Toksyczne związki

Kampania oszczerstw

 

Kampania oszczerstw to nie żarty, często pozostawia bardzo głęboki ślad w ofierze. Spotyka osoby zaangażowane w relacje z osobami narcystycznymi. Niezależnie od tego, czy jest to związek, czy przyjaźń albo relacja w pracy. Co więcej nie ma znaczenia, czy Ty zdecydowałaś o zakończeniu tej relacji, czy nie.

 

Kampania oszczerstw ma na celu upokorzenie ofiary oraz zachowanie dobrego imienia osoby narcystycznej. Dla osoby będącej celem kampanii oszczerstw to wyniszczające doświadczenie.

Jeżeli przeżywasz rozwód to możesz doświadczyć prób przeciwstawiania dzieci przeciwko Tobie oraz Twojej najbliższej rodziny. W przyjaźni możesz doświadczyć okrutnego zranienia, jeżeli zaufałaś osobie narcystycznej i powierzyłaś jej swoje tajemnice, zdarza się też tak, że taka „przyjaciółka, czy „przyjaciel” wchodzi między Ciebie i Twojego męża, czy partnera. Jeżeli jesteś w pracy i Twoje kompetencje zagrażają karierze osoby narcystycznej to możesz się spodziewać oczerniania po to, abyś przestała być zagrożeniem w awansie, czy premii.

 

Osoby narcystyczne zrobią naprawdę wiele po to, aby zachować swój idealny wizerunek i ukryć swoje słabe i wrażliwe punkty. Jeżeli nie mogą już kontrolować Ciebie to wpłyną na inne osoby z Twojego otoczenia, na ich spojrzenie i stosunek do Ciebie. Odwrócą role – staną się ofiarą, a Ty będziesz tą „złą”. Osoba narcystyczna podczas kampanii oszczerstw kłamie, manipuluje, plotkuje i tworzy historie o tym, jak została skrzywdzona.

Te wszystkie zabiegi i gry spowodują, że toksyczne zachowania osoby narcystycznej pozostaną ukryte, a Twoje zachowanie stanie się tym, które jest nieodpowiednie i toksyczne. To Ty będziesz tą, która mści się, jest zazdrosna, ma obsesję, problemy emocjonalne i manipuluje.

 

Podczas kampanii oszczerstw osoba narcystyczna pokaże to jaka jest dobra, jak bardzo stara się pielęgnować, wspierać, czy ratować tę relację, związek, czy sytuację. Jednak, jak się okazuje nie możne tego dokonać z powodu naszego zachowania.

 

Kampania oszczerstw to sposób na to, aby uniknąć odpowiedzialności za to, co osoba narcystyczna zrobiła. Jest to próba wywinięcia się z wszystkich kłamstw i gier oraz manipulacji.

Bardzo często kampania oszczerstw zaczyna się w trakcie relacji i najczęściej nie mamy świadomości tego, co się dzieje za naszymi plecami. Doświadczyłam kampanii oszczerstw w kilku relacjach i dopiero po czasie zorientowałam się, kiedy zostałam wciągnięta do gry.

Co możesz usłyszeć o sobie podczas kampanii oszczerstw:

– że masz problemy z alkoholem, nawet jeżeli zdarza się Tobie wypić lampkę wina do obiadu , że masz problemy z hazardem, chociaż kupujesz totolotka raz w miesiącu, że jesteś uzależniona od jedzenia, a tak naprawdę przytyłaś kilka kilogramów,

– jeżeli cierpisz na depresję albo stany lękowe – możesz dowiedzieć się, jak osoba narcystyczna przejęła wszystkie obowiązki domowe, opiekę nad dziećmi, prowadzenie domu, ponieważ Ty nie jesteś w stanie nic robić,

– jeżeli przechodzicie przez rozwód dowiesz się tego, jak wiele dostałaś i z jak wielu rzeczy Twój były mąż zrezygnował dla dobra rodziny, jak ciężko pracowała na Wspólne dobro. Niezależnie od tego jaka była prawda. Przemoc finansowa jest bardzo częstą formą przemocy w związkach z osobą narcystyczną,

– możesz usłyszeć o sobie wiele oszczerstw i kłamstw na temat tego, jak bardzo nie radzisz sobie z emocjami, jak nie potrafisz prowadzić domu, zajmować się dziećmi i dbać o relacje,

– a jeżeli pracujecie razem będzie przedstawiona, jako osoba niekompetentna, zazdrosna i kłótliwa, z którą praca w zespole jest niemożliwa.

– osoba narcystyczna wykorzysta każdą okazję do tego, aby opowiedzieć kilka historii o Tobie, każdemu kto będzie chciał tego słuchać.

– nawet jeżeli Wasz związek rozpadł się ze względu na zdradę po stronie osoby narcystycznej i tak Ty staniesz się w tej historii odpowiedzialna za tę zdradę,

– osoby narcystyczne podczas rozwodu są pierwsze do wyciągnięcia karty „alienacja rodzicielska” niezależnie od tego, jakimi są rodzicami. Odpowiedzialność za swoją relację z dziećmi przerzucają na dzieci i Ciebie.

 

 

W wielu przypadkach nie jesteś w stanie przewidzieć tego, co wymyśli osoba narcystyczna i jak przekształci Waszą wspólną historię podczas kampanii oszczerstw.
 
Co możesz z tym zrobić?

1. Zignoruj to, choć wiem, że to niesamowicie trudne. Szczególnie, kiedy wszyscy wydają się o tym mówić. Pamiętaj, że osobie narcystycznej właśnie o to chodzi, abyś zaczęła się tłumaczyć albo tracić kontrolę nad sobą. Ignorując i nie reagując zyskujesz przewagę. Pamiętaj, że osoba narcystyczna nigdy się nie zmieni i w każdej następnej relacji postąpi dokładnie tak samo.

2. Poszukaj wsparcia – grupa wsparcia, terapia będzie dla Ciebie miejscem, w którym będziesz mogła rozładować i zrozumieć swój stan emocjonalny.

3. Pamiętaj, aby jak najwcześniej zbierać dowody, komunikować ważne rzeczy poprzez email, a nie przez telefon. Zabezpiecz dowody, zrób kilka kopii.

4. Rozmawiaj z tymi ludźmi, którzy rzeczywiście są po Twojej stronie, wiesz, że to Twoi prawdziwi przyjaciele i sprzymierzeńcy. Jeżeli nie jesteś pewna staraj się nie wchodzić w dyskusje i przekonywanie. Szkoda Twojej energii. Niektórzy mogą wrócić do Ciebie z czasem zauważą z kim naprawdę mieli do czynienia.

5. Pamiętaj, aby nie reagować emocjonalnie na to, co robi osoba narcystyczna. Tam gdzie możesz zablokuj tą osobę na profilach społecznościowych albo nie bądź aktywna. Dzięki temu zbudujesz dystans.

6. Inwestuj swój czas i siły w leczenie swoich ran. Im lepiej będziesz się czuła, tym bardziej będziesz odpuszczała kontrole nad osoba narcystyczną i tym co mówi i robi. Stawianie granic przyjdzie Ci z coraz większą łatwością i lekkością.

 

Pamiętaj, że możesz żyć inaczej #idziemyrazem

 

Chcesz pracować nad sobą – dołącz do Wilczego Stada. Co miesiąc nowa dawka inspiracji, wiedzy i materiałów do pracy nad sobą. Od grudnia 2020 startuje grupa wsparcia na FB.

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Karanie ciszą

 

Karanie ciszą to odmowa wysłuchania Cię oraz odpowiedzi na Twoje pytanie. Celem karania ciszą jest manipulacja, zranienie i karanie. Niektóre osoby potrafią karać tak bliskie osoby przez dni, tygodnie i miesiące. Co powoduje w osobie, która jest tak potraktowana poczucie, że jest gorsza i wpływa na poczucie jej wartości i samoakceptację.

 


Im większa zależność pomiędzy osobą, która stosuje karanie ciszą, a ofiarą, tym gorzej się z tym czuje ofiara i tym bardziej traci poczucie bezpieczeństwa. Karanie ciszą to niesamowicie dotkliwy sposób przemocy, który dotyka nas bardzo głęboko. Rodzi się w nas strach, bezsilność, niezrozumienie, poczucie samotności i niejasności może też z czasem wywołać w nas ataki paniki i lęki. Szczególnie, że osoba, która stosuje karanie ciszą nie wyjaśnia dlaczego tak robi. Najczęściej informuję ofiarę po czasie, że jej „niewłaściwe” zachowanie spowodowało taką reakcję. Odwracając uwagę od niewłaściwej reakcji poprzez przerzucenie odpowiedzialności na drugiego człowieka.

 

 

Takie zachowanie powoduje, że nie możemy zatrzymać się w wymyślaniu powodów dla których ta sytuacja ma miejsce w naszym życiu, szukamy w sobie wady, powodu. Bardzo często przybiera to formę gaslightingu, czyli przekłamywania rzeczywistości. Gaslighting ma miejsce, kiedy osoba stosująca karanie ciszą zaprzecza i próbuje wmówić ofierze, że wymyśla, ma paranoje, histeryzuje, kiedy ta pyta o powód takiego traktowania i odseparowania się.

 

 

 

 

Co możesz zrobić, kiedy doświadczasz karania ciszą:
  • nie angażuj się w karanie ciszą, staraj się odseparować i zająć sobą zamiast bezskutecznego dociekania tego jaki jest powód tego zachowania
  • zadbaj o swoje relacje z innymi, czy to przyjaciółmi, rodziną, czy współpracownikami,
  • dbaj o swoją równowagę emocjonalną, zapraszam Cię do pobrania darmowej medytacji i mini kursu do pracy z emocjami
  • dbaj o swoje życie, hobby i zajęcia poza pracą, swoje potrzeby i cele życiowe,
  • poszukaj terapeuty, który pomoże Tobie zrozumieć, co się dzieje w Twojej relacji. Wesprze Cię również w pracy nad sobą.
  • zastanów się nad tym w jakiej jesteś relacji, rozpoznaj jakie inne toksyczne zachowania są w niej obecne?
  • zastanów się nad tym na ile czujesz się bezpieczna, a na ile to co się dzieje w relacji zagraża Twojemu zdrowiu psychicznemu.
  • naucz się stawiać granic, tak abyś umiała zadbać o siebie.
  • jeżeli zdecydujesz się na zakończenie relacji – opracuj plan
Zapraszam Cię do odsłuchania nagrania, które załączyłam powyżej, mówię w nim szerzej o tym, czym jest karanie ciszą. Z nagrania dowiesz się o jeszcze innych sposobach w jakie możesz pomóc sobie.
Jeżeli jesteś gotowa do tego, aby zadbać o siebie i postawić granice mam dla Ciebie rozwiązanie jakim jest kurs Stawiam granice – czyli jak zadbać o siebie.

 

Nowa TyToksyczne dzieciństwo

Rana, której czas nie zaleczy

Dzieciństwo to niesamowicie ważny okres naszego życia, ponieważ jest to czas, kiedy kształtujemy nasze postrzeganie siebie, relacji i świata. Bardzo duży wpływ na to, ma nasza relacja z naszymi rodzicami.

 

Jeżeli, jako dzieci doświadczamy przemocy czy zaniedbania ze strony rodziców nasze życie bardzo się komplikuje, a w dorosłości borykamy się z wieloma problemami. Jest w nas wiele złości, wstydu, rozpaczy, którą często kierujemy do siebie i przeciwko sobie, co może prowadzić do depresji, stanów lękowych, myśli samobójczych, złożonych objawów stresu pourazowego lub skierowanej do wewnątrz agresji, impulsywność, nadczynności, nadużywania środków odurzających. Co więcej, w większości przypadków nie możemy liczyć na wsparcie ze strony rodziców i uznanie tego, co się stało.

 

Pomimo tego, że nie jesteśmy odpowiedzialni za doświadczoną przemoc pozostajemy same z leczeniem naszych ran i odzyskiwaniem radości życia. Nasza droga do siebie to zaakceptowanie tego, kim naprawdę jesteśmy i pożegnanie tego, kim próbowałyśmy być po to, aby uratować siebie w dzieciństwie i otrzymać miłość.

 

 

Krzywdzenie emocjonalne może być krzywdzeniem fizycznym, seksualnym, emocjonalnym oraz zaniedbaniem. Krzywdzenie emocjonalne jest przemocą, którą najtrudniej wykryć pomimo że ma ona wpływ na nasze zachowanie, funkcjonowanie fizyczne, na nasze umiejętności poznawania otoczenia i uczenia się. Krzywdzenie emocjonalne to zadawanie bólu psychologicznego dziecku. Jest to również wywoływanie niepokoju i strachu oraz ignorowanie czy też reagowanie złością na emocjonalne potrzeby dziecka.

 

Wspominałam również o zaniedbywaniu dziecka, które jest niedoborem troski i opieki ze strony naszych rodziców na poziomie emocjonalny. Jest to brak wsparcia i opieki, brak reagowania na trudności dziecka oraz jego potrzeby. Jest to również brak zapewnienia odpowiednich warunków materialnych, opieki medycznej i edukacji, odpowiedniego pokierowania rozwojem.

 

Przemoc jest działaniem intencjonalnym. Natomiast zaniedbanie jest efektem ignorancji i braku wiedzy. Takiemu rodzicowi brak motywacji i chęci do zaspokojenia emocjonalnych potrzeb dziecka i bycia dobrym rodzicem.

 

 

Przemoc emocjonalna jest przemocą subtelną i wiele z nas nie zdaje sobie z niej sprawy, najczęściej docieramy do prawdy o naszym dzieciństwie w wyniku tego, co się dzieje w naszym życiu. Jak myślę, wiesz odbudowanie siebie po doświadczeniu takiej przemocy to praca, który wymaga od nas nauczenia się samo-współczucia, wspierania samej siebie i szczerości oraz prawdy związanej z naszymi przeżyciami. Najważniejsze jest to, że możemy to zrobić. Możemy nauczyć się tego, jak kochać siebie.

 

Powiem Tobie teraz szerzej o tym, czym jest przemoc emocjonalna.

Rodzic, który stosuje przemoc to taki, który nie dba o potrzeby emocjonalne dziecka albo też taki który nie pokazuje zaangażowania i miłości np. w sytuacji, kiedy dziecko zrobiło coś „nie tak”. Kiedy rodzic odmawia dziecku bliskości w momencie, kiedy tego potrzebuje to jest to traumatycznym przeżyciem dla dziecka.
Wtedy też dziecko traci zaufanie i poczucie bezpieczeństwa w relacji z drugim człowiekiem, co ma wpływ na tworzenie relacji w dorosłości.

To na co często zwracam uwagę podczas sesji oraz widziałam to również u siebie to uznawanie potrzeb samej siebie jako dziecka za dziecinne i nieważne. Jeżeli doświadczałyśmy tego w dzieciństwie to kończy się to tym, że odmawiamy sobie wielu rzeczy i nasze potrzeby lądują w podświadomości. One tam nadal są i w rezultacie nie dbania o nie doświadczamy bólu i odrzucenia jednak uczymy się tego nie zauważać.
Kolejną rzeczą z którą bardzo często się spotykam to uznanie swoich bolesnych i traumatycznych przeżyć za coś normalnego. Wiąże się to tym samym z obniżeniem znaczenia naszym doświadczeniom i związanym z nimi odczuciami.

 

Kiedy myślę o swoim domu to wraca do mnie uczucie izolacji, które nie opuszczało mnie przez cały czas kiedy żyłam w domu rodzinnym. Rodzice, którzy stosują przemoc bardzo często izolują swoje dzieci, nie pozwalają im na spotkania towarzyskie odpowiednie do wieku albo też stosują izolację, jako karę. Do dziś wspominam, kiedy jako 5-6 latka wymknęłam się z domu niezauważona i poszłam do mojej koleżanki z przedszkola, która mieszkała w dość oddalonej ode mnie części miasta. Jednak moja potrzeba bliskości i zabawy z dziećmi była tak silna, że postanowiłam sprzeciwić się narzuconym mi zakazom. Niestety konsekwencje tego działania były dla mnie bardzo dramatyczne i spowodowały, że blokowałam swoje potrzeby, cierpiałam w milczeniu i bezsilności.

Rodzice terroryzują swoje dzieci poprzez zastraszanie ich obietnicami kary cielesnej albo też innego typu kary. Dziecko czuje się tak przytłoczone i zastraszone, że buduje w sobie ogromny lęk przed otwarciem się przed rodzicem i wycofuje się.

Przemoc emocjonalna to również emocjonalne zaniedbanie, to sytuacje w których rodzic ignoruje potrzeby dziecka. To również danie do zrozumienia dziecku, że jest niechciane i nieważne. Przemoc emocjonalna jest trudna do rozpoznania ponieważ dziecko, aby przetrwać w domu, w którym czuje się zastraszane i niechciane uwewnętrznia swoje emocje i przeżycia związane z tą przemocą, po to, aby uniknąć dalszej przemocy. A w dorosłości, bardzo często nie pamiętamy tego, co wydarzyło się w dzieciństwie, nie potrafimy przywołać żadnych obrazów ani sytuacji.

Dziecko, którego rodzice nie zaspokajają jego potrzeb, bierze za nie odpowiedzialność i dąży do samowystarczalności. Co więcej, przejmujemy, jako dzieci również odpowiedzialność za poniesione rany i zadowolenie rodziców. Widząc siebie, jako przyczynę, tego rodzinnego bałaganu. Co prowadzi do samo-odrzucenia i nienawiści oraz uwewnętrzniania toksycznego wstydu. To powoduje, że jest nam ciężko spojrzeć na dzieciństwo i to co przeżyłyśmy bez pudru i lukru. Dzieje się tak, ponieważ dotyczy to tej pierwszej i tak kluczowej relacji, jaką mamy z rodzicami.

Większość osób, które doświadczyły emocjonalnej przemocy przez wiele lat żyje z jej skutkami nie rozumiejąc, że problemy z którymi się boryka wynikają właśnie z dzieciństwa. Czasami potrzeba kilku dramatycznych życiowy kryzysów, aby się skonfrontować z prawdą. Wewnętrzny krytyk, który zazwyczaj jest niesamowicie krytyczny i silny na pewno nam, w tym nie pomaga obwiniając nas za wszystko, co wydarza się w naszym życiu.

 


Wpływ przemocy emocjonalnej na nasze życie?

 

  • Borykamy się z emocjami, których nie czujemy. Doświadczając przemocy uczymy się, że wyrażanie emocji jest niebezpieczne. Bardzo prawdopodobne jest to, że kiedy wyrażałaś je w dzieciństwie byłaś ignorowana, pomijana albo doświadczałaś odrzucenia lub krzyku. Jeżeli tak było w relacji z rodzicami, wtedy też uczymy się pomijać nasze emocje ponieważ wierzymy, że jest to dla nas bezpieczniejsze. Jednak nasze emocje nawet te wyparte nie znikają one pozostają w podświadomości i ujawniają się poprzez nasze nieświadome zachowania i reakcje.
  • Poczucie własnej wartości to niesamowicie ważny temat, ponieważ brak poczucia własnej wartości rzutuje na całokształt naszego życia. Jako dzieci jeżeli doświadczamy braku zaangażowania rodzica i jego przemocy, wtedy też uczymy się, że nie zasługujemy na miłość. Budujemy w sobie również przekonanie, że nasze istnienie jest nieważne, że aby doświadczyć miłości i dobra musimy zasłużyć! Jeżeli nie przepracujemy naszej traumy z dzieciństwa i relacji z naszymi rodzicami, wtedy też utrwalamy w nas te przekonania i coraz głębiej wierzymy w to, że zasługujemy na złe traktowanie i nie zasługujemy na dobro i szczęście.
  • Połamane relacje nasza relacja z rodzicami, a w szczególności z naszą mamą jest naszym wzorem dla innych relacji. Jest to związane z naszym stylem przywiązania, który kształtujemy w dzieciństwie. Doświadczona przemoc powoduje, że jesteśmy podatne na wchodzenie w toksyczne relacje, w których odtwarzamy schemat poznany w dzieciństwie. W naszych relacjach możemy doświadczać braku bezpieczeństwa, strachu, dramatów i przemocy.
  • Toksyczny wstyd powoduje, że odrzucamy siebie widząc w sobie podwód dla którego nie dostałyśmy miłości w dzieciństwie. Toksyczny wstyd wzmacnia w nas nasze zachowania, które niszczą nasze życie i są auto sabotażem. Toksyczny wstyd nie pozwala nam również na bycie sobą. Dostosowujemy się odrzucając siebie do perfekcyjnego obrazu, wierząc, że jeżeli osiągniemy perfekcję to zdobędziemy miłość na którą czekamy. Nie opuszcza nas również poczucie winy, co czyni nas podatne na wpadanie w toksyczne relacje. Toksyczny wstyd nie pozwala nam zobaczyć jak bardzo zostałyśmy skrzywdzone. Nie pozwala nam również zauważyć, że nie jesteśmy za to odpowiedzialne.
  • Samokrytycyzm to oznaka silnego wewnętrznego krytyka, który jest efektem tego, co słyszałyśmy z ust rodziców i jak byłyśmy traktowane. Nasz wewnętrzny krytyk był tym, który próbował nas ustrzec przed odrzuceniem. Robił to poprzez krytykę, odrzucenie i bycie toksycznym po to, abyśmy stały się idealne. W dzieciństwie był to mechanizm, który nas ochraniał jednak w dorosłości jest to mechanizm, który nas wewnętrznie wyniszcza i drenuje z sił i energii.

 

 
Co możemy zrobić, aby pomóc sobie.
  • Pierwszym krokiem jest bycie szczerą ze sobą. To pozwala nam na budowanie innego spojrzenia na nasze życie i na siebie. Nazwanie i usystematyzowanie tego, co się wydarzyło jest niesamowicie ważne i wspierające. Jest pierwszym krokiem do wolności i poznania siebie. To również uwalnia nas i daje przestrzeń do szukania odpowiedzi na pytania, które pewnie towarzyszyły Ci od wielu lat.
  • Poznanie swoich emocji i nawiązanie kontaktu z wewnętrznym dzieckiem. Ten krok pozwoli nam wejść w ten proces jeszcze głębiej ponieważ emocje, które są nagromadzone w nas pokażą nam dokładnie co przeżyłyśmy i jaki skutek miały te wydarzenia. Dowiemy się również, jakiej części siebie nie akceptujemy i odrzucamy, a to pozwoli nam na stopniowe odbudowywanie naszej tożsamości.
    Dzięki odbudowywaniu kontaktu z naszymi emocjami dowiadujemy się tego, gdzie jest nasza przestrzeń. Czego pragniemy w naszym życiu, a czego nie. Jakie są nasze wartości i potrzeby. Dzięki temu jesteśmy również gotowe do postawienia granic, co gwarantuje nam stopniowe odbudowywanie naszej przestrzeni życiowej i poczucia szczęścia oraz radości życia. Granice to również gwarancja tego, że dbamy o nasze otoczenie i zapraszamy do naszego życia osoby wartościowe.

 

  • Poszukaj pomocy – jeżeli doświadczasz złożonych objawów stresu pourazowego, wtedy też trudno jest Ci trudno funkcjonować i żyć. Spotkanie z ranami, które są pozostałością przemocy emocjonalnej i zaniedbania w dzieciństwie to złożony proces z którym nie zawsze można sobie poradzić samemu. Warto poszukać grupy wsparcia, czy choć jednej osoby, która rozumie przez co przechodzisz. Będą też takie momenty w których będziesz potrzebowała profesjonalnej pomocy w przejściu przez niektóre emocje i sytuacje z przeszłości. Oczywiście na wszystko przychodzi odpowiedni moment, jeżeli nie czujesz gotowości do tego, aby się otworzyć przed kimś i opowiedzieć o swoich przeżyciach daj sobie czas. Wtedy też Twoim oparciem mogą być nagrania, podcasty, książki, kursy online. Proces leczenia jest trudnym etapem naszego życia jednak życie ze skutkami tych przeżyć jest dużo bardziej obciążające dla nas i naszego zdrowia psychicznego i fizycznego.
  • Buduj samo-współczucie dla siebie, które jest niesamowitym narzędziem w powrocie do siebie. Jest też czymś niezbędnym. Pamiętam samą siebie, kiedy kilka lat temu czytałam książkę Kristin Neff „Jak być dobrym dla siebie” to był bardzo ważny moment ponieważ pozwolił mi na zgłębienie mojej relacji ze sobą i zobaczenie tego, jak źle nadal się potrafię potraktować. Autorka otworzyła mi oczy na to, jak być dla siebie dobrym rodzicem i na czym to tak naprawdę polega. Jeżeli doświadczamy przemocy w dzieciństwie, nie umiemy w dorosłości dbać o siebie, dawać sobie wsparcia i szacunku ponieważ mamy zakodowane toksyczne wzorce tego, czym jest miłość i troska o siebie. Samo-współczucie to nie bycie dla siebie miłą, czy pożałowanie siebie. Samo-współczucie wymaga od nas spojrzenia na to kim jesteśmy naprawdę i uznania tego – naszych wad i przewinień oraz naszego cierpienia w takim samym stopniu jak cieszymy się z naszych sukcesów. Bycie samo-współczującą to bycie miłą, troskliwą i rozumiejącą, taką jakbyśmy były dla osoby, którą bardzo kochamy w naszym życiu i która jest dla nas ważna. Współczucie do siebie to również traktowanie poważnie uczuć wewnętrznego dziecka i uznawanie jego potrzeb oraz potrzeb dorosłem mnie.

Kiedy nasi rodzice krzywdzą nas pozostawia to w nas głębokie rany, które powodują w naszym życiu nastoletnim i dorosłym wiele problemów. Myślę, że kiedy patrzysz teraz na swoje życie z nowej perspektywy widzisz to. Jest to trudna perspektywa i może powodować w Tobie wiele emocji od złości po ból. Jeżeli chcesz, wyleczyć swoje rany z dzieciństwa wymaga to głębokiej pracy z naszym wnętrzem i ranami emocjonalnym. Jest to również skupienie się na naszych potrzebach i zadbanie o nie. Dzięki temu konfrontujemy się z naszymi wewnętrznymi przekonaniami i oporem, który pojawi się na drodze leczenia. Proces leczenia to również proces zakochiwania się w tym kim jesteśmy naprawdę, z moimi słabościami i mocnymi stronami. To również budowanie zdrowych relacji z osobami na których możemy polegać i które dają nam wsparcie i akceptację.

 

Jak zawsze Wilczyce jestem z Wami i wspieram Was całym sercem #idziemyrazem

 

Nowa Ty

Chcę czuć tylko radość – o tym jak przestać bać się emocji

W swoim życiu miałam wewnętrzne oczekiwanie, że jedyne, co chcę czuć to przyjemność. Nie miałam przez lata pozwolenia na smutek, złość, zazdrość, strach, nienawiść … Jak tylko te emocje pojawiały się w moim ciele i umyśle uciekałam od nich na wiele sposobów. Nie zdawałam sobie sprawy i nie rozumiałam tego, jak bardzo to wszystko mnie pogrąża wraz z upływającymi latami.

Doświadczenia z dzieciństwa doprowadziły mnie do sytuacji, w której nie akceptowałam dyskomfortu. Chciałam jak małe dziecko mieć wszystko i to teraz. Jeżeli ktoś był nie miły i krzywdził mnie, nie konfrontowałam się, tylko wypierałam smutek i poczucie krzywdy. Ponieważ nie chciałam spotkać się z tym co leży pod moim oporem przed stawianiem granic. Kiedy myślałam o jakiejkolwiek zmianie swojego życia, czy też realizacji swojego marzenia wolałam zrezygnować z niego i wmówić sobie, że ta inna opcja jest „lepsza” ponieważ nie wierzyłam w siebie i swoją możliwość poradzenia sobie z emocjonalnym bólem jaki za tym stał.

 

Tak żyłam przez prawie 30 lat mojego życia. Dopiero narodzenie moich dzieci dodało mi siły i wiary w siebie. Od tego czasu małymi krokami wychodziłam ze swojej strefy komfortu i spotykałam się z dyskomfortem i swoim przekonaniem „nie poradzę sobie”.

W tym, co napisałam odzwierciedlona jest przemoc, jakiej doświadczamy jako dzieci i jak wpływa na nasze życie i postrzeganie świata. Powoduje, że nasza dorosłość jest cały czas przetrwaniem i życiem w cieniu tego, co się wydarzyło.

 

Może odnajdziesz się w moim życiu?!

 

 

 

Żyłam w poczuciu bezsilności i zamorzeniu, głęboko wierząc, że to inni mają władzę nad moim życiem i tylko oni mogą spełnić to o czym marzę i czego pragnę. Marzenia były dla mnie zawsze czymś pięknym, czemu poświęcałam godziny swojego życia, ponieważ koiły mój ból i pozwalały mi przetrwać. Jednak życie w marzeniach boli, ponieważ nie jest prawdą i nie będzie nią, dopóki sama o to nie zadbam.

Nie pozwalając sobie na czucie emocji oprócz bólu, który blokujemy, nie chcąc go czuć, blokujemy również inne emocje. Ponieważ nie da się zablokować jednej emocji.

Zdaję sobie również sprawę z tego, jak wielki opór mamy przed poczuciem tego, czego doświadczyłbym w dzieciństwie i jak bardzo nasz nasza psychika w pewien sposób nie pomaga nam w tym poprzez nasze wewnętrzne przekonania, mechanizmy obronne oraz unikanie bólu.

Emocje mają ogromną siłę, potrafią nas przytłoczyć i zawładnąć naszym życiem szczególnie, jeżeli nie dbałaś o nie i starałaś się ich nie czuć, albo uciekać przed nimi.

Oczywiście wiem to właśnie dlatego, że tak robiłam. I kiedy doszłam do „życiowej ściany” moje emocje wylały się, a ja nie mogłam podnieść się z łóżka, nie byłam w stanie myśleć i żyć.
To był moment, w którym zrozumiałam, że potrzebuję spotkać się z pewnymi prawdami swojego życia, ponieważ inaczej moje kolejne lata będą podobne. Nie chciałam tego, ani dla siebie, ale przede wszystkim nie chciałam tego dla moich dzieci. Ta zbroja, którą nosiłam od dzieciństwa, która pozwalała mi nie czuć zaczęła pękać, kiedy zrozumiałam, że chcę dać swoim dzieciom miłość. Nie chcę, aby cierpiały tak, jak ja w dzieciństwie.

 

Ucząc się akceptacji naszych emocji spotykamy się z naszymi przekonaniami dotyczącymi czucia ich, które ukształtowały się w nas we wczesnych latach naszego życia.

 

 

Wtedy też uczymy się, że czucie emocji nie jest bezpieczne.
Uczymy się również, że płacz jest nieakceptowany.
To samo dotyczy złości.

Co więcej, okazuje się, że nasze życie jest bezpieczniejsze i mniej jest w nim odrzucenia i dystansu, jeżeli powstrzymujemy się od reakcji emocjonalnych.

Moment, w którym rozpadło się moje małżeństwo był ścianą przez, którą nie mogłam przejść udając, że „nic się nie stało”. Kiedy uczyłam się rozumieć to, co czuję doświadczałam siebie zupełnie w nowy sposób. Zaczęłam coraz bardziej rozumieć, dlaczego taka byłam. Dlaczego nie wierzyłam w siebie, nie stawiałam granic, zadowalałam wszystkich i powracałam wiecznie do stanu bezsilności. Dotarłam do wielu prawd o tym, kim były osoby z mojego najbliższego otoczenia i jak dramatyczny wpływ miały na mnie. Dzięki czuciu emocji oczyściłam swoje środowisko z osób, które nie wspierały mnie i nie wierzyły w to, że jestem dobra i zasługuję na miłość.

 

Życie wspierało moje działania. To był najtrudniejszy okres mojego życia. Jednak to byłam prawdziwa ja, nareszcie byłam sobą i tym razem to, co robiłam owocowało i dawało mi coraz więcej siły do tego, aby działać dalej.

Podczas tego czasu nauczyłam się witać swoje emocje, jako przyjaciela, który ma mi coś ważnego do powiedzenia.
Nauczyłam się tego, że moje emocje chowają się w moim ciele i kiedy czuję ścisk w klatce piersiowej i nie mogę oddychać to warto tam zajrzeć.
Nauczyłam się też samej siebie, która ucieka. Dziś wiem, jak mam podać sobie rękę i przytulić, aby dodać sobie odwagi do spotkania z tym, co przeżywam.
Nauczyłam się również, że kontakt z emocjami pozwolił mi na spotkanie z moją wewnętrzną mądrością, intuicją i świadomością.
Moje skupienie na doświadczaniu emocji, a nie na spychaniu ich do podświadomości, aż do momentu w którym to wykańczało mnie, pozwoliło mi na przemianę mojego życia.

 

 

 

 

Każda emocja niesie za sobą jakąś informację. Jeżeli nauczysz się słuchać ich bardzo dużo dowiesz się o sobie i swoim życiu oraz o tym z kim je dzielisz.

 

 

 

 

 

 
Jesteś gotowa pogłębić swoją świadomość emocjonalną zapraszam Cię na warsztaty stacjonarne Sekret Życia w Równowadze, które odbędą się 24 października w Warszawie. Chcesz dowiedzieć się więcej kliknij TU.

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Jordan – historia wielu kobiet

 

Kiedy usiadłam na teatralnym krześle nie miałam pojęcia co za chwilę zobaczę. Już pierwsze słowa porwały mnie do świata Shirley. Poznałam ten specyficzny rodzaj narracji, te gwałtowne zmiany nastroju. Słuchając jej, czułam cały bagaż tej kobiety, było w nim tak wiele cierpienia, bólu, samotności i odrzucenia, a przede wszystkim ogromny głód miłości.

 

 

 

Tak wiele kobiet mogłoby podpisać się pod dramatyczną historią Shirley. Nie twierdzę, że każda zraniona kobieta jest zdolna zabić swoje dziecko. Nie. Jednak każda zraniona i niekochana kobieta, desperacko chce przestać cierpieć.

 

Szczególnie, że najczęściej ten ból jest efektem przemocy doświadczonej już w dzieciństwie. Często jeżeli ból jest z nami od lat, chcemy po prostu o nim zapomnieć, zgubić go. Wtedy jesteśmy podatne na rozwiązania, które jedno po drugim przynoszą jeszcze większy ból i destrukcję naszego życia.

W historii Shirley widać jak głęboko odcięta jest od siebie, tego co czuje i czego potrzebuje w życiu oraz jak bardzo świat marzeń jest jej ukojeniem i bezpiecznym azylem. W jej wewnętrznym dialogu słychać toksyczny głos, który nie daje jej wsparcia i szansy na miłość i zatroszczenie się o siebie. Co jest efektem przemocy jakiej doświadczyła w swoim życiu. Kiedy Shirley, jako dziecko kształtowała swój obraz świata jej doświadczenia nauczyły ją, że miłość to przemoc, ból oraz brak szacunku.

 

 

 

To spowodowało, że nie potrafiła odnaleźć w swoim życiu zdrowej bliskości, wsparcia, ciepła i akceptacji. Dlatego też z taką siłą przylgnęła do Dave’a, który wykorzystując jej dziecięcą ufność wplątał ją w relacje, która początkowo słodka z czasem zamieniła się w potworną gorycz.

 

 

 

Shirley nie znając innego życia nie potrafiła odejść, pozostała przy mężczyźnie, który każdego dnia niszczył ją i wpychał jeszcze głębiej w ramiona zagubienia i emocjonalnej śmierci.

 

Pojawienie się Jordan’a obudziło w Shirley iskrę miłości, która wspierana mogłaby przerodzić się w jej nowe życie. Niestety pojawia się Dave, który w swojej niepohamowanej potrzebie niszczenia chce odebrać Shirley dziecko, ponieważ ma świadomość tego, że ta miłość jest jej ostatnia szansą na odbudowanie jej życia. Jednak tak się nie dzieje ponieważ nikt, ani policja, ani pomoc społeczna nie widzą kim naprawdę jest Dave.

 

Nie rozumieją, że gdyby dali szansę Shirley otaczając ją opieką i wsparciem, jej instynkt macierzyński i miłość jaką darzyła swojego syna, dałyby jej siłę do powstania i złapania życiowej równowagi.

 

 

 

Uwierzyli w słodkie słówka i gładką powierzchowność Dave’a, który omotał ich tak samo jak zrobił to wcześniej z Shirley.

„Jordan” głęboka i wzruszająca historia, która pokazuje jak bardzo jako ludzie odeszliśmy od kontaktu z emocjami i swoim wnętrzem. Życie Shirley pełne dramatu, odrzucenia, pustki i braku zrozumienia, mogło być zupełnie inne, gdyby otrzymała to wszystko, co było jej potrzebne do zbudowania miłości w sobie.

 

Ogromnie dziękuję Dorocie Landowskiej oraz Zuzannie Bernat za wrażliwość, serce i pełne oddanie dramatu Shirley.

Zdjęcia: Damian Hornet

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Masz prawo do gniewu

 

Słuszny gniew, który czujemy, kiedy doświadczamy przemocy nie czyni z nas złej osoby. Ten gniew jest konieczny do tego, aby zacząć się leczy i uwolnić od toksycznej relacji.

Myślę, że doświadczyłaś sytuacji, kiedy po kolejnej awanturze zaczynasz się zastanawiać kto tu jest kim? Może to ze mną jest problem?

Jestem przekonana, że po każdej takiej kłótni masz poczucie winy, poświęcasz dużo czasu na zastanowienie się nad sobą, próbujesz zrozumieć co tutaj się wydarzyło.

 

Zanim zaczniesz obwiniać siebie zastanów się proszę:

Czy reagujesz tak w każdej relacji?
Czy zanim weszłaś w ten związek czułaś się podobnie?

 

Warto, abyś zadała sobie pytanie dotyczące uczuć, które leżą pod tą złością, one są odpowiedzią.

Pamiętaj proszę, że ten temat dotyczy nie tylko relacji z mężem czy partnerem, dotyczy relacji z rodzicami, przyjaciółmi oraz osobami w pracy.

Twoja złość może stać się narzędziem do zmiany jednak do tego potrzebujesz wiedzieć jak ją wykorzystać.

Twoja słuszna złość to reakcja na przemoc i złe traktowanie. Jest to naturalna reakcja na bycie niesprawiedliwie potraktowaną.

To uczucie przypomina to, które czujesz, kiedy słyszysz o bardzo niesprawiedliwym traktowaniu bezbronnych osób. Sytuacja, kiedy rodzic niesłusznie wyzywa czy znęca się nad swoim dzieckiem lub widzimy kogoś kto źle traktuje zwierzę.

Niestety bardzo często złość, naszą naturalną reakcję na niesprawiedliwość osoby o zaburzeniu narcystycznym wykorzystują przeciwko nam. Przedstawiając jako naszą słabość. Próbując udowodnić poprzez manipulacje i kłamstwa, że złość, którą czujemy jest irracjonalna i bezpodstawna. W zetknięciu z tak silną odmową wzięcia odpowiedzialności za to co się stało uginamy się i wycofujemy z poczuciem wstydu, karcą się za swoją reakcję i poruszanie tematu.

Niestety jest to sposób w jaki osoby o zaburzeniu narcystycznym uczą nas, aby nie reagować na przemoc jakiej używają. Pokazując nam, że to nasze zachowanie musi być skorygowane, a nie ich.
Przestań reagować naucz się odpowiadać.

 

Zdaję sobie sprawę, że to nie jest proste i nie nauczysz się tego w ciągu kilku dni.

 

Pierwszą bardzo ważną rzeczą, którą potrzebujesz wiedzieć to fakt, że Twoja złość oznacza, że zostałaś zraniona. Nie pozwól sobie wmówić, że nie masz prawa do tego, aby czuć złość. To nie ty jesteś osobą o zaburzeniach narcystycznych niezależnie od tego czy to dotyczy związku, relacji z rodzicem, przyjacielem, przyjaciółką czy kimś z pracy.

Wchodzenie w reakcje jest tym czego nauczyłaś. Jest to skutek relacji z osobą o zaburzeniach narcystycznych, twoja reakcja była i jest bardzo potrzebna narcyzom, jest to tzw. zasilanie. To o czym potrzebujesz pamiętać to fakt, że twoja reakcja zostanie użyta przeciwko Tobie.

Naucz się radzić sobie ze złością, którą czujesz.

Tak jak pisałam wcześniej nasza złość jest emocją, która ma siłę i odpowiednio wykorzystana może pozytywnie zmienić nasze życie. Jak każde uczucie w nas potrzebuje naszej akceptacji i sposobów radzenia sobie z nią. Pozostawiona sama sobie może przynieść nam cierpienie i ból.
Kiedy na zachowania narcyzów reagujemy złością dajemy im zasilanie naszą energią, a sobie fundujemy niekorzystną dla nas huśtawkę hormonów stresu. Nauka dystansowania się to praca, daj sobie czas i przestrzeń na próby. To trochę potrwa.

 

Działania, które Ci pomogą.

1. Pozwól sobie na tą złość jednak nie w towarzystwie narcyzów. Zaszyj się w miejscu, gdzie będziesz miała przestrzeń dla siebie, w miejscu, gdzie możesz krzyczeć, kopać, uderzać. To miejsce, w którym możesz powiedzieć wszystko co czujesz, pozbyć się całego ładunku. Pamiętaj, że uczucie to energia, dlatego tak ważne jest wyrzucenie jej z ciała.
Jeżeli masz kogoś zaufanego, przed kim możesz się wygadać, zrób to. Wsparcie i zrozumienie pozwolą Tobie poczuć się lepiej.

 

2. Weź do ręki dziennik i zacznij pisać o tym jak się czujesz, jak zostałaś zraniona.
Pierwszą warstwą uczuć jest złość, zastanów się na kogo i dlaczego jesteś zła? Po złością leży ból. Zastanów się proszę, czy czujesz smutek? Co Cię zraniło w tej sytuacji? Strach. Czego się boję w tej sytuacji? Jakie zranienie leży pod tą złością? A teraz czas na zrozumienie tej sytuacji.

 

3. Powtarzaj sobie w głowie co się wydarzy, kiedy zareagujesz złością? W jaki sposób wykorzysta to osoba o zaburzeniach narcystycznych?
Powtarzaj sobie, że reagując sprawiasz sobie ból.

 

4. Ruch jest bardzo dobrym sposobem na rozładowanie emocji. Dzięki wysiłkowi fizycznemu poczujesz jak nagromadzona energia wyparowuje z ciebie. Możesz iść na spacer, wsiąść na rower, iść na basen. Zastanów się co sprawia tobie najwięcej radości i zrób to.

 

5. Podejmij działanie. Zastanów się nad tym co możesz zrobić, aby zmienić swoją sytuację? Każdego dnia zapisuj sobie kilka małych kroków które możesz zrobić dla siebie, aby wzmocnić się i usamodzielnić.

 

Zastanów się też nad tym czy nie tkwisz w roli ofiary? Czy nie powtarzasz cały czas tych samych schematów, ponieważ wierzysz, że sama nie dasz sobie rady?
Pamiętaj, że pozostawanie w relacji, w której doświadczasz przemocy emocjonalnej ma bezpośredni wpływ na Twoje zdrowie. Nie zasługujesz na to.

Walcz o siebie! Powodzenia!

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Granice

Rodzic, który stosuje przemoc emocjonalna i/lub fizyczną, rodzic, który kontroluje i zaniedbuje powoduje, że dziecko nie ma zbudowanych granic i tym samym samoświadomość.

Dzieje się tak ponieważ narcystyczny rodzic traktuje dziecko, jego ciało i umysł jako swoją własność, przedłużenie siebie, dlatego czytanie pamiętnika, listów, przeszukiwanie pokoju, zmuszanie do bliskości uważa za coś oczywistego.

 

Takie dzieciństwo przynosi katastrofalne skutki w dorosłości. Relacje, w które wchodzimy doprowadzają nas do zagubienia w nich i zapomnienia tego kim jesteśmy. Uczucia innych traktujemy jako swoje i bierzemy za nie odpowiedzialność. Jednocześnie odcinając się od tego co same czujemy, a tym samym nie bierzemy za to odpowiedzialności.

 

Nie stawiamy granic jednocześnie łamiąc granice innych albo uciekamy przed światem i przed sobą, aby żyć w cieniu. Wszystko to dzieje się ze strachu.

Tak bardzo nie chcemy czuć odrzucenia i tego czego tak często doświadczałyśmy w dzieciństwie, czyli poczucia, że coś ze mną jest nie tak, że nie można mnie kochać, jestem wadliwa.

Bez zdrowych granic wchodząc w relacje narażamy się na utratę poczucia własnej wartości, szacunku do siebie, dobra naszych dzieci, pracy, bezpieczeństwa, dóbr materialnych, zdrowia psychicznego i siebie.

 

Aby stawiać granice musisz poczuć swoją złość, wściekłość i narzekanie. Kiedy mówisz, że masz czegoś dość, że czegoś nie lubisz, że czegoś nie znosisz to mogą być właśnie te obszary, które „proszą się o granice”. Te uczucia są czerwonym światłem, które ma nam zasygnalizować problem. Co więcej, wskazówką do postawienia granicy może też być uczucie zagrożenia, wejście w rolę ofiary, czy „duszenie się” w relacji.

 

Jeżeli chcesz się wzmocnić w stawianiu granic zapraszam Cię do zastanowienia i zapisania w dzienniku odpowiedzi na poniższe pytania:

 

  • Co potrafiłaś oddać w imię utrzymania relacji w przeszłości?
  • Co poświęcisz dla relacji z kimś dzisiaj? Czego nie oddasz?
  • Zauważ czy w Twojej postawie coś się zmieniło przez lata?
  • Jeżeli nie, zastanów się, dlaczego? Co Cię powstrzymuje przed zadbaniem o siebie?

 

Powodzenia!

P.S. Jeżeli jesteś gotowa na gruntowne przebudowanie granic, zmianę swojego życia i stanie się priorytetem dla siebie – zapraszam Cię do rozpoczęcia tej przygody z kursem online “Stawiam granice, czyli jak zadbać o siebie”.

Nowa TyToksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Czy muszę wybaczyć?

 

W naszym społeczeństwie bardzo wiele uwagi poświęconej jest wybaczaniu.Wybaczenie postrzegane jest jako wyższa perspektywa, a także jako obietnica zakończenia cierpienia. Tak jakby z przebaczeniem ten cały ból miał zniknąć.

 

Myślę, że wielokrotnie zauważyłyście jak trudno jest otoczeniu znieść Wasze cierpienie, jak mówienie o bólu wywołuje dyskomfort w innych. Bardzo często wtedy słyszymy: „Zapomnij”, „Wybacz”, „Zostaw to”.

Tak to nie działa. Ból nie znika poprzez akt wybaczenia. Wybaczenie nie powoduje trwałej i znaczącej zmiany. Wina potrzebuje adresu, do którego się uda i bardzo często dzieje się tak, że skieruje się do naszego wnętrza, jeżeli nie może iść w innym kierunku. A to powoduje zaostrzenie naszego wewnętrznego konfliktu i jeszcze większe potępienie siebie.

 

Myślę, że warto zapytać skąd pochodzi przebaczenie do którego dążę? Czy to chęć bycia dobrą?

Czy może jest to próba zostawienia bólu za sobą?

Czy może akceptuję to co się stało?

 

Uważam, że wybaczenie to nie działanie to coś co ewoluuje w nas, kiedy zostaną spełnione odpowiednie warunki, wtedy, gdy przepracujemy swoje rany. Bez presji czasu i środowiska.

 

 

Wybaczenie to puszczenie tego co było i ukształtowanie relacji z tą osobą w takim kształcie jaki daje nam poczucie bezpieczeństwa i spełnienia.

 

 

Spojrzenie w nasze serce i podjęcie decyzji kim teraz ta osoba dla mnie jest i gdzie jest jej miejsce w moim życiu i sercu. Może to oznaczać wiele – od utrzymania kontaktu do zerwania relacji. Odpuszczenie oznacza, że przeszłam przez złość, ból i rozczarowanie. Wtedy przychodzi potrzeba kolejnego kroku, zaczynamy nowy etap, nowe życie.

 

Dla mnie odpuszczenie czy przebaczenie przychodzi bardzo wolno i widzimy je, nie jako akt w teraźniejszości, a dostrzegamy je patrząc wstecz.

 

Myślę, że warto patrzeć na przebaczenie z otwartością i elastycznością, ponieważ jest to bardzo złożony temat.

Toksyczne związki

4 techniki manipulacji, sprawdź czy im ulegasz

 

Droga Wilczyco, nagrałam ten film dla Ciebie jeżeli nie jesteś pewna czy funkcjonujesz w toksycznej relacji czy też nie. To nagranie nie dotyczy tylko relacji romantycznej. Techniki manipulacyjne o których mówię w nagraniu mogą dotyczyć każdej relacji międzyludzkiej.

 

 

Jeżeli dorastałaś w domu, w którym takie zachowania były czymś stałym możesz  mieć problemy z rozpoznaniem osób agresywnych, które stosują tego typu manipulacje, ponieważ uważasz takie zachowania za normalne i akceptujesz je.

 

Jeżeli w rodzinie jeden z rodziców był osobowością agresywną, wtedy też  w kontakcie z takimi osobami w dorosłości możemy wchodzić w rolę ofiary i pozwalać innym wciągnąć się do gry.

 

Pierwszym z kroków który pomorze nam rozpoznać takie osoby i postawić im granice jest rozpoznanie problemu i znajomość technik, jakie stosują osoby agresywne.

 

Ta wiedza pomoże Tobie powiedzieć STOP, postawić granice  i nie dać się wciągać w grę. Pomoże Tobie również pozostać przy sobie – zamiast wciągania się w piekło niepewności, poczucia winy i utraty gruntu pod nogami.

 

Jeżeli chciałabyś zacząć stałą pracę nad sobą zapraszam Cię do dołączenia do naszej wilczej społeczności. Wilcze Stado to platforma na której znajdziesz materiały do pracy nad sobą. Co miesiąc publikowane są nowe. Wilcze Stado powstało w czerwcu 2020. Wykupując dostęp do platformy masz również dostęp do archiwalnych materiałów. Zapraszam Cię do naszej społeczności. Klikając w poniższe zdjęcie przejdziesz na stronę Wilczego Stada!

 

Toksyczne dzieciństwo

Dysfunkcyjne dzieciństwo

 

Słowem powiedzianym w odpowiednim momencie,
można zabić lub upokorzyć,
nie brudząc sobie rąk.
Pierre Desproges

 

Dorastając w domu, w którym empatia i wrażliwość na dziecko były nieobecne powoduje, że nasze ciała gromadzą niewidoczne rany. Doświadczając braku miłości, akceptacji i bezpieczeństwa nie budujemy samoświadomości, tożsamości, ani poczucia wartości, nie widzimy siebie jako kogoś kto ma prawo do szczęścia. Każdy nasz dzień to próba udowodnienia sobie i światu swojej wartości i zasługiwania.

 

Takie życie to zabójczy wyścig, który dla wielu osób kończy się próbą samobójczą, chorobą, nałogiem. Takie życie to ciągłe spotykanie się z samo-rozczarowaniem, samo-odrzuceniem i samo-zniesmaczeniem, które odzwierciedla nasze otoczenie przysyłając ludzi i zdarzenia, które nam to potwierdzą.

 

Przez lata szukałam rozwiązania tych problemów. Wyczerpujące poszukiwanie swojej wartości w zewnętrznych rzeczach i sukcesach. Jednak żadna z tych rzeczy nie spowodowała, że zaznałam spokoju, ponieważ zawsze pojawiał się ktoś kto był bliżej ideału, który sobie stworzyłam.

 

 


Lata dociskania siebie i braku miłości spowodowały, że czułam się coraz gorzej i znalezienie ulgi było coraz bardziej skomplikowane. Środowisko, w którym funkcjonowałam utwierdzało mnie w poczuciu, że to kim jestem to za mało, że powinnam bardziej się starać.

 

 

 

Takie środowisko powoduje, że obieramy strategię przetrwania. Jesteśmy jak zastraszone zwierzę wypatrujące zagrożenia. Funkcjonujemy tylko po to, aby przetrwać kolejny dzień i nie doznać bólu odrzucenia. Nasz wybór nie determinuje to czego potrzebujemy, czego pragniemy i co nam się podoba. Wybieramy to co przyniesie mniejszy ból. Nie idziemy wtedy w kierunku radości tylko zawsze w kierunku bólu, straty mniejszej lub większej. Uświadomienie sobie tej prawdy o moim życiu przyniosło wiele bólu i wiele łez.

 

Ta świadomość doprowadziła mnie do tego, że przeszłam żałobę nad tym, co nie było częścią mojego życia i nie będzie. Ta świadomości przyniosła za sobą kolejną. Zrozumiałam, że dziś tylko ja mogę zmienić bieg mojego życia. Tylko ja mogę spowodować, że przestanę unikać bólu, a zacznę poszukiwać szczęścia i miłości pomimo strachu, który przepełniał moje ciało.

 

 

 

Zaczęłam ten proces od codziennego poznawania tego co czuję. Sumiennego wsłuchiwania się w ciało i zapisywania odczuć w dzienniku. Rozpoczęłam naukę dostrzegania swoich uczuć, pozwalania sobie na nie i radzenia sobie z nimi. Powoli uczyłam się komunikować co czuję innym i stać przy sobie nawet gdy inni nie zgadzali się z moimi słowami.

 

Zdrowa relacja z tym, co czuję powoduje, że wiem Kim Jestem w co Wierzę, co Lubię, czego Chcę!

 

Jeżeli borykasz się z podobnymi problemami z którymi sama się borykałam. Jeżeli chcesz poczuć upragniony spokój i zrozumienie Zapraszam Cię na Warsztaty Sekret Życia w Równowadze oraz na Spotkania.

 

Szczegółowy plan Warsztatów znajdziesz w Wydarzeniach na FB oraz na mojej stronie w zakładce Sklep.

Zapraszam!

Terminy Warsztatów

Poznań 27 października 2018
Warszawa 17 listopada 2018
Trójmiasto 12 stycznia 2019

Terminy spotkań

Warszawa 12 października 2018
Trójmiasto 24 października

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Dysonans poznawczy

 

Zapraszam do obejrzenia nagrania, które pomoże Wam zrozumieć, dlaczego wpadamy w pułapkę zastawioną przez narcyza? Dlaczego pozostajemy tak długo w związku, który niszczy nas i powoduje nasze pogłębiające się cierpienie i smutek?

 

Ofiary przemocy narcystycznej są często postrzegane przez osoby z zewnątrz jako osoby, które pozwalają i wspierają swojego oprawcę. Wynika to z niezrozumienia problemu. Braku świadomości co to wiązania pourazowe, syndrom Sztokholmski. Zrozumienie tych pojęć obrazuje proces stawania się ofiarą, zagubienia i braku rozwiązań.

 

Kiedy jesteś w toksycznym związku z osobą, która manipuluje i kreuje rzeczywistość wierzysz, że ten związek jest Ci potrzebny do tego, aby żyć i funkcjonować. Stajesz się pochłonięta przez ten związek, koniec związku utożsamiasz z końcem świata. Każdy kto próbuje ratować ofiarę przed oprawcą wywołuje lęk. Ofiara chroni swojego oprawcę.

 

 

Wychodzenie z tego stanu to proces, który wymaga zrozumienia problemu i rozpoznania ran. Wymaga też odcięcia się od źródła naszego cierpienia co jest największym wyzwaniem, ponieważ jak mówiłam w nagraniu dotyczącym wiązań pourazowych jesteśmy uzależnieni na poziomie fizycznym i mentalnym.

 

Kiedy byłam na początku swojej drogi leczenia nie miałam pojęcia z czym się mierzę, ponieważ nie widziałam z kim żyłam. Zrozumiałam głębie problemu i wpływ jaki miał ten związek na mnie i moje życie dopiero po rozstaniu.
<3

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Proces wiktymizacji, wchodzenie w rolę ofiary

 

Bycie ofiarą to jedyna rola jaką znałam z dzieciństwa. Każdy kto dorastał w toksycznej rodzinie przetrwał, ponieważ przyjął „jakąś rolę”.

 

Twoja rola jest uwarunkowana wieloma czynnikami. Jako dziecko walczymy o przetrwanie, obserwujemy otaczający nas świat i dopasowujemy swoją strategię przetrwania do sytuacji rodzinnej, do tego kim jesteśmy i na co reagują rodzice, którzy dopuszczają się toksycznych zachowań.

 

Nauczono mnie żyć z poziomu ofiary, brać to co życie przynosiło i nie podejmować prób zmiany, ponieważ wiązało się to ze zbyt dużym zagrożeniem, czyli utratą aprobaty ze strony mojej mamy, ale również rodzeństwa. Jako najmłodsze dziecko w rodzinie miałam być posłuszna i grzeczna.

 

 

Dziś wiem, że miałam służyć jako ktoś kto ma przyjmować frustrację i niezadowolenie domowników bez szansy na realizację własnego życia. Do momentu zmiany żyłam „bezpiecznym” życiem, czyli próbowałam zadowalać wszystkich i jednocześnie żyłam tak aby nie narażać się na niebezpieczeństwa.

 

Pozostajemy w mentalności ofiary do czasu, kiedy podejmiemy decyzję o wyjściu z tej roli o przerwaniu dotychczasowych schematów i wzięciu odpowiedzialności za własne życie. Ta zmiana wiąże się ze stanięciem twarzą w twarz ze strachem, który towarzyszy nam od dzieciństwa, mówię tu o lęku przed odrzuceniem/porzuceniem przez rodzica.

 

Wejście w taką rolę w dzieciństwie powoduje, że powielamy takie relacje i schematy zachowania i trudno jest nam stworzyć relacje oparte na partnerstwie i równowadze.

 

Świadomość problemu to pierwszy krok do wolności <3

 

Toksyczne związki

Droga do Siebie

 

Dochodząc do siebie po rozwodzie i po procesie otwierania oczu bardzo często zadawałam sobie pytanie:

 

Jak można świadomie krzywdzić osobę, którą się kocha?

Była to najtrudniejsza prawda do zrozumienia w moim życiu. Ponieważ dotyczyła zarówno mojego małżeństwa jak i mojego rodzica oraz rodzeństwa. Dotyczyła mojej dotychczasowej podstawy, na której zbudowałam swoje życie.

 

Rodzicielstwo i małżeństwo powinno być oparte jest na miłości, szacunku i wsparciu. Kiedy zaczynamy dopuszczać prawdę o relacjach narcystycznych w naszym życiu czujemy ogromny ból i zagubienie.

Często myślimy o tym jak mogliśmy do tego dopuścić i nie zauważyć oraz o tym, co zrobić, aby nigdy już tego nie powtórzyć.

 

Proces leczenia po wyjściu z relacji z osobą narcystyczną dotyka wielu sfer: emocjonalnej, duchowej, psychologicznej, fizycznej, finansowej, czasami dotyczy to również molestowania seksualne. Jest w nim wiele warstw, które odkrywamy, w miarę jak wzrastamy w siłę i zyskujemy poczucie bezpieczeństwa.

 

 

Aby wyzdrowieć i zbudować swoją tożsamość potrzebujemy nauczyć się traktować siebie w nowy sposób. Wymaga to od nas codziennego zaangażowania w praktykę dbania o siebie oraz wytrwałości, cierpliwości i współczucia.

 

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego jak wiele miłości i poświęcenia wymaga wyleczenie traumy, która funkcjonuje w rodzinie od pokoleń.

 

Zmianę możemy zacząć od Siebie, ucząc się miłości, empatii i zrozumienia dla Siebie. A przede wszystkim kontaktowania się z naszymi emocjami. Wtedy każdy dzień to kolejny krok, który zbliża Cię do Twojej prawdy i autentyczności.

 

Mam na dziś dla Was ćwiczenie, które jest jednym z małych kroków.

Początki po rozpadzie związku z osobą narcystyczną są bardzo trudne, często nie mamy siły na to, aby żyć. Wspierającym ćwiczeniem jest zapisywanie w dzienniku każdego dnia wieczorem 5 celów, które zrobisz zaraz po tym jak się przebudzisz takich jak np. mycie zębów, ubranie się, zjedzenie śniadania oraz 5 celów na cały dzień np. krótka medytacja, kontakt z moimi emocjami, kupię bukiet kwiatów dla siebie.

 

Jeżeli wersja z 5 celami jest dla Ciebie za trudna na dziś, zmniejsz proszę ich liczbę, zacznij od 3.
Niezmiernie ważne jest, abyś podziękowała sobie za tą pracę jaką wykonałaś pod koniec dnia. Ja robię to w ten sposób, że kładę rękę na moim sercu i wysyłam do siebie wdzięczność za kolejny dzień i kolejny mały krok ku Sobie.

 

To ćwiczenie może wydawać się banalnym jednak pomoże Tobie w wyjściu z zapętlonego myślenia o tym co się stało i analizowania tego w najdrobniejszych szczegółach. Nawet jeżeli wpiszesz na swojej liście najprostsze rzeczy, Twój umysł będzie skoncentrowany na wypełnieniu tych obowiązków, poczujesz, że podejmujesz decyzję i działasz. Z czasem dzięki temu ćwiczeniu zyskasz poczucie siły i sprawczości.

Powodzenia <3

 

P.S. Jeżeli potrzebujesz inspiracji i wsparcia w Twojej codziennej pracy – zapraszam Cię do Wilczego Stada – dołącz do innych Wilczyc i otrzymuj codzienną dawkę inspiracji w pracy nad sobą. 

 

Toksyczne dzieciństwo

Osobowość zależna

 

Osoby, które borykają się z zależnością zazwyczaj dorastały w rodzinie, w której doświadczały przemocy. Często dotyczy to dzieci, których rodzice lub rodzic borykał się z uzależnieniem lub chorobą psychiczną. Osoby zależne, jako dzieci nie miały przestrzeni do budowania swojej autonomii, budowanie granic i nie czuły się bezpiecznie.

 

Otwarta komunikacja i szczerość są wielkim wyzwaniem dla osoby zależnej jest to spowodowane brakiem asertywności i umiejętności działania w kierunku zaspakajania swoich potrzeb. Dbanie o siebie i działanie w kierunku zaspokojenia tego czego pragniemy jest często zaniechane w momencie, kiedy napotykamy jakiekolwiek przeszkody. W moim życiu była nieskończona ilość takich sytuacji. Przeszkody powodowały, że chowałam się i nie podejmowałam kolejnej próby po to, aby uniknąć przeszywającego odrzucenia. Łatwiejszą opcją było schowanie mojej prawdy i wzięcie odpowiedzialności za potrzeby innych.

 

 
Może to dotyczy również Ciebie? Zastanów się na ile potrafisz otwarcie zadbać o swoje potrzeby?

 

Taki schemat działania powoduje narastanie niepokoju i lęku. Dominacja niepokoju w naszych ciałach wywołuje potrzebę kontroli rzeczywistości i często manipulowania innymi za pomocą dawania rad albo zadowalania. Obawa przed powiedzeniem drugiej osobie NIE powoduje, że robimy sobie ogromną krzywdę, ponieważ uciekając przed szczerością, która jest dla nas zagrożeniem wpadamy często w bardzo nieprzyjemne sytuacje, których konsekwencje są znacznie bardziej skomplikowane niż powiedzenie NIE.

 

 

Osoby zależne nie muszą być zależne każdej relacji. Czasami jest tak, że łatwiej jest nam stawiać granice ludziom w pracy, a w domu zapominamy o sobie. Dla innych może być zupełnie odwrotnie. Zależność ma wiele twarzy.

 

Nie każda osoba zależna wchodzi w relacje z osobą narcystyczną, niektórzy uciekają przed bliskością w relacji ze względu na krzywdy jakich doświadczyli inni desperacko szukają związku, który pozwoli im na zrzucenie odpowiedzialności za swoje życie.

 

Warto też pamiętać, że zależność ma wiele symptomów i różne stopnie zaawansowania. Czasami osoby zależne z zewnątrz wyglądają na niezależne, ale kontrolują albo są kontrolowane w relacji przez narcystycznego partnera albo rodzica lub przez nałóg.

 

 
 
Jeżeli jesteś w relacji z osobą uzależnioną, stosującą przemoc zastanów się proszę czy nie jesteś osobą zależną?

 

Toksyczny Wstyd i Niska Samo-ocena

Uczucie bycia niewystarczająco dobrym i porównywanie się do innych jest oznaką niskiego poczucia własnej wartości. Bywa tak, że zewnętrznie, świadomie ktoś myśli o sobie dobrze jednak to często kamuflaż, ponieważ pod powierzchnią tkwi głęboko zakorzenione uczucie bycia niekochanym i toksyczny wstyd. Dążenie do perfekcji i jednoczesne zaplątanie w poczuciu winy może być desperacką próbą zaprzestania katowania się myślami o swojej niedoskonałości i niedopasowaniu do świata.

 

Zadowalanie ludzi

Osoby zależne uważają, że ich obowiązkiem jest zadowalanie praktycznie każdego kogo spotkają na swojej drodze. Mówienie NIE wywołuje niepokój i dyskomfort. Normą dla osoby zależnej jest poświęcanie swoich własnych potrzeb dla zadowolenia innych osób.

 

Słabe granice

Granica oddziela nasz świat wewnętrzny od świata zewnętrznego. Granice dają poczucie bezpieczeństwa i wytyczają jasno przestrzeń. Mając granice masz przestrzeń dla swojego ciała, uczuć, potrzeb. Będąc osobą zależną Twoje granice są jak sito, pełno w nich dziur, przez które toksyczni ludzie mogą przejść bez problemu i „wstrzyknąć” swoją toksyczność jednocześnie zabierając dobro. Wszechogarniające Cię uczucie odpowiedzialności za uczucia i problemy innych bierze się właśnie stąd. Bardzo łatwo jest też zrzucić na Ciebie odpowiedzialność, ponieważ brak lub dziurawe granice nie są barierą.

Zdarza się tak, że osoby zależne mają zdecydowane granice są to często osoby wycofane i zamknięte w sobie. Trudno jest im nawiązać relacje z innymi ludźmi.

 

Reaktywność

Konsekwencją słabych granic jest reagowanie na nastroje, uczucia i myśli innych ludzi. Wiele rzeczy, które słyszymy dotyka nas i wywołuje reakcje czy próby obrony siebie. Dzieje się tak, jak już mówiła, ponieważ nie ma granicy pomiędzy tym co w Tobie, a tym co na zewnątrz. Jeżeli nie mamy granic każda uwaga czy opinia inna od naszej staje się naszym realnym zagrożeniem.

 

Dbanie o innych

Brak granic powoduje, że jeżeli ktoś obok nas ma problem wyrywamy się z pomocą i wsparciem, nie zważając na swoje potrzeby. Nie chcę nikogo namawiać do braku empatii czy współczucia dla innych osób. Myślę tu o pomaganiu innym i zapominaniu o sobie i swoim życiu. Osoby zależne mają w sobie pęd do naprawiania życia innym i dawania rad, jednocześnie, kiedy ktoś odmówi takiej pomocy wywołuje to ogromne poczucie odrzucenia.

 

Problemy w komunikacji

Pisałam na samym początku o trudnościach w mówieniu o swoich potrzebach, uczuciach i poglądach. Z mojego życia znam trzy scenariusze albo było tak, że wiedziałam co myślę i nie potrafiłam tego zakomunikować, bałam się, że to co powiem zrani albo nie spodoba się drugiej osobie. Było też tak, że czułam się tak zdominowana, że nie potrafiłam skontaktować się z tym co czuję i co myślę. Natomiast w zderzeniu z kimś kogo uznawałam za autorytet zgadzałam się na wszystko będąc przekonana, że tego właśnie chcę. W każdym z przypadków komunikacja nie jest szczera i jasna.

 

Kontrola

Kontrola do pewnego stopnia jest potrzebna każdemu, życie pełne chaosu i braku stabilizacji nie służy nikomu. Jednak osoby zależne próbują kontrolować po to, aby czuć się bezpiecznie. Robią to również dlatego, że nie chcą ryzykować i podzielić się swoimi uczuciami, nie chcą otworzyć się przed innymi.

 

Obsesyjne myślenie

Może znasz to ze swojego życia – te godziny i dni spędzona na myśleniu o innych ludziach, relacjach, sytuacjach. Ciągłe analizowanie i interpretowanie zdarzeń, słów i zachowań. Jest to spowodowane zależnością od innych oraz nieustającym lękiem przed odrzuceniem wywoływanym przez toksyczny wstyd. To samo dotyczy wpadania w fantazje o tym jak mogłoby wyglądać Twoje życie i z kim mogłabyś/mógłbyś je dzielić. Takie fantazjowanie jest „świetnym” sposobem na ucieczkę od bólu jaki czujemy tu i teraz.

 

 

Zaprzeczanie

Nie wiem jak Tobie, ale dla mnie przyznanie się do prawdy dotyczącej mojego życia zajęło lata. Byłam wytrwała w odwracaniu głowy od problemu i wpadania w mechanizmy obronne i działania zastępcze oraz uzależnienia. Bardzo często narzekałam, naprawiałam życia innych ludzi, zabierałam się za nowy projekt lub nową pracę po to, aby nie patrzeć na moje problemy.
Kiedy tak się dzieje nasze skupienie jest na uczuciach i potrzebach innych ludzi. Nie potrafiłam również prosić o pomoc ani jej przyjmować chciałam za wszelką cenę być samowystarczalna jednocześnie czekając na ratunek. Łatwiej było mi zaprzeczać temu, że potrzebuję intymności i bliskości oraz temu, że jej brak bardzo mnie rani.

 

 

Zależność

Osoby zależne, aby czuć się dobrze same ze sobą potrzebują akceptacji innych ludzi. U podstawy ich istnienia żyje ogromny lęk przed porzuceniem i byciem odrzuconym jest to lęk pierwotny.

 

Bolesne emocje

Toksyczny wstyd oraz niskie poczucie własnej wartości powodują, że osoby zależne boją się i czują niepokój przed:

Odrzuceniem
Osądzeniem
Popełnianiem błędów
Bycia błędem
Bliskości

 

Wszystkie te symptomy prowadzą do narastania agresji, depresji, desperacji, rozpaczy, rozżalenia.
Pamiętajcie proszę, że dla każdego jest nadzieja na wyjście i zmianę. Pierwszym krokiem jest poszukanie wsparcia! Jeżeli szukasz wsparcia zapraszam Cię do Wilczego Stada.

 

Nowa Ty

Jestem… żałoba po toksycznej relacji

 

Jestem…. zbierając kawałki siebie po doświadczeniu życia z osobą narcystyczną mamy przed sobą wiele pracy. Ważne, aby zacząć od przejścia żałoby, która przechodzi przez sześć etapów akceptacja/zaprzeczenie/targowanie się/gniew/depresja.

 

Te etapy przeplatają się i są potrzebne do tego, aby podnieść się i rozpocząć proces separacji/indywiduacji, który prowadzi do odbudowania swojego prawdziwego JA.

 

Ćwiczeniem, które towarzyszyło mi na tamtym etapie było sporządzenie listy moich zalet i cech. Początkowo było to dla mnie bardzo trudne. Jednak z czasem dopisywałam kolejne rzeczy. Dzisiaj zapraszam Ciebie do tego ćwiczenia. Niezależnie od tego czy wychodzisz z relacji z toksycznym rodzicem czy żoną, mężem, partnerką czy partnerem a może przyjaciółką czy przyjacielem.

 

Znajdź sobie zaciszne miejsce, w którym będziesz mieć przestrzeń na bycie swobodną/swobodnym – kiedy robiłam to ćwiczenie pierwszy raz płakałam, ponieważ nie potrafiłam wykrztusić z siebie niczego pozytywnego o sobie.

 

 

Wykonując to ćwiczenie przyjrzyj się wszelkim negatywnym ocenom jakie wypływają z Twojego wnętrza. Każde takie zdanie jest przestrzenią do przytulenia siebie i dania sobie empatii, zapłakania nad tym jak surowo postrzegasz siebie i jakie wymagania sobie stawiasz jednocześnie nie widząc osiągnięć. Pozwól wtedy działać Twojemu wewnętrznemu rodzicowi, aby roztoczył nad Tobą opiekę.

 

Mam nadzieję, że to ćwiczenie zainspiruje Was do otoczenia siebie miłością i zrozumieniem <3

Foto:Unsplash

Toksyczne związki

Jak sobie radzić z osobami toksycznymi?

 

Wilczyce nagrałam dla Was film, w którym mówię o kilku krokach, które pomogą Wam w poradzeniu sobie z osobą toksyczną, kiedy kontakt między Wami jest nieunikniony z rożnych powodów.

 

Kiedy rozstawałam się z ojcem moich dzieci nie myślałam o tym, że będziemy się kontaktować w kwestiach związanych z dziećmi. Dziś zdaję sobie sprawę z tego, że te kontakty to duże wyzwanie, ponieważ wymaga to od nas pamiętania o tak wielu sprawach. Pozostać przy sobie, zadbać o dzieci i trzymać granice. Myślę, że każda osoba, która jest w podobnej sytuacji wie o czym mówię. Te kroki, o których mówię ratowały mnie wielokrotnie przed emocjonalną burzą.

 

 

Wiele osób boryka się z chorym toksycznym rodzicem. Jeżeli nasza sytuacja materialna nie pozwala nam na zatrudnienie osoby z zewnątrz wtedy to my przejmujemy tą rolę. W takiej sytuacji pozostanie przy sobie jest kluczowe dla naszego zdrowia.

 

To samo dotyczy sytuacji w pracy, kiedy nie widzimy dla siebie możliwości zmiany miejsca pracy z różnych powodów.

 

W takich czy wielu innych sytuacjach bardzo ważna jest świadomość naszych uczuć, naszego stanu emocjonalnego i obszarów, w których potrzebujemy się wzmocnić, aby ta osoba nie miała kontroli nad nami.

Życzę Wam owocnej pracy i wewnętrznej podróży <3 Pamiętajcie #idziemyrazem

 

2018_06_20_Depresja_jak sobie pomóc
Różne

Depresja – jak pomóc sobie?

Trauma doświadczona w dzieciństwie może powodować depresję. Jeżeli byliśmy zmuszani w dzieciństwie do tłumienia naszych emocji prowadzi to do wypracowania w sobie mechanizmu, który nie pozwala im płynąć. Emocje to energia, która zostaje zatrzymana w naszym ciele, jeżeli byliśmy programowani przez rodziców do tego, aby je tłumić i bać się ich.

Jeżeli byłaś/byłeś dzieckiem rodzica narcystycznego byłaś/byłeś zmuszany do tłumienia swoich uczuć.

Jeżeli depresja dotyczy Ciebie sprawdź proszę czy rozpoznajesz w sobie symptomy osobowości zależnej.

Depresję wywołuje wiele rzeczy – jeżeli związana jest z zależnością spowodowana jest tłumieniem i wyciszaniem emocji. Kiedy tłumimy w nas emocje powodujemy blokady energetyczne w naszym ciele.

Nagrałam to video dla każdego kto ma poczucie winy, wstydu i jest sfrustrowany stanem depresyjnym. Chciałabym, aby każdy kto cierpi na depresję ściągnął z siebie poczucie winy ponieważ stan z którym się boryka jest efektem toksycznego dzieciństwa, a nie w sobie <3

2018_06_01_Czym są złożone objawy stresu pourazowego
Różne

Czym są złożone objawy stresu pourazowego?

Leczenie skutków złożonego stresu pourazowego jest złożone.
Rodzice, którzy stosowali przemoc i porzucenie doświadczyli nas na wielu poziomach: emocjonalnym, duchowym, poznawczym, fizycznym i psychologicznym.

CPTSD złożone objawy stresu pourazowego powodują, że wszystko co robisz jest trudniejsze.

Dlaczego jest to trudniejsze, ponieważ doświadczając CPTSD doświadczasz emocjonalnej regresji, podczas wykonywania różnych zwykłych czynności i nie masz świadomości, że tak się dzieje. Dochodzi do tego jeszcze atak ze strony wewnętrznego krytyka, który wyrzuca w Twoim kierunku wiele przykrych słów lub wyszukuje we wszystkim zagrożenia.

Aby wyzdrowieć potrzebujesz nauczyć się jak wspierać siebie – drogą do zdrowia i odzyskania wewnętrznej harmonii i szczęścia jest zaspokojenie wszystkich potrzeb, które nie zostały zaspokojone przez rodzica w dzieciństwie i procesie dojrzewania.

Dzięki temu wyzwalamy się z roli “więźnia własnego dzieciństwa” (Alice Miller)

Różne

Rozwód

Wracam dziś do dnia, kiedy stanęłam za swoimi potrzebami w związku, w którym chciałam być szczęśliwa i spełniona. W sercu liczyłam na wspólną przemianę. Był to mój akt odwagi i zarazem desperacji. Byłam zdesperowana, ponieważ dotarłam do niemocy w sobie. Nie mogłam już więcej się starać, teraz ja potrzebowałam silnych ramion, które poniosą mnie i wesprą, dadzą zrozumienie, miłość i bezpieczeństwo.

Jednak ramiona zdecydowały inaczej, zaczęły pakować walizki. Usłyszałam stanowcze NIE na moją propozycję zmiany w dotychczas ustalonym porządku, na wejrzenie w głąb siebie i odnalezienie równowagi, partnerstwa.

Stało się, słowa się wylały, a za nimi było działanie. To, co spłynęło na mnie powaliło mnie na kolana. Czułam się jakbym leżała w kałuży czegoś, co nie pozwalało mi na ruch, umiałam tylko płakać. Żadnych rozwiązań, żadnych nadziei, czułam tylko stratę, porażkę i wstyd. Kilkanaście lat mojego życia straciło sens, cały wysiłek, uczucie, staranie leżało na dnie śmietnika.

Związek, który nie dał mi bezpieczeństwa, ponieważ jak lustro pokazywał mi to, co było w dzieciństwie, odgrywałam ten sam taniec. Potrzebuję Twojej miłości mamo a ty uciekasz, nie ma cię dla mnie, nie widzisz mnie. Jest tylko pustka. Zamiast spojrzeć w siebie odwracałam głowę i goniłam iluzję, goniłam matkę. Tak bardzo nie chciałam cierpieć, ale robiłam wszystko żeby cierpieć. W tej pogoni nie potrafiłam się zatrzymać i znaleźć źródła mojego smutku.

Podczas moich własnych narodzin wahałam się nie chciałam wyjść do świata, bo wiedziałam już, co się wydarzy przeczuwałam, że nie znajdę tam miłości i ciepła. Zawieszona podczas porodu, zawieszona w życiu. Niepotrafiąca podjąć decyzji, w którą stronę iść, najlepsza opcja to pozostać w łonie, zwinięta w kłębek, śpiąca i bezpieczna.

Wszechświat dał mi szansę konfrontacji z tym, czego nie chciałam widzieć. Nie miałam już możliwości powrotu czy ucieczki musiałam spotkać się z tym bólem. Wypróbowałam już wszystkie drogi na skróty, które działały na chwilę. A teraz stałam w tym po pachy, pełna lęku o życie. Myślę, że to, co było w tym cenne to bycie, po prostu czucie tego, co przychodziło, żadnego unikania tylko obecność. Płacz, nienawiść, wściekłość, bezsilność, smutek – karuzela. Wylewało się wiadrami, ja byłam. Czasami budziłam się w nocy przerażona, krzycząca, bliska obłędu – potrzebowałam siebie i swego miękkiego głosu, który rozumie i nie ocenia, który jest.

Zamknęłam się w domu, który dał mi poczucie bezpieczeństwa. Dlaczego uciekałam przed światem? Ponieważ wstydziłam się siebie. Wstydziłam się tego, że nie jestem grzeczna, że chcę czegoś innego niż mi wpojono, że chcę, tak po prostu być sobą. Dotychczas nie dawałam sobie prawa do mojego sposobu na życie. Myślałam, że ten, który dostałam od mamy i rodziny jest jedynym właściwym. Patrzyłam na kolorowych ludzi z zazdrością i tęsknotą w sercu, byli piękni, ale to nie dla mnie. Mój scenariusz został napisany – miałam być zwykła, grzeczna i standardowa, niełamiąca żadnych norm ogólnie przyjętych. Z podziwem patrzyłam na kobiety robiące karierę, szanujące się i spełniające marzenia -jak mnie to skręcało, wstydziłam się tego, że ja też tak chcę, że chcę biegać nago po łące z wiatrem we włosach, a zamiast tego miałam skrępowane ciało.

Działanie, powiedzenie “nie” temu, co było i otwarcie nowych możliwości nie dało mi wolności, ot tak. Przede mną była nauka akceptacji siebie, pokochania każdej mojej inności od narzuconych mi zasad. To było i jest moim największym życiowym wyzwaniem i jednocześnie kluczem do pełni i radości bycia.

Urodziłam się w rodzinie gdzie fasada jest podstawą bycia i ku zaskoczeniu odkryłam w sobie siłę, aby zburzyć ten mur i odkryć prawdę.

Różne

Zobacz mnie

Moje życie podzielone pomiędzy dwóch narcystów. Zastanawiam się, który kawałek był łatwiejszy?! Żaden. Z moją mamą ciągłe występy sceniczne, ona w roli głównej, rządająca ciągłej uwagi i oklasków. Manipulująca rzeczywistością i mną tak, aby pozostać na scenie, a mnie przydzielić do ponoszenia odpowiedzialności za to, co zrobiła. Kiedy tylko ja zaczynałam krzyczeć i prosić o bycie zauważoną dostawałam zaprzeczenie swoich uczuć. Pamiętam siebie z tamtego czasu mój ból i smutek. Byłam tak bardzo sfrustrowana obwinianiem siebie, byłam tak wewnętrznie poraniona i przerażona. A drugi etap, przeżyłam inaczej. Początkowo dramatycznie, a potem już coraz ciszej, coraz większa uległość i wycofanie. I brak nadziei na zmianę. Ciągła droga ku perfekcyjnej pani domu. To były lata spalania się, lata emocjonalnego terroru dla jednego zdania Tak córko WIDZĘ CIĘ i KOCHAM.

Idę ulicą i myślę, chcę umrzeć teraz, chcę po prostu się przewrócić i już. Czuję takie potworne zmęczenie, pustkę i totalny brak siły, aby żyć. Oddałam im wszystko i jestem sama. Doświadczyłam tego czego tak bardzo się bałam – odrzucenia, pominięcia i bycia niechcianą. Sparaliżowana strachem mam nauczyć się żyć na nowo. Nauczyć się, jak być sobą, jak widzieć siebie, jak kochać siebie. Teraz sama mam doświadczyć codzienności bez dbania o samopoczucie innych.

Jest mi trudno zobaczyć to, czego doświadczyłam, bo tak wiele wysiłku wkładałam w to, żeby nie widzieć. Wymazywałam z pamięci sytuacje, w których powinnam postawić granice, powinnam zadbać o siebie, krzyknąć. A ja uciekałam do swojej skorupy, skrzywdzona i bierna. Nie walczyłam, bo czułam, że nie warto próbować, że mi się nie należy, że grzeczna dziewczynka nie robi takich rzeczy, idealna żona i córka akceptuje i zbiera się i daje radę.

Kiedy byłam w liceum to był czas, kiedy powiedziałam dość, NIE. Założyłam glany, pofarbowałam włosy i piłam wino z gwinta. Próbowałam desperacko stać się zła, brzydka inna niż Ona. Trochę lat to trwało, ale słabło z każdym rokiem i poległo w momencie, kiedy spotkałam drugiego narcystę i się w nim szaleńczo zakochałam. Postawiłam go na piedestale, głęboko wierzyłam, że jest księciem na białym koniu i wygraną na loterii. I robiłam wszystko, aby utrzymać ten stan świadomości. Jakiekolwiek sygnały, zdarzenia, słowa, emocje, które mogłyby świadczyć o tym, że jednak jest inaczej, że może jednak jest nieobecny emocjonalnie i tak jak matka zaprzecza temu, co czuję i zawsze ma rację, były wypierane. Ja osoba zależna, on narcysta – idealnie dobrana para. Kiedy chciałam odejść on pakował mi walizki, a ja myślałam, że umrę jak odejdę i zostawałam. Płakałam, kiedy mnie odrzucał, wpadałam w czarną rozpacz i najgłębszą jej otchłań, a on spał spokojnie albo mówił, że to ja mam problem i mam zadzwonić do przyjaciółki.

Kolejna osoba, która utwierdzała mnie w poczuciu, że to ja jestem nienormalna i to ja mam coś nie tak w głowie skoro ciągle czuję się nieszczęśliwa. Po kilku latach pomyślałam, że może dziecko spowoduje, że będę nareszcie szczęśliwa, że spełnię się, że będę nareszcie kochana i ta jedyna idealna. Tak, pomogło na chwilę, na moment zapomniałam, zajęłam się maleństwem i zdusiłam to, co czułam. Przyszedł czas na drugie dziecko i wtedy się zaczęło. Mój dyskomfort i to, co siedziało w środku bulgotało z nieznośną intensywnością i nie pozwalało się zdusić. Pomimo moich wielkich starań i prób spychania, ciało nie słuchało i bolało coraz bardziej. Czułam, że potrzebuję zmiany. I zmiana przyszła nakręcała się powoli.

Różne

Strach

Kolejny raz budzę się o 3 rano, wymęczona i zrezygnowana. Budzi mnie strach. Myślę o tym, co zrobić ze sobą, z moim życiem, jaki jest następny krok. Boję się, bo to, co robię powoduje niezadowolenie u najbliższych osób w mojej rodzinie. A ja zawsze byłam grzeczna, tego mnie nauczono. “Słuchaj starszych” dźwięczy mi w uszach.

Dotykam mojego pierwotnego strachu o przetrwanie. Chcę żyć, ale nie umiem, tego zrobić bez współzależnej relacji, kontroli, huśtawek emocjonalnych i decydowania za mnie. Tak długo żyłam wsłuchiwaniem się w potrzeby innych, że teraz, kiedy udało się, odcięłam się odeszłam, gubię się w swojej wolności. Tracę czas na zastanawianie się, czego chcę, a jeśli podejmę już decyzję, rozmyślam, czy aby na pewno jest ona dobra.

Widzę małą dziewczynkę, która słyszy miliony głosów dookoła siebie, mówiących jej, co ma zrobić, a ona nie wie, kogo posłuchać. Moją dotychczasową strategią radzenia sobie w takiej sytuacji było wzięcie karty kredytowej i pójście na zakupy. Wydawanie pieniędzy powodowało, że świetnie odciągałam siebie od bolesnego tematu, dawałam sobie zastępcze zajęcie. Kupowanie, gromadzenie dawało mi poczucie, że zapełniam swoją pustkę, że mam nad czymś władzę i mogę decydować, dawało upust mojej frustracji. Miałam też inną opcje, sprzątanie. Byłam w tym perfekcyjna. Potrafiłam się tak napracować, że aż mnie wszystko bolało. Potem siadałam patrzyłam na to wysprzątane mieszkanie i myślałam sobie – jest pięknie. I było na zewnątrz.

Zewnętrznie tworzyłam idealną rodzinkę, piękny obrazek. Pamiętam zdziwienie na twarzach, kiedy mówiłam, że mój związek to przeszłość. Tak bardzo dbałam o to, co było widać, tak bardzo trzymałam się tej fasady w nadziei, że uda się, że przykryje to, co w środku na tyle dobrze, że nic nie wypłynie.

Dopiero teraz zauważam, łapię się na tym jak wiele chowam do siebie, jak wiele ukrywałam i nie mówiłam.

Dlaczego?! Bo moje wewnętrzne dziecko się bało, bo widziało przed sobą swoją przerysowaną mamę, ogromną i groźną, która była kategoryczna i surowa i taki model przełożyłam na swojego partnera. Dlatego milczałam, nie mówiłam o swoich potrzebach, kiedy wiedziałam, że nie spotkają się z aprobatą. Nauczona w dzieciństwie wsłuchiwania się w matczyne nastroje, doskonale wyczuwam, kiedy moje zachowanie wyrzuca kogoś ze strefy komfortu. Tak bardzo bałam się konfrontacji, spojrzenia w “groźne” oczy i usłyszenia “nie”. Nie potrafiłam też negocjować, najczęściej po usłyszeniu “nie” odpuszczałam sobie, chowałam się do wnętrza i tam po cichu i grzecznie żaliłam się nad sobą. Grałam ofiarę, odwracałam się od swojej siły, byłam dzieckiem, które jest bezwolne i poddane rodzicowi.

Taka postawa była też dla mnie wygodna, nie musiałam nic robić, nic z siebie dawać. Nie zmuszałam się do wykrzyczenia prawdy, powiedzenia swoich poglądów. Nie zmuszałam się do podejmowania własnych decyzji i własnych wyborów, za które musiałabym później wziąć odpowiedzialność. Wolałam oddać odpowiedzialność innym ludziom, a później mogłam usiąść i się żalić nad sobą i tym jak mam źle.

Mój strach panowała nade mną większość mojego życia, nie umiałam się bronić, stanąć za sobą, kochać siebie i dbać. A wymagałam tego od mojego partnera.

Wymagałam, ale czego?! Nigdy nie rozmawiałam z nim o tym jak ma wyglądać -miłość, opieka, troska, związek. Byliśmy dwójką dzieci bawiących się w rodzinę, każde miało jakiś pomysł na to jak ją tworzyć, ale nie potrafiliśmy rzeczowo negocjować. Potrafiliśmy się obrażać i dąsać i wycofywać do wnętrza, separować. Wszystko niedopowiedziane, zawoalowane i w domyśle. Tak bardzo nie chciałam wziąć odpowiedzialności za siebie, tak bardzo nie chciałam zapytać siebie, czego tak naprawdę chcę w życiu i konsekwentnie dążyć do tego. Chce mi się wyć i krzyczeć, tak bardzo siebie raniłam. JUŻ DOŚĆ!!!!

Rozumiem teraz, dlaczego kiedyś nie patrzyłam na siebie w lustrze, dlaczego nie lubiłam tego widoku. Tak bardzo nie dbałam o siebie, tak bardzo traktowałam siebie, jak moja mama traktowała mnie i siebie również. Tak bardzo drenowałam się z miłości i energii, odbierałam sobie moje Qi i dawałam innym. Błogosławię ten dzień, kiedy powiedziałam NIE i zaczęłam zmiany.

Różne

Choroba

Co chcę dziś powiedzieć, wydusić z siebie. Milczałam, bo strach spinał mi gardło, strach mówił zostań tu gdzie jesteś, nie chcesz znać całej prawdy, jak było. Nie miał racji, chcę, już czas.

Zobaczenie całego spektrum choroby rodzica jest bardo trudne. Zobaczenie tego, jakiej traumy i przemocy emocjonalnej doświadczyło się w dzieciństwie jest ogromną odwagą. Uświadomienie sobie i zaakceptowanie, że osoba z którą żyłam jest chorobą, a nie moją mamą dał mi ogromne poczucie ulgi i zrzuciło z moich pleców ciężar i smutek.

Poszłam, pozwoliłam przypomnieć sobie to szaleństwo w jakim żyłam i jakiego doświadczałam. Jak tylko świat wymykał się mojej mamie spod kontroli zamieniała się w niszczyciela, paliła wszystko i wszystkich, byle tylko nie czuć i znaleźć, kogoś kogo można obwinić za cały ten ból. Pamiętam, że chowałam się po kątach, że uciekałam w świat marzeń, że znikałam w innej rzeczywistości, uciekałam z ciała, albo byłam grzeczna do granic możliwości. Byłam przerażona i zamrożona, nie potrafiłam tego zrozumieć, ani też nie brać za to odpowiedzialności. Miałam cały system obronny, obwarowania i fosy konieczne do przeżycia. Nauczyłam się tak postępować, aby nie wytrącać jej ze stanu “spokoju”, który dawał mi wytchnienie. Tak, zrozumie to tylko ten, kto to przeżył, kto doświadczył siły, która jest ślepa i bezlitosna.

Pochylam się teraz nad tą małą dziewczynką, która tak bardzo nie rozumiała tego, czego doświadczała i nie wiedziała co robić, gdzie uciec i kogo prosić o pomoc. Pewnej nocy obudziłam się i poczułam jak wiele krzyku uwięziłam. Co chciałam wykrzyczeć: Przestań! nienawidzę cie! Spójrz na mnie! Zobacz mnie wreszcie! Zobacz jak cierpię!

Co może myśleć dziecko, które czuje nienawiść ze strony swojego rodzica i totalny brak akceptacji, a potem słowa; “kocham cię”? Co czuje dziecko, które jest obarczane winą za zdarzenia, za które nie jest odpowiedzialne? Brak pewności co jest prawdą, a co fałszem,?! Co jest dobre, a co złe?! Kim tak naprawdę jestem, tym kim przedstawia mnie rodzic, czy tym kim czuję się w środku??!! Tak naprawdę nie wiedziałam co czuję, po latach tak skrajnych emocji, byłam zagubiona.

Marzyłam o akceptacji ze strony mamy, zaufaniu i spokoju i o tym, że przestanie mi zamykać usta, żeby nie przypominać jej o jej bólu. Marzyłam o tym, że przestanie mnie wciskać w kostium blond laleczki z gładko uczesanymi włoskami i z wyprasowaną sukienką. Jak ja nienawidzę tego, rzygam tym, bo przez lata dawałam się wcisnąć w kostium obiadków niedzielnych i mszy. Wyjazdów na wakacje z mamusią, bo ona taka biedna i samotna. A gdzie byłam w tym JA!!! Przecież ona miała całe moje dotychczasowe życie. Nawet nie wyjechałam z kraju, bo kto by się nią opiekował. Byłam niewolnikiem bez krat, na własne urojone życzenie. Wyrywałam się z więzienia tylko na chwilę, cieszyłam się wtedy wolnością ale wracałam, nie umiałam już żyć poza nim. Marzyłam o tym, aby ktoś mnie uratował.

Byli rycerze, oj byli. Co jeden to lepszy i bardziej zawoalowany narcysta. I tak, dałam się “uratować” i przez długie lata wierzyłam w to, że to moja bajka. Byłam owinięta siatką kłamstw o sobie i o życiu, które miałam.

Poświęciłam lata aby odzyskać wiarę, że to co czuję, właśnie tym jest. Narcystyczna matka karmiła mnie zaprzeczaniem codziennie, tak skutecznie, że wierzyłam we wszystko, co powiedziała. Uwierzyłam, że jestem nieważna, niedoskonała, niezasługująca, że za mało się staram, za mało daję z siebie, za mało pracuję. Nakręciła moją wewnętrzną sprężynę. Wierząc w to, lgnęłam do toksycznych ludzi jak ćma do światła. A oni do mnie, bo dawałam im tyle opieki, ciepła, miłości i starania w zamian chcąc niewiele. Dostawałam od życia nie to, co chciałam dostać tylko to, co wpadło. Byłam ciągle kopana w tyłek, w pracy, w rodzinie, w życiu. Płakałam, bo byłam taka dobra, pomagałam wszystkim, poświęcałam się, nie stawiałam żadnych granic, robiłam to co chcieli inni, wierząc, że jeśli ich zadowolę spotkam z ich strony miłość i akceptację. Tak na prawdę, nie wiedziałam co to miłość, definicje uczucia miałam wymieszane w głowie, to czego doświadczyłam mieszało się, z tym co widziałam na ulicy, czytałam i oglądałam. Moje serce miało jakieś pragnienia i potrzeby ale nie potrafiłam ich odczytać. Tylko kiedy zamknęłam oczy, widziałam siebie szczęśliwą. W świecie realnym akceptowałam poniżanie i wyśmiewanie, wykorzystywanie myśląc WOW zauważono mnie jest dobrze, jak tylko pokaże jakie mam złote serce spłynie na mnie rzeka dobroci. Tylko ona nie przychodziła…

Różne

Odwaga

Sama nie wiem jak to się stało, że powiedziałam “nie mogę się spotykać z Tobą mamo, potrzebuję się zdystansować i wyleczyć”, nawet nie wiem czy to były te słowa. Stanęłam za sobą podczas kolejnej rozmowy, podczas której słyszałam ja Ciebie kocham i chcę się spotykać, ale nie akceptuję tego, że …. Kolejna rozmowa, podczas, której nie padały żadne wrogie słowa, żadne obelgi czy wyzwiska. Kolejna rozmowa, podczas, której moje serce wołało “już nie wytrzymam tego, przestań mnie torturować” Kolejna rozmowa, podczas, której słowa kłamały, a ciało zdradzało prawdę, którą moja mama próbowała ukryć przed światem, ale ja jej córka zna ją całą, w każdym najmniejszym calu i w każdej najmniejszej wariacji. Żyłam z nią od urodzenia, ba nawet w łonie ją znałam. Więc pękłam, nie dałam rady już dłużej próbować naprawiać, starać się, leczyć się i zmieniać. Pomimo całej mojej miłości oddania i troski musiałam to zrobić.

Moje serce pękło, bardzo bolało, tak bardzo poczułam, że całe moje życie błagałam o to, aby ona wybrała mnie, a nie swoje zasady, tak bardzo marzyłam, aby usłyszeć “córeczko jesteś cudem, kocham Cię nad życie”. Tak bardzo chciałam być wyjątkowa dla niej, chciałam być kimś, dla kogo zmienia się siebie i świat. Takiej zmiany nie było i nie ma. Nie usłyszałam upragnionych słów i moje serce zrozumiało, że nigdy tego nie poczuje, że tak się nie stanie. Kiedy piszę płaczę, bo wiem, że mimo tego, że leczę tę ranę to ona jest i odzywa się, kiedy robię kolejny krok ku wolności.

Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, dlaczego tak bardzo lubiłam filmy, w których bohater tak bardzo kochał, że decydował się na heroiczny czyn w imię miłości do swojej wybranki. Tak to były moje dziecięce i nie tylko marzenia.

Powiedziałam i co było dalej, pierwsze wrażenia bezcenne, duma i radość, tak stanęłam za sobą i obroniłam siebie. Akt wielkiej odwagi. A dalej poczułam, że nie wiem, co robić, w pierwszym odruchu chciałam wrócić do starego znanego schematu: przepraszam i poprawiam się, obłaskawiam, siedzę cicho.

Nie tym razem, nie mogę już tam wrócić, potrzebuję odnaleźć nową drogę. Wylały się emocje, poczucie winy, lęk o siebie, lęk przed konsekwencjami. Wydawało mi się, że kolejnego odrzucenia nie przeżyję. Czułam jak bardzo moje ciało jest zmęczone i zestresowane. Schowałam się w domu. Przestałam wychodzić, tylko czasami przemykałam bokami jak mysz z głową spuszczoną w ramiona. Bałam się pytań i ludzi, którzy je zadawali.

Potrzebowałam wiele miłości i delikatności, otaczałam się ludźmi, co, do których miałam pewność, że rozumieją i akceptują. A kiedy nadchodziły konfrontacje, pracowałam z każdą emocją, która się pojawiła. To nie było łatwe, czasami przerastało mnie, chciałam uciec na koniec świata. Wielokrotnie czułam się osaczona i zaszczuta, kiedy następował atak ze strony mojej mamy, czy kogoś z rodziny. Jednocześnie, czułam coraz większe zaufanie do siebie i do tego, że wreszcie mogę na siebie liczyć. Czułam jak dorastam i dojrzewam, staję się kobietą. Czułam, że staję się silna i niezależna, czułam, że staję się gotowa na spełnianie, tego, o czym marzyłam w zakamarkach, a nigdy głośno i odważnie.

 

Z tą siła przychodziło zrozumienie, że mam prawo do godnego i dobrego życia. Przychodziła też świadomość, na co pozwalałam i na co się zgadzałam, to boli i to bardzo. Przyjęcie do serca i wybaczenie sobie tych wszystkich chwil, kiedy pozwalałam się łamać w imię akceptacji i miłości!!!! Te wszystkie chwile, kiedy dawałam siebie na tacy, a ktoś brał a chwilę potem niszczył bez zastanowienia. Te wszystkie chwile, kiedy wierzyłam, że miłość to totalne oddanie drugiej osobie i bezwarunkowe posłuszeństwo. Te wszystkie chwile, w których nawet przez moment nie dawałam sobie prawa do obrony. W imię miłości zapomniałam o sobie, zapomniałam o swoich potrzebach. Przestałam ufać temu, co moje ciało i moja intuicja mówią, bo dałam sobie wmówić, że ktoś z zewnątrz wie lepiej. To wszystko we mnie krzyczało i prosiło o uwagę, wylewało się.

Różne

Córka

Życie z narcystyczną, czy niekochającą matką, to dla mnie, jak życie narkomana czy alkoholika. Ja to uzależniona, a matka to narkotyk. W naszej relacji dominowały skrajne emocje, dramatyczne odejścia i powroty, manipulacje, poczucie winy i toksyczny wstyd, a to wszystko było skropione czasem spokoju, kiedy żyłam nadzieją, że mi “przejdzie” i wreszcie docenię moją matkę i będziemy żyły długo i szczęśliwie.

Czytałam książki i uczestniczyłam w kursach, które miały mnie nawrócić i uświadomić. Na rozum, wiedziałam wszystko, tak to jest moje życie, to ja ustalam zasady, to ja jestem dorosła i mogę decydować o swoim życiu. Niby tak, tylko, dlaczego popełniałam te same błędy, dlaczego nie potrafiłam kochać kogoś, kto odwzajemniał moje uczucia, tylko wpadałam w relacje współuzależniające, czyli takie, które mnie nie karmiły.

Bardzo długą drogę przeszłam od świadomości, że coś jest nie tak, do rzeczywistego uznania moich ran i krzywd. Opierałam się przed tym z całych moich sił. Tak bardzo wierzyłam, w to, że to ja jestem problemem, że to ja mam się zmienić i naprawić. Działo się tak, dlatego, że nie potrafiłam powiązać poplątanych sznureczków, których początek mogłam odnaleźć jedynie w dzieciństwie. A ja przecież nic nie pamiętałam, poza kilkoma scenami z tatą.

Dorastając w Polsce chłonęłam poczucie, że matkę trzeba szanować i kochać, a córka ma być pokorna i grzeczna i właśnie z tymi przekonaniami na ustach, rozpoczęłam pracę nad sobą. Nie chciałam się doszukać winy w mojej mamie, szukałam przyczyny w sobie. Szukałam w sobie uchybień, ułomności i wad, które mnie doprowadziły do bycia złą córką, a później złą matką i żoną. W swojej świadomości w żadnej z tych ról nie byłam dobra. Początek mojej zmiany był obarczony ogromnym poczuciem winy, w głowie słyszałam tylko zmień siebie, a świat będzie piękny.

Jedna z książek, z którymi pracowałam przyniosła mi pytanie:, Czego wstydzę się najbardziej? Wstydzę się, że jestem złą córką. Aby przełamać swój wstyd, przeczytałam to swojej przyjaciółce, a jej reakcja na to, co usłyszała była dla mnie zaskoczeniem. Ona powiedziała, że nie zna lepszej córki ode mnie. Wymieniła mi, co robię dla swojej mamy i jak bardzo ją wspieram i się o nią troszczę. Zamarłam w bezruchu i osłupieniu. Nie wiedziałam, co powiedzieć, zalałam się łzami. Bycie złą córką było moją tożsamością, a ona to zakwestionowała. To tak, jakby ktoś odebrał mi sens mojego życia. Był to bardzo ważny moment mojego życia, ziarno zostało zasiane i zaczęło kiełkować.

Zaczęłam wiązać sznureczki i rozwiązywać największą zagadkę swojego życia. Zaczęłam rozumieć swoje reakcje, swoje emocje. Dotychczas uważane za bezpodstawne, teraz coraz bardziej adekwatne do sytuacji. Zobaczyłam jak bardzo ukryta była przemoc emocjonalna, której doświadczyłam. W pewnym momencie dotarło do mnie, że komunikacja to w 20% słowa, a pozostałe 80% to komunikat pozawerbalny. I to było to, te 80% sygnałów, które odbierałam, torturowały moje ciało i duszę.

To były moje stopery, które nie pozwalały być sobą. Wzrok, mina, czasem słowo i byłam pozamiatana. Nic nie zmienił fakt, że ja dorosłam i założyłam rodzinę. Borykałam się z tym przy każdym kontakcie. Byłam coraz bardziej przygnieciona tymi zachowaniami, bo nie znajdowałam już w sobie siły, żeby przechodzić nad tym do porządku. Moja frustracja wzrastała też w związku z tym, że nic, nie działało. Wyznaczałam granice, które były łamane. Komunikowałam swoje potrzeby, które były pomijane. Dostawałam jeszcze bardziej zawoalowaną przemoc emocjonalną. Czułam, że potrzebuję czasu dla siebie, czułam, że aby wyleczyć swoje rany muszę dać sobie wolność. I stało się, odważyłam się, stałam się dla siebie matką i opiekunką, postawiłam radykalną granicę, zerwałam kontakt z mamą.

Z moich marzeń o matce tli się we mnie jeszcze, że usłyszę jej akceptację dla mnie i mojego życia.

Różne

Odrzucenie

Kiedy myślę “odrzucenie” czuję dreszcz na całym ciele, tak wiele było go w moim życiu. Krok po kroku przyglądałam się sytuacjom i emocjom, które przyciągnęłam do swojego życia i uwalniam siebie. Wiem, że byłam odrzucana, dlatego, że sama odrzuciłam siebie i wiem też, że moja dusza dąży do integracji i do czasu, kiedy nie opłaczę tego odrzucenia i nie spotkam się z cieniem, będę odtwarzała traumę z dzieciństwa. Niemniej, boli jak cholera. Dziś spotkaliśmy się znowu, poczułam znajomy smutek w sercu.

Czym jest moje odrzucenie, jest matką, która mimo starań nijak nie umie kochać, która na tyle jest w rozsypce, że nie potrafi okazać swojej maleńkiej córeczce uwagi i miłości, której ta mała dziecina potrzebuje, aby żyć. Z odrzuceniem spotyka się miłość bezwarunkowa dziecka, które wie, że matka jest jego całym światem, początkiem i końcem, życiem i śmiercią. To pierwotne odrzucenie, które czułam od samego początku będąc córką narcystycznej matki, położyło cień na moje całe życie.

 

Dziś wiem, że dzięki temu urosłam i przebudziłam się, ale będąc małą dziewczynką, czy nastolatką moja prawda była zupełnie inna. Nawet teraz, pisząc te słowa, mam ochotę uciec od tych emocji, odwrócić głowę i powiedzieć, że nie było tak źle. Niestety dla mnie było źle, czułam się niekochana i odrzucana. Myślałam o śmierci. Chciałam zniknąć, przestać istnieć, żeby ból i smutek, który niosłam w sobie wreszcie się zakończył. Czułam, że moja mama chce ode mnie rzeczy niemożliwej. Cały czas czułam, że to, co daje, jest czymś niewystarczającym, jest za mało i nie tak. Moja mama chciała zapełnić swoją pustkę, mną. Wierzyła, że moje dostosowanie do jej potrzeb spowoduje, że nie będzie czuła swojego bólu. Wierzyła, że moja miłość w magiczny sposób naprawi to, co połamane.

Swoim zachowaniem pokazywałam mamie jak bardzo czuję się odrzucona, wliczam w to również nieporadną próbę samobójstwa. Jednak narcysta odbiera takie akty zupełnie opacznie, myśli, że to kolejny atak na niego, że to on jest ofiarą i tym, o którego trzeba zadbać. Kolejny raz mój wewnętrzny krytyk powiedział “jesteś do dupy”, “zmień się”. Kolejny raz to była MOJA wina, to JA miałam naprawić siebie, żeby nie drażnić mamy.

Moje dzieciństwo było dla mnie, na tyle nie do zniesienia, że wymyśliłam strategię przetrwania. Oddałam mojej mamie swoje ciało, które tak bardzo chciała ubierać w piękne sukienki, czesać, chciała, aby było idealne, grzeczne, uśmiechnięte i niesprawiające kłopotów, sztuczne. Dałam jej to w imię miłości i z nadzieją, że da nam to szczęście. Niestety, szczęścia nie było. Moja mama nadal była niezadowolona, a ja się pogubiłam. Nie wiedziałam, kim jestem, a kim nie. Nie wiedziałam, czego chcę. Byłam coraz bardziej nieszczęśliwa. Kiedy udawało mi się być poza jej kontrolą robiłam wiele szalonych rzeczy, chciałam, choć na moment zachłysnąć się życiem.

Z perspektywy, najsmutniejsze dla mnie było to, że traktowałam swoje ciało przedmiotowo i używałam go, aby zadowalać innych. Myślałam, że można zdobyć miłość sprzedając siebie i zapominając o swoich potrzebach. Pozwalałam mężczyznom na chamski żart, na poniżanie, na dotyk. Dopuściłam się nawet brania narkotyków, po to, aby uzyskać aprobatę. Jak obłąkana szukałam miłości, byłam pewna, że nie przeżyję kolejnego odrzucenia. Jednak to, czego się dopuszczałam bolało jeszcze bardziej. Nienawidziłam SIEBIE, miałam uruchomiony program AUTODESTRUKCJA, który zżerał mnie od środka.

Z biegiem lat, mój cień dopadał mnie coraz dotkliwiej, nie pozwalał się już spychać do odległych czeluści podświadomości. Obudziłam się…

Różne

Miłość

Jako nastolatka wielokrotnie, a właściwie stale dotykałam przekonania “nie umiem kochać” Wszechświat przysyłał mi mnóstwo sytuacji, które to potwierdzały. Prawa przyciągania nie da się oszukać 🙂 Niezadowolenie i frustracja mojej mamy była pierwszym i najsilniejszym potwierdzeniem, drugim potwierdzeniem były moje związki z chłopakami, które kończyły się krótko, po tym jak się zaczęły. A trzecim potwierdzeniem było niezadowolenie i nieustająca krytyka mojego rodzeństwa. To wszytko powodowało, że byłam koktajlem toksycznego wstydu, poczucia winy i totalnego braku miłości do siebie.

Mój wewnętrzny krytyk lub sabotażysta szalał, gadał jak najęty, jaka beznadziejna jestem i ile rzeczy mam w sobie zmienić, żeby w końcu zasłużyć na miłość, która była dla mnie jak raj obiecany, jak wyspa wiecznej szczęśliwości. Ta wizja była tak mglista i odległa, że aż nierealna i nieosiągalna. Dlaczego? Bo brałam całą winę na swoje barki, uważałam, że to, co słyszę o sobie jest prawdą i tylko prawdą. Ktokolwiek by mnie nie skrytykował brałam to do serca i rozdzierałam je jeszcze bardziej. Żyłam w programie “naprawię siebie, żeby zasłużyć na miłość”, a każde moje potknięcie oddalało mnie od celu, od spełnienia. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że może być inaczej, że wina może nie do końca jest tylko po mojej stronie.

 

Pamiętam awantury z mamą, wywołane moimi aktami niezależności tudzież aktami zawalczenia o siebie. To były fale tak potwornych emocji, ja płonęłam od frustracji i braku zgody, to było jak huragan, jak niszczycielska siła, która przechodziła przez moje ciało i burzyła wszystko. Był przeraźliwy krzyk, łzy i wołanie o pomoc. Nie wiedziałam wtedy, że wołałam o pomoc, nie wiedziałam też, dlaczego czuję to, co czuję. Nie potrafiłam znaleźć rozwiązania dla tych powtarzających się rozpaczliwych sytuacji.

Na wtedy, każda z tych kłótni kończyła się tak samo, PRZEPRASZAŁAM, albo wręcz błagam o wybaczenie. Przyduszona obezwładniającym poczuciem winny, że znowu zawiodłam, znowu okazałam się wadliwą beznadziejną i niedoskonałą córką, to był jeden z rodzajów potknięć, które oddalały moją wizję zatopienia się w matczynych ramionach i poczucia miłości bezwarunkowej. Po takich kłótniach pisałam listy, kartki, dawałam prezenty, prezenciki i I played small, grałam słabą, marną istotę, żeby już bardziej nie drażnić mamy, żeby w końcu być bliżej nagrody.

 

Niestety wokół mnie nie było dorosłej osoby, która otwarcie powiedziałaby, że to, co słyszę nie zawsze musi być prawdą, że jestem cudowna i mam wielkie serce. Co najważniejsze, nigdy nie usłyszałam, że mam prawo do swojego zdania. Kiedyś taką osoba był mój tato, kochał mnie bardzo i czułam to, niestety straciłam go bardzo szybko i pozostałam sama.

Podczas jednej z sesji terapeutycznych dotknęłam innego przekonania. Zobaczyłam, że miłość jawi mi się, jako więzienie, jako totalna zależność, totalne oddanie i wyparcie siebie.

Moja mama niczym Królowa Śniegu trzymała mnie przy sobie wabiąc słodyczami, czytaj manipulacją, a ja żyłam w przekonaniu, ze bez tych słodyczy umrę, przestanę istnieć. Słodycze to była ta wizja miłości, która miała nadejść, kiedyś tam, kiedy spełnię listę warunków. Alice Miller oświeciła mnie, któregoś dnia informując, że karmiłam się iluzją nazywa to “magiczne myślenie dziecka”. I tak było, nawet wtedy, gdy dorosłam, wierzyłam, że gdzieś tam na drugim końcu świata czeka na mnie moja wyspa, na której spotkam moją mamę, która mnie bezgranicznie i bezwarunkowo kocha. Ta bajka nie ma takiego zakończenia, ma happy end ale zupełnie inny….

Różne

Matka

Chcę się podzielić czymś bardzo osobistym wręcz ekshibicjonistycznym, a mianowicie relacją z matką. Urodziłam się w domu gdzie niepodzielnie panowała nacystka, więc musiałam znaleźć strategię przeżycia w tym klimacie. Wymyśliłam sobie strategię, do której tak przylgnęłam, że nie potrafiłam jej zmienić ani jako nastolatka, ani jako dorosła kobieta. Dopiero z przyjściem na świat moich dzieci zaczęłam czuć taką niewygodę i dyskomfort, ze powoli docierałam do punktu “zmiana”.

Moje życie było obarczone lepkim i toksycznym poczuciem winy, które nie opuszczało mnie ani na chwilę. Miałam na sobie piętno złej córki, która jest niedoskonała, niewystarczająca i ciągle narzekająca na matkę. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, byłam bardzo nieszczęśliwa i smutna, krzyczałam na moją mamę ale nie wiedziałam dlaczego, skąd i o co mi chodzi! A ta moja niewiedza była bardzo szybko wykorzystana, dostałam kolejną porcję poczucia winy, że robię awanturę nie wiadomo o co, a moja mama jest tak dobra i mi wybacza. Muszę tylko okazać skruchę podporządkować się i zapomnieć o swojej wizji życia.

Ten scenariusz był czymś stały w moim życiu, praktycznie żadnych zmiennych. Jak tylko próbowałam się uniezależnić, dostawałam porcję dezaprobaty i niezadowolenia, co budziło we mnie ogromną falę frustracji i wściekłości, jednak kiedy spotykałam się z łzami mojej mamy i informacją przecież ja cię kocham i robię to dla twojego dobra, mój akt samoobrony stawał się czymś strasznym, czymś co robi zła córka, niewdzięczna i niedobra. Więc wycofywałam się, chowałam się, zapominałam o sobie i wracałam do spełniania oczekiwań mamy. I tak przez lata….

Od lat wiem, że chcę prowadzić blog ale tak na prawdę nigdy nie wiedziałam o czym mogłabym pisać. Iskrą była moja przyjaciółka, która zderzyła się z siła mojej mamy, poczuła i zrozumiała jak wielkim wysiłkiem dla mnie musi być wyjście z tak toksycznej i trudnej relacji. I pisząc to myślę o córkach, które nie wiedzą jak wyjść, które nie spotkały na swojej drodze anioła, który pokazał im drogę wyjścia, drogę do siebie i wolności.