceptację i spokój.

 

Perfekcjonizm potrafi zamienić każdy nasz dzień w walkę, która buduje w nas samo-odrzucanie, potępienie i auto-sabotaż. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej czym jest auto-sabotaż kliknij w ten link, który zaprowadzi Cię do obszernego nagrania, które przygotowałam na ten temat.

Wiele z nas nie zdaje sobie sprawy z tego jak głęboki i traumatyczny wpływ ma na nas nasza wewnętrzna potrzeba dążenia do ideału z jednoczesnym odrzucaniem, każdej części siebie, która NIE jest tym ideałem.

 

Podążanie jego ścieżką prowadzi do braku odporności psychologicznej i nadwrażliwości. Może też być źródłem wielu problemów w związkach. Z jednej strony chcemy bliskości, a z drugiej jest nam trudno powiedzieć kim naprawdę jesteśmy z lęku przed odrzuceniem za bycie nie idealną. Będąc krytyczną dla siebie bardzo często jesteśmy krytyczne dla innych.

 

Bardzo długo nie widziałam tego, że moje niedokańczanie projektów i wieczne odkładanie było wywołane tym, że stoję w miejscu z lęku przed odrzuceniem i jest zakorzenione w mojej matczynej ranie. Bałam się oceny efektu moich starań jednocześnie czując, że to co robię „nie jest idealne” dlatego mój zapał gasł i odkładałam wiele rzeczy na później. Czekając na idealne okoliczności i umiejętności.

 

Może słyszałaś jak bliscy krytykowali Cię za słomiany zapał?! A może jesteś tą osobą, która nie zaczyna tylko odkłada działanie na później, na taki czas, który będzie idealny?

 

Tak czy inaczej, stoi za tym samo-odrzucanie oraz nasze oczekiwanie, że tylko idealne będzie do zaakceptowania i przyniesie nam miłość. Tak bardzo boimy się odrzucenia i tego, że znowu będę niewystarczająco dobra, że nie robimy nic. Za co i tak się wewnętrzne krzywdzimy.

 

Perfekcjonizm to również skupienie na efekcie końcowym, wygranej, czy nagrodzie, a nie na procesie tworzenia. Odbiera nam radość tworzenia, kreacji i nauki ponieważ myślimy tak bardzo o tym jak wyjdzie i czy sprostamy tak wielu oczekiwaniom. Tylko nagroda da spokój i uczucie radości i miłości. Niestety to chwilowy stan ponieważ oparty jest na zewnętrznym uznaniu, a nie wewnętrznym przekonaniu, że taka jaka jestem wartościowa i zasługuję na miłość.

 

Perfekcjonizm zabiera nam radość z życia i codzienności.
 
Prowadzi nas do spędzania godzin i dni na tworzeniu idealnych rzeczy. Gubimy siebie w tej pogoni i bardzo często ludzi.
 

Zazdrość jest również częstą towarzyszką perfekcji ze względu na ciągłą ocenę i porównywanie. Czujemy zazdrość ponieważ oceniamy się surowo stawiając swoje osiągnięcia niżej niż, to co zrobiła druga osoba. Najczęściej nasza ocena jest nierealistyczna, nieprzychylna, często oparta na powierzchownej analizie socjal mediów.

Co możesz zrobić, aby poczuć się lepiej

Jeżeli perfekcjonistyczne myślenie wywołuje stres możesz wykorzystać poniższe wskazówki, które pomogą Ci zmienić Twój sposób myślenia o sobie. Pamiętaj proszę, że te kroki nie zastąpią terapii, będą dla Ciebie wsparciem jednak warto, abyś dała sobie przestrzeń do głębokiej pracy nad Twoimi ranami z dzieciństwa, które doprowadziły do takiej sytuacji.

 

  • Perfekcjonizm to „czarno białe myślenie” to również myślenie „wszystko albo nic” jeżeli zauważywszy u siebie takie myśli zacznij je kwestionować. Przypominaj sobie o tym, że jedna pomyłka nie skreśla ani tego, kim jesteś ani Twoich dotychczasowych osiągnięć.
  • Buduj w sobie współczucie do siebie, wyrozumiałość i delikatność, pisałam o nim w ostatnim artykule.
  • Zapisuj wspierające afirmacje oraz to za co jesteś sobie wdzięczna, zrób z tego codzienną praktykę
  • Wprowadź do swojego życia emocje, pytaj siebie o samopoczucie, rozbuduj nazywanie emocji, nie ograniczaj się do zapisywania jednej czy dwóch emocji, zauważaj też co wywołuje u Ciebie ataki perfekcjonizmu
  • Zauważaj jak i co do siebie mówisz, unikaj słów „muszę”, „powinnam” jeżeli zauważysz, że jesteś dla siebie krytyczna i niemiła staraj się to zmienić.
  • Spróbuj nowego hobby, zobacz jak czujesz się zaczynając coś od początku, jak czujesz się w procesie nauki i poznawania nowych rzeczy.
Zastanów się proszę w jakich obszarach Twojego życia jest Ci najtrudniej odpuścić perfekcjonizm: związek, macierzyństwo, praca, dom, Ty, to jak wyglądasz i kim jesteś?

 

 

Daj znać, a tymczasem wysyłam Ci dużo miłości.

 

Jeżeli jesteś gotowa na to, aby się zmierzyć ze swoim perfekcjonizmem zapraszam Cię do przyłączenia się do Wilczego Stada w czerwcu pracujemy właśnie nad tym tematem. Aby dowiedzieć się więcej kliknij proszę na poniższe zdjęcie, które przeniesie Cię do platformy.

 

Szczęśliwy związek

Na czym opiera się zdrowy związek?

 

 

W tym tygodniu chciałabym poruszyć temat zdrowej relacji, o który wiele z Was prosiło.

Od kiedy pamiętam marzyłam o wielkiej miłości, wspaniałej przyjaźni wierzyłam, że dorosłość przyniesie mi spełnienie w tym wymiarze. Tak się nie stało ponieważ moje przekonania na temat tego, czym jest zdrowa relacja były błędne, co więcej nie znałam swoich potrzeb.

Dlatego też, aby stworzyć jakąkolwiek zdrową relację warto zacząć od poznania swoich potrzeb związanych z relacją z drugim człowiekiem. Poznanie siebie i stwierdzenie, co jest dla mnie niezbędne i kluczowe to nasza baza, na której możemy budować świadomą relację.

 

Jeżeli w dzieciństwie nie doświadczyłaś ze strony rodziców zdrowej i dojrzałej miłości poznanie swoich założeń i przekonań na temat relacji, a później przebudowanie ich jest konieczne abyś czuła spełnienie i miłość.

 

Związek z drugim człowiekiem to nasza codzienność, której doświadczamy w wielu różnych formach. Związki romantyczne, platoniczne, rodzina, przyjaźń, koleżanki/koledzy, znajome i znajomi.

 

Nie chcę stworzyć obrazu idealnej relacji, nie wierzę w taką. Związki z ludźmi przynoszą nam radość, miłość, wsparcie oraz są czasami źródłem frustracji, niepewności czy dyskomfortu.

 

 

 

 

 

 

ZDROWY ZWIĄZEK opiera się o:

 

 

ZAUFANIE/WSPARCIE
emocjonalne wsparcie
wspieranie partnera/partnerki w rozwoju
akceptacja partnera z jego hobby i przyjaciółmi
akceptacja życia partnera

 

WSPÓŁPRACA
akceptacja zmian
wspólne podejmowanie decyzji
robienie rzeczy dla siebie nawzajem
gotowość do spotkania w połowie drogi

 

KOMUNIKACJA
wyrażanie uczuć
pozwolenie na sytuacje, w których nie zgadzacie się ze sobą
podejmowanie trudnych rozmów
bezpośrednia i asertywna komunikacja

 

ODPOWIEDZIALNOŚĆ
przyznawanie się do błędów
akceptacja odpowiedzialności za zachowanie, postawę i wartości
dotrzymywanie słowa
nie używanie wymówek
gotowość do przeproszenia kiedy jest to konieczne

 

BEZPIECZEŃSTWO
nie stosowanie manipulacji i zastraszania
respektowanie przestrzeni drugiej osoby
komunikacja pozbawiona przemocy
respektowanie prywatności

 

SZACUNEK
gotowość do pójścia na kompromis
branie pod uwagę zdania drugiej osoby
pytanie – nie oczekiwanie
wspólne szukanie rozwiązań
szanowanie granic
brak osądzania

 

Relacja z drugim człowiekiem to proces, ponieważ każdy z nas jest kombinacją zdrowych i niezdrowych cech. Aby nasze relacje przetrwały i rozwijały się potrzebujemy zaangażowania, wspólnych działań oraz uważności na siebie i drugą osobę w tej relacji.

 

Co dla Ciebie jest kluczem zdrowej relacji?

Szczęśliwy związek

Zdrowa relacja

 

Tworzenie relacji może być wyzwaniem po doświadczeniu dzieciństwa z dysfunkcyjnym rodzicem, niezależnie od tego, czy dysfunkcja była wywołana uzależnieniem, czy niedostępnością emocjonalną spowodowaną narcyzmem. Taki brak poczucia bezpieczeństwa i zaburzone wzorce bliskości powodują, że bardzo często wiążemy się z toksycznymi osobami. Wyzwaniem dla nas jest dostrzeżenie tego jakie programy, przekonania i schematy są w nas, które kształtują to jak funkcjonujemy i w jaki sposób wchodzimy w relację i w niej żyjemy.

Tworzenie relacji, szczególnie tej romantycznej związanej z bliskością emocjonalną i fizyczną jest czymś wspaniałym i jednocześnie czymś co wymaga od nas dużo pracy. Szczególnie, jeżeli środowisko, w którym dorastałaś było zaburzone. Aby taka relacja była dobra i dojrzała konieczne jest poznanie siebie i odbudowanie tego co zostało zniszczone w nas.

W zdrowej relacji oboje partnerów czuje się dobrze, co oczywiście nie oznacza, że nie ma w takiej relacji trudnych momentów i jest idyllicznie. Związek wymaga od obu stron pracy i zaangażowania, samo uczucie nie wystarczy jeżeli myślimy o stałej relacji. 

To co powala nam zbudować taką relację to miłość do siebie, dzięki czemu potrafimy stawiać granice, dbać o siebie i cenić swoją wartość.

 

Umiemy też otwarcie komunikować się z drugą osobą, mówić o tym co czujemy i jakie są nasze potrzeby. Jednocześnie mamy też przestrzeń do słuchania drugiej strony.

Jeżeli jesteśmy dojrzali nie ma w relacji oczekiwania „czytania w myślach”, czy zdań, które mają drugie dno albo są pasywno-agresywne.

Jeżeli w relacji jest przestrzeń do otwartości w przypadku problemów, przestrzeń do ich omawiania i wspólne poszukiwanie rozwiązań, wtedy między ludźmi buduje się zaufanie i relacja staje się silniejsza.

 

 

Szczerość to bardzo ważny element relacji. Otwartość dotycząca tego, co myślimy i czujemy jest podstawą do tego, aby w związku było zaufanie.

Kolejną ważną rzeczą jest czucie się dobrze z tym, że macie inne zdanie niż druga strona. Przyznam szczerze, że sprawiało mi to ogromną trudność i wymagało pracy z lękiem przed odrzuceniem, który jest tak żywy i silny po doświadczeniu dzieciństwa z toksycznym rodzicem.

 

Bardzo ważne jest wspieranie siebie wzajemnie, dawanie sobie zrozumienia w trudnych momentach, stania za sobą w kryzysie i świętowania kiedy przychodzi sukces.
Gotowość do przeproszenia i wzięcia odpowiedzialności za popełnioną błąd, za zranienie drugiej osoby. I gotowość do zmiany zachowania.

 

Wiem, że wiele z Was było w toksycznych relacjach i to o czym piszę dzisiaj i mówię w nagraniu, nigdy nie było lub nie jest częścią relacji. Rozumiem to, sama uczyłam się i uczę tego jak być w relacji sobą i dbać o siebie i partnera.

To co mi pomaga i jest niezawodnym sposobem na sprawdzenie tego, co się dzieje, są emocje. To one są niezastąpionym drogowskazem i wskaźnikiem tego w jakiej relacji jestem. Czy to zdrowa relacja, czy toksyczna. Jeżeli czujesz, że nie masz kontaktu z emocjami i nie potrafisz odróżnić głosu intuicji i programowania z dzieciństwa możesz skorzystać z kursu online “Poznaj swoje emocje, Sekret Życia w Równowadze”

 

Chciałabym jeszcze powiedzieć Tobie coś czego potrzebowałam się nauczyć i zrozumieć, aby poczuć radość z bliskości. Po doświadczaniu dzieciństwa, w którym przez większość czasu czułam się zagubiona i nieszczęśliwa wierzyłam, że niczym księżniczka z bajki znajdę swojego wymarzonego partnera i będziemy żyli na zawsze w szczęściu, o tak, bez wysiłku. To przekonanie powodowało, że tkwiłam w roli ofiary i bierności

 

Życzę Ci, abyś każdego dnia robiła krok ku sobie i swojemu nowemu życiu <3

 

 

Nowa TyToksyczne dzieciństwo

Współczucie

 

Dzisiaj chciałabym w Wami Wilczyce poruszyć temat współczucia, tego które dajemy sobie. Wielu z naszych rodziców nie było w stanie nas tego nauczyć ponieważ sami nie mieli go dla siebie. Byli dla nas, dzieci, krytyczni, oceniający, zimni, albo też obojętni. Jako dzieci nie słyszałyśmy ciepłych powitań i częstych zapewnień miłości, akceptacji i wsparcia. Dzieciństwo, w którym dominowało odrzucenie, buduje w nas rodzica, który jest mistrzem perfekcjonizmu i samo-krytyki.

 

Stajemy się wtedy dla siebie niesamowicie twarde i wymagające, obwiniamy się za każde nawet drobne potknięcie. Wymagamy od siebie doścignięcia ideału, który jest nie do osiągnięcia przez człowieka. Wraz z upływającymi latami doświadczamy coraz głębszej utraty wiary w siebie, w swój potencjał i stajemy w obliczu braku nadziei i rezygnacji. Widzimy w sobie to wszystko czym nie jesteśmy, jednocześnie nie widząc tego kim jesteśmy. Wyuczony przez lata schemat koncentracji na błędach i niedociągnięciach z pominięciem tego, co zostało zrobione doprowadzamy do perfekcji. Zawsze znajdziemy kogoś, kto zrobił coś lepiej.

 

Czy w tym szaleństwie można się zatrzymać? Czy jest sposób na to, aby zaprzestać przypinać sobie łatki „dobra”, „zła”? Znaleźć sposób na to, aby traktować siebie równie dobrze jak traktujemy i jak troszczymy się o nasze rodziny i przyjaciół?

 

Tym sposobem jest właśnie współczucie dane samej sobie. Pierwszym krokiem do samo-współczucia jest zatrzymanie się i zauważenie własnego cierpienia. Nie da się dopuścić do siebie własnego cierpienia bez wcześniejszego zauważenia go. Oczywiście wiele razy to cierpienie jest namacalne i widoczne od razu. Jednak w bardzo wielu przypadkach nie mamy świadomości tego, że cierpimy. Bardzo często pomijamy te chwile, kiedy ktoś powie nam coś niemiłego albo kiedy to my skrzywdzimy kogoś nieintencjonalnie albo pomylimy się po prostu. Nasz wewnętrzny krytyk, który nie umie nas inaczej traktować zaczyna wtedy zawstydzać i odrzucać, co prowadzi do naszego wewnętrznego cierpienia.

 

Badania pokazują, że samo-współczucie jest głównym składnikiem i drogą do emocjonalnego dobrostanu i zadowolenia z życia. Poprzez danie sobie bezwarunkowej dobroci i otuchy w codzienności i różnorodności doświadczeń życiowych ochraniamy się przed wchodzeniem w destrukcyjne schematy oparte na lęku, negatywnej postawie względem siebie i izolacji. Samo-współczucie wzmacnia i rozwija w nas pozytywny stan umysłu, taki jak poczucie szczęścia i optymizm.

 

Dzięki temu kwitniemy i doceniamy piękno i bogactwo życia nawet w trudnych momentach. Umiejętność wyciszania naszego pobudzonego umysłu poprzez samo-współczucie pozwala nam na poszerzenie naszego widzenia, co prowadzi nas do wybierania tych ścieżek i rozwiązań, które prowadzą nas w kierunku radości, a nie kolejnych trudnych doświadczeń.

Samo-współczucie pozwala nam na stworzenie w naszym wnętrzu przestrzeni, która oddziela nas od oceny i krytyki. Dzięki czemu przestajemy zadawać sobie pytania:

 

Czy jestem wystarczająco dobra?

Czy jestem tak dobra jak inni?

 

Mamy wtedy w sobie wszystko aby dać sobie wspierającą troskę i ciepło, których bardzo potrzebujemy i pragniemy.
Nasze własne ciepło skierowane do naszego wnętrza i akceptacja naszej nieidealnej ludzkiej natury powodują, że czujemy się coraz bezpieczniej i wzrasta w nas życie. To jest nasza droga do siebie, do tego kim jesteśmy na prawdę, a nie kłamstwami, w które uwierzyłyśmy. 

 

Samo-współczucie to swego rodzaju magia, której pozwalamy zagościć w naszym życiu. Dzięki czemu nasze szare ściany i kąty nabierają wyrazu i stają się piękne i pełne życia, a smutek powoli odpuszcza i pozwala radości dodać lekkości do naszej codzienności.

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Masz prawo do gniewu

 

Słuszny gniew, który czujemy, kiedy doświadczamy przemocy nie czyni z nas złej osoby. Ten gniew jest konieczny do tego, aby zacząć się leczy i uwolnić od toksycznej relacji.

Myślę, że doświadczyłaś sytuacji, kiedy po kolejnej awanturze zaczynasz się zastanawiać kto tu jest kim? Może to ze mną jest problem?

Jestem przekonana, że po każdej takiej kłótni masz poczucie winy, poświęcasz dużo czasu na zastanowienie się nad sobą, próbujesz zrozumieć co tutaj się wydarzyło.

 

Zanim zaczniesz obwiniać siebie zastanów się proszę:

Czy reagujesz tak w każdej relacji?
Czy zanim weszłaś w ten związek czułaś się podobnie?

 

Warto, abyś zadała sobie pytanie dotyczące uczuć, które leżą pod tą złością, one są odpowiedzią.

Pamiętaj proszę, że ten temat dotyczy nie tylko relacji z mężem czy partnerem, dotyczy relacji z rodzicami, przyjaciółmi oraz osobami w pracy.

Twoja złość może stać się narzędziem do zmiany jednak do tego potrzebujesz wiedzieć jak ją wykorzystać.

Twoja słuszna złość to reakcja na przemoc i złe traktowanie. Jest to naturalna reakcja na bycie niesprawiedliwie potraktowaną.

To uczucie przypomina to, które czujesz, kiedy słyszysz o bardzo niesprawiedliwym traktowaniu bezbronnych osób. Sytuacja, kiedy rodzic niesłusznie wyzywa czy znęca się nad swoim dzieckiem lub widzimy kogoś kto źle traktuje zwierzę.

Niestety bardzo często złość, naszą naturalną reakcję na niesprawiedliwość osoby o zaburzeniu narcystycznym wykorzystują przeciwko nam. Przedstawiając jako naszą słabość. Próbując udowodnić poprzez manipulacje i kłamstwa, że złość, którą czujemy jest irracjonalna i bezpodstawna. W zetknięciu z tak silną odmową wzięcia odpowiedzialności za to co się stało uginamy się i wycofujemy z poczuciem wstydu, karcą się za swoją reakcję i poruszanie tematu.

Niestety jest to sposób w jaki osoby o zaburzeniu narcystycznym uczą nas, aby nie reagować na przemoc jakiej używają. Pokazując nam, że to nasze zachowanie musi być skorygowane, a nie ich.
Przestań reagować naucz się odpowiadać.

 

Zdaję sobie sprawę, że to nie jest proste i nie nauczysz się tego w ciągu kilku dni.

 

Pierwszą bardzo ważną rzeczą, którą potrzebujesz wiedzieć to fakt, że Twoja złość oznacza, że zostałaś zraniona. Nie pozwól sobie wmówić, że nie masz prawa do tego, aby czuć złość. To nie ty jesteś osobą o zaburzeniach narcystycznych niezależnie od tego czy to dotyczy związku, relacji z rodzicem, przyjacielem, przyjaciółką czy kimś z pracy.

Wchodzenie w reakcje jest tym czego nauczyłaś. Jest to skutek relacji z osobą o zaburzeniach narcystycznych, twoja reakcja była i jest bardzo potrzebna narcyzom, jest to tzw. zasilanie. To o czym potrzebujesz pamiętać to fakt, że twoja reakcja zostanie użyta przeciwko Tobie.

Naucz się radzić sobie ze złością, którą czujesz.

Tak jak pisałam wcześniej nasza złość jest emocją, która ma siłę i odpowiednio wykorzystana może pozytywnie zmienić nasze życie. Jak każde uczucie w nas potrzebuje naszej akceptacji i sposobów radzenia sobie z nią. Pozostawiona sama sobie może przynieść nam cierpienie i ból.
Kiedy na zachowania narcyzów reagujemy złością dajemy im zasilanie naszą energią, a sobie fundujemy niekorzystną dla nas huśtawkę hormonów stresu. Nauka dystansowania się to praca, daj sobie czas i przestrzeń na próby. To trochę potrwa.

 

Działania, które Ci pomogą.

1. Pozwól sobie na tą złość jednak nie w towarzystwie narcyzów. Zaszyj się w miejscu, gdzie będziesz miała przestrzeń dla siebie, w miejscu, gdzie możesz krzyczeć, kopać, uderzać. To miejsce, w którym możesz powiedzieć wszystko co czujesz, pozbyć się całego ładunku. Pamiętaj, że uczucie to energia, dlatego tak ważne jest wyrzucenie jej z ciała.
Jeżeli masz kogoś zaufanego, przed kim możesz się wygadać, zrób to. Wsparcie i zrozumienie pozwolą Tobie poczuć się lepiej.

 

2. Weź do ręki dziennik i zacznij pisać o tym jak się czujesz, jak zostałaś zraniona.
Pierwszą warstwą uczuć jest złość, zastanów się na kogo i dlaczego jesteś zła? Po złością leży ból. Zastanów się proszę, czy czujesz smutek? Co Cię zraniło w tej sytuacji? Strach. Czego się boję w tej sytuacji? Jakie zranienie leży pod tą złością? A teraz czas na zrozumienie tej sytuacji.

 

3. Powtarzaj sobie w głowie co się wydarzy, kiedy zareagujesz złością? W jaki sposób wykorzysta to osoba o zaburzeniach narcystycznych?
Powtarzaj sobie, że reagując sprawiasz sobie ból.

 

4. Ruch jest bardzo dobrym sposobem na rozładowanie emocji. Dzięki wysiłkowi fizycznemu poczujesz jak nagromadzona energia wyparowuje z ciebie. Możesz iść na spacer, wsiąść na rower, iść na basen. Zastanów się co sprawia tobie najwięcej radości i zrób to.

 

5. Podejmij działanie. Zastanów się nad tym co możesz zrobić, aby zmienić swoją sytuację? Każdego dnia zapisuj sobie kilka małych kroków które możesz zrobić dla siebie, aby wzmocnić się i usamodzielnić.

 

Zastanów się też nad tym czy nie tkwisz w roli ofiary? Czy nie powtarzasz cały czas tych samych schematów, ponieważ wierzysz, że sama nie dasz sobie rady?
Pamiętaj, że pozostawanie w relacji, w której doświadczasz przemocy emocjonalnej ma bezpośredni wpływ na Twoje zdrowie. Nie zasługujesz na to.

Walcz o siebie! Powodzenia!

Toksyczne związki

Czy narcyz w nowym związku kocha prawdziwą miłością?

Jest to obawa, z którą boryka się bardzo wiele kobiet, które zostają porzucone przez narcystycznego partnera lub same odchodzą. Rozmyślamy o tym, co może dostać nowa partnerka co nie było nam dane oraz o tym, że narcyz może się zmienić dla niej i być ciepłym i kochającym mężczyzną.

Takie myśli bardzo bolą są również bardzo prawdziwe i nie umniejsza tym uczuciom fakt, że dotyczą kogoś kto okazał się być nieczuły i używał manipulacji i kłamstw do kontrolowania nas i swojego wizerunku.

 

Najczęściej dzieje się tak, że po kilku chwilach takich rozważań zaczynamy myśleć o sobie jeszcze gorzej niż dotychczas, zaczynamy obwiniać się o rozpad i kształt tego związku. Zaczynam myśleć, że nie umiałam kochać, nie umiałam stworzyć odpowiednich warunków do rozwoju tego związku, za mało się starałam albo źle to robiłam.

 

Takie myśli są efektem tych ciągłych manipulacji i racjonalizacji, wmawiania Tobie, że to Twoja wina. Po latach trudno ot tak zmienić ten schemat. Potrzebujesz czasu i zaopiekowania się sobą, aby zacząć wierzyć sobie.

 

Bardzo często osoba o zaburzeniach narcystycznych po zakończeniu relacji próbuje wszystkim udowodnić swoją niewinność i pokazać Tobie, że to co mówisz o niej i czujesz nie jest prawdą.

Wejście w nową relację z osobą, która nie ma świadomości z kim ma do czynienia, relacji, która zaczyna się od bombardowania miłością jest dobrym sposobem na osiągnięcie celu.

Owszem Twój były partner wygląda na szczęśliwego pamiętaj proszę, że wynika to z tego, że na ten moment ma przy sobie osobę, która nie jest świadoma tego z kim jest, nie odczuła jeszcze siły odrzucenia narcyza ani jego gier, jest na etapie miesiąca miodowego.

 

 

Co może Tobie pomóc to spojrzenie do własnego wnętrza i wyrzucenie bólu jaki jest w Tobie. Proponuję totalną szczerość ze sobą – zobacz, gdzie czujesz się oszukana i wykorzystana?

Pozwól sobie zobaczyć jak bardzo nie chciałaś widzieć znaków ostrzegawczych i z jaką siłą usprawiedliwiałaś jego zachowania?

 

Zaadresuj też swoją złość, zazdrość, smutek i żal – próbuj zaakceptować każde z uczuć jakie do Ciebie przychodzi, każde z nich jest informacją o tym, co się stało i każde mówi też o tym, gdzie nie chciałaś wierzyć sobie, gdzie nie traktowałaś siebie poważnie?

 

Zdaję sobie sprawę, że spotkanie z prawdą jest trudne czasami myślimy, że wręcz niemożliwe.

Rozumiem to.

Działaj powoli, małymi krokami, wierzę w Ciebie!

 

Nowa TyToksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Czy muszę wybaczyć?

 

W naszym społeczeństwie bardzo wiele uwagi poświęconej jest wybaczaniu.Wybaczenie postrzegane jest jako wyższa perspektywa, a także jako obietnica zakończenia cierpienia. Tak jakby z przebaczeniem ten cały ból miał zniknąć.

 

Myślę, że wielokrotnie zauważyłyście jak trudno jest otoczeniu znieść Wasze cierpienie, jak mówienie o bólu wywołuje dyskomfort w innych. Bardzo często wtedy słyszymy: „Zapomnij”, „Wybacz”, „Zostaw to”.

Tak to nie działa. Ból nie znika poprzez akt wybaczenia. Wybaczenie nie powoduje trwałej i znaczącej zmiany. Wina potrzebuje adresu, do którego się uda i bardzo często dzieje się tak, że skieruje się do naszego wnętrza, jeżeli nie może iść w innym kierunku. A to powoduje zaostrzenie naszego wewnętrznego konfliktu i jeszcze większe potępienie siebie.

 

Myślę, że warto zapytać skąd pochodzi przebaczenie do którego dążę? Czy to chęć bycia dobrą?

Czy może jest to próba zostawienia bólu za sobą?

Czy może akceptuję to co się stało?

 

Uważam, że wybaczenie to nie działanie to coś co ewoluuje w nas, kiedy zostaną spełnione odpowiednie warunki, wtedy, gdy przepracujemy swoje rany. Bez presji czasu i środowiska.

 

 

Wybaczenie to puszczenie tego co było i ukształtowanie relacji z tą osobą w takim kształcie jaki daje nam poczucie bezpieczeństwa i spełnienia.

 

 

Spojrzenie w nasze serce i podjęcie decyzji kim teraz ta osoba dla mnie jest i gdzie jest jej miejsce w moim życiu i sercu. Może to oznaczać wiele – od utrzymania kontaktu do zerwania relacji. Odpuszczenie oznacza, że przeszłam przez złość, ból i rozczarowanie. Wtedy przychodzi potrzeba kolejnego kroku, zaczynamy nowy etap, nowe życie.

 

Dla mnie odpuszczenie czy przebaczenie przychodzi bardzo wolno i widzimy je, nie jako akt w teraźniejszości, a dostrzegamy je patrząc wstecz.

 

Myślę, że warto patrzeć na przebaczenie z otwartością i elastycznością, ponieważ jest to bardzo złożony temat.

Toksyczne związki

Rozwód z narcyzem, jak przetrwać?

 

Jeżeli jesteś osobą, która żyje w toksycznym małżeństwie i myśli o tym, aby zakończyć tę relację to nagranie jest dla Ciebie.

 

 

W tym nagraniu mówię o tym co warto zrobić, aby przejść przez rozwód w jak najlepszej kondycji. Dzielę się tym co wynika z mojego doświadczenia i doświadczenia kobiet, które wspierałam w procesie rozwodu.

 

Jednym z najważniejszych zadań jakie stoją przed Tobą to pożegnanie iluzji i spotkanie z obliczem kogoś kto użyje wszystkich dostępnych mu środków, aby okazać swoją wściekłość z powodu utraty kontroli i przewagi. Potrzebujesz tej świadomości, aby ochronić siebie i swoją rodzinę. Dla narcyza będziesz już zawsze osobą, która odrzuciła go i tym samym uderzyła w jego narcystyczną ranę.

 

Im bardziej świadomie przez to przejdziesz tym bardziej zadbasz o siebie i dzieci choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to proste i oczywiste.

 

Na etapie, kiedy sama byłam w procesie rozwodowym miałam niewielką świadomość z kim i czym się mierzę. Wierzyłam, że zgadzając się na wszystkie propozycje zapewnię sobie spokój i szybką wolność. Myliłam się i to bardzo. Potrzebowałam sięgnąć do odwagi i siły, którą zakopałam głęboko w sobie, aby obronić siebie i swoją rodzinę.

 

Życzę Tobie siły i odwagi stania za sobą i dziećmi na jakimkolwiek etapie rozstania jesteś!

 

Toksyczne związki

Rzeczy, których narcyz Ci nigdy nie powie o sobie

 

Zrozumienie sposobu postępowania osoby narcystycznej jest trudne dla wrażliwych i empatycznych osób. Sama bardzo długo wątpiłam w to co widzę, słyszę czego doświadczam w takich relacjach. Nie rozumiałam, że można być tak nieczułą i wyrachowaną osobą w stosunku do kogoś, kto jeszcze chwilę temu był Ci bliski jako dziecko, partner, przyjaciel. Z każdą przeczytaną książką, artykułem docierała do mnie prawda.

 

 

 

Proces poznania wiązał się dla mnie z opłakaniem tego, czego nie doświadczyłam w związku i co nie będzie mi dane doświadczyć. Owszem wiele z tych rzeczy podarowałam sobie sama opiekując się sobą i stając się swoimi wewnętrznymi rodzicami, jednak przejście żałoby było procesem uwalniającym mnie od ciągłych powrotów do przeszłości i uciekania w marzenia.

 

 

 

Narcyzm dotyczy każdego z nas w jakimś stopniu. Spotykamy takie osoby w pracy, w rodzinie, w towarzystwie czy sąsiedztwie.

 

Osoby narcystyczne to nie tylko poczucie wyższości i brak empatii. U podstawy są to osoby, które nie potrafią kochać siebie i brak im poczucia własnej wartości. Twarz, którą pokazują światu to próba ukrycia prawdy.

 

1. Mam zawsze rację, a Ty się mylisz. Narcyz żyje swoją własną rzeczywistością, kreując ją. W tym świecie narcyz ma zawsze rację, a Ty się mylisz. Osoby narcystyczne potrafią przekonań innych ludzi do swojej racje nawet jeżeli jest fałszywa. Dzieje się tak dlatego, że osoba narcystyczna roztacza wokół siebie aurę stuprocentowej pewności.

 

2. Potrzebuję Twojej nieustającej uwagi i podziwu. Osoba narcystyczna wykorzysta każdą okazję do tego, aby znaleźć się w centrum uwagi.

 

3. Uważam, że mam prawo robić to na co mam ochotę. Osoba narcystyczna działając kieruje się korzyściami jakie z tego wyciągnie lub w jaki sposób poprawi to jej samopoczucie.

 

4. Lubię przypisywać sobie zasługi, ale nie interesuje mnie branie odpowiedzialności. Jeżeli osoba narcystyczna osiągnęła sukces albo brała udział w przedsięwzięciu, które było sukcesem lub dobrym uczynkiem przyjmie uznanie za to działanie. Jednak, jeżeli zrobi coś złego przerzuci odpowiedzialność za to co się stało na kogoś innego lub na okoliczności.

 

5. Mój wizerunek jest najważniejszy. Nie chodzi tu tylko o wygląd zewnętrzny, który jest oczywiście ważny. Znaczenie ma to jak osoba narcystyczna jest postrzegana przez innych. Zrobi wiele dla utrzymania idealnego wizerunku i takiej samej opinii u innych ludzi.

 

6.Uważam, że ludzie są użyteczni. Osoba narcystyczna otacza się ludźmi, którzy jej służą, jeżeli sytuacja ulega zmianie wtedy taka osoba zostaje porzucona, zdradzona czy ignorowana. Natomiast jeżeli staniesz się zagrożeniem dla narcyza wtedy przygotuj się na narcystyczny atak i wściekłość.

 

7. Nie interesuje mnie wpływ mojego zachowania na innych. Osoba narcystyczna nie przejmuje się tym co czujesz z powodu jej działania. Pozostanie obojętna na Twoje cierpienie. Owszem zdarza się, że takie osoby płaczą jednak są to łzy spowodowane stratą w życiu narcyza, a nie Twoją krzywdą.

 

8. Potrzebuję prestiżu i wygranej. Narcyz zrobi wiele, aby wygrać nawet jeżeli wiąże się to ze złamaniem zasad moralnych. W agresywny sposób dąży do uzyskania uznania wśród innych i zwycięstwa, które jest celem. Uważa się za kogoś lepszego.

 

9. Jak ognia boję się upokorzenia. Jeżeli zrobisz cokolwiek co spowoduje, że osoba narcystyczna zostanie zdemaskowana, pokażesz jej wady i słabości uważaj na siebie. Osoba narcystyczna będzie próbowała odegrać się na Tobie.

 

Jestem ciekawa czy powyższe zdania odnoszą się do Twojego życia? Może doświadczyłaś takiego traktowania ze strony osoby narcystycznej, z którą postanowiłaś zerwać kontakt?

 

To co napisałam oparte jest o moich własnych przeżyciach i informacjach zawartych w książkach opisujących problem, który poruszam, czyli narcystyczne zaburzenie osobowości.

Będę wdzięczna za podzielenie się Twoją historią – Zapraszam <3

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Dlaczego pozostaję w toksycznym związku?

 

Dorastając borykałam się z depresją i stanami lękowymi nie mając żadnego pojęcia o tym, co z tym zrobić. Czytałam wiele książek dotyczących egzystencji i żyłam tym smutkiem i brakiem nadziei po cichu licząc, że to kiedyś po prostu samo przejdzie.

 

Minęły lata, wir związku, rodziny porwał mnie i wyrzucił. Tamten stan był już totalną rozpaczą, która nie mogła być już pominięta i pozostawiona. Moje ciało było obolałe od blokowania bólu, smutku i rozpaczy, które tkwiły w mojej podświadomości. Powracająca depresja nie chciała odpuścić, ponieważ zużywałam swoją energię życiową na NIE czucie. Leżąc w ciemnościach myślałam o swoich opcjach.

 

 

 
 
 
 
 
Słyszałam dwa rozwiązania albo się poddasz albo zawalczysz o siebie i zaczniesz żyć! Wybrałam Życie.

 

 

 

 

 

 

 

Z perspektywy lat i wielu podjętych prób pomocy sobie powiem, że rozwiązaniem było CZUCIE tego co mówiło do mnie CIAŁO i moje JA.

 

Może to brzmieć zbyt banalnie, aby było rozwiązaniem, ale dla mnie jest PRAWDĄ. Przez te wszystkie lata, kiedy spotykałam się z przyjaciółkami i dzieliłam się moimi smutkami były to uczucia, które płynęły z głowy. Mówiłam o tym, że czuję ból, smutek, radość. Jednak moje mechanizmy obronne nie pozwalały mi na czucie tego. Byłam więźniem analizowania, myślenia, fantazjowania i negocjowania z oprawcą. A to skutkowało ciągłym przyciąganiem toksycznych ludzi do mojego życia i nieumiejętnością powiedzenia NIE przemocy.

 

Tkwiłam w takich związkach, ponieważ nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo mnie to niszczy i boli. Nie byłam też świadoma tego, co mogę zyskać, kiedy pozwolę sobie CZUĆ.

 

Jeżeli zastanawiasz się, dlaczego pozwalasz na przemoc w swoim życiu, jeżeli nie potrafisz powiedzieć NIE osobom, które Cię krzywdzą może to oznaczać, że NIE masz kontaktu z emocjami.

 

Jeżeli borykasz się z depresją lub lękami może to oznaczać, że nie czujesz tylko spychasz swoje emocje do podświadomości, odcinasz się do nich.

 

Jeżeli chcesz to zmienić Zapraszam Cię na Warsztaty Sekret Życia w Równowadze <3

Szczegółowy opis warsztatów znajdziesz TUTAJ.

 

Toksyczne związki

Współ-rodzicielstwo z osobą narcystyczną

 

Wilczyco jest to temat, o który często mnie pytacie, dlatego też postanowiłam napisać o tym. Niewiele jest dostępnych badań, czy opracowań dotyczących rodzicielstwa rodziców narcystycznych, dynamiki takiej rodziny oraz efektów jakie ma takie rodzicielstwo na dzieci.

 

Patrząc na swoje doświadczenia bycie dzieckiem narcystycznego rodzica odcisnęło ogromne piętno na mnie i moim życiu. Jednocześnie przez lata nie byłam świadoma problemu. I myślę, że to dotyczy wielu osób.

 

Jeżeli jesteś w związku, w którym ojciec Twojego dziecka jest osobą o cechach narcystycznych pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie tego, z kim masz do czynienia. Wiele osób które do mnie piszą – wierzy, że te osoby potrafią kochać bezwarunkową miłością swoje dzieci.

 

Myślałam podobnie, jednak życie pokazało mi zupełnie coś innego. Jeżeli nie przestrzegasz warunków i oczekiwań tracisz zainteresowanie, a otrzymujesz odrzucenie i zniesmaczenie. Potwierdzenie moich słów możecie odnaleźć w książkach dotyczących osób toksycznych i ich strategii. Jest to bardzo trudna prawda, aby ją uznać potrzebowałam lat i wielu doświadczeń, a przede wszystkim kontaktu z moimi emocjami.

 

Pomocne może być, jeżeli ten problem dotyczy Ciebie zweryfikowanie myślenia o rodzicielstwie i opracowanie planu wspierania dziecka w radzeniu sobie z rodzicem, który zaburza naturalny rozwój na poziomie emocjonalnym i psychologicznym.

 

Rodzicielstwo osoby o cechach narcystycznych jest rodzicielstwem pochłaniającym lub ignorującym. Odniosę się do tego tematu w innym artykule lub nagraniu. Każda z tych postaw nie pozwala dziecku na stworzenie własnego Ja, swojej indywidualności.

 

 

 

Ograniczenie kontaktu – na tyle na ile możesz to zrobić. Osoby narcystyczne cały czas dążą do tego, abyś pozostała w związku, rozwód i czas, który minął nie mają znaczenia. Taka osoba nie odpuszcza wciągania Cię w emocjonalne i psychologiczne rozgrywki. To powoduje, że dzieci cierpią, ponieważ wyczuwają tą walkę pomiędzy rodzicami.

 

 

Jeżeli Twoje dziecko będzie znało zasady dotyczące Waszego życia będzie mu zdecydowanie łatwiej. Granice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa. Przewidywalność i stabilizacja są niezbędne, kiedy dziecko wraca z weekendu, w którym doświadczyło burzy emocjonalnej u drugiego rodzica.

 

Naucz swoje dziecko, jak ma rozładowywać napięcie emocjonalne, z którym wraca po spotkaniu z rodzicem narcystycznym. Nauka samoświadomości jest niezastąpionym i bezcennym kołem ratunkowym. Ucz swoje dziecko nazywania tego co czuje, łączenia odczuć z ciała z emocjami. To da dziecku zrozumienie tego co się z nim dzieje i dlaczego tak się dzieje. Tym samym Twoje dziecko nauczy się samoobserwacji i będzie umiało zauważyć, kiedy rodzic narcystyczne będzie zrzucał na nieodpowiedzialność za siebie i swoje uczucia.

 

Chroń swoje dziecko, ale nie ucz go roli ofiary. Pozwalaj mu na kształtowanie własnej opinii.

 

Pozwól, aby Twoje dziecko mierzyło się z tym na co jest gotowe. Nie jesteś w stanie cofnąć czasu, wymienić rodzica, czy wymusić na drugim rodzicu terapii. Zmierz się z tym na poziomie emocjonalnym, wyrzuć całą złość i smutek jakie za tym stoją. Dzięki temu będziesz w stanie wesprzeć swoje dziecko w drodze do samodzielności i dojrzałości emocjonalnej. Twoja postawa jest bardzo ważna, ponieważ tylko Ty możesz pomóc swojemu dziecku wyrosnąć na empatycznego i zdrowego człowieka, który będzie umiał rozpoznawać toksycznych ludzi i stawiać im granice.

 

Mam nadzieję, że ten krótki tekst zainspiruje Cię do działania i docierania do Twojej wewnętrznej siły nawet w obliczu tak trudnego zadania. Jestem z Tobą całym sercem <3

 

2018_07_30_Wiązania pourazowe
Różne

Wiązania pourazowe – zapętlenie w toksycznej relacji.

Poczułam silną potrzebę nagrania tego filmu, ponieważ wiem jak wiele wartości wniosła do mojego życia znajomość i świadomość tego terminu. Owszem przyniosło mi to wiele bólu, ale to był ból, który i tak był częścią mojego życia niezależnie od tego, czy chciałam na niego patrzeć czy też nie.

Dziś wiem, że życie w zaprzeczeniu było znacznie boleśniejsze, ponieważ nie było w nim miłości i empatii do mnie samej. Nie było w nim też nadziei na zmianę, tkwiłam w bezsilności.

Jeżeli jesteś w relacji z osobą toksyczną – wiązanie pourazowe jest częścią Twojego życia. Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie tego i rozpoznanie problemu.

Dzięki temu, że jesteśmy obecni w naszym życiu, w naszej rzeczywistości jesteśmy w stanie poszukać wsparcia i pomocy po to, aby przerwać wiązania pourazowe i uwolnić się z toksycznej relacji.

Praca nad samoświadomością i troską o siebie pozwala nam na przecięcie tych wiązań, które trzymają nas w niewoli.

Różne

Wstyd

Czuję w ciele znany mi dobrze ból, więc siadam do pisania. Słowa są dla mnie ratunkiem, potrafią przekazać to, co woła o uwagę, to terapia. Dzisiaj przyszedł czas na toksyczny wstyd. Każdy, kto żył w cieniu narcystycznego rodzica ma w żyłach wstyd zamiast krwi.

Dlaczego, bo to jedzenie, którym narcysta karmi swoje dziecko, aby siedziało cicho, aby nie budziło jego ran. Każda próba bycia sobą, każde wołanie o uwagę o emocjonalne zaangażowanie, akceptację i miłość jest dorzucone – ponieważ ona nie ma w sobie miłości, którą mogłaby się podzielić. Toksyczny wstyd zaaplikowany w dzieciństwie nie znika, nie odchodzi ot tak, dotkliwie naznacza każdą relację.

W mojej głowie słyszę zdanie: Czego Ty jeszcze ode mnie chcesz?
Mam przestać chcieć, nie wolno mi chcieć. Mam brać to, co matka daje i nie marudzić, nie mieć zastrzeżeń. Uwierzyłam tak głęboko w to zdanie, że właśnie tak postępowałam. To spowodowało, że czułam ogromną pustkę, wieczny głód, bo nawet jak mogłam w życiu decydować o tym, co mogę wziąć, kupić, poprosić – nie robiłam tego. Czekałam na decyzję kogoś innego. Nie wiedziałam, czego tak na prawdę potrzebuje, brałam to, co pod ręką, stąd ta mania kupowania, wrzucałam produkty do koszyka, nieważne, co liczyło się tylko zapełnienie tej cholernej pustki, która boli.

Każde dziecko ma prawo dostać od matki miłość, ciepło emocjonalne, współczucie i akceptacje. Żadne dziecko nie powinno być karane za to, że tego potrzebuje. Nie powinno być obgadywane, wyśmiewane, wyszydzane za to, że potrzebuje miłości. Podstawowym obowiązkiem rodzica jest miłość do powołanego przez siebie do życia dziecka.

Jak się okazało za tak wysoki poziom toksycznego wstydu mogę podziękować nie tylko mamie, ale również i babci, która z założenia miała się mną troskliwie opiekować. Szkoda tylko, że mnie biła nie radząc sobie z moją tęsknotą za miłością i ciekawością małego dziecka. Ona chciała mieć spokój, a ja według niej na złość miałam milion potrzeb. A matka uciekała w pracę, fundując córce to, co sama znała z dzieciństwa. Zamknięte koło nienawiści.

Przez całe życie wiedziałam, że nie jestem kimś wartościowym, wiedziałam, że niczego nie osiągnę, więc nawet się nie starałam, a nawet jak pomimo braku starań coś mi wychodziło to udawałam, że tego nie ma. Tak bardzo nie umiałam zobaczy w tym kłamstwa i manipulacji. Totalny brak poczucia bezpieczeństwa więził mnie w starych przekonaniach odbierając siłę do wyjścia.

Otaczałam się ludźmi, którzy mi to potwierdzali, którzy byli tak samo zamknięci emocjonalnie i niedostępni jak ona. Każde odrzucenie było potwierdzeniem prawdy zaprogramowanej we mnie. Mój wstyd nabierał mocy z każdym odrzuceniem i każdą krytyką.

 

Moje ciało walczy ze sobą przeciąga linę pomiędzy uda jej się czy polegnie, a sędzią jest ona, moja matka. Kogo mam wybrać siebie, czy ją? Jeśli wybiorę siebie oznacza to, że zasługuję na miłość i chcę się nauczyć ją sobie dawać, jeśli wybiorę matkę oznacza to, że moje cierpienie będzie trwać. Niby wiem.

Każdorazowy wybór mojej własnej drogi budzi toksyczny wstyd. Z tyłu głowy pojawia się wątpliwość czy mam do tego prawo, czy wolno mi zaspokoić swoją potrzebę? Wybieram i patrzę w twarz odrzuceniu, słucham jego nienawistnych podszeptów. Robię kolejny krok.

Kiedy tulą mnie kochające ramiona czasami jest mi trudno w nich pozostać, czasami nie umiem przyjąć miłości. Kochający człowiek jest zagadką, którą uczę się rozwiązywać.

Różne

Rodzina

Pokazanie siebie, kim na prawdę jestem było dla mnie przełomowym krokiem. Publikując swój pierwszy post nie miałam zielonego pojęcia, co będzie dalej. Miałam nieodpartą potrzebę mówienia do ludzi, powiedzenia mojej prawdy. Było to dla mnie tak naturalne i takie organiczne, że po prostu stało się. Usłyszałam głos: Wilczycą Być i zaczęłam pisać ze środka.

Powiedzenie sobie „tak” było dla mnie wolnością, dzięki temu moja kreatywność rosła, moje działania stawały się coraz odważniejsze, a słowa precyzyjnie odzwierciedlały co czułam. Poznawałam siebie na wielu poziomach, ponieważ konfrontowałam swoją prawdę z całym światem, no może nie aż całym, ale jak dla mnie wystarczająco dużym ???? Mogłam też spełnić wieloletnie marzenie o pracy z ludźmi, o wspieraniu innych w drodze do siebie. Co pięknie dopełnia to, kim jestem.

I ten wątek jest spokojny i harmonijny. Mogłabym tylko dopisać żyła długo i szczęśliwe, jednak moje życie uległo potężnej przemianie.

Decyzja o publikacji pociągnęła za sobą konsekwencje, ponieważ jestem częścią pewnego układu i pewnej rodziny. Rodziny, która ma swoje niewypowiedziane tajemnice, które wiszą w powietrzu, ale nikt nie ma odwagi ich dotknąć i poruszyć. I przychodzą mi na myśl nasze spotkania podczas których, nikt nigdy głośno nie zapytał. Dlaczego? Dlaczego nie ma w nas prawdy? Dlaczego jesteśmy z tej samej krwi, a tak odlegli i obcy? Przerzucamy grzeczności podszyte pustką.

I pojawiam się ja, mała dziewczynka i jej marzenie o obrońcy. Straciłam tatę, ale nadal wierzyłam, że mając dwóch starszych braci byłam bezpieczna i w dobrych rękach. Wierzyłam, że na nich zawsze mogła liczyć, kiedy życie będzie za trudne, aby je nieść na własnych plecach. I moja naiwność i magiczne myślenie dziecka dało mi nieźle w kość. Rzeczywistość była totalnie inna. Bracia byli, ale nie było tam szacunku, miłości i akceptacji. Nie mogło być skoro dorastaliśmy w domu, w którym nie mówiono tylko spuszczano swoje emocje na kogoś słabszego, kto przyjmował to na siebie i przepraszał. Ja miałam pecha, bo byłam najmłodsza.

Kiedyś zapłakana i zrezygnowana zapytałam mojego brata, kiedy będziesz mnie dobrze traktował? On powiedział, że jak zmądrzeję. Skoro jestem głupia nie zasługuję na szacunek. Każde nasze spotkanie było atakiem w moim kierunku, było obciążeniem mnie za zło tego świata. To ja go irytowałam, rozdrażniałam swoją głupotą, niedojrzałością. Wychodzi to ze mnie dziś, bo tak bardzo mi przykro, że narażałam siebie na te spotkania, że nie potrafiłam zawarczeć i zerwać tak beznadziejnej relacji. Robiłam coś odwrotnego, wracałam z coraz większą empatią i zrozumieniem, aby spróbować kolejny raz.

Cudowny i przerażający moment, w którym po zaakceptowaniu swojej ciemnej natury wykrzyczałam w słuchawkę, że nie chcę mieć takiego brata, że ma wrócić jak będzie dobry. Sama nie wiem jak to dokładnie brzmiało. Ręce mi się trzęsły, serce waliło jak oszalałe. A ja pierwszy raz w życiu puściłam hamulec, puściłam swoją świętojebliwą postawę i wypowiedziałam to, co dudniło głęboko w sercu. Dość!

Po zerwaniu kontaktu z mamą. Po rozejściu się blogu. Po wykrzyczeniu prawdy bratu, zostałam sama. Moje dotychczasowe życie umierało, raczej umarło. Byłam przerażona, załamana i sama nie wiem, co jeszcze. Jednak, byłam prawdziwa. Otaczali mnie cudowni przyjaciele, którzy bardzo mnie wspierali i nadal to robią. Pozostały osoby, które z wielką radością i podziwem przyglądają się temu, co robię. A ja spojrzałam prawdzie w oczy, zmierzyłam się z moją największą iluzją z dzieciństwa, która nazywała się “kochająca się rodzina”. Za tą iluzją stał ogromny strach przed śmiercią, przed samotnością i odrzuceniem. Stało za tym ogromne poczucie winy i toksyczny wstyd. Strach przed karcącymi spojrzeniami, strach przed podniesieniem głowy i powiedzeniem -Tak to ja mówię “nie” kłamstwu, brakowi szacunku, akceptacji i miłości. Tak, wybieram siebie, wybieram życie w prawdzie i miłości. I mam odwagę auuuu.

Strach jest we mnie i czasami zasłania obraz rzeczywistości, czasami zapominam, że jestem bezpieczna tu i teraz. Wracam do dzieciństwa, a wtedy słucham tego zalęknionego dziecka we mnie i daję mu to, czego tak bardzo mi brakowało, miłości.

Mam też w sercu nadzieję, że uda nam się odnaleźć drogę do siebie i przestrzeń na rozmowę.

Różne

Boskie cierpienie

Tak bardzo nienawidziłam swojego życia w cierpieniu. Ciągły smutek i ciągłe udawanie szczęścia. Nie pamiętam chwil radości. Wiem, że były, ale mój smutek zasłonił je wszystkie.

Kiedy dotykałam tego, co boli, wylewało się strumieniami i wiele razy myślałam o sobie, że pozostanę na zawsze smutna, pozbawiona radości do życia. Jednocześnie, nie dostrzegałam, że mój wewnętrzny pęd do zmiany, był właśnie tą radością.
Byłam skupiona na moich oprawcach i zawzięcie się ich trzymałam. Od czasu do czasu kąsałam ich z nadzieją, że w końcu zobaczą tą biedną skrzywdzoną istotę – ofiarę ich działań. Nie chciałam się przyznać przed sobą, że cały czas tkwiłam w nadziei, że to oni się zmienią, bo część mnie wiedziała, że ta nadzieja jest płonna i złudna. Jednak stojąc na rozdrożu, moja twarz nadal była zwrócona ku temu, co było. Rządziło mną moje wewnętrzne dziecko, które upierało się, że nie będzie nic ze sobą robić, nie pójdzie do pracy, nie zadba o siebie, nie będzie siebie kochać, nie dorośnie. Pozostanie w iluzji, że życie jest białe, piękne i dobre. Pozostanie w iluzji, że tylko dobre rzeczy mają się zdarzać w życiu i tylko one mają wartość. I właśnie, dlatego, nie mogłam dopuścić do siebie wartości, które niosły moje traumy i zmagania, bo zobaczyłabym, że to ja sama dla siebie byłam katem, zmuszając siebie do pozostania kilkanaście lat w związku, w którym nie było miłości. Do codziennego kontaktowania się z matką, która nie miała miłości dla mnie.

Większość frustracji i nienawiści, która drzemała we mnie, to była moja własna nienawiść do siebie. Za to, że porzuciłam siebie, zapomniałam, zaniedbałam, opuściłam dla życia w iluzji! Za to, że brałam prawdy innych ludzi za swoje i sprzedawałam siebie za drobne. Za to, że stawiałam ludzi na piedestale niczym bogów, jadłam ich prawdy z ręki i całowałam stopy. A wszystko to robiłam, ponieważ nie chciałam wyjść z cienia i zademonstrować swojej siły.

Wiem, byłam dzieckiem i potrzebowałam mechanizmu obronnego i strategii na przetrwanie. Jednak pomimo tego, że dorosłam i byłam zdrową kobietą robiłam to nadal szukając winy dookoła.

Wybaczyłam sobie i wybaczyłam im. Każdy reagował i działał ze swojej głębokiej rany. Każdy z nas cierpiał, bo zabrakło miłości i ciepła. Odtąd żyję dla siebie, z ludźmi, którzy są świadomi i gotowi brać odpowiedzialność za siebie.

Czym było moje cierpienie? Dlaczego cierpiałam, czy mogłam go uniknąć?
Patrzę na tu i teraz. Moje ciało, dusza i mój materialny wymiar. Urodziłam się w łonie narcystycznej matki. Mój ojciec, który dał mi namiastkę miłości, był ze mną bardzo krótko. Tylko ja byłam przy jego śmierci, mając zaledwie jedenaście lat. Kiedy odszedł, pozostałam w domu z dwójką narcystów, którzy brali miłość, a ja ćwiczyłam się w dawaniu. Dawałam długo, ponieważ wierzyłam, że mój brak miłości zostanie uzupełniony przez innych. Powtarzałam swoje cierpienie nie widząc drogi wyjścia.

I tu zauważam sens mojego doświadczenia i mojego powołania. Cierpienie wyćwiczyło moje serce. Strach zahartował mojego ducha. Nie byłabym tą osobą, gdyby nie cierpienie. Nie miałabym w sobie tyle miłości, jeśli nie poczułabym jej braku. Nie byłabym tak odważna, gdybym nie poczuła w sobie śmiertelnego przerażenia! Może to jest okrutne, ale jest też dla mnie przejawem miłości bożej. Jestem kimś wyjątkowym, kto potrafi pomóc innym, którzy cierpieli podobnie do mnie. Mam w sobie odwagę, aby pisać o krzywdzie wyrządzanej przez matki, które nie potrafią kochać. Mam siłę, aby bronić słabych i skrzywdzonych.

Widzę w człowieku miłość pomimo tego, że jest ona ukryta i potrafię odnaleźć do niej drogę.
Tak, czuję się osobą wybraną, tak czuję, że to, co kiedyś było nie do zniesienia, ma ogromną wartość. I im bardziej kocham to cierpienie w sobie, tym więcej znajduję miłości do siebie, świata i ludzi. Tak, każda moja trauma była mi potrzeba i przyszła w dobrym czasie, jeżeli teraz mogę ocalić, choć jedną osobę, jeżeli teraz mogę zaświecić radość w jednym sercu. Tak to wszystko miało i ma wielki sens.

Różne

Narodziny

Zaciśnięta szczęki i brzuch to ja i moja prawda uwięziona w ciele. Chcę czasami ją wykrzyczeć w twarz mojej mamie, ale przypominam sobie, że to niszczy przede wszystkim mnie, sieje spustoszenie. Ona każdorazowo odsuwa mój krzyk od siebie i nie słyszy go. Powtarzając w kółko, że mi wybacza i że mnie kocha. A ja wciśnięta jeszcze bardziej w poczucie winy, nie rozumiem jak ona może w to wierzyć. Przecież ona NIE umie kochać, przecież robi to po to, aby zatkać mi usta i aby nasz wspólny taniec zależności wrócił do normy. Chce czerpać z mojego źródła i źródła moich dzieci, chce dostać życiodajnej energii miłości.

Droga do wolności to dla mnie odwaga stanięcia z tym, czego doświadczyłam twarzą w twarz i zobaczenie w tym sensu, przytulenie siebie, coś, co robi mądry rodzic swojemu płaczącemu dziecku.

Przypominam sobie moje dzieciństwo, młodość i dorosłość i dociera do mnie, że mama była obecna w każdym kawałku mojego życia.Wybierała mi ubrania. Wybierała mi fryzury. Wybierała mi przyjaciółki. Wybierała mi chłopaków. Wybierała mi szkoły. Wybierała mi zajęcia dodatkowe. Wybierała mi pracę. Wybierała mi męża. I nawet, jeżeli nie było jej fizycznie przy mnie, to, co zostało zasiane w dzieciństwie było tak silne, że trwało przez lata.

Byłam dotkliwie naznaczona wszystkim, co ONA aprobuje i lubi. Byłam naznaczona każdą jej preferencją. Nie pozostawiłam sobie przestrzeni na decyzje na określenie tego, kim jestem i czego chcę. Jako nastolatka umiałam jedynie pokazać przeciwieństwo tego, czego ona chce. Ale to przeciwieństwo nadal nie było mną było zaledwie BUNTEM przeciwko niej. I znowu moje życie kręciło się wokół niej.

Dopiero teraz, po tym jak zaleczyłam siebie widzę jak bardzo była obezna w moim życiu, jak bardzo moje decyzje były podszyte nią. Nawet, jeżeli podejmowałam swoje decyzje to i tak po jakimś czasie sabotowałam je, aby wrócić grzecznie do jej standardów.

Dlatego tak bardzo nienawidziłam, kiedy mówiła mi, że ładnie wyglądam, bo to oznaczało jedno! Córko jesteś ubrana i uczesana według moich standardów!!! A tego nie chciałam najbardziej na świecie.

Czułam względną akceptację do momentu, kiedy wiodłam życie zgodne z jej standardami i przekonaniami. Doskonale pamiętam, kiedy mając 32 lata zaczęłam medytować i chodzić na kursy i warsztaty, które wypuszczały moją świadomość z puszki. Fala jej niezadowolenia wylewała się coraz intensywniej. Jej działania stawały się coraz bardziej widoczne i agresywne. Chciała jednego, usunięcia osób, które według niej stanowiły zagrożenie i mojego powrotu do trybu “grzecznej dziewczynki”. Jednak ja byłam już w takim punkcie, z którego nie chciałam wrócić, byłam juz tak nieszczęśliwa, że dłużej nie mogłam tego ciągnąć, jednocześnie czułam powiew wolności na twarzy.

I tak przez lata nasz taniec się rozluźniał, a ja stawałam się coraz bardziej świadoma i widząca. Przygotowywałam się do tego, aby zacząć żyć samodzielnie, wolna od komentarzy i manipulacji.

Moja relacja miłosna bardzo mi w tym pomogła, wyciągnęła mój ból porzuconego dziecka. Teraz jestem gotowa być wdzięczna za lata spędzone razem i doświadczenia, które doprowadziły mnie do świadomości uzależnienia od mojej mamy i schematów, które stały za każdą moją relacją. To była moja odpowiedzialność, której za nic w świecie nie chciałam wziąć, wolałam być ofiarą, cierpiącą i bezwolną kobietą wykorzystywaną przez życie.

I właśnie moment, w którym zrozumiałam, że chcę tworzyć partnerski związek, pełen miłości i szacunku był dla mnie przełomem, ponieważ była to przestrzeń, w której tak dotychczas bliskie mi osoby mogły podjąć decyzję czy pozostają, czy nasza miłość jest na tyle silna, że chcą rozwijać ją bardziej chcą przerodzić ją w piękną relacje wspólnego zrozumienia, pokazania siebie i swoich ran, na połączenie serc. Wtedy poczułam pustkę i stanęłam sama ze sobą i swoim odwiecznym lękiem przed samotnością twarzą w twarz.

To był mroczny okres mierzenia się ze sobą, upadków i wzlotów i ponownego schodzenia jeszcze niżej w otchłań samotności, aż do symbolicznej śmierci wszystkiego, co dotychczas było dla mnie ważne. Po to, aby odrodzić się i zobaczyć siebie prawdziwą.

Nie wrócę już do szarpaniny, ciągłego proszenia o zmianę i ciągłego czekania na zmianę. Dziękuję za to, co dostałam, jestem wdzięczna. Rozumiem, że więcej nie będzie, że nie będzie sielanki i bezwarunkowej miłości rodzica. To umarło. Teraz to ja daję sobie tą sielankową rodzicielską miłość skrojoną idealnie dla mnie. Jednocześnie akceptuję w sobie to, że idę własną drogą, na której na ten moment nie ma miejsca na opiekę i spotkania z moją mamą. Kocham siebie za miłość i akceptację, jaką ofiarowałam sobie, za zwrócenie swojej duszy wolności, aby mogła pisać i wyrażać swoją mądrość i drogę w materii.

Różne

Ja

Cała drżę z emocji, jest ich wiele więcej niż reakcji bliskich na moją prawdę. Właśnie minęły urodziny mojego syna i poczułam kolejną falę odrzucenia. Byli bliscy, ale nie z rodziny, były życzenia, ale nie od tych, z którymi związana jestem ciałem i krwią. Zamykam oczy i widzę ich jak stoją złowrogo patrzą na mnie, a ja jeszcze trochę przestraszona z moją prawdą na ustach. Tyle było tajemnic, tyle było smutku, tyle było niezrozumienia.

Co chcę powiedzieć?! Jest mi przykro, że nie ma Was obok mnie, jest mi bardzo przykro. Od urodzenia żyłam wizją wspaniałej rodziny, która kocha się pomimo różnic. Od zawsze płakałam na amerykańskich produkcjach familijnych, kiedy pokolenia siadają do wspólnego stołu. I o ironio!! Tworzę trzy osobową rodzinę, matka, córka i syn.

Tak, sama to sobie zrobiłam, zgadza się. To ja sama powiedziałam moim bliskim DOŚĆ. Nie chcę być traktowana jak głupia blond dziewczyna, mając 40 lat. Mam dość wyśmiewania, wchodzenia w moje życie, obgadywania i BRAKU EMPATII, mam dość sztucznych spotkań z przyklejonym uśmiechem. Dlaczego nie byłam akceptowalna – powodów było milion, bo za bardzo natchniona, bo za głupia albo za egzaltowana, bo nie pracuje, bo za mało zarabia, bo nie wie, co to życie. I tak akceptowałam to przez prawie czterdzieści lat. Aż tu spotkałam swoją świętą złość, potężną falę frustracji, nienawiść i złości. BASTAAAAAAA wykrzyczałam sobie i światu. Dziś jest ten dzień, kiedy pokaże siebie prawdziwą.

Ściągnęłam fartuszek prowincjonalnej gąski, to przecież nie ja. Jestem dobra, miłościwa i cierpliwa, ale tylko dla tych, którzy i dla mnie tacy są. Założyłam spodnie i glany, aby afirmować budzącą się siłę i przeklinam siarczyście, aby przełamać kolor włosów. Dlaczego to piszę, teraz, kiedy przekułam to w siłę, teraz, kiedy wypłakałam morze łez, podczas nieprzespanych nocy, teraz, kiedy wykrzyczałam całą frustrację?! Bo chcę powiedzieć swoją prawdę, bo nie chcę milczeć i udawać, że byłam szczęśliwa. Tak pogubiłam się, myślałam, że jak będę sprzedawać siebie to zasłużę na miłość, wierzyłam, że jak będę na każde zawołanie to będę ukochaną siostrą i ciocią i córką. Jednak moje ciało pokazało mi, że to nie ta droga prowadzi to spełnienia.

Spełnieniem jestem ja bez cenzury, spełnieniem jestem ja bez hamulca. A taka wersja mnie chce szczerych i swobodnych relacji, chce prawdy i miłości. Jest czasami bezkompromisowa i silna. I czasami odcina gangrenę, aby dać przestrzeń na nową relację, na nową miłość. Choć ta potrzebuje czasu, czasami bardzo dużo czasu. Jestem cierpliwa i pełna wiary, ale już nie naiwności!

Samotność to nie ja, mam bliskich, mam ramiona, na których płaczę, kiedy odkrywam wyspę smutku i strachu. Mam usta, które wspierają i mówią – dasz radę i jest ich coraz więcej.

Spełniam swoje marzenie o silnej i dojrzałej kobiecie we mnie. Przyglądam się sobie codziennie w lustrze i czasami nieśmiało wątpię, to na prawdę ja?! Zrozumiałam, że dojrzałość to wiele smaków od słodkości po gorycz. Zrozumiałam, że dojrzałość to bycie swoim rodzicem, który kocha i czule dba o swoje dziecko, ale również gorliwie dopinguje do pracy i stawia zadania. I jestem nim każdego dnia przełamując to, czego nauczyłam się w przeszłości, każdego dnia krok do przodu.

Miniaturka_01
Różne

Osobowość zależna

Kochani, udało mi się okiełznać techniczne tajniki strony wordpress i zamieszczam dla Was film, który jest dostępny na moim kanale na youtube 🙂

Tym razem podzielę się z Wami informacjami o osobowości zależnej. Znam ją doskonale, ponieważ byłam zależna. Bardzo wiele pracy kosztowało mnie uwolnienie się od schematów osobowości zależnej, które do dziś przypominają o sobie, jednak z zupełnie inną siłą. W filmie dzielę się wiedzą i przykładami z mojego życia, które dla mnie są najlepszą ilustracją problemu. Co Wy na to?

Różne

Zobacz mnie

Moje życie podzielone pomiędzy dwóch narcystów. Zastanawiam się, który kawałek był łatwiejszy?! Żaden. Z moją mamą ciągłe występy sceniczne, ona w roli głównej, rządająca ciągłej uwagi i oklasków. Manipulująca rzeczywistością i mną tak, aby pozostać na scenie, a mnie przydzielić do ponoszenia odpowiedzialności za to, co zrobiła. Kiedy tylko ja zaczynałam krzyczeć i prosić o bycie zauważoną dostawałam zaprzeczenie swoich uczuć. Pamiętam siebie z tamtego czasu mój ból i smutek. Byłam tak bardzo sfrustrowana obwinianiem siebie, byłam tak wewnętrznie poraniona i przerażona. A drugi etap, przeżyłam inaczej. Początkowo dramatycznie, a potem już coraz ciszej, coraz większa uległość i wycofanie. I brak nadziei na zmianę. Ciągła droga ku perfekcyjnej pani domu. To były lata spalania się, lata emocjonalnego terroru dla jednego zdania Tak córko WIDZĘ CIĘ i KOCHAM.

Idę ulicą i myślę, chcę umrzeć teraz, chcę po prostu się przewrócić i już. Czuję takie potworne zmęczenie, pustkę i totalny brak siły, aby żyć. Oddałam im wszystko i jestem sama. Doświadczyłam tego czego tak bardzo się bałam – odrzucenia, pominięcia i bycia niechcianą. Sparaliżowana strachem mam nauczyć się żyć na nowo. Nauczyć się, jak być sobą, jak widzieć siebie, jak kochać siebie. Teraz sama mam doświadczyć codzienności bez dbania o samopoczucie innych.

Jest mi trudno zobaczyć to, czego doświadczyłam, bo tak wiele wysiłku wkładałam w to, żeby nie widzieć. Wymazywałam z pamięci sytuacje, w których powinnam postawić granice, powinnam zadbać o siebie, krzyknąć. A ja uciekałam do swojej skorupy, skrzywdzona i bierna. Nie walczyłam, bo czułam, że nie warto próbować, że mi się nie należy, że grzeczna dziewczynka nie robi takich rzeczy, idealna żona i córka akceptuje i zbiera się i daje radę.

Kiedy byłam w liceum to był czas, kiedy powiedziałam dość, NIE. Założyłam glany, pofarbowałam włosy i piłam wino z gwinta. Próbowałam desperacko stać się zła, brzydka inna niż Ona. Trochę lat to trwało, ale słabło z każdym rokiem i poległo w momencie, kiedy spotkałam drugiego narcystę i się w nim szaleńczo zakochałam. Postawiłam go na piedestale, głęboko wierzyłam, że jest księciem na białym koniu i wygraną na loterii. I robiłam wszystko, aby utrzymać ten stan świadomości. Jakiekolwiek sygnały, zdarzenia, słowa, emocje, które mogłyby świadczyć o tym, że jednak jest inaczej, że może jednak jest nieobecny emocjonalnie i tak jak matka zaprzecza temu, co czuję i zawsze ma rację, były wypierane. Ja osoba zależna, on narcysta – idealnie dobrana para. Kiedy chciałam odejść on pakował mi walizki, a ja myślałam, że umrę jak odejdę i zostawałam. Płakałam, kiedy mnie odrzucał, wpadałam w czarną rozpacz i najgłębszą jej otchłań, a on spał spokojnie albo mówił, że to ja mam problem i mam zadzwonić do przyjaciółki.

Kolejna osoba, która utwierdzała mnie w poczuciu, że to ja jestem nienormalna i to ja mam coś nie tak w głowie skoro ciągle czuję się nieszczęśliwa. Po kilku latach pomyślałam, że może dziecko spowoduje, że będę nareszcie szczęśliwa, że spełnię się, że będę nareszcie kochana i ta jedyna idealna. Tak, pomogło na chwilę, na moment zapomniałam, zajęłam się maleństwem i zdusiłam to, co czułam. Przyszedł czas na drugie dziecko i wtedy się zaczęło. Mój dyskomfort i to, co siedziało w środku bulgotało z nieznośną intensywnością i nie pozwalało się zdusić. Pomimo moich wielkich starań i prób spychania, ciało nie słuchało i bolało coraz bardziej. Czułam, że potrzebuję zmiany. I zmiana przyszła nakręcała się powoli.

Różne

Strach

Kolejny raz budzę się o 3 rano, wymęczona i zrezygnowana. Budzi mnie strach. Myślę o tym, co zrobić ze sobą, z moim życiem, jaki jest następny krok. Boję się, bo to, co robię powoduje niezadowolenie u najbliższych osób w mojej rodzinie. A ja zawsze byłam grzeczna, tego mnie nauczono. “Słuchaj starszych” dźwięczy mi w uszach.

Dotykam mojego pierwotnego strachu o przetrwanie. Chcę żyć, ale nie umiem, tego zrobić bez współzależnej relacji, kontroli, huśtawek emocjonalnych i decydowania za mnie. Tak długo żyłam wsłuchiwaniem się w potrzeby innych, że teraz, kiedy udało się, odcięłam się odeszłam, gubię się w swojej wolności. Tracę czas na zastanawianie się, czego chcę, a jeśli podejmę już decyzję, rozmyślam, czy aby na pewno jest ona dobra.

Widzę małą dziewczynkę, która słyszy miliony głosów dookoła siebie, mówiących jej, co ma zrobić, a ona nie wie, kogo posłuchać. Moją dotychczasową strategią radzenia sobie w takiej sytuacji było wzięcie karty kredytowej i pójście na zakupy. Wydawanie pieniędzy powodowało, że świetnie odciągałam siebie od bolesnego tematu, dawałam sobie zastępcze zajęcie. Kupowanie, gromadzenie dawało mi poczucie, że zapełniam swoją pustkę, że mam nad czymś władzę i mogę decydować, dawało upust mojej frustracji. Miałam też inną opcje, sprzątanie. Byłam w tym perfekcyjna. Potrafiłam się tak napracować, że aż mnie wszystko bolało. Potem siadałam patrzyłam na to wysprzątane mieszkanie i myślałam sobie – jest pięknie. I było na zewnątrz.

Zewnętrznie tworzyłam idealną rodzinkę, piękny obrazek. Pamiętam zdziwienie na twarzach, kiedy mówiłam, że mój związek to przeszłość. Tak bardzo dbałam o to, co było widać, tak bardzo trzymałam się tej fasady w nadziei, że uda się, że przykryje to, co w środku na tyle dobrze, że nic nie wypłynie.

Dopiero teraz zauważam, łapię się na tym jak wiele chowam do siebie, jak wiele ukrywałam i nie mówiłam.

Dlaczego?! Bo moje wewnętrzne dziecko się bało, bo widziało przed sobą swoją przerysowaną mamę, ogromną i groźną, która była kategoryczna i surowa i taki model przełożyłam na swojego partnera. Dlatego milczałam, nie mówiłam o swoich potrzebach, kiedy wiedziałam, że nie spotkają się z aprobatą. Nauczona w dzieciństwie wsłuchiwania się w matczyne nastroje, doskonale wyczuwam, kiedy moje zachowanie wyrzuca kogoś ze strefy komfortu. Tak bardzo bałam się konfrontacji, spojrzenia w “groźne” oczy i usłyszenia “nie”. Nie potrafiłam też negocjować, najczęściej po usłyszeniu “nie” odpuszczałam sobie, chowałam się do wnętrza i tam po cichu i grzecznie żaliłam się nad sobą. Grałam ofiarę, odwracałam się od swojej siły, byłam dzieckiem, które jest bezwolne i poddane rodzicowi.

Taka postawa była też dla mnie wygodna, nie musiałam nic robić, nic z siebie dawać. Nie zmuszałam się do wykrzyczenia prawdy, powiedzenia swoich poglądów. Nie zmuszałam się do podejmowania własnych decyzji i własnych wyborów, za które musiałabym później wziąć odpowiedzialność. Wolałam oddać odpowiedzialność innym ludziom, a później mogłam usiąść i się żalić nad sobą i tym jak mam źle.

Mój strach panowała nade mną większość mojego życia, nie umiałam się bronić, stanąć za sobą, kochać siebie i dbać. A wymagałam tego od mojego partnera.

Wymagałam, ale czego?! Nigdy nie rozmawiałam z nim o tym jak ma wyglądać -miłość, opieka, troska, związek. Byliśmy dwójką dzieci bawiących się w rodzinę, każde miało jakiś pomysł na to jak ją tworzyć, ale nie potrafiliśmy rzeczowo negocjować. Potrafiliśmy się obrażać i dąsać i wycofywać do wnętrza, separować. Wszystko niedopowiedziane, zawoalowane i w domyśle. Tak bardzo nie chciałam wziąć odpowiedzialności za siebie, tak bardzo nie chciałam zapytać siebie, czego tak naprawdę chcę w życiu i konsekwentnie dążyć do tego. Chce mi się wyć i krzyczeć, tak bardzo siebie raniłam. JUŻ DOŚĆ!!!!

Rozumiem teraz, dlaczego kiedyś nie patrzyłam na siebie w lustrze, dlaczego nie lubiłam tego widoku. Tak bardzo nie dbałam o siebie, tak bardzo traktowałam siebie, jak moja mama traktowała mnie i siebie również. Tak bardzo drenowałam się z miłości i energii, odbierałam sobie moje Qi i dawałam innym. Błogosławię ten dzień, kiedy powiedziałam NIE i zaczęłam zmiany.

Różne

Mój mężczyzna

Zaczynam ten wpis w Dzień Ojca, co roku w ten dzień myślę o nim jakoś intensywniej, może, dlatego, że to również dzień moich urodzin. Zastanawiam się czy był to dla niego prezent, kiedy się urodziłam, chcę wierzyć, że tak, że dostałam miłość i akceptację. Zawsze była między nami nić porozumienia i radość ze wspólnie spędzonego czasu, wiem, że rozumieliśmy się w sprawie mamy. Każde z nas wiedziało, że rani, ale żadne z nas nie umiało tego zmienić.

Kolejny raz siadam do tego wpisu, a jest już połowa sierpnia i nic, nie umiem wylać tego, co serce pamięta, ale tak pilnie strzeże. Myślę, że bardzo boję się dokopać do niektórych moich tajemnic i ran, bronię się przed nimi. Wtedy jedynie ciało boli, a ja jakoś funkcjonuję.

Zawsze zastanawiałam się, dlaczego z mężczyznami układały się kiepsko, dlaczego byłam wyśmiewana, dlaczego przyciągali Ci, co ranią i odrzucają, dlaczego czułam się przy nich samotna i brzydka, dlaczego nie widziałam w ich oczach uznania.

Związałam się z narcystą, który odrzucał moją miłość, jak matka, a ja wpadałam w czarną rozpacz, przepraszałam i powtarzałam – jestem niedoskonała, naprawię się, stanę się dla niego lepsza, idealna i wtedy nastanie czas miłości.

Był też inny odcień mojego uzależnienia, był ojciec, który umarł, kiedy byłam dzieckiem, które totalnie tego nie rozumiało, które poczuło się porzucone i część mnie stała przy nim takim martwym i zimnym. Uparcie stałam i czekałam, aż wstanie i uratuje mnie. Inna część była wkurwiona na niego, na mężczyznę, który miał ratować, a poszedł. I ta część założyła pancerz ze stali i powiedziała “nie potrzebuję mężczyzny, będę sama i nie pokażę żadnemu jak bardzo rani mnie odrzucenie” stałam się harda i twarda. I głosiłam wszędzie, jak dobrze mi z mężczyzną, który jest zdystansowany, zimny i niezależny. A wymiotowałam na widok trzymających się za ręce par słodko szepczących sobie “kocham Cię”.

Żyłam oszustwem i kłamstwem. Karmiłam się nim codziennie w każdej sekundzie mojego życia. Słodko gorzki jest powód mojej zmiany, tak częściowo dla siebie, bo ciężko było już patrzeć w lustro i uśmiechać się, ale przede wszystkim chciałam się stać idealną partnerką, chciałam w końcu usłyszeć – jesteś cudowna, dla Ciebie zrobię wszystko.

Nie powiedziały tego usta, z których spijałam słowa, nie usłyszałam tego i już z tych ust tego nie usłyszę. Ten etap został odcięty jednym szybkim cięciem. Bolało bardzo i dotkliwie, myślałam, że umrę. Przestałam jeść i żyć, inni byli wokół mnie, aby przypomnieć mi o tym, że nadal żyję i mogę żyć. Było mi tak trudno pogodzić się, że to koniec, że jeśli kocham siebie to muszę zostawić, to, co było. Nie chciałam zobaczyć tego, że narcysta nie pokocha, moje ciało wiło się z bólu i chciało powrotu, jak narkotyku. Uparcie wkładałam sobie do głowy wizje kolejnych prób, analizowania mojego zachowania i słów, tworzenia nowych doskonalszych wersji, które miały szanse na sukces, czyli na obudzenie miłości. Niby odeszłam, a tak naprawdę stałam i nadal pukałam do zamkniętych drzwi.

Byłam wrakiem emocjonalnym, frustracja, strach i walka o siebie. Ciągłe stanie nad przepaścią i zastanawianie się, w którą stronę iść. Tak wiem, że naiwnością jest pukać do tych samych drzwi przez kilkanaście lat i myśleć, że znajdzie się coś, czego nigdy tam nie było. Jednak dzieci narcystycznych matek to zrozumieją. One wiedzą, że można spędzić całe swoje życie na czekanie i na życie w świecie marzeń.

Teraz patrzę na tamtą rozpacz i płaczę nad sobą. Tak bardzo byłam zagubiona. Jednocześnie byłam twarda, nie chciałam się przyznać sama przed sobą, jak bardzo potrzebuję tej miłości w oczach bliskiej osoby. Jak bardzo potrzebowałam czułości i dotyku, ciepłych słów. Bałam się, że się rozsypię i załamię, kiedy przyznam się do tego. Bałam się, że kiedy otworzę tą ranę to koniec. Więc brnęłam w ten związek i udawałam, że obojętność mnie nie dotyka, że chamskie żarty i brak szacunku rani tylko słabeuszy, a twardziele mają to w dupie. Udawałam, że jestem niezależna i wolna i lubię sama podróżować i organizować życie.

Kłamstwo, to było jedno z największych moich kłamstw.

Udało się, napisałam, pomimo strachu, który towarzyszy każdemu z wpisów. Wiem, że to dopiero początek, jednak na dziś muszę postawić kropkę…

Różne

Córka

Życie z narcystyczną, czy niekochającą matką, to dla mnie, jak życie narkomana czy alkoholika. Ja to uzależniona, a matka to narkotyk. W naszej relacji dominowały skrajne emocje, dramatyczne odejścia i powroty, manipulacje, poczucie winy i toksyczny wstyd, a to wszystko było skropione czasem spokoju, kiedy żyłam nadzieją, że mi “przejdzie” i wreszcie docenię moją matkę i będziemy żyły długo i szczęśliwie.

Czytałam książki i uczestniczyłam w kursach, które miały mnie nawrócić i uświadomić. Na rozum, wiedziałam wszystko, tak to jest moje życie, to ja ustalam zasady, to ja jestem dorosła i mogę decydować o swoim życiu. Niby tak, tylko, dlaczego popełniałam te same błędy, dlaczego nie potrafiłam kochać kogoś, kto odwzajemniał moje uczucia, tylko wpadałam w relacje współuzależniające, czyli takie, które mnie nie karmiły.

Bardzo długą drogę przeszłam od świadomości, że coś jest nie tak, do rzeczywistego uznania moich ran i krzywd. Opierałam się przed tym z całych moich sił. Tak bardzo wierzyłam, w to, że to ja jestem problemem, że to ja mam się zmienić i naprawić. Działo się tak, dlatego, że nie potrafiłam powiązać poplątanych sznureczków, których początek mogłam odnaleźć jedynie w dzieciństwie. A ja przecież nic nie pamiętałam, poza kilkoma scenami z tatą.

Dorastając w Polsce chłonęłam poczucie, że matkę trzeba szanować i kochać, a córka ma być pokorna i grzeczna i właśnie z tymi przekonaniami na ustach, rozpoczęłam pracę nad sobą. Nie chciałam się doszukać winy w mojej mamie, szukałam przyczyny w sobie. Szukałam w sobie uchybień, ułomności i wad, które mnie doprowadziły do bycia złą córką, a później złą matką i żoną. W swojej świadomości w żadnej z tych ról nie byłam dobra. Początek mojej zmiany był obarczony ogromnym poczuciem winy, w głowie słyszałam tylko zmień siebie, a świat będzie piękny.

Jedna z książek, z którymi pracowałam przyniosła mi pytanie:, Czego wstydzę się najbardziej? Wstydzę się, że jestem złą córką. Aby przełamać swój wstyd, przeczytałam to swojej przyjaciółce, a jej reakcja na to, co usłyszała była dla mnie zaskoczeniem. Ona powiedziała, że nie zna lepszej córki ode mnie. Wymieniła mi, co robię dla swojej mamy i jak bardzo ją wspieram i się o nią troszczę. Zamarłam w bezruchu i osłupieniu. Nie wiedziałam, co powiedzieć, zalałam się łzami. Bycie złą córką było moją tożsamością, a ona to zakwestionowała. To tak, jakby ktoś odebrał mi sens mojego życia. Był to bardzo ważny moment mojego życia, ziarno zostało zasiane i zaczęło kiełkować.

Zaczęłam wiązać sznureczki i rozwiązywać największą zagadkę swojego życia. Zaczęłam rozumieć swoje reakcje, swoje emocje. Dotychczas uważane za bezpodstawne, teraz coraz bardziej adekwatne do sytuacji. Zobaczyłam jak bardzo ukryta była przemoc emocjonalna, której doświadczyłam. W pewnym momencie dotarło do mnie, że komunikacja to w 20% słowa, a pozostałe 80% to komunikat pozawerbalny. I to było to, te 80% sygnałów, które odbierałam, torturowały moje ciało i duszę.

To były moje stopery, które nie pozwalały być sobą. Wzrok, mina, czasem słowo i byłam pozamiatana. Nic nie zmienił fakt, że ja dorosłam i założyłam rodzinę. Borykałam się z tym przy każdym kontakcie. Byłam coraz bardziej przygnieciona tymi zachowaniami, bo nie znajdowałam już w sobie siły, żeby przechodzić nad tym do porządku. Moja frustracja wzrastała też w związku z tym, że nic, nie działało. Wyznaczałam granice, które były łamane. Komunikowałam swoje potrzeby, które były pomijane. Dostawałam jeszcze bardziej zawoalowaną przemoc emocjonalną. Czułam, że potrzebuję czasu dla siebie, czułam, że aby wyleczyć swoje rany muszę dać sobie wolność. I stało się, odważyłam się, stałam się dla siebie matką i opiekunką, postawiłam radykalną granicę, zerwałam kontakt z mamą.

Z moich marzeń o matce tli się we mnie jeszcze, że usłyszę jej akceptację dla mnie i mojego życia.

Różne

Odrzucenie

Kiedy myślę “odrzucenie” czuję dreszcz na całym ciele, tak wiele było go w moim życiu. Krok po kroku przyglądałam się sytuacjom i emocjom, które przyciągnęłam do swojego życia i uwalniam siebie. Wiem, że byłam odrzucana, dlatego, że sama odrzuciłam siebie i wiem też, że moja dusza dąży do integracji i do czasu, kiedy nie opłaczę tego odrzucenia i nie spotkam się z cieniem, będę odtwarzała traumę z dzieciństwa. Niemniej, boli jak cholera. Dziś spotkaliśmy się znowu, poczułam znajomy smutek w sercu.

Czym jest moje odrzucenie, jest matką, która mimo starań nijak nie umie kochać, która na tyle jest w rozsypce, że nie potrafi okazać swojej maleńkiej córeczce uwagi i miłości, której ta mała dziecina potrzebuje, aby żyć. Z odrzuceniem spotyka się miłość bezwarunkowa dziecka, które wie, że matka jest jego całym światem, początkiem i końcem, życiem i śmiercią. To pierwotne odrzucenie, które czułam od samego początku będąc córką narcystycznej matki, położyło cień na moje całe życie.

 

Dziś wiem, że dzięki temu urosłam i przebudziłam się, ale będąc małą dziewczynką, czy nastolatką moja prawda była zupełnie inna. Nawet teraz, pisząc te słowa, mam ochotę uciec od tych emocji, odwrócić głowę i powiedzieć, że nie było tak źle. Niestety dla mnie było źle, czułam się niekochana i odrzucana. Myślałam o śmierci. Chciałam zniknąć, przestać istnieć, żeby ból i smutek, który niosłam w sobie wreszcie się zakończył. Czułam, że moja mama chce ode mnie rzeczy niemożliwej. Cały czas czułam, że to, co daje, jest czymś niewystarczającym, jest za mało i nie tak. Moja mama chciała zapełnić swoją pustkę, mną. Wierzyła, że moje dostosowanie do jej potrzeb spowoduje, że nie będzie czuła swojego bólu. Wierzyła, że moja miłość w magiczny sposób naprawi to, co połamane.

Swoim zachowaniem pokazywałam mamie jak bardzo czuję się odrzucona, wliczam w to również nieporadną próbę samobójstwa. Jednak narcysta odbiera takie akty zupełnie opacznie, myśli, że to kolejny atak na niego, że to on jest ofiarą i tym, o którego trzeba zadbać. Kolejny raz mój wewnętrzny krytyk powiedział “jesteś do dupy”, “zmień się”. Kolejny raz to była MOJA wina, to JA miałam naprawić siebie, żeby nie drażnić mamy.

Moje dzieciństwo było dla mnie, na tyle nie do zniesienia, że wymyśliłam strategię przetrwania. Oddałam mojej mamie swoje ciało, które tak bardzo chciała ubierać w piękne sukienki, czesać, chciała, aby było idealne, grzeczne, uśmiechnięte i niesprawiające kłopotów, sztuczne. Dałam jej to w imię miłości i z nadzieją, że da nam to szczęście. Niestety, szczęścia nie było. Moja mama nadal była niezadowolona, a ja się pogubiłam. Nie wiedziałam, kim jestem, a kim nie. Nie wiedziałam, czego chcę. Byłam coraz bardziej nieszczęśliwa. Kiedy udawało mi się być poza jej kontrolą robiłam wiele szalonych rzeczy, chciałam, choć na moment zachłysnąć się życiem.

Z perspektywy, najsmutniejsze dla mnie było to, że traktowałam swoje ciało przedmiotowo i używałam go, aby zadowalać innych. Myślałam, że można zdobyć miłość sprzedając siebie i zapominając o swoich potrzebach. Pozwalałam mężczyznom na chamski żart, na poniżanie, na dotyk. Dopuściłam się nawet brania narkotyków, po to, aby uzyskać aprobatę. Jak obłąkana szukałam miłości, byłam pewna, że nie przeżyję kolejnego odrzucenia. Jednak to, czego się dopuszczałam bolało jeszcze bardziej. Nienawidziłam SIEBIE, miałam uruchomiony program AUTODESTRUKCJA, który zżerał mnie od środka.

Z biegiem lat, mój cień dopadał mnie coraz dotkliwiej, nie pozwalał się już spychać do odległych czeluści podświadomości. Obudziłam się…

Różne

Miłość

Jako nastolatka wielokrotnie, a właściwie stale dotykałam przekonania “nie umiem kochać” Wszechświat przysyłał mi mnóstwo sytuacji, które to potwierdzały. Prawa przyciągania nie da się oszukać 🙂 Niezadowolenie i frustracja mojej mamy była pierwszym i najsilniejszym potwierdzeniem, drugim potwierdzeniem były moje związki z chłopakami, które kończyły się krótko, po tym jak się zaczęły. A trzecim potwierdzeniem było niezadowolenie i nieustająca krytyka mojego rodzeństwa. To wszytko powodowało, że byłam koktajlem toksycznego wstydu, poczucia winy i totalnego braku miłości do siebie.

Mój wewnętrzny krytyk lub sabotażysta szalał, gadał jak najęty, jaka beznadziejna jestem i ile rzeczy mam w sobie zmienić, żeby w końcu zasłużyć na miłość, która była dla mnie jak raj obiecany, jak wyspa wiecznej szczęśliwości. Ta wizja była tak mglista i odległa, że aż nierealna i nieosiągalna. Dlaczego? Bo brałam całą winę na swoje barki, uważałam, że to, co słyszę o sobie jest prawdą i tylko prawdą. Ktokolwiek by mnie nie skrytykował brałam to do serca i rozdzierałam je jeszcze bardziej. Żyłam w programie “naprawię siebie, żeby zasłużyć na miłość”, a każde moje potknięcie oddalało mnie od celu, od spełnienia. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że może być inaczej, że wina może nie do końca jest tylko po mojej stronie.

 

Pamiętam awantury z mamą, wywołane moimi aktami niezależności tudzież aktami zawalczenia o siebie. To były fale tak potwornych emocji, ja płonęłam od frustracji i braku zgody, to było jak huragan, jak niszczycielska siła, która przechodziła przez moje ciało i burzyła wszystko. Był przeraźliwy krzyk, łzy i wołanie o pomoc. Nie wiedziałam wtedy, że wołałam o pomoc, nie wiedziałam też, dlaczego czuję to, co czuję. Nie potrafiłam znaleźć rozwiązania dla tych powtarzających się rozpaczliwych sytuacji.

Na wtedy, każda z tych kłótni kończyła się tak samo, PRZEPRASZAŁAM, albo wręcz błagam o wybaczenie. Przyduszona obezwładniającym poczuciem winny, że znowu zawiodłam, znowu okazałam się wadliwą beznadziejną i niedoskonałą córką, to był jeden z rodzajów potknięć, które oddalały moją wizję zatopienia się w matczynych ramionach i poczucia miłości bezwarunkowej. Po takich kłótniach pisałam listy, kartki, dawałam prezenty, prezenciki i I played small, grałam słabą, marną istotę, żeby już bardziej nie drażnić mamy, żeby w końcu być bliżej nagrody.

 

Niestety wokół mnie nie było dorosłej osoby, która otwarcie powiedziałaby, że to, co słyszę nie zawsze musi być prawdą, że jestem cudowna i mam wielkie serce. Co najważniejsze, nigdy nie usłyszałam, że mam prawo do swojego zdania. Kiedyś taką osoba był mój tato, kochał mnie bardzo i czułam to, niestety straciłam go bardzo szybko i pozostałam sama.

Podczas jednej z sesji terapeutycznych dotknęłam innego przekonania. Zobaczyłam, że miłość jawi mi się, jako więzienie, jako totalna zależność, totalne oddanie i wyparcie siebie.

Moja mama niczym Królowa Śniegu trzymała mnie przy sobie wabiąc słodyczami, czytaj manipulacją, a ja żyłam w przekonaniu, ze bez tych słodyczy umrę, przestanę istnieć. Słodycze to była ta wizja miłości, która miała nadejść, kiedyś tam, kiedy spełnię listę warunków. Alice Miller oświeciła mnie, któregoś dnia informując, że karmiłam się iluzją nazywa to “magiczne myślenie dziecka”. I tak było, nawet wtedy, gdy dorosłam, wierzyłam, że gdzieś tam na drugim końcu świata czeka na mnie moja wyspa, na której spotkam moją mamę, która mnie bezgranicznie i bezwarunkowo kocha. Ta bajka nie ma takiego zakończenia, ma happy end ale zupełnie inny….

Różne

Matka

Chcę się podzielić czymś bardzo osobistym wręcz ekshibicjonistycznym, a mianowicie relacją z matką. Urodziłam się w domu gdzie niepodzielnie panowała nacystka, więc musiałam znaleźć strategię przeżycia w tym klimacie. Wymyśliłam sobie strategię, do której tak przylgnęłam, że nie potrafiłam jej zmienić ani jako nastolatka, ani jako dorosła kobieta. Dopiero z przyjściem na świat moich dzieci zaczęłam czuć taką niewygodę i dyskomfort, ze powoli docierałam do punktu “zmiana”.

Moje życie było obarczone lepkim i toksycznym poczuciem winy, które nie opuszczało mnie ani na chwilę. Miałam na sobie piętno złej córki, która jest niedoskonała, niewystarczająca i ciągle narzekająca na matkę. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, byłam bardzo nieszczęśliwa i smutna, krzyczałam na moją mamę ale nie wiedziałam dlaczego, skąd i o co mi chodzi! A ta moja niewiedza była bardzo szybko wykorzystana, dostałam kolejną porcję poczucia winy, że robię awanturę nie wiadomo o co, a moja mama jest tak dobra i mi wybacza. Muszę tylko okazać skruchę podporządkować się i zapomnieć o swojej wizji życia.

Ten scenariusz był czymś stały w moim życiu, praktycznie żadnych zmiennych. Jak tylko próbowałam się uniezależnić, dostawałam porcję dezaprobaty i niezadowolenia, co budziło we mnie ogromną falę frustracji i wściekłości, jednak kiedy spotykałam się z łzami mojej mamy i informacją przecież ja cię kocham i robię to dla twojego dobra, mój akt samoobrony stawał się czymś strasznym, czymś co robi zła córka, niewdzięczna i niedobra. Więc wycofywałam się, chowałam się, zapominałam o sobie i wracałam do spełniania oczekiwań mamy. I tak przez lata….

Od lat wiem, że chcę prowadzić blog ale tak na prawdę nigdy nie wiedziałam o czym mogłabym pisać. Iskrą była moja przyjaciółka, która zderzyła się z siła mojej mamy, poczuła i zrozumiała jak wielkim wysiłkiem dla mnie musi być wyjście z tak toksycznej i trudnej relacji. I pisząc to myślę o córkach, które nie wiedzą jak wyjść, które nie spotkały na swojej drodze anioła, który pokazał im drogę wyjścia, drogę do siebie i wolności.