Nowa TyToksyczne dzieciństwo

PRZESTAŃ CIĄGLE PRZEPRASZAĆ!

 

Nie wiem, czy dla Ciebie ciągłe poczucie, że muszę przepraszać jest częścią Twojego życia, dla mnie tak zdecydowanie było. Przez lata miałam poczucie, że muszę przepraszać za swoje istnienie i zabieranie komuś czasu i przestrzeni.

Przepraszałam innych automatycznie i impulsywnie w różnych życiowych sytuacjach. A stało za tym ogromne poczucie winy, kiedy byłam po prostu sobą albo dbałam o swoje potrzeby i zajmowałam życiową przestrzeń.

 

Przepraszałam za:

  • Bałagan w moim domu
  • Kiedy ktoś w sklepie potknął się o mnie – nie z mojej winy
  • Za to, że proszę kogoś o zrobienie herbaty
  • Za to, że zabierałam czyjąś uwagę
  • Za to, że zwracam uwagę w restauracji, że np. jedzenie jest zbyt słone

Jak w większości przypadków taka postawa wiąże się z naszym dzieciństwem. Jest to związane z przekonaniami, które mamy w naszej podświadomości dotyczącymi naszej samoakceptacji. Im więcej w naszej przeszłości doświadczałyśmy odrzucenia i braku akceptacji ze strony naszych rodziców i opiekunów, tym więcej w nas poczucia, że to co robimy jest niewłaściwe. Oczywiście jest to również związane z doświadczaną w dzieciństwie przemocą, która w ogromnym stopniu zmienia to jak patrzymy na siebie oraz to jak siebie traktujemy.

 

Niewątpliwie nasze środowisko, które również ma duży wpływ na nas w dzieciństwie i później nie wpiera asertywności w dzieciach i młodzieży i wyrażania potrzeb oraz naszych preferencji.

Nasze nadmierne przepraszanie może również być oznaką tego, że boimy się konfliktu, czy konfrontacji. Biorąc winę na siebie i przepraszając bierzemy jednocześnie odpowiedzialność za coś co, nie jest nasze. Robimy to często po to, aby problem zniknął i dzięki temu unikamy postawienia granic.

Stoi za tym jednak coś bardzo ważnego, jeżeli tak robimy dajemy sobie sygnał, że nasze potrzeby nie są ważne, my nie jesteśmy ważne! Oczywiście w dzieciństwie była to dla nas strategia obronna i była nam potrzebna do tego, abyśmy przetrwały, jednak w życiu dorosłym poprzez taką postawę krzywdzimy siebie.

 

W jaki sposób nadmierne przepraszanie wpływa na Twoje życie:

Jeżeli nadmiernie przepraszasz w relacji, czy związku to pokazuje brak równowagi, stawia nas to niżej niż druga osoba. Takie zachowanie powoduje, że nasze poczucie wartości krok po kroku jest osłabiane i czujemy bezsilność. Oczywiście to przekłada się na każdy aspekt naszego życia.

To my pokazujemy innym jak mają nas traktować, jeżeli przepraszamy za rzeczy, które nie są naszą odpowiedzialnością pokazujemy innym, że nasze potrzeby, nasze granice nie są ważne.

Niszczy naszą wiarygodność i stawia nas w pozycji podporządkowanej. Taką postawą oddajemy naszą moc.
Buduje się w nas niepewność i zwątpienie w siebie i swoje prawa. Bardzo często nie potrafimy jasno i asertywnie komunikować innym swojego zdania i swojego punktu widzenia. Chowamy się przed światem.

Polegamy na zewnętrznej aprobacie i akceptacji, taka postawa może pokazywać, że czekamy na pozwolenie ze strony kogoś z zewnątrz, aby być sobą, zająć przestrzeń i wypowiedzieć swoje zdanie i opinię.
Blokuje nasz rozwój. Przepraszając, pokazujemy jak niewiele potrzebujemy, stajemy się niewidzialne, a tym samym może to spowodować, że nie będziemy brane pod uwagę w pracy, czy domu.

 

 

 

Wilczyco, jeżeli to brzmi dla Ciebie znajomo mam dla Ciebie wsparcie w postaci trzech kroków, które mogą Ci pomóc w nadmiernym przepraszaniu.

 

1. Spójrz w przeszłość i zacznij pracę nad swoimi ranami z dzieciństwa. Dzięki temu dotrzesz do tego, co spowodowało, że żyjesz przepraszając za to.

Pytania dla Ciebie:

Jaka jest Twoja pierwsza reakcja, kiedy ktoś mówi „NIE”?

Czy mogłaś wypowiadać swoje zdanie, kiedy byłaś dzieckiem?
Jeżeli nie, jaka była reakcja rodziców/opiekunów?

Czy jako dziecko mogłaś stawiać jakiekolwiek granice?

Jakie inne doświadczenia ukształtowały Twoje spojrzenie na siebie i Twoją przestrzeń osobistą oraz Twoje prawa?

2. Bądź uważna na sytuacje, w których przepraszasz.

Zacznij od bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie zastanów się co jest dla Ciebie „wyzwalaczem”. Czyli jaka sytuacja, jakie słowa, czy zachowanie powoduje, że przepraszasz za coś co nie jest Twoją odpowiedzialnością. Zastanów się, czy zachowujesz się tak w stosunku do każdego, czy dotyczy to niektórych osób.

3. Zacznij zamieniać słowo „przepraszam” na zdania w których komunikujesz swoje zdanie.

Zamiast przeprosić kogoś za to, że masz problem i prosisz o pomoc. Powiedź: „Dziękuję za Twoją pomoc.” Zamiast przepraszać za swoje spóźnienie powiedz: „Dziękuję, że poczekałaś na mnie”. Zastąp słowo przepraszam – wdzięcznością.

Pamiętaj też o tym, że nawet jeżeli powiesz przepraszam i dopiero w tym momencie złapiesz się na tym możesz wybrnąć z tego mówiąc:
“Wiesz, chciałam powiedzieć, że jestem Ci wdzięczna za Twoje wsparcie.” Myślę, że ta świadomość będzie dla Ciebie dużym wsparciem.

 

Wilczyco pamiętaj proszę o tym, że zmiana naszych schematów postępowania to proces, którego zmiana wymaga czasu. Dlatego warto, abyś pamiętała o wdzięczności dla siebie za podjęte działania i trud. Pamiętaj proszę o tym, że #idziemyrazem i że jesteś niesamowita!

Nowa TyToksyczne dzieciństwoToksyczne związki

GRANICE

Kilka sposobów na wzmocnienie granic.

 

Temat granic powraca do mnie w Waszych mailach wielokrotnie. Jest to temat z pozoru łatwy jednak jeżeli w dzieciństwie nie miałyśmy przestrzeni na podejmowanie prób, a nasze granice były naruszane wtedy też w dorosłości potrzebujemy często zacząć naukę od początku. Przede wszystkim ważne jest zrozumienie tego, że granice są po to, abyśmy nauczyły mówić „NIE” kiedy zbliża się coś czego nie chcemy, nie tolerujemy i nie akceptujemy w naszym życiu. To może być problemem ponieważ dorastając w takim domu, w którym nie ma akceptacji dla naszych granic nie uczymy się tego, co jest dla nas ważne, akceptowalne albo to lubimy, a czego nie.

Dlatego też chcę Cię wesprzeć w tym procesie i podpowiedzieć w jaki sposób możesz się wzmocnić.

 

1. Upodobania

Daj sobie przestrzeń do testowania tego, co lubisz i tym samym nie lubisz w swoim życiu i jego odsłonach. Testuj jedzenie, sposób ubierania, zainteresowania, spędzanie wolnego czasu. Zrób sobie listę tego, co lubisz w swojej pracy i w swoim życiu, a czego nie tolerujesz. Zauważ co jest z Tobą od lat i nadal wzbudza to w Tobie ciepłe uczucia i masz ochotę to robić.
Jest to prosty sposób na budowanie świadomości tego kim jesteś, a kim nie jesteś. Co cenisz w życiu, a czego nie. Dzięki takim prostym działaniom zaczniesz poznawać siebie.
Co zaowocuje tym, że w sytuacji w której otrzymasz zaproszenie, propozycję, czy ofertę poczujesz czy jest to dla Ciebie.
Pamiętaj też o tym, że niektóre rzeczy są dla nas oczywiste i proste inne są trudniejsze do odkrycia i czasami będzie Ci trudno podjąć decyzję. Ważne, abyś próbowała w miarę swoich możliwości i dawała sobie przestrzeń do wyciągania wniosków bez oceniania tych prób jak błędów.

 

2. Wartości

 

Nasze zwartości albo też zasady według których żyjemy są niesamowicie ważne, ponieważ znając je pozostajemy ze sobą w prawdzie i w szczerości. Postępując w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami dajemy sobie znać, że jesteśmy ważne same dla siebie. Nasze dobro jest dla nas priorytetem. Zastanów się proszę co na przestrzeni Twojego życia raniło Cię, sposób w jaki byłaś traktowana przez rodziców, przyjaciół i oczywiście Twojego partnera, męża. Zapisz sobie w dzienniku czego doświadczyłaś, a czego tak naprawdę w głębi siebie potrzebowałaś.

3.Nie

Kolejnym krokiem jest zauważenie tego, co funkcjonuje w Twoim życiu z tej listy, którą stworzyłaś w swoim dzienniku. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwym zadaniem, ponieważ wymaga od Ciebie dużej szczerości ze sobą. Nie chciałabym też, abyś załamywała się, czy myślała o sobie źle. Pamiętaj, że to jak umiesz bronić siebie i swoich wartości jest efektem tego, jak byłaś traktowana przez rodziców i na ile miałaś przestrzeń do nauki bycia sobą. Jeżeli widzisz takie sytuacje w swoim życiu zastanów się proszę nad tym w jaki sposób możesz małymi krokami zmienić je. Zdaję sobie sprawę, że może pojawić się strach i opór albo też poczucie, że nie dam rady.
Dzięki temu, że powiesz „NIE” przestajesz w tym uczestniczyć, nie ma Twojej zgody na takie traktowanie i zachowanie. Dzięki temu wzmacniasz się i odblokowujesz swój głos.

 

 

4. Emocje

Wsłuchując się w emocje uczysz się słuchać swojego ciała i intuicji. Dzięki temu sygnały jakie otrzymujesz ze swojego wnętrza są coraz głośniejsze i bardziej rozpoznawalne dla Ciebie. Jeżeli nauczysz się słuchać i akceptować swoją złość będziesz wiedzieć, gdzie są Twoje granice. Jeżeli masz problemy z kontaktowaniem się ze swoimi emocjami zapraszam Cię do pracy z kursem „Poznaj swoje emocje, sekret życia w równowadze” . Dzięki temu odblokujesz swoje emocje, dasz sobie na nie pozwolenie i nauczysz się rozumieć to, co one chcą Tobie powiedzieć.

 

5. Działanie

To bardzo ważne, abyś zaczęła działać, niezależnie od tego na jakie działania jesteś gotowa. Możesz zacząć od drobnych granic w swoim domu albo w pracy. Zastanów się, który obszar Twojego życia jest dla Ciebie łatwiejszy i komu jest Ci łatwiej postawić granice. Możesz wyznaczyć sobie termin i zrobić plan, zapisać w dzienniku od czego chcesz zacząć. Aby sobie odrobinę ułatwić to zadanie spróbuj sobie wyobrazić jak Twoje życie będzie wyglądało z tą granicą? Pozwól sobie na marzenia, bez zobowiązań i spięcia pozwól sobie na wyobrażenia. Jeżeli jest Ci trudno spójrz na kogoś kogo znasz i wiesz, że ta osoba stawia granice, zobacz jakie ma życie i jak się w nim czuje. Może to będzie dla Ciebie inspiracją.
Dzięki temu, że zaczniesz stawiać granice i tym samym mówić sobie „TAK” zaczniesz się czuć coraz lepiej ze sobą.

6. Wstyd/poczucie winy

Jeżeli pojawia się poczucie winy albo też wstyd, po tym jak postawisz granice to znak, że Twoje wewnętrzne dziecko potrzebuje pomocy i wsparcia. Zapytaj sama siebie o to, co czujesz i jakiej sytuacji z przeszłości to dotyczy. Pozwól swojemu wewnętrznemu dziecku na to, aby poczuło emocje, które są z tym związane. Stwórz dla niego w swoim wnętrzu przestrzeń na poczucie zranienia związanego z tą sytuacją. Początki w stawianiu granic nie są łatwe ponieważ są wbrew temu, co nasz mózg uznaje za bezpieczne dla nas i powoduje to uruchomienie wewnętrznego krytyka, który próbuje nas zatrzymać. Wtedy też pojawia się w nas dyskomfort i naszym zadaniem jest wytrwanie w nim, stanięcie przy sobie, pozwolenie sobie na odczucia. Im częściej pozwolimy sobie na to i będziemy się wspierać, tym ten dyskomfort będzie się zmniejszał.

 

7. Prawda

Mówienie prawdy głośno jest ogromnym wyzwaniem jeżeli boimy się odrzucenia. Jednak myślę, że jest to jedyna droga do tego, aby pokazać innym jak chcemy być traktowane. Mówienie prawdy powoduje, że bierzemy pełną odpowiedzialność za nasze życie i szczęście.
Mówienie o swoich wartościach i prawdzie nie jest również proste jeżeli boisz się konfrontacji i nauczyłaś się ich unikać i było to dla Ciebie sposobem na uchronienie siebie i innych przed zranieniem. W tym zadaniu pomoże Tobie praca nad sobą, a w szczególności praca z wewnętrznym dzieckiem i emocjami. Dzięki tej pracy uznasz swoje krzywdy i rany, opłaczesz je, a to wzmocni Cię i pomoże Tobie w zadbaniu o siebie. Co zaowocuje tym, że będziesz się czuła dużo lepiej sama ze sobą i tacy ludzie zagoszczą w Twoim życiu.

8. Moje granice

Wiele z Was pytanie mnie o to, co możemy zrobić jeżeli ktoś nie szanuje moich granic. To co najważniejsze mamy zadbać o siebie w taki sposób jaki będzie zgodny z moimi wartościami. Jeżeli w relacji, które nie słucha moich granic, ignoruje je to tym samym daje nam znać, że powinniśmy podjąć dalsze kroki do tego, aby poczuć się bezpiecznie. Nie mam na myśli tego, abyś zmuszała kogoś do tego, aby uznał Twoje granice. Myślę o tym, abyś się odseparowała po to, aby poczuć się bezpiecznie. Oczywiście są niektóre sytuacje, kiedy nie możemy zerwać relacji jednak nadal możemy odseparować się i nie reagować na próby wciągnięcia nas do kłótni, czy innych zachowań, które są dla nas krzywdzące.

Mam nadzieję, że artykuł oraz nagranie przybliżyły Tobie kwestię granic i pomógł Tobie w zrozumieniu tego procesu otwierania się na stawianie granic. Wiem, że temat granic nie jest łatwym tematem. Stawianie granic wymaga od nas odwagi spotkania się z emocjami i przekonaniami, które nas przed tym blokują.

Jeżeli szukasz wsparcia w pracy z granicami pamiętaj proszę, że stworzyłam narzędzie do samodzielnej pracy nad nimi, czyli kurs online “Stawiam granice, czyli jak zadbać o siebie”

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

POŁUDNIE Z WILCZYCĄ | DYSOCJACJA

 

Bardzo wiele osób doświadcza dysocjacji w swoim życiu. Co więcej każdy człowiek może doświadczać dysocjacji na swój sposób, symptomy mogą się różnić. Jeżeli doświadczasz dysocjacji możesz czuć się odłączona od siebie i świata, który Cię otacza. Możesz też czuć się odłączona od swojego ciała i mieć poczucie, że świat, który cię otacza jest nierealny.

Dysocjacja jest sposobem naszego umysłu na poradzenie sobie z odczuwanym stresem, który może się pojawić podczas traumatycznego doświadczenia.

 

Możesz doświadczać dysocjacji przez krótki czas np. kilka godzi, czy dni lub dużo dłużej, przez tygodnie lub miesiące.

Jeżeli doświadczamy dysocjacji przez długi czas, szczególnie jeżeli doświadczałyśmy jej w młodości, wtedy też możemy rozwinąć zaburzenie dysocjacyjne. Co wiąże się między innymi z tym, że dysocjacja jest obecna dużo częściej w naszym życiu i jest często naszym głównym sposobem radzenia sobie ze stresującymi sytuacjami.

Możesz doświadczyć dysocjacji jeżeli:

  • jesteś w bardzo stresującej dla Ciebie sytuacji i jest to naturalna reakcja na stresującą sytuację
  • przeżywasz traumatyczne wydarzenia w twoim życiu, którego nie możesz kontrolować
  • jest to dla Ciebie sposób na skupienie się i wyciszenie
  • borykasz się z problemami związanymi ze zdrowiem psychicznym np. depresją, lękiem, schizofrenią, zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym, czy borderline – zaburzenie z pogranicza
  • jesteś w toksycznej relacji i doświadczasz przemocy
  • bierzesz leki, których skutkiem ubocznym jest dysocjacja

 

Dla wielu osób dysocjacja jest mechanizmem, który pojawia się i odchodzi. Jednak, kiedy doświadczamy traumy w dzieciństwie bardzo często w konsekwencji naszych przeżyć borykamy się ze złożonymi objawami stresu pourazowego CPTSD. Wtedy dysocjacja może stać się dla nas mechanizmem obronnym, którego używamy nawykowo w sytuacji, kiedy pojawiają się emocje, które były dla nas zagrożeniem, czyli były nieakceptowane, odrzucane, czy też zawstydzane przez naszych rodziców i opiekunów.

 

Doświadczając dysocjacji odcinamy się od naszego ciała, następuje rozłam pomiędzy psychiką, a ciałem. Często dzieje się tak już w dzieciństwie, jednak nie zawsze, czasami doświadczamy dysocjacji w dorosłości. Może się to wiązać z relacją, w której jesteśmy, a która jest toksyczna. A doświadczana przemoc wywołuje ogromny stres. Wtedy dysocjacja staje się naszym sposobem na przetrwanie. Będąc w stanie dysocjacji możesz mieć poczucie, że pewne rzeczy dzieją się dookoła Ciebie, tak jakbyś nie miała z nimi łączności.

Możesz też doświadczyć:

 

  • amnezji, czyli utraty pamięci, możesz utracić wspomnienia swoich doświadczeń i przeżyć, luki w pamięci
  • wrażenie funkcjonowania poza własnym ciałem lub umysłem, oderwanie od samej siebie
  • poczucie wyobcowania albo też poczucie odłączenia od świata
    możesz nie mieć poczucia tego kim jesteś
  • możesz zmienić swoją tożsamość, pamiętając albo też nie swoją starą tożsamość
  • możesz utracić kontrolę nad swoim ciałem, poruszanie się

 

Odczucia mogą być z Tobą tak długo jak doświadczasz sytuacji, okoliczności, które wywołały ten stan albo też możesz wyjść ze stanu dysocjacji szybciej.

Odcięcie od emocji i zatopienie w marzeniach zdarza się wielu z nas, możemy się również zatopić w książce, czy filmie do tego stopnia, że zapomnimy o tu i teraz. Jest to częścią naszego życia. Jednak jeżeli dysocjacja staje się tak częsta, że wpływa na naszą codzienność oraz na nasze funkcjonowanie, wtedy potrzebujemy poszukać wsparcia.

 
Przede wszystkim warto zastanowić się nad tym dlaczego odcinam się i uciekam? Jakim problemów w moim życiu nie chcę widzieć?

Dysocjacja, która dominuje nasze życie może w destrukcyjny sposób wpłynąć na nie. Może uniemożliwić nasz proces zdrowienia z przeżytej traumy oraz stać się problemem sama w sobie.

Całym sercem polecam Wam film, który obejrzałam wielokrotnie ponieważ jest dla mnie ogromnym wsparciem, a który porusza temat dysocjacji i życia z pozycji przetrwania. Niesamowita historia „Sekretne życie Waltera Mitty”.

Leczenie dysocjacji wiąże się ze zmierzeniem się z przeżytą traumą i tym w jaki sposób wpłynęła na nasze życie. Poznanie naszych ran, opłakanie ich i zaopiekowanie się sobą.

#idziemyrazem

Nowa Ty

Praca z intencją

 

Kilka dni temu mówiłam o tym, że w swojej wewnętrznej podróży wykorzystuję intencję. Jest dla mnie wsparciem w mojej wewnętrznej pracy. Wiele z Was dało mi znać, że jesteście zainteresowane tym tematem. Chcę się z Wami podzielić tym, jak ja nauczyłam się z nią pracować i co mi to daje.

 

Intencja to według Wikipedii to świadomy proces umysłowy polegający na aktywnym stosunku umysłu wobec jakiegoś problemu (sytuacji), w wyniku czego pragnienia przekształcają się w potencjalny plan działania. Świadome zamierzenie, zamiar, zamysł, cel, motyw działania; myśl przewodnia, chęć, pragnienie.

 

Dla mnie intencja jest początkiem do realizacji, każdego mojego marzenia i pragnienia. Jest to dla mnie niesamowita siła, która pomaga mi w realizacji wszystkich moich potrzeb, niezależnie od tego, czy dotyczy to leczenia moich wewnętrznych ran, mojej relacji z pieniędzmi, mojej relacji z dziećmi, mojej pracy, czy związku.

 

Zresztą intencja to nie tylko początek tych wielkich rzeczy, jeżeli decydujemy się na zrobienie obiadu to również zaczyna się od naszej intencji.
Mamy potrzebę, a więc jest i intencja. Kolejnym rokiem jest nasza wola do zrobienia czegoś, a na końcu jest nasze działanie.

 

 

Intencje od lat są dla mnie ogromnym wsparciem, ponieważ pozwalają mi się zmierzyć z moim oporem, który jest wynikiem moich doświadczeń z dzieciństwa.

 

Dorastając w domu w którym nie czułyśmy się bezpiecznie, byłyśmy wychowywane poprzez krytykę i odrzucanie uczymy się tego, że realizacja naszych pragnień jest czymś, co zagraża naszemu bezpieczeństwu. Dbanie o siebie sprawia ból. Dlatego, jako dorosłe kobiety mamy opór przed zaspokajaniem naszych potrzeb i wprowadzaniem miłości do swojego życia.

 

Intencja wspiera w pracy z oporem ponieważ dajemy sobie impuls do tworzenia tego, co jest naszym pragnieniem. I siejemy ziarenko, które będzie wzrastać i kierować nas tam, gdzie rezyduje nasz strach.

 

Co jest potrzebne na drodze od zasiania ziarna do spełnienia naszego pragnienia?

 

Uważność i samoświadomość

Budowanie naszej świadomości siebie i tego, co się dzieje w naszym wnętrzu. Świadomość tego, jaki dialog wewnętrzny jest w danym momencie częścią naszego życia. Uważność na to, co czuję i co dzieje się w związku z tym w moim ciele. Czy jestem świadoma tego, co naprawdę czuję?

 

Taką uważność budujemy poprzez codzienny kontakt ze sobą, skanowanie naszego ciała i skupianie się na drobnych sygnałach, które z niego do nas dochodzą. Jest to również uważność na to jaki mamy nastrój w ciągu dnia. Pytanie siebie, dlaczego tak się czuję oraz oczekiwanie na odpowiedź, która czasami przychodzi po czasie.

 

Naszą uważność i samoświadomość buduje również nasz kontakt z wewnętrznym dzieckiem, wewnętrznym krytykiem oraz wewnętrznym rodzicem. Dzięki temu odnajdziemy te miejsca w który rezyduje nasz opór. Nasze wewnętrzne przekonania oparte o nasze doświadczenia z dzieciństwa, które mówią nam o tym, że nie zasługujemy na miłość, albo też to kim jesteśmy to 

za mało, może też brzmieć tak: ja i moje potrzeby są nieważne.

 

 
Spotkanie z oporem

Jeżeli wsłuchamy się w to, co mówi i podszeptuje nasz wewnętrzny krytyk zrozumiemy swój wewnętrzny opór. Dlatego praca z tą częścią naszej psychiki jest tak ważna dla naszego dobrostanu i samoświadomości. Nasz krytyk sieje pewne przekonania i zasady, które były pomocne w naszym dzieciństwie, kiedy nasze życie było zagrożone i narażone na porzucenie, zaniedbanie i odrzucenie ze strony rodziców. Jednak nasza przeszłość jest już za nami dlatego tak ważne jest spotkanie z naszym krytykiem i praca nad naszymi nowymi przekonaniami.

Kontrola

Puszczenie kontroli, która jest częścią naszego życia, ponieważ daje nam złudne i tymczasowe poczucie bezpieczeństwa. Jednak kontrolując wchodzimy w nasze stare programy i schematy. Co więcej kontrola nie pozwala nam poczuć pewnych emocji, które właśnie ta kontrola zasłania i ochrania. Jest to również strategia, która była nam potrzebna w dzieciństwie, jednak w dorosłości przynosi nam ból i odtwarzanie tych samych schematów. To, co może wracać do nas to odrzucanie niepewność, która tak bardzo przypomina nam o tym, co było w przeszłości. Chcemy być pewne tego co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc. Boimy się niepewności. Warto, abyś zauważyła, gdzie najbardziej trzymasz się kontroli jako sposobu na zapewnienie sobie poczucia bezpieczeństwa? Gdzie boisz się dopuścić świadomość tego, że życie jest w pewien sposób poza naszą kontrolą? Gdzie nie wierzysz, że jak puścisz kontrolę to dasz sobie radę?

 

Medytacja

Najlepszym momentem na to, aby wprowadzić intencje do naszego życia jest moment, kiedy zakończymy medytować. Jest to czas, kiedy nasz strach i opór są wyciszone. Warto, abyś codziennie po medytacji czy to porannej, czy przed pójściem spać dała sobie kilka minut na to, aby pomyśleć o swojej intencji.

 

Kurs 8 kroków do siebie – ulecz toksyczny wstyd stworzyłam właśnie dla tych z Was, które nie zbudowały kontaktu z wewnętrznym krytykiem, wewnętrznym dzieckiem i nie mają w sobie tyle miłości na ile zasługują. Pamiętaj, że do 28 listopada 2020 możesz wykupić ten kurs w promocji. Zajrzyj TUTAJ.

Wilczyco pamiętaj #idziemyrazem

 

Zdjęcie: Unsplash

Toksyczne związki

Leczenie skutków narcystycznej przemocy

 

Ofiary narcystycznej przemocy żyją na polu walki, gdzie doświadczają wielu form kontroli i manifestacji siły użytych przeciwko nim. Ich codzienność to zastraszanie na poziomie emocjonalnym, fizycznym i psychicznym. To nie wszystko doświadczają także izolacji, przymusu, przemocy finansowej, seksualnej oraz fizycznej.

 

Żyjąc w relacji z osobą narcystyczną poczucie zagrożenia jest nieodłączną częścią życia. Co więcej doświadczana przemoc najczęściej narasta z czasem.

 

Ofiara staje się coraz bardziej zależna ponieważ osoba narcystyczna poprzez kontrolę i kreowanie sytuacji w których ofiara jest coraz bardziej zależna demonstruje swoją siłę. To z czasem wywołuje w ofierze coraz większe poczucie bezsilności, które powoduje niepewność i chaos.

 

Do poczucia bezsilności dokłada się niewątpliwie nieprzewidywalność osoby narcystycznej oraz brak zrozumienia ze strony ofiary oczekiwań i reakcji osoby narcystycznej. Nawiązuję tutaj do cyklu przemocy jaki jest obecny w relacji z osobą narcystyczną.

 

Cykl przemocy to:

1. BUDOWANIE NAPIĘCIA
Etap, który trwa od kilku minut do tygodni. Jest to faza w której narasta napięcie. Osoba, która stosuje przemoc może coraz bardziej czuć się ignorowana, porzucona, źle traktowana. To poczucie może powodować, że jej oczekiwania będą nie do zaspokojenia, może obrażać ofiarę werbalnie, krzyczeć. To napięcie powoduje, że ofiara czuje się coraz bardziej zalękniona, niespokojna i chodzi na palcach po to, aby nie sprowokować wybuchu przemocy.

2. ZDARZENIE
Ofiara mówi lub robi coś, co powoduje, że sprawca wybucha i dąży do zdominowania ofiary stosując przemoc. Robi to stosując przemoc słowną, fizyczną lub seksualną.

3. POJEDNANIE
podczas tego etapu sprawca przemocy może czuć skruchę, może też podejmować próby pojednania: kupując kwiaty, czy też inne prezenty, zabieranie na kolacje, wspólne spędzanie czasu. Sprawca może również składać obietnice o zaprzestaniu przemocy. Natomiast ofiara cały czas czuje się upokorzona, dominuje w niej lęk i brak zaufania, jest w szoku. Rozważa co zrobi, często pozostaje w relacji z powodów zależności i poczucia bezradności w sferze finansów albo też dzieci.

4. SPOKÓJ
Jest to etap miesiąca miodowego, podczas którego sprawca jest miły, spokojny, w pewnym stopniu wraca do relacji to, co było na samym początku. To powoduje, że ofiara przemocy wraca do poczucia, że jednak jej ukochany się zmienił i naprawdę niedawny wybuch był tylko chwilowy. Ma poczucie, że wszystko wróciło i jest w relacji w której jest miłość i bliskość. Życie we dwoje jest znowu piękne i pełne nadziei.

Cykl przemocy zaczyna się od początku.

 

Sytuacja w której przemoc powtarza się powoduje aktywację naszych schematów z okresu w którym jako dzieci doświadczałyśmy przemocy. Co powoduje, że w naszym wnętrzu aktywują się mechanizmy obronne po to, aby pomóc nam poradzić sobie z lękiem o przetrwanie, który jest aktywowany.

 

Ofiara czuje się zagrożona, aby przetrwać, obniżyć uczucie zagrożenia i dysonans poznawczy ucieka się np. do usprawiedliwiania, okłamywania siebie, przywiązania się do sprawcy przemocy, cofnięcie się do strategii przetrwania wykorzystywanych w dzieciństwie. Mechanizmy stosowane przez ofiarę to sposób na przetrwanie tego chaosu i sytuacji zagrożenia są w większości mechanizmami nieświadomymi, czyli ofiara nie wie, że wykorzystuje je w danym momencie.

 

Leczenie skutków przemocy to złożony proces, który zajmuje nam dużo czasu. Rzeczą, która nie pomaga nam w tym procesie jest widok osoby narcystycznej, która dobrze sobie radzi i cieszy się życiem. Natomiast ofiara narcystycznej przemocy jest w żałobie, rozbita i obolała. To, co dominuje w ofierze to poczucie niezrozumienia po doświadczonej przemocy przy jednoczesnym staraniu i zabieganiu ofiary o sprawcę.

 

Ofiary narcystycznej przemocy bardzo często borykają się ze złożonymi objawami stresu pourazowego, których leczenie wymaga specjalistycznego i terapii, które są pełne empatii, wrażliwości oraz takich, które doprowadzą do spotkania z wewnętrznymi ranami i wesprą proces ich leczenia.

Jeżeli borykasz się z objawami złożonego stresu pourazowego zapraszam Cię do dołączenia do Wilczego Stada, w którym znajdziesz obszerne materiały dotyczące pracy z tymi objawami.

 

To co jest niesamowicie ważne w procesie leczenia naszych ran to przejście żałoby. Mam nadzieję, że miałaś okazję obejrzeć film w którym mówię o etapach żałoby. Pamiętaj proszę o tym, że proces żałoby nie jest procesem liniowym, co oznacza, że jego etapy mogą się ze sobą mieszać i występować w różnej kolejności. Wiąże się to z Twoją gotowością na poczucie pewnych emocji i dopuszczenie do siebie przeżyć oraz ich skutków, czyli ran jakie pozostawiły w Twoim wnętrzu.

 

 

1. Żałoba po osobie, którą myślałaś, że twój partner, mąż, rodzic, przyjaciółka były. Po tej osobie w którą wierzyłaś i kochałaś.
2. Żałoba po tej prawdziwiej osobie z którą byłaś w relacji. Tą nieczułą, tą która wykorzystywała Cię do zaspokojenia tylko swoich potrzeb, tą której służyłaś jako zasilanie, tej która nigdy nie poczuła prawdziwej skruchy za krzywdy, które Tobie wyrządziła.

 

Twoje kroki w kierunku leczenia to:
  • Bardzo ważnym krokiem jest rozpoznanie osoby z którą miałyśmy do czynienia. Nazwanie doświadczonej przemocy oraz zachowań jakie ta osoba stosowała.
  • Uznanie naszego spojrzenia na to, co się wydarzyło i rzeczywistości w jakiej żyłyśmy. Kontrastującego z tym, jak przedstawia tę rzeczywistość sprawca.
  • Spotkanie się z naszą iluzją, która powoduje, że postrzegamy osobę narcystyczną jako kogoś kto potrafi współodczuwać i współczuć.
  • Zerwanie kontaktu lub ograniczenie w zależności od Twojej sytuacji i możliwości.
  • Leczenie naszych podświadomych programów, naszych nieuzależnień i zachowań auto-sabotażowych, które służą nam jako mechanizmy obronne przed czuciem naszych emocji.
  • Budowanie naszej samo-świadomości i tym samym odbudowywanie naszego utraconego ja poprzez pracę z emocjami, potrzebami i stawianie granic.
  • Nauka dbania o siebie na poziomie mentalnym, cielesnym i duchowy z wykorzystaniem różnych metod.
  • Układanie swojego życia według nowych zasad, takich, które będą zgodne z tym kim jesteś. Jakie jest Twój życiowy cel i Twoja pasja, zainteresowania i hobby.
  • Zerwanie kontaktu lub ograniczenie w zależności od Twojej sytuacji i możliwości.
  • Stworzenie grupy wsparcia w osobach, które wierzą w Ciebie i to co przeżyłaś w obecności, których czujesz się rozumiana i ważna.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt leczenia, którym jest leczenia wiązań pourazowych na poziomie biochemicznym.

A to wymaga od nas przerwania wiązań pourazowych:

  • Podwyższenia poziomu oksytocyny, która jest „hormonem miłości” i aktywuje u nas uczucia zaufania i przyciągania się. Aby osłabić naszą relację z osobą narcystyczną potrzebujemy budować naszą więź z innymi osobami oraz bliskość fizyczną, np. z naszymi przyjaciółmi, rodziną, samą sobą, zwierzakiem domowym.
  • Przytulanie samej siebie, gładzenie się powoduje, że nasz mózg produkuje oksytocynę, to samo dotyczy głaskania i przytulania psa, kota, czy też przytulania się do bliskiej nam osoby.
  • Poziom oksytocyny wzrasta również podczas spotkań z innymi ludźmi, dlatego warto zacząć nowe hobby, dołączyć do grupy, która spotyka się regularnie i podejmuje wspólne działania.

    To nie jedyna możliwość wyzwalania oksytocyny w naszym organizmie każdy miły gest i zrozumienie jakie dajemy sobie jest jej źródłem. Czyli wprowadzanie miłości do siebie do swojego życia jest kluczowe w tym procesie. Jeżeli masz z tym problem zapraszam Cię do pracy w kursie „Osiem kroków do siebie, ulecz toksyczny wstyd”.

  • Obniżenia poziomu kortyzolu, czyli hormonu stresu, aby obniżyć działanie tego hormonu wprowadź do swojej codzienności aktywność fizyczną, śmiech, medytację, muzykę i spotkania z bliskimi, które dają Ci poczucie radości i lekkości.
  • Podwyższenia poziomu serotoniny, jest to hormon, którego niski poziom może spowodować powrót do tej relacji, a wysoki daje Ci siłę do działania, budowania swojej nowej rzeczywistości, dbania o siebie, spokojnego snu.
    Przebywaj jak najwięcej na świeżym powietrzu i słońcu.
    Zażywaj witaminy z grupy B
    Korzystaj z dobroci masażu, który obniża poziom kortyzolu i podwyższa poziom serotoniny.
    Przeglądaj zdjęcia i wspominaj dobre momenty w swoim życiu.

 

Wilczyco pamiętaj #idziemyrazem

 

 

Toksyczne związki

Dlaczego pozostajemy w relacji zbyt długo?

 

Wpływ traumy, którą doświadczyłyśmy w związku, czy to była przemoc emocjonalna, fizyczna, finansowa czy seksualna, jest bardzo mocno nieoszacowywany.

Myślę, że wiele z Was spotkało się z opinią drugiej kobiety, która słysząc o tym jakiej przemocy doświadczasz Ty sama, czy też ktoś Tobie bliski nie rozumie pozostawiania w tej relacji, wręcz krytykuje i odrzuca ofiarę przemocy. Niestety ten brak zrozumienia i jednocześnie brak świadomości oraz znajomości problemu krzywdzi ofiary. Buduje w kobietach, które doświadczają takiej przemocy poczucie odrzucenia samej siebie, które oparte jest na głębokim wstydzie.

 

Kiedy w naszym życiu doświadczamy traumy i w efekcie tego doświadczenia reagujemy emocjonalnie. Jeżeli nasze emocje nie zostaną poczute w ciele tylko zostaną w nim zamrożone, wtedy też nasz mózg zamraża nasze traumatyczne wspomnienia i związane z nimi emocje. Te wspomnienia mogą w nas żyć nie poczute i zablokowane latami. Co wpływa na funkcjonowanie naszego mózgu i negatywnie oddziałuje na takie aspekty jak logiczne rozumowanie, koncentrację, zarządzanie czasem, planowanie i organizację, zamianę koncentracji, zapamiętywanie szczegółów.

To nie wszystko ofiary doświadczanej traumy mają ograniczone połączenie lub nie mają go wcale pomiędzy tą częścią mózgu, która odpowiada za planowanie, rozumienie, uczenie się, podejmowanie decyzji, a emocjonalną częścią mózgu.

 

Przywrócenie połączenie jest możliwe, jednak wymaga od nas bardzo wiele zaangażowania, siły, uznania, leczenia ran na poziomie ciała i umysłu.

 

Jeżeli przeżywamy sytuację w której przypomina nam się traumatyczne zdarzenie niezależnie od tego ile lat minęło od tego zdarzenia, wtedy nasz mózg, a konkretnie nasze ciało migdałowate reaguje na to zdarzenie, tak jakbyśmy doświadczały tamtej traumy ponownie.

 

Reakcja ciała migdałowatego powoduje uwolnienie hormonów stresu do ciała. Wtedy też nasz organizm wchodzi w reakcję obronną ponieważ postrzega to co się dzieje jako zagrożenie i doświadczamy jednej z czterech reakcji: ucieczki, ataku, zamrożenia, przypodobanie.

 

Nie pozostaje to oczywiście obojętne dla nas, ponieważ ta część naszego mózgu, która jest odpowiedzialny za logiczne rozumowanie jest odcięty, a kontrolę i dowodzenie przejmuje ciało migdałowate, które jest między innymi odpowiedzialna za powstawanie negatywnych emocji oraz generowanie reakcji obronnych. Będąc w stanie takiego pobudzenia trudno jest nam logicznie myśleć oraz postrzegać zagrożenie z pozycji osoby dorosłej. Widzimy to przez pryzmat tego co wydarzyło się w przeszłości.

 

Brak integracji naszego mózgu po doświadczeniu traumy powoduje, że często wykorzystujemy w naszym życiu mechanizm dysocjacji, czyli odcięcia emocjonalnego po to, aby odzyskać tymczasowe poczucie bezpieczeństwa.

Relacja z osobą toksyczną ma swój cykl, który powtarzany i z czasem powoduje uzależnienie na poziomie biochemicznym. Jeżeli interesuje Cię ten temat mówię o nim szerzej w nagraniu pt. Wiązania pourazowe”.

 

Doświadczana przemoc powoduje, że tworzy się bardzo silna więź pomiędzy ofiarą a katem, która jest bardzo trudna do przerwania. Kiedy decydujemy się odejść nasz mózg nam wcale nie pomaga. Jesteśmy uzależnione. Dlatego też nawet, jeżeli odchodzimy – wracamy – nie umiemy się ostatecznie odciąć od tej osoby.

Jaki jest cykl przemocy:

 

1. BUDOWANIE NAPIĘCIA
Etap, który trwa od kilku minut do tygodni. Jest to faza w której narasta napięcie. Osoba, która stosuje przemoc może coraz bardziej czuć się ignorowana, porzucona, źle traktowana. To poczucie może powodować, że jej oczekiwania będą nie do zaspokojenia, może obrażać ofiarę werbalnie, krzyczeć. To napięcie powoduje, że ofiara czuje się coraz bardziej zalękniona, niespokojna i chodzi na palcach po to, aby nie sprowokować wybuchu przemocy.

2. ZDARZENIE
Ofiara mówi lub robi coś, co powoduje, że sprawca wybucha i dąży do zdominowania ofiary stosując przemoc. Robi to stosując przemoc słowną, fizyczną lub seksualną.

3. POJEDNANIE
podczas tego etapu sprawca przemocy może czuć skruchę, może też podejmować próby pojednania: kupując kwiaty, czy też inne prezenty, zabieranie na kolacje, wspólne spędzanie czasu. Sprawca może również składać obietnice o zaprzestaniu przemocy. Natomiast ofiara cały czas czuje się upokorzona, dominuje w niej lęk i brak zaufania, jest w szoku. Rozważa co zrobi, często pozostaje w relacji z powodów zależności i poczucia bezradności w sferze finansów albo też dzieci.

4. SPOKÓJ
Jest to etap miesiąca miodowego, podczas którego sprawca jest miły, spokojny, w pewnym stopniu wraca do relacji to, co było na samym początku. To powoduje, że ofiara przemocy wraca do poczucia, że jednak jej ukochany się zmienił i naprawdę niedawny wybuch był tylko chwilowy. Ma poczucie, że wszystko wróciło i jest w relacji w której jest miłość i bliskość. Życie we dwoje jest znowu piękne i pełne nadziei.

 

Cykl przemocy zaczyna się od początku.

 

Nie potrafimy odejść z relacji:
*nie ufamy sobie i swoim decyzjom
*mamy bardzo silne poczucie obowiązku i nad odpowiedzialności
*nie wierzymy, że zasługujemy na dobro, akceptację i wsparcie
*zainwestowałyśmy w ten związek nasz czas i starania, dlatego też boimy się doświadczyć straty
*czujemy poczucie winy i wstyd
*szczęście i potrzeby partnera są ważniejsze, niż nasze własne
*wierzymy, że rozpad związku to nasza porażka
*boimy się, że nasz partner nie poradzi sobie z rozstaniem
*boimy się oceny i krytyki ze strony rodziny i znajomych
*nie dopuszczamy do siebie naszych emocji
*nie wierzymy w to, że poradzimy sobie same

 

Na szczęście możemy sobie pomóc i wesprzeć się w odbudowywaniu naszego zdrowia na poziomie mentalnym, fizycznym i duchowym. 

 

Nowa Ty

Chcę czuć tylko radość – o tym jak przestać bać się emocji

W swoim życiu miałam wewnętrzne oczekiwanie, że jedyne, co chcę czuć to przyjemność. Nie miałam przez lata pozwolenia na smutek, złość, zazdrość, strach, nienawiść … Jak tylko te emocje pojawiały się w moim ciele i umyśle uciekałam od nich na wiele sposobów. Nie zdawałam sobie sprawy i nie rozumiałam tego, jak bardzo to wszystko mnie pogrąża wraz z upływającymi latami.

Doświadczenia z dzieciństwa doprowadziły mnie do sytuacji, w której nie akceptowałam dyskomfortu. Chciałam jak małe dziecko mieć wszystko i to teraz. Jeżeli ktoś był nie miły i krzywdził mnie, nie konfrontowałam się, tylko wypierałam smutek i poczucie krzywdy. Ponieważ nie chciałam spotkać się z tym co leży pod moim oporem przed stawianiem granic. Kiedy myślałam o jakiejkolwiek zmianie swojego życia, czy też realizacji swojego marzenia wolałam zrezygnować z niego i wmówić sobie, że ta inna opcja jest „lepsza” ponieważ nie wierzyłam w siebie i swoją możliwość poradzenia sobie z emocjonalnym bólem jaki za tym stał.

 

Tak żyłam przez prawie 30 lat mojego życia. Dopiero narodzenie moich dzieci dodało mi siły i wiary w siebie. Od tego czasu małymi krokami wychodziłam ze swojej strefy komfortu i spotykałam się z dyskomfortem i swoim przekonaniem „nie poradzę sobie”.

W tym, co napisałam odzwierciedlona jest przemoc, jakiej doświadczamy jako dzieci i jak wpływa na nasze życie i postrzeganie świata. Powoduje, że nasza dorosłość jest cały czas przetrwaniem i życiem w cieniu tego, co się wydarzyło.

 

Może odnajdziesz się w moim życiu?!

 

 

 

Żyłam w poczuciu bezsilności i zamorzeniu, głęboko wierząc, że to inni mają władzę nad moim życiem i tylko oni mogą spełnić to o czym marzę i czego pragnę. Marzenia były dla mnie zawsze czymś pięknym, czemu poświęcałam godziny swojego życia, ponieważ koiły mój ból i pozwalały mi przetrwać. Jednak życie w marzeniach boli, ponieważ nie jest prawdą i nie będzie nią, dopóki sama o to nie zadbam.

Nie pozwalając sobie na czucie emocji oprócz bólu, który blokujemy, nie chcąc go czuć, blokujemy również inne emocje. Ponieważ nie da się zablokować jednej emocji.

Zdaję sobie również sprawę z tego, jak wielki opór mamy przed poczuciem tego, czego doświadczyłbym w dzieciństwie i jak bardzo nasz nasza psychika w pewien sposób nie pomaga nam w tym poprzez nasze wewnętrzne przekonania, mechanizmy obronne oraz unikanie bólu.

Emocje mają ogromną siłę, potrafią nas przytłoczyć i zawładnąć naszym życiem szczególnie, jeżeli nie dbałaś o nie i starałaś się ich nie czuć, albo uciekać przed nimi.

Oczywiście wiem to właśnie dlatego, że tak robiłam. I kiedy doszłam do „życiowej ściany” moje emocje wylały się, a ja nie mogłam podnieść się z łóżka, nie byłam w stanie myśleć i żyć.
To był moment, w którym zrozumiałam, że potrzebuję spotkać się z pewnymi prawdami swojego życia, ponieważ inaczej moje kolejne lata będą podobne. Nie chciałam tego, ani dla siebie, ale przede wszystkim nie chciałam tego dla moich dzieci. Ta zbroja, którą nosiłam od dzieciństwa, która pozwalała mi nie czuć zaczęła pękać, kiedy zrozumiałam, że chcę dać swoim dzieciom miłość. Nie chcę, aby cierpiały tak, jak ja w dzieciństwie.

 

Ucząc się akceptacji naszych emocji spotykamy się z naszymi przekonaniami dotyczącymi czucia ich, które ukształtowały się w nas we wczesnych latach naszego życia.

 

 

Wtedy też uczymy się, że czucie emocji nie jest bezpieczne.
Uczymy się również, że płacz jest nieakceptowany.
To samo dotyczy złości.

Co więcej, okazuje się, że nasze życie jest bezpieczniejsze i mniej jest w nim odrzucenia i dystansu, jeżeli powstrzymujemy się od reakcji emocjonalnych.

Moment, w którym rozpadło się moje małżeństwo był ścianą przez, którą nie mogłam przejść udając, że „nic się nie stało”. Kiedy uczyłam się rozumieć to, co czuję doświadczałam siebie zupełnie w nowy sposób. Zaczęłam coraz bardziej rozumieć, dlaczego taka byłam. Dlaczego nie wierzyłam w siebie, nie stawiałam granic, zadowalałam wszystkich i powracałam wiecznie do stanu bezsilności. Dotarłam do wielu prawd o tym, kim były osoby z mojego najbliższego otoczenia i jak dramatyczny wpływ miały na mnie. Dzięki czuciu emocji oczyściłam swoje środowisko z osób, które nie wspierały mnie i nie wierzyły w to, że jestem dobra i zasługuję na miłość.

 

Życie wspierało moje działania. To był najtrudniejszy okres mojego życia. Jednak to byłam prawdziwa ja, nareszcie byłam sobą i tym razem to, co robiłam owocowało i dawało mi coraz więcej siły do tego, aby działać dalej.

Podczas tego czasu nauczyłam się witać swoje emocje, jako przyjaciela, który ma mi coś ważnego do powiedzenia.
Nauczyłam się tego, że moje emocje chowają się w moim ciele i kiedy czuję ścisk w klatce piersiowej i nie mogę oddychać to warto tam zajrzeć.
Nauczyłam się też samej siebie, która ucieka. Dziś wiem, jak mam podać sobie rękę i przytulić, aby dodać sobie odwagi do spotkania z tym, co przeżywam.
Nauczyłam się również, że kontakt z emocjami pozwolił mi na spotkanie z moją wewnętrzną mądrością, intuicją i świadomością.
Moje skupienie na doświadczaniu emocji, a nie na spychaniu ich do podświadomości, aż do momentu w którym to wykańczało mnie, pozwoliło mi na przemianę mojego życia.

 

 

 

 

Każda emocja niesie za sobą jakąś informację. Jeżeli nauczysz się słuchać ich bardzo dużo dowiesz się o sobie i swoim życiu oraz o tym z kim je dzielisz.

 

 

 

 

 

 
Jesteś gotowa pogłębić swoją świadomość emocjonalną zapraszam Cię na warsztaty stacjonarne Sekret Życia w Równowadze, które odbędą się 24 października w Warszawie. Chcesz dowiedzieć się więcej kliknij TU.

 

Nowa TyToksyczne dzieciństwo

Dlaczego emocje są tak ważną częścią naszego życia?

 

„Emocje mówią nam o tym, dlaczego i jak ważna jest dla nas dana rzecz.”
Carl Jung

 

Emocje są czymś nieodłącznym w naszym życiu. Są naturalną jego częścią. To emocje mówią nam o tym, kim jesteśmy i co się dzieje w naszym wnętrzu. Nasze emocje mówią nam również o tym jak czujemy się z tym, co dzieje się na zewnątrz. To co czujemy jest odpowiedzią na nasze zaspokojone i niezaspokojone potrzeby. Na nasze utrzymane i przekroczone granice. Są również reakcją na to na ile podążamy za swoimi wartościami i intuicją. Dobry kontakt z emocjami powoduje, że nasze relacje są głębokie i prawdziwe. A my w swoim życiu jesteśmy autentyczne i spełnione, a przede wszystkim świadome tego, co się w nim dzieje.

 

 

 
Dlaczego więc jest tak, że mamy problemy z odczuwaniem naszych emocji?
 
Ignorujemy je, spychamy, racjonalizujemy, przekłamujemy i wyciszamy.
 
 
 

Dzieje się tak z kilku powodów. Pierwszym czynnikiem, który ma ogromny wpływ na to, jaką mamy relację z tym, co czujemy jest nasza relacja z rodzicami. Jeżeli w dzieciństwie czułyśmy się kochane, akceptowane i szanowane, a nasi rodzice uczyli nas, jak radzić sobie z tym, co czułyśmy, wtedy też budowało się w nas przekonanie, że jesteśmy kochane i wartościowe. Czułyśmy się bezpiecznie i akceptowałyśmy swoje stany emocjonalne ponieważ rodzice nauczyli nas rozumienia ich. Co więcej takie wsparcie ze strony rodziców powoduje, że jako dzieci uczymy się podążania za swoimi potrzebami i wyrażania ich oraz realizacji. A to pozwala nam na zbudowanie naszej tożsamości.

 

Drugim czynnikiem jest środowisko, które wraz ze swoimi oczekiwaniami i standardami wpływa na nasz rozwój i przekazuje nam swoje spojrzenia i oceny dotyczące nas samych. Im bezpieczniej czujemy się w domu, tym pewniej otwieramy się na świat pozostając sobą, nawet w obliczu odrzucenia i krytyki. Bez konieczności nadmiernego dostosowania się.

 

 

 

 

Jednak jeżeli naszą rzeczywistością nie była rodzina pełna zrozumienia i akceptacji, wtedy też nasza relacja z emocjami nie jest harmonijna i tak jak pisałam bronimy się przed czuciem emocji i nie pozwalamy im swobodnie płynąć przez ciało. Co po latach może powodować wiele problemów natury psychologicznej i psychosomatycznej. Możemy cierpieć na zaburzenia lękowe, depresje, fobie, myśli samobójcze, chroniczny ból, choroby autoimmunologiczne, zaburzenia jedzenia i wiele innych. Nasze problemy mogą się również przejawiać, jako nieumiejętność podejmowania decyzji, brak świadomości tego, co jest naszą pasją i celem życia, możemy też borykać się z różnymi nałogami.

 

Blokowanie emocji jest dla nas sposobem na przetrwanie dzieciństwa, jest również naszą instynktowną próbą przetrwania. Jednak z czasem staje się naszym programem autodestrukcyjnym.

 

Jeżeli nasze dzieciństwo było dla nas wyjątkowo dotkliwe i traumatyczne, wtedy też mechanizmy, które trzymają nas z dala naszych emocji są bardziej skomplikowane i złożone. Niezależnie od tego, jak skomplikowane są te mechanizmy to w każdym momencie naszego życia mamy możliwości zmiany naszego sposobu w jaki reagujemy na doświadczenia emocjonalne. Naszym zadaniem jest oduczenie się auto-sabotowania tego, co czujemy i nauczenie się akceptacji i wyrażania naszych emocji.

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że stanięcie w prawdzie i zobaczenie tego, jak uciekam jest trudne. Najczęściej jest tak, że w obliczu komplikacji i perturbacji życiowych decydujemy się na to. Czując, że nie możemy już dłużej uciekać. W moim życiu właśnie tak było, podobnie jest dla wielu z Was z którymi pracuję.

 

Jeżeli jako dzieci nie możemy odczuwać emocji: smutku, złości, straty i frustracji wtedy, też nasze odczuwanie staje się neurotyczne i zaburzone. Co więcej w dorosłości będziemy tak długo nieświadomie kreować sytuacje, w których te wyparte emocje będę miały szansę na uwolnienie, jak długo nie zostaną uwolnione. A to oznacza, że do czasu zbudowania świadomej relacji z samą sobą, naszym życiem kieruje nieświadomość.

 

 
Dziś z perspektywy czasu i doświadczonego leczenia widzę to wyraźnie i rozumiem. Tym samym jestem sobie ogromnie wdzięczna za przebytą podróż i drogę, który wymagała ode mnie wiele.
Dlatego też każdego dnia budzę się z energią do pracy i pomocy innym kobietom, które również tego potrzebują.
 

 

Co możesz zrobić dziś, aby sobie pomóc:
Nazwij to co czujesz.

Często nasze nazewnictwo w obrębie emocji jest ograniczone do tych najczęściej wymienianych emocji: strach, złość, smutek. Dlatego warto zagłębić się w temat i zacząć nazywać nasze stany emocjonalnie pełniej. Czucie smutku nie wyklucza tego, że czujemy również zawód, zdradę, czy złość, frustrację i zniesmaczenie.

 
Naucz się identyfikować to co czujesz.

Zastanów się czy krzyk jest jedynie oznaką złości, a może pod nim jest coś jeszcze? Może czujesz bezsilność? Emocje pojawiają się w nas warstwami, szczególnie jeżeli nie pozwalamy sobie na czucie pewnych emocji np. strachu lub złości wtedy będą przykryte innymi. Ucząc się siebie schodzimy coraz głębiej pod powierzchnię i poznajemy czym tak naprawdę jest ten stan, którego doświadczamy.

 

Śledź daną emocję w ciągu dnia.

Wybierz sobie jedną z emocji np. radość i podążaj za nią przez cały dzień. Zauważ ile jest radości w ciągu Twojego dnia. Staraj się zauważać okoliczności związane z emocją, którą monitorujesz. Co się działo w Twoim życiu, z kim byłaś i jakiej sytuacji to dotyczyło. Ta świadomość pozwoli Tobie rozpoznać to jaki wpływ na Ciebie mają osoby, sytuacje i co możesz zrobić, aby lepiej się czuć.

Każdego dnia jedne krok.

Emocje, które zostały przez nas wyparte i których nie pozwalałyśmy sobie czuć przez lata mogą być trudne do poczucia. Namawiam Cię do tego, abyś nie poddawała się i starała się pracować z nimi codziennie. Nie myślę tu o godzinach pracy, wystarczy, że poświęcisz im kilka chwil w ciągu dnia. Z czasem odczujesz jak wiele korzyści płynie z tych małych działań. Pamiętaj też o tym, aby w trudnych momentach szukać wsparcia, czy w bliskich, przyjaciołach czy w terapii.

Ucz się wyrażania emocji w zdrowy sposób.

Kiedy nawiążesz głębszą relację z tym, co czujesz, nauczysz się nazywać emocje i śledzić, kolejnym krokiem jest nauka wyrażania ich. Im bardziej będziesz rozumieć to co czujesz, tym łatwiej będzie Tobie rozmawiać z bliskimi Ci osobami o tych odczuciach. Dzięki temu Wasza relacja będzie mieć szansę na pogłębienie i zrozumienie. Otwartość emocjonalna daje również szanse na otrzymanie od drugiej osoby wsparcia.

 

Zwracaj uwagę na swoje ciało.

Chciałabym, abyś zatrzymała na się na chwilę i zadało sobie pytanie. Kiedy zamkniesz oczy, przeskanuj proszę swoje ciało i zauważ, czy dochodzą do Ciebie jakiekolwiek odczucia z niego? Emocje są odczuwane w ciele dlatego tak ważna jest uważność i uczenie się wyłapywania sygnałów, które z niego dochodzą do nas. Skupienie na odczuciach z ciała może nam pomóc wyłapać to, co czujemy i jak wpływa na nas to co się dzieje w naszym życiu. Bardzo często złość odczuwamy gdzieś pomiędzy głową i klatką piersiową, natomiast strach jest odczuwany w naszym brzuchu i klatce piersiowej. Odczuwane emocje mogą spowodować, że będziemy czuć ciężar, pobudzenie, rozedrganie, mdłości.

 

 

Wilczyco zapraszam Cię do rozpoczęcia Twojej przygody z emocjami albo też kontynuacji podczas warsztatów Sekret Życia w Równowadze, które odbędą się w Warszawie – 24 października 2020. Jest to wyjątkowa okazja do wspólnej pracy.

 

Podczas warsztatów każda z uczestniczek ma szansę na podzielenie się swoimi doświadczeniami w bezpiecznej atmosferze i otrzymanie wsparcia i pomocy. Podczas warsztatów będziemy mówić o tym, co trzyma nas w potrzasku i nie pozwala skontaktować się z tym co czujemy. Nazwiemy mechanizmy i przeszkody, które stoją na drodze kontaktu z emocjami. Każda z uczestniczek nauczy się również tego, jak rozpoznawać emocje i nazywać je. Podczas warsztatów otrzymacie materiały i medytacje, które będą kierunkowskazem do pracy w domu i wsparciem w niej. Po to, aby pomóc sobie w pokonywaniu oporu jaki może pojawić się w tym procesie.

 

Jeżeli jesteś zainteresowana uczestnictwem w warsztatach Sekret Życia w Równowadze – Zapraszam Cię tutaj.

 

 

Nowa TySzczęśliwy związek

Południe z Wilczycą | Style przywiązania

 

Wilczyco zapraszam Cię do obejrzenia pierwszego „Południa z Wilczycą”. To pierwsze z cotygodniowych spotkań podczas, których będę poruszać ważne tematy dotyczące rozwoju osobistego, toksycznych relacji oraz psychologii.

Podczas tego spotkania mówię o „Stylach przywiązania”.

 

 

Rany i traumy, których doświadczamy w dzieciństwie w związku z brakiem poczucia bezpieczeństwa w relacji z rodzicami rzutuje na to jaki wykształcamy styl przywiązania, czyli nasz sposób w jaki wchodzimy w relacje z ludźmi.  Bazując na trudnych doświadczeniach z dzieciństwa nie jesteśmy w stanie stworzyć bezpiecznego stylu przywiązania. Kształtujemy jeden z trzech stylów, które oparte są o brak poczucia bezpieczeństwa i strach przed odrzuceniem, czyli lękowy styl przywiązania, unikający lub niedezorganizowany.

W związku z tym, że te trzy style przywiązania oparte na strachu powoduje to wiele problemów w naszych relacjach. Jeżeli nie mamy świadomości problemu, wtedy powielamy przez lata schematy niezależnie od tego w ilu związkach byłyśmy. To może powodować frustrację, brak nadziei na zmianę i bezsilność w naszym życiu oraz coraz większe zagubienie. 

Dobra wiadomość jest taka, że style przywiązania to coś, na co mamy wpływ i co możemy zmienić. Niezależnie od wieku, tego kim jesteśmy i jaka jest nasza sytuacja.

 

 
LĘKOWY STYL PRZYWIĄZANIA to:
ignorowanie znaków ostrzegawczych
bycie postrzeganą jako ktoś potrzebujący 
związki z osobami niedostępnymi i zdystansowanymi
relacja jest niezbędna do zbudowania poczucia bezpieczeństwa
mylisz pożądanie z miłością
dbanie o komfort innych w obawie przed porzuceniem
nie dbanie o swoje potrzeby

 

 

 

UNIKAJĄCY STYL PRZYWIĄZANIA to:
wiążesz się z osobami o lękowym stylu przywiązania, co ułatwia pozostanie w strefie komfortu
samowystarczalność i niezależność jest dużo ważniejsza od współzależności
ochrona swojej niezależności nawet kosztem bliskich osób
nie okazywanie zaangażowania
nie pokazywanie uczuć
skupienie na wadach partnera/partnerki po to, aby mieć powód do odejścia i zakończenia relacji
skupienie się na fantazjowaniu o innych osobach, takich które wydają się lepsze od twojego partnera
nadwrażliwość na kontrolę
podejmowanie jednostronnych decyzji
flirtowanie z innymi
nie branie pod uwagę tego, co partner czuje
wynajdowanie sposobów na sabotaż relacji

 

 

 

 

 

Pierwszym ważnym krokiem jest świadomość problemu i zauważenie tego rodzaju zachowań i schematów myślowych u siebie. Leczenie dla osób o lękowych stylach przywiązania czyli unikającym, lękowym i zdezorganizowanym wymaga wzięcia odpowiedzialności za siebie – co oznacza:

 

 

 

 

  • Nauczenie się samo-wyciszania i regulacji emocji
  • Nauczenie się i stosowanie zdrowej komunikacji
  • Stawiania granic w sytuacji, kiedy pojawią się znaki ostrzegawcze
  • Dbanie o własne potrzeby, nie zatracanie się w relacji.
  • Wzięcie odpowiedzialności za relację. Zbudowanie świadomości tego, jakie potrzeby ma partner
  • Podejmowania obustronnych decyzji
  • Jasne i otwarte wyrażanie swoich emocji i potrzeb
RZECZY, KTÓRE MOŻESZ ZROBIĆ JUŻ DZIŚ, ABY TWÓJ STYL PRZYWIĄZANIA ZMIENIŁ SIĘ W BEZPIECZNY

 

Leczenie stylu przywiązania to proces, który potrzebuje czasu i naszego zaangażowania. Nie ma magicznego sposobu, czy rytuału, który to za nas zrobi. Nasz styl przywiązania zmienia się wtedy, gdy podejmujemy działania, w których widać nasze zaangażowanie w leczenie.
Dla mnie dużym wyzwaniem było wyleczenie swojego lękowego stylu przywiązania, co zresztą nadal robię, ponieważ w nowych okolicznościach w życiu i związku stare schematy są aktywowane. Jednak dzięki pracy, którą wykonałam jestem w szczęśliwym związku, w którym jesteśmy oboje i angażujemy się w pracę nad nim i podtrzymywanie relacji.

 

 

 

Zacznij pracować nad tym, aby stawiać granice. Zastanów się nad tym, co jest dla Ciebie ważne w relacji? Jakie wartości są dla Ciebie nadrzędne, a które mniej ważne i czy własnie tak żyjesz? Co więcej zauważ, czy Twój partner uznaje Twoje potrzeby jako ważne i wspiera Cię w ich realizacji? Jeżeli tak nie jest, zapisz to sobie i przygotuj się do rozmowy.

 

 

 

 

 

  • Stawianie granic jest konieczne do zadbania o swoje potrzeby, Jeżeli Twoje potrzeby będą zaspokojone będziesz szczęśliwa.
  • Ucz się uważności, oddechu, bycia tu i teraz. Uważność pomaga w nauce skupienia się na tym, co dzieje się w Twoim wnętrzu i dookoła Ciebie.
  • Medytuj, postaraj się wprowadzić medytacje na stałe do Twojego życia.
  • Zacznij albo też kontynuuj pracę nad sobą – terapia, kursy, warsztaty, książki.
  • Osoby o lękowym stylu przywiązania powinny uczyć się skupienia na sobie i swoich potrzebach, na realizacji swoich planów – stawiania sobie celów i dbania o ich realizację.

 

 

Style przywiązania to jeden z tematów, nad którym pracowałyśmy w Wilczym Stadzie.

Zapraszam Cię dołącz do nas!

Nowa TyToksyczne dzieciństwo

Perfekcjonizm

 

Perfekcjonizm to nasza potrzeba bycia postrzeganą jako idealną. Jest to również przekonanie, że mogę być idealna i dążę do zbudowania takiej wersji siebie. Perfekcjonizmem NIE jest dążeniem do bycia lepszą. NIE jest również naszym wkładem w nasz rozwój. Perfekcjonizm NIE jest zdrowym dążeniem do rozwoju i bycia dobrym człowiekiem. U podłoża perfekcjonizmu leżą pokłady toksycznego wstydu, bólu, obwiniania, krytycyzmu i osądu.

 

Perfekcjonizm jest powiązany problemami natury psychologicznej:

 

 

lękiem,

 

zachowaniami obsesyjno-kompulsywnymi,

 

stresem,

 

zamartwianiem,

 

lękiem przed negatywną oceną,

 

poczuciem niedopasowania.

 

Perfekcjonizm jest również mocno powiązany z problemami z odżywianiem, zajadaniem stresu albo nie jedzeniem, co może doprowadzić do bulimii czy anoreksji.

 

Po latach pracy nad sobą wiem, że perfekcjonizm był moją rozpaczliwą i dramatyczną próbą zdobycia miłości w dzieciństwie. A w dorosłości służył mi do zaklejenia tej pustki, która nie dawała mi spać w nocy. Mechanizm, który powodowała wiele problemów i w który ślepo wierzyłam mając cały czas nadzieję na sukces,  czyli miłość, akceptację i spokój.

 

Perfekcjonizm potrafi zamienić każdy nasz dzień w walkę, która buduje w nas samo-odrzucanie, potępienie i auto-sabotaż. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej czym jest auto-sabotaż kliknij w ten link, który zaprowadzi Cię do obszernego nagrania, które przygotowałam na ten temat.

Wiele z nas nie zdaje sobie sprawy z tego jak głęboki i traumatyczny wpływ ma na nas nasza wewnętrzna potrzeba dążenia do ideału z jednoczesnym odrzucaniem, każdej części siebie, która NIE jest tym ideałem.

 

Podążanie jego ścieżką prowadzi do braku odporności psychologicznej i nadwrażliwości. Może też być źródłem wielu problemów w związkach. Z jednej strony chcemy bliskości, a z drugiej jest nam trudno powiedzieć kim naprawdę jesteśmy z lęku przed odrzuceniem za bycie nie idealną. Będąc krytyczną dla siebie bardzo często jesteśmy krytyczne dla innych.

 

Bardzo długo nie widziałam tego, że moje niedokańczanie projektów i wieczne odkładanie było wywołane tym, że stoję w miejscu z lęku przed odrzuceniem i jest zakorzenione w mojej matczynej ranie. Bałam się oceny efektu moich starań jednocześnie czując, że to co robię „nie jest idealne” dlatego mój zapał gasł i odkładałam wiele rzeczy na później. Czekając na idealne okoliczności i umiejętności.

 

Może słyszałaś jak bliscy krytykowali Cię za słomiany zapał?! A może jesteś tą osobą, która nie zaczyna tylko odkłada działanie na później, na taki czas, który będzie idealny?

 

Tak czy inaczej, stoi za tym samo-odrzucanie oraz nasze oczekiwanie, że tylko idealne będzie do zaakceptowania i przyniesie nam miłość. Tak bardzo boimy się odrzucenia i tego, że znowu będę niewystarczająco dobra, że nie robimy nic. Za co i tak się wewnętrzne krzywdzimy.

 

Perfekcjonizm to również skupienie na efekcie końcowym, wygranej, czy nagrodzie, a nie na procesie tworzenia. Odbiera nam radość tworzenia, kreacji i nauki ponieważ myślimy tak bardzo o tym jak wyjdzie i czy sprostamy tak wielu oczekiwaniom. Tylko nagroda da spokój i uczucie radości i miłości. Niestety to chwilowy stan ponieważ oparty jest na zewnętrznym uznaniu, a nie wewnętrznym przekonaniu, że taka jaka jestem wartościowa i zasługuję na miłość.

 

Perfekcjonizm zabiera nam radość z życia i codzienności.
 
Prowadzi nas do spędzania godzin i dni na tworzeniu idealnych rzeczy. Gubimy siebie w tej pogoni i bardzo często ludzi.
 

Zazdrość jest również częstą towarzyszką perfekcji ze względu na ciągłą ocenę i porównywanie. Czujemy zazdrość ponieważ oceniamy się surowo stawiając swoje osiągnięcia niżej niż, to co zrobiła druga osoba. Najczęściej nasza ocena jest nierealistyczna, nieprzychylna, często oparta na powierzchownej analizie socjal mediów.

Co możesz zrobić, aby poczuć się lepiej

Jeżeli perfekcjonistyczne myślenie wywołuje stres możesz wykorzystać poniższe wskazówki, które pomogą Ci zmienić Twój sposób myślenia o sobie. Pamiętaj proszę, że te kroki nie zastąpią terapii, będą dla Ciebie wsparciem jednak warto, abyś dała sobie przestrzeń do głębokiej pracy nad Twoimi ranami z dzieciństwa, które doprowadziły do takiej sytuacji.

 

  • Perfekcjonizm to „czarno białe myślenie” to również myślenie „wszystko albo nic” jeżeli zauważywszy u siebie takie myśli zacznij je kwestionować. Przypominaj sobie o tym, że jedna pomyłka nie skreśla ani tego, kim jesteś ani Twoich dotychczasowych osiągnięć.
  • Buduj w sobie współczucie do siebie, wyrozumiałość i delikatność, pisałam o nim w ostatnim artykule.
  • Zapisuj wspierające afirmacje oraz to za co jesteś sobie wdzięczna, zrób z tego codzienną praktykę
  • Wprowadź do swojego życia emocje, pytaj siebie o samopoczucie, rozbuduj nazywanie emocji, nie ograniczaj się do zapisywania jednej czy dwóch emocji, zauważaj też co wywołuje u Ciebie ataki perfekcjonizmu
  • Zauważaj jak i co do siebie mówisz, unikaj słów „muszę”, „powinnam” jeżeli zauważysz, że jesteś dla siebie krytyczna i niemiła staraj się to zmienić.
  • Spróbuj nowego hobby, zobacz jak czujesz się zaczynając coś od początku, jak czujesz się w procesie nauki i poznawania nowych rzeczy.
Zastanów się proszę w jakich obszarach Twojego życia jest Ci najtrudniej odpuścić perfekcjonizm: związek, macierzyństwo, praca, dom, Ty, to jak wyglądasz i kim jesteś?

 

 

Daj znać, a tymczasem wysyłam Ci dużo miłości.

 

Jeżeli jesteś gotowa na to, aby się zmierzyć ze swoim perfekcjonizmem zapraszam Cię do przyłączenia się do Wilczego Stada w czerwcu pracujemy właśnie nad tym tematem. Aby dowiedzieć się więcej kliknij proszę na poniższe zdjęcie, które przeniesie Cię do platformy.

 

Nowa TyToksyczne dzieciństwo

Współczucie

 

Dzisiaj chciałabym w Wami Wilczyce poruszyć temat współczucia, tego które dajemy sobie. Wielu z naszych rodziców nie było w stanie nas tego nauczyć ponieważ sami nie mieli go dla siebie. Byli dla nas, dzieci, krytyczni, oceniający, zimni, albo też obojętni. Jako dzieci nie słyszałyśmy ciepłych powitań i częstych zapewnień miłości, akceptacji i wsparcia. Dzieciństwo, w którym dominowało odrzucenie, buduje w nas rodzica, który jest mistrzem perfekcjonizmu i samo-krytyki.

 

Stajemy się wtedy dla siebie niesamowicie twarde i wymagające, obwiniamy się za każde nawet drobne potknięcie. Wymagamy od siebie doścignięcia ideału, który jest nie do osiągnięcia przez człowieka. Wraz z upływającymi latami doświadczamy coraz głębszej utraty wiary w siebie, w swój potencjał i stajemy w obliczu braku nadziei i rezygnacji. Widzimy w sobie to wszystko czym nie jesteśmy, jednocześnie nie widząc tego kim jesteśmy. Wyuczony przez lata schemat koncentracji na błędach i niedociągnięciach z pominięciem tego, co zostało zrobione doprowadzamy do perfekcji. Zawsze znajdziemy kogoś, kto zrobił coś lepiej.

 

Czy w tym szaleństwie można się zatrzymać? Czy jest sposób na to, aby zaprzestać przypinać sobie łatki „dobra”, „zła”? Znaleźć sposób na to, aby traktować siebie równie dobrze jak traktujemy i jak troszczymy się o nasze rodziny i przyjaciół?

 

Tym sposobem jest właśnie współczucie dane samej sobie. Pierwszym krokiem do samo-współczucia jest zatrzymanie się i zauważenie własnego cierpienia. Nie da się dopuścić do siebie własnego cierpienia bez wcześniejszego zauważenia go. Oczywiście wiele razy to cierpienie jest namacalne i widoczne od razu. Jednak w bardzo wielu przypadkach nie mamy świadomości tego, że cierpimy. Bardzo często pomijamy te chwile, kiedy ktoś powie nam coś niemiłego albo kiedy to my skrzywdzimy kogoś nieintencjonalnie albo pomylimy się po prostu. Nasz wewnętrzny krytyk, który nie umie nas inaczej traktować zaczyna wtedy zawstydzać i odrzucać, co prowadzi do naszego wewnętrznego cierpienia.

 

Badania pokazują, że samo-współczucie jest głównym składnikiem i drogą do emocjonalnego dobrostanu i zadowolenia z życia. Poprzez danie sobie bezwarunkowej dobroci i otuchy w codzienności i różnorodności doświadczeń życiowych ochraniamy się przed wchodzeniem w destrukcyjne schematy oparte na lęku, negatywnej postawie względem siebie i izolacji. Samo-współczucie wzmacnia i rozwija w nas pozytywny stan umysłu, taki jak poczucie szczęścia i optymizm.

 

Dzięki temu kwitniemy i doceniamy piękno i bogactwo życia nawet w trudnych momentach. Umiejętność wyciszania naszego pobudzonego umysłu poprzez samo-współczucie pozwala nam na poszerzenie naszego widzenia, co prowadzi nas do wybierania tych ścieżek i rozwiązań, które prowadzą nas w kierunku radości, a nie kolejnych trudnych doświadczeń.

Samo-współczucie pozwala nam na stworzenie w naszym wnętrzu przestrzeni, która oddziela nas od oceny i krytyki. Dzięki czemu przestajemy zadawać sobie pytania:

 

Czy jestem wystarczająco dobra?

Czy jestem tak dobra jak inni?

 

Mamy wtedy w sobie wszystko aby dać sobie wspierającą troskę i ciepło, których bardzo potrzebujemy i pragniemy.
Nasze własne ciepło skierowane do naszego wnętrza i akceptacja naszej nieidealnej ludzkiej natury powodują, że czujemy się coraz bezpieczniej i wzrasta w nas życie. To jest nasza droga do siebie, do tego kim jesteśmy na prawdę, a nie kłamstwami, w które uwierzyłyśmy. 

 

Samo-współczucie to swego rodzaju magia, której pozwalamy zagościć w naszym życiu. Dzięki czemu nasze szare ściany i kąty nabierają wyrazu i stają się piękne i pełne życia, a smutek powoli odpuszcza i pozwala radości dodać lekkości do naszej codzienności.

Nowa TyToksyczne dzieciństwo

Pokochaj siebie i odbuduj poczucie własnej wartości

 

„Rozmawiaj ze sobą tak jakbyś rozmawiała z kimś kogo kochasz” Brene Brown

 

Dla każdej z Was która doświadczyła narcystycznej przemocy czy innego rodzaju przemocy, w dzieciństwie której skutkiem są złożone objawy stresu pourazowego trudno jest zacząć traktować siebie jak kogoś wyjątkowego i wartego miłości. Szczególnie jeżeli w domu byłaś niszczona słowami, ciosem czy emocjonalnie.

 

Początkowo możesz czuć się z tym dziwnie i fałszywie. Moim wsparciem było wyobrażenie sobie swojego wewnętrznego dziecka, siebie z czasów, kiedy najbardziej cierpiałam, kiedy to cierpienie się zaczęło.

 

Nagranie, które dla Ciebie przygotowałam pomoże Tobie stać się dla siebie współczującym, troskliwym wewnętrznym rodzicem. Dzięki ćwiczeniom, którymi się dzielę w tym nagraniu zmienisz swoje schematy postępowania i wytyczysz nowe połączenia nerwowe. Nauczysz się dbać o siebie co jest sednem Twojej pracy.

 

Pamiętaj proszę, że potrzebujesz czasu. Czasami będzie Ci łatwo a czasami bardzo ciężko. Będziesz czuć zwątpienie i brak sensu w tym co robisz. Jednak nie poddawaj się, rób mały krok, potem następny, delikatnie motywując się do działania.
Wierzę w Ciebie!

 

Toksyczne dzieciństwo

Skutki życia w dysfunkcyjnym domu (syndrom DDA i DDD)

Film, do którego bardzo długo się przygotowywałam, ponieważ wymagał ode mnie spotkania, z ranami które były bardzo głębokie. Bardzo często dzieje się tak, że jesteśmy w stanie zobaczyć skutki życia w zaburzonym domu wiele lat po wyjściu z niego lub po całkowitym zerwaniu kontaktu z rodziną, która nas krzywdziła.

 

Moja osobista historia dotyczy życia z matką, która borykała się z narcystycznym zaburzeniem osobowości, jest to tylko i wyłącznie moja opinia, która powstała na bazie moich spostrzeżeń, wiedzy i wielu prób poradzenia sobie z tym jaki wpływ wywarło na mnie moje dzieciństwo. Na moje życie miała ogromny wpływ również śmierć mojego ojca, kiedy byłam dzieckiem, ale ten temat pozostawiam na inny film.

 

Moje dzieciństwo dotknęło mnie na poziomie mojej emocjonalnej stabilizacji oraz poczucia własnej wartości. Borykałam się również ze złożonymi skutkami stresu pourazowego, depresją, fobiami i kompulsywnymi zachowaniami.

 

Życie w dysfunkcyjnym domu jak zresztą wiesz to życie na polu bitwy – nigdy nie wiesz co przyniesie nowy dzień i powrót do domu.

 

Najgorsze jest to, że dorastając w takiej rodzinie myślisz, że tak właśnie jest, że to normalne i każdy ma takich rodziców i boryka się ze sobą i swoim życiem. Dla większości z nas toksyczność w rodzinie była powtarzana z pokolenia na pokolenie, dotknęła wielu generacji.

 

Wiem, że jesteś w stanie zmienić swoje życie i sposób patrzenie na świat, tym samym jesteś w stanie przerwać ciągnący się od lat schemat.

Nie jest to łatwe, im bardziej zaburzona była Twoja rodzina tym więcej pracy przed Tobą. Tym trudniej dotrzeć do swoich zepchniętych do podświadomości uczuć i przeżyć, ponieważ strzeże je tam wiele mechanizmów obronnych.

 

Wiąże się to również ze zmianami w mózgu jakie zaszły na skutek traumy, którą przeżyłaś co wpływa na Twoje codzienne życie. Większość tych zmian jest odwracalna, ponieważ nasz mózg jest plastyczny. To czego potrzebujesz to determinacja, cierpliwość i choć jedna dobra dusza, która wesprze Cię w tym procesie, nie będzie oceniać tylko rozumieć i akceptować.

Tego Ci właśnie życzę z całego serca <3

 

Nowa Ty

Zadbaj o siebie! Tylko jak?

Kiedy próbujemy się pozbierać po toksycznej relacji i dzieciństwie mamy sporo pracy do zrobienia. Wiele obszarów naszego życia leży w gruzach. Abyś mogła to zrobić potrzebujesz siły oraz psychicznej odporności, aby mierzyć się z przeszłością i jej konsekwencjami.

To nagranie może być dla Ciebie wsparciem, ponieważ dzielę się w nim swoimi spostrzeżeniami oraz podpowiadam co możesz zrobić, aby sobie pomóc.
Wiem, że czasami ta droga jest trudna i wyboista jednak prowadzi Cię do życia o jakim marzyłaś. Dlatego wprowadzając małe zmiany stopniowo budujesz w sobie siłę i stajesz się dla siebie priorytetem. 

Wierzę w Ciebie! Powodzenia <3

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Granice

Rodzic, który stosuje przemoc emocjonalna i/lub fizyczną, rodzic, który kontroluje i zaniedbuje powoduje, że dziecko nie ma zbudowanych granic i tym samym samoświadomość.

Dzieje się tak ponieważ narcystyczny rodzic traktuje dziecko, jego ciało i umysł jako swoją własność, przedłużenie siebie, dlatego czytanie pamiętnika, listów, przeszukiwanie pokoju, zmuszanie do bliskości uważa za coś oczywistego.

 

Takie dzieciństwo przynosi katastrofalne skutki w dorosłości. Relacje, w które wchodzimy doprowadzają nas do zagubienia w nich i zapomnienia tego kim jesteśmy. Uczucia innych traktujemy jako swoje i bierzemy za nie odpowiedzialność. Jednocześnie odcinając się od tego co same czujemy, a tym samym nie bierzemy za to odpowiedzialności.

 

Nie stawiamy granic jednocześnie łamiąc granice innych albo uciekamy przed światem i przed sobą, aby żyć w cieniu. Wszystko to dzieje się ze strachu.

Tak bardzo nie chcemy czuć odrzucenia i tego czego tak często doświadczałyśmy w dzieciństwie, czyli poczucia, że coś ze mną jest nie tak, że nie można mnie kochać, jestem wadliwa.

Bez zdrowych granic wchodząc w relacje narażamy się na utratę poczucia własnej wartości, szacunku do siebie, dobra naszych dzieci, pracy, bezpieczeństwa, dóbr materialnych, zdrowia psychicznego i siebie.

 

Aby stawiać granice musisz poczuć swoją złość, wściekłość i narzekanie. Kiedy mówisz, że masz czegoś dość, że czegoś nie lubisz, że czegoś nie znosisz to mogą być właśnie te obszary, które „proszą się o granice”. Te uczucia są czerwonym światłem, które ma nam zasygnalizować problem. Co więcej, wskazówką do postawienia granicy może też być uczucie zagrożenia, wejście w rolę ofiary, czy „duszenie się” w relacji.

 

Jeżeli chcesz się wzmocnić w stawianiu granic zapraszam Cię do zastanowienia i zapisania w dzienniku odpowiedzi na poniższe pytania:

 

  • Co potrafiłaś oddać w imię utrzymania relacji w przeszłości?
  • Co poświęcisz dla relacji z kimś dzisiaj? Czego nie oddasz?
  • Zauważ czy w Twojej postawie coś się zmieniło przez lata?
  • Jeżeli nie, zastanów się, dlaczego? Co Cię powstrzymuje przed zadbaniem o siebie?

 

Powodzenia!

P.S. Jeżeli jesteś gotowa na gruntowne przebudowanie granic, zmianę swojego życia i stanie się priorytetem dla siebie – zapraszam Cię do rozpoczęcia tej przygody z kursem online “Stawiam granice, czyli jak zadbać o siebie”.

Nowa TyToksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Czy muszę wybaczyć?

 

W naszym społeczeństwie bardzo wiele uwagi poświęconej jest wybaczaniu.Wybaczenie postrzegane jest jako wyższa perspektywa, a także jako obietnica zakończenia cierpienia. Tak jakby z przebaczeniem ten cały ból miał zniknąć.

 

Myślę, że wielokrotnie zauważyłyście jak trudno jest otoczeniu znieść Wasze cierpienie, jak mówienie o bólu wywołuje dyskomfort w innych. Bardzo często wtedy słyszymy: „Zapomnij”, „Wybacz”, „Zostaw to”.

Tak to nie działa. Ból nie znika poprzez akt wybaczenia. Wybaczenie nie powoduje trwałej i znaczącej zmiany. Wina potrzebuje adresu, do którego się uda i bardzo często dzieje się tak, że skieruje się do naszego wnętrza, jeżeli nie może iść w innym kierunku. A to powoduje zaostrzenie naszego wewnętrznego konfliktu i jeszcze większe potępienie siebie.

 

Myślę, że warto zapytać skąd pochodzi przebaczenie do którego dążę? Czy to chęć bycia dobrą?

Czy może jest to próba zostawienia bólu za sobą?

Czy może akceptuję to co się stało?

 

Uważam, że wybaczenie to nie działanie to coś co ewoluuje w nas, kiedy zostaną spełnione odpowiednie warunki, wtedy, gdy przepracujemy swoje rany. Bez presji czasu i środowiska.

 

 

Wybaczenie to puszczenie tego co było i ukształtowanie relacji z tą osobą w takim kształcie jaki daje nam poczucie bezpieczeństwa i spełnienia.

 

 

Spojrzenie w nasze serce i podjęcie decyzji kim teraz ta osoba dla mnie jest i gdzie jest jej miejsce w moim życiu i sercu. Może to oznaczać wiele – od utrzymania kontaktu do zerwania relacji. Odpuszczenie oznacza, że przeszłam przez złość, ból i rozczarowanie. Wtedy przychodzi potrzeba kolejnego kroku, zaczynamy nowy etap, nowe życie.

 

Dla mnie odpuszczenie czy przebaczenie przychodzi bardzo wolno i widzimy je, nie jako akt w teraźniejszości, a dostrzegamy je patrząc wstecz.

 

Myślę, że warto patrzeć na przebaczenie z otwartością i elastycznością, ponieważ jest to bardzo złożony temat.

Toksyczne związki

Rozwód z narcyzem, jak przetrwać?

 

Jeżeli jesteś osobą, która żyje w toksycznym małżeństwie i myśli o tym, aby zakończyć tę relację to nagranie jest dla Ciebie.

 

W tym nagraniu mówię o tym co warto zrobić, aby przejść przez rozwód w jak najlepszej kondycji. Dzielę się tym co wynika z mojego doświadczenia i doświadczenia kobiet, które wspierałam w procesie rozwodu.

 

Jednym z najważniejszych zadań jakie stoją przed Tobą to pożegnanie iluzji i spotkanie z obliczem kogoś kto użyje wszystkich dostępnych mu środków, aby okazać swoją wściekłość z powodu utraty kontroli i przewagi. Potrzebujesz tej świadomości, aby ochronić siebie i swoją rodzinę. Dla narcyza będziesz już zawsze osobą, która odrzuciła go i tym samym uderzyła w jego narcystyczną ranę.

 

Im bardziej świadomie przez to przejdziesz tym bardziej zadbasz o siebie i dzieci choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to proste i oczywiste.

 

Na etapie, kiedy sama byłam w procesie rozwodowym miałam niewielką świadomość z kim i czym się mierzę. Wierzyłam, że zgadzając się na wszystkie propozycje zapewnię sobie spokój i szybką wolność. Myliłam się i to bardzo. Potrzebowałam sięgnąć do odwagi i siły, którą zakopałam głęboko w sobie, aby obronić siebie i swoją rodzinę.

 

Życzę Tobie siły i odwagi stania za sobą i dziećmi na jakimkolwiek etapie rozstania jesteś!

 

Nowa TyToksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Lęk, zamartwianie, stres

 

Osoby, które przeżyły traumę idą przez życie unikając bólu, chcą po prostu przetrwać dzień. Wypatrują tego bólu i cierpienia i nie chcą go więcej w swoim życiu.   

Ponieważ każda bolesna sytuacja potwierdza przekonanie, że nie zasługuję na miłość i to kim jestem to za mało, aby być szczęśliwym.

Kiedy doświadczysz bolesnego dzieciństwa potrafisz dostrzec ten ból i strach w innych nawet, jeżeli przybiera on inne formy niż Twoja.

 

Tak naprawdę zdecydowana większość z nas ma taki ból w sobie jednak uczymy się na wiele różnych sposobów na to, aby przykryć ten ból i założyć uśmiech.

 

Przez wiele lat chodziłam po ulicy ze sztucznym uśmiechem, ponieważ nie akceptowałam tego smutku w sobie. Ten uśmiech nic mi nie dał poza wysyłaniem fałszywego obrazu siebie ludziom wokół mnie i pogłębiającą się depresją.

 

Czułam ogromny lęk o wszystko, odgrywałam w głowie miliony katastroficznych scenariuszy, z których prawie żaden nie stał się prawdą. Kiedy cokolwiek działo się inaczej niż oczekiwałam od razu wpadała w reakcję obronną, aby uchronić się przed bólem, nie potrafiłam walczyć o swoje marzenia i wizje.

 

Jeżeli jest w nas tyle lęku i bólu nie jesteśmy w stanie żyć z poziomu miłości i radości owszem możemy podejmować takie próby, jednak są one skazane na porażkę.

 

Dlaczego?
Ponieważ nosimy te uczucia w sobie i nie chcemy ich słyszeć, tylko uciszamy je i/lub odwracamy od nich głowę.

Dlaczego?
Ponieważ tak bardzo boimy się tego, że jak zaczniemy ich słuchać to nas pokonają, za dużo stracimy, nie damy sobie rady z konsekwencjami i pewnie jeszcze wiele innych przekonań blokuje nas przed tym.

 

Rzeczywiście początki kontaktowania się z emocjami z przeszłości zakotwiczonymi w naszym ciele są trudne i wymagają od nas wiele pracy. Ponieważ jest w nas wiele przekonań, które nas blokują przed tym, aby czuć oraz nasz mózg jest tak skonstruowany, aby nas chronić przed bólem.
To jest wystarczające, aby przy pierwszym podejściu powiedzieć Tobie STOP zostaw to i zajmij się czymś co daje Ci zapomnienie.

 

Takich momentów w moim życiu było bardzo wiele. Jednak zawsze wracałam, ponieważ ten smutek i lęk odzywały się znowu, a racjonalizacje i próby ucieczki nie pomagały na długo.

Zagłębianie się w to co czuję pozwoliło mi na zobaczenie tego jak bardzo byłam podszyta lękiem, jak bardzo lęk decydował o moim następnym kroku, lęk przed bólem.

 

 

Ten mechanizm był motorem moich działań. Dopiero narodziny moich dzieci zaczęły kierować moją energię w stronę miłości. To dla nich zaczęłam zgłębiać temat miłości i z czasem zaczęłam to robić też dla siebie.

 

 

Jeżeli chcesz sobie pomóc w kształtowaniu swojej relacji z emocjami warto zacząć zauważać siebie i swoją reakcję na doświadczane emocje. Zapraszam Cię do pobrania mini kursu, który wprowadzi Cię w świat emocji. Znajdziesz go TUTAJ

 

 

Warto pytać siebie o swoje samopoczucie kilka razy dziennie i zauważać swoje ciało jako ono reaguje na to co czuję.

Albo obserwować swoje ciało i pytać siebie co takiego się stało, że drżą mi ręce albo mam zmarszczone brwi. Jeżeli chcesz, aby to się stało Twoją codzienną praktyką zapisz to na kartce, którą przykleisz w kilku miejscach w których najczęściej przebywasz.

 

 

Zmiana sposobu funkcjonowania potrzebuje czasu i ćwiczeń. Jeżeli chcesz w nowy sposób postrzegać siebie zacznij proszę od drobnych kroków, które wkrótce napędzą wielką zmianę.

 

 

 

 

Jeżeli czujesz, że to co piszę to część Twojego życia zapraszam Cię na Warsztaty Sekret Życia w Równowadze podczas, których dostaniesz narzędzia do pracy z emocjami czyli nauczysz się docierać do nich oraz dowiesz się dlaczego tak jest, że nie umiemy czuć. Co więcej powiem Ci dlaczego czucie jest kluczem relacji ze sobą i innymi.

Terminy warsztatów znajdziesz TUTAJ.

 

Powodzenia i zapraszam <3

 

Toksyczne dzieciństwo

Dysfunkcyjne dzieciństwo

 

Słowem powiedzianym w odpowiednim momencie,
można zabić lub upokorzyć,
nie brudząc sobie rąk.
Pierre Desproges

 

Dorastając w domu, w którym empatia i wrażliwość na dziecko były nieobecne powoduje, że nasze ciała gromadzą niewidoczne rany. Doświadczając braku miłości, akceptacji i bezpieczeństwa nie budujemy samoświadomości, tożsamości, ani poczucia wartości, nie widzimy siebie jako kogoś kto ma prawo do szczęścia. Każdy nasz dzień to próba udowodnienia sobie i światu swojej wartości i zasługiwania.

 

Takie życie to zabójczy wyścig, który dla wielu osób kończy się próbą samobójczą, chorobą, nałogiem. Takie życie to ciągłe spotykanie się z samo-rozczarowaniem, samo-odrzuceniem i samo-zniesmaczeniem, które odzwierciedla nasze otoczenie przysyłając ludzi i zdarzenia, które nam to potwierdzą.

 

Przez lata szukałam rozwiązania tych problemów. Wyczerpujące poszukiwanie swojej wartości w zewnętrznych rzeczach i sukcesach. Jednak żadna z tych rzeczy nie spowodowała, że zaznałam spokoju, ponieważ zawsze pojawiał się ktoś kto był bliżej ideału, który sobie stworzyłam.

 

 


Lata dociskania siebie i braku miłości spowodowały, że czułam się coraz gorzej i znalezienie ulgi było coraz bardziej skomplikowane. Środowisko, w którym funkcjonowałam utwierdzało mnie w poczuciu, że to kim jestem to za mało, że powinnam bardziej się starać.

 

 

 

Takie środowisko powoduje, że obieramy strategię przetrwania. Jesteśmy jak zastraszone zwierzę wypatrujące zagrożenia. Funkcjonujemy tylko po to, aby przetrwać kolejny dzień i nie doznać bólu odrzucenia. Nasz wybór nie determinuje to czego potrzebujemy, czego pragniemy i co nam się podoba. Wybieramy to co przyniesie mniejszy ból. Nie idziemy wtedy w kierunku radości tylko zawsze w kierunku bólu, straty mniejszej lub większej. Uświadomienie sobie tej prawdy o moim życiu przyniosło wiele bólu i wiele łez.

 

Ta świadomość doprowadziła mnie do tego, że przeszłam żałobę nad tym, co nie było częścią mojego życia i nie będzie. Ta świadomości przyniosła za sobą kolejną. Zrozumiałam, że dziś tylko ja mogę zmienić bieg mojego życia. Tylko ja mogę spowodować, że przestanę unikać bólu, a zacznę poszukiwać szczęścia i miłości pomimo strachu, który przepełniał moje ciało.

 

 

Zaczęłam ten proces od codziennego poznawania tego co czuję. Sumiennego wsłuchiwania się w ciało i zapisywania odczuć w dzienniku. Rozpoczęłam naukę dostrzegania swoich uczuć, pozwalania sobie na nie i radzenia sobie z nimi. Powoli uczyłam się komunikować co czuję innym i stać przy sobie nawet gdy inni nie zgadzali się z moimi słowami.

 

Zdrowa relacja z tym, co czuję powoduje, że wiem Kim Jestem w co Wierzę, co Lubię, czego Chcę!

 

Jeżeli borykasz się z podobnymi problemami z którymi sama się borykałam. Jeżeli chcesz poczuć upragniony spokój i zrozumienie Zapraszam Cię na Warsztaty Sekret Życia w Równowadze oraz na Spotkania.

 

Szczegółowy plan Warsztatów znajdziesz w Wydarzeniach na FB oraz na mojej stronie w zakładce Sklep.

Zapraszam!

Terminy Warsztatów

Poznań 27 października 2018
Warszawa 17 listopada 2018
Trójmiasto 12 stycznia 2019

Terminy spotkań

Warszawa 12 października 2018
Trójmiasto 24 października

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Proces wiktymizacji, wchodzenie w rolę ofiary

 

Bycie ofiarą to jedyna rola jaką znałam z dzieciństwa. Każdy kto dorastał w toksycznej rodzinie przetrwał, ponieważ przyjął „jakąś rolę”.

 

Twoja rola jest uwarunkowana wieloma czynnikami. Jako dziecko walczymy o przetrwanie, obserwujemy otaczający nas świat i dopasowujemy swoją strategię przetrwania do sytuacji rodzinnej, do tego kim jesteśmy i na co reagują rodzice, którzy dopuszczają się toksycznych zachowań.

 

Nauczono mnie żyć z poziomu ofiary, brać to co życie przynosiło i nie podejmować prób zmiany, ponieważ wiązało się to ze zbyt dużym zagrożeniem, czyli utratą aprobaty ze strony mojej mamy, ale również rodzeństwa. Jako najmłodsze dziecko w rodzinie miałam być posłuszna i grzeczna.

 

Dziś wiem, że miałam służyć jako ktoś kto ma przyjmować frustrację i niezadowolenie domowników bez szansy na realizację własnego życia. Do momentu zmiany żyłam „bezpiecznym” życiem, czyli próbowałam zadowalać wszystkich i jednocześnie żyłam tak aby nie narażać się na niebezpieczeństwa.

 

Pozostajemy w mentalności ofiary do czasu, kiedy podejmiemy decyzję o wyjściu z tej roli o przerwaniu dotychczasowych schematów i wzięciu odpowiedzialności za własne życie. Ta zmiana wiąże się ze stanięciem twarzą w twarz ze strachem, który towarzyszy nam od dzieciństwa, mówię tu o lęku przed odrzuceniem/porzuceniem przez rodzica.

 

Wejście w taką rolę w dzieciństwie powoduje, że powielamy takie relacje i schematy zachowania i trudno jest nam stworzyć relacje oparte na partnerstwie i równowadze.

 

Świadomość problemu to pierwszy krok do wolności <3

 

Toksyczne związki

Droga do Siebie

 

Dochodząc do siebie po rozwodzie i po procesie otwierania oczu bardzo często zadawałam sobie pytanie:

 

Jak można świadomie krzywdzić osobę, którą się kocha?

Była to najtrudniejsza prawda do zrozumienia w moim życiu. Ponieważ dotyczyła zarówno mojego małżeństwa jak i mojego rodzica oraz rodzeństwa. Dotyczyła mojej dotychczasowej podstawy, na której zbudowałam swoje życie.

 

Rodzicielstwo i małżeństwo powinno być oparte jest na miłości, szacunku i wsparciu. Kiedy zaczynamy dopuszczać prawdę o relacjach narcystycznych w naszym życiu czujemy ogromny ból i zagubienie.

Często myślimy o tym jak mogliśmy do tego dopuścić i nie zauważyć oraz o tym, co zrobić, aby nigdy już tego nie powtórzyć.

 

Proces leczenia po wyjściu z relacji z osobą narcystyczną dotyka wielu sfer: emocjonalnej, duchowej, psychologicznej, fizycznej, finansowej, czasami dotyczy to również molestowania seksualne. Jest w nim wiele warstw, które odkrywamy, w miarę jak wzrastamy w siłę i zyskujemy poczucie bezpieczeństwa.

 

Aby wyzdrowieć i zbudować swoją tożsamość potrzebujemy nauczyć się traktować siebie w nowy sposób. Wymaga to od nas codziennego zaangażowania w praktykę dbania o siebie oraz wytrwałości, cierpliwości i współczucia.

 

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego jak wiele miłości i poświęcenia wymaga wyleczenie traumy, która funkcjonuje w rodzinie od pokoleń.

 

Zmianę możemy zacząć od Siebie, ucząc się miłości, empatii i zrozumienia dla Siebie. A przede wszystkim kontaktowania się z naszymi emocjami. Wtedy każdy dzień to kolejny krok, który zbliża Cię do Twojej prawdy i autentyczności.

 

Mam na dziś dla Was ćwiczenie, które jest jednym z małych kroków.

Początki po rozpadzie związku z osobą narcystyczną są bardzo trudne, często nie mamy siły na to, aby żyć. Wspierającym ćwiczeniem jest zapisywanie w dzienniku każdego dnia wieczorem 5 celów, które zrobisz zaraz po tym jak się przebudzisz takich jak np. mycie zębów, ubranie się, zjedzenie śniadania oraz 5 celów na cały dzień np. krótka medytacja, kontakt z moimi emocjami, kupię bukiet kwiatów dla siebie.

 

Jeżeli wersja z 5 celami jest dla Ciebie za trudna na dziś, zmniejsz proszę ich liczbę, zacznij od 3.
Niezmiernie ważne jest, abyś podziękowała sobie za tą pracę jaką wykonałaś pod koniec dnia. Ja robię to w ten sposób, że kładę rękę na moim sercu i wysyłam do siebie wdzięczność za kolejny dzień i kolejny mały krok ku Sobie.

 

To ćwiczenie może wydawać się banalnym jednak pomoże Tobie w wyjściu z zapętlonego myślenia o tym co się stało i analizowania tego w najdrobniejszych szczegółach. Nawet jeżeli wpiszesz na swojej liście najprostsze rzeczy, Twój umysł będzie skoncentrowany na wypełnieniu tych obowiązków, poczujesz, że podejmujesz decyzję i działasz. Z czasem dzięki temu ćwiczeniu zyskasz poczucie siły i sprawczości.

Powodzenia <3

 

P.S. Jeżeli potrzebujesz inspiracji i wsparcia w Twojej codziennej pracy – zapraszam Cię do Wilczego Stada – dołącz do innych Wilczyc i otrzymuj codzienną dawkę inspiracji w pracy nad sobą. 

 

Toksyczne dzieciństwo

Osobowość zależna

 

Osoby, które borykają się z zależnością zazwyczaj dorastały w rodzinie, w której doświadczały przemocy. Często dotyczy to dzieci, których rodzice lub rodzic borykał się z uzależnieniem lub chorobą psychiczną. Osoby zależne, jako dzieci nie miały przestrzeni do budowania swojej autonomii, budowanie granic i nie czuły się bezpiecznie.

 

Otwarta komunikacja i szczerość są wielkim wyzwaniem dla osoby zależnej jest to spowodowane brakiem asertywności i umiejętności działania w kierunku zaspakajania swoich potrzeb. Dbanie o siebie i działanie w kierunku zaspokojenia tego czego pragniemy jest często zaniechane w momencie, kiedy napotykamy jakiekolwiek przeszkody. W moim życiu była nieskończona ilość takich sytuacji. Przeszkody powodowały, że chowałam się i nie podejmowałam kolejnej próby po to, aby uniknąć przeszywającego odrzucenia. Łatwiejszą opcją było schowanie mojej prawdy i wzięcie odpowiedzialności za potrzeby innych.

 

Może to dotyczy również Ciebie? Zastanów się na ile potrafisz otwarcie zadbać o swoje potrzeby?

 

Taki schemat działania powoduje narastanie niepokoju i lęku. Dominacja niepokoju w naszych ciałach wywołuje potrzebę kontroli rzeczywistości i często manipulowania innymi za pomocą dawania rad albo zadowalania. Obawa przed powiedzeniem drugiej osobie NIE powoduje, że robimy sobie ogromną krzywdę, ponieważ uciekając przed szczerością, która jest dla nas zagrożeniem wpadamy często w bardzo nieprzyjemne sytuacje, których konsekwencje są znacznie bardziej skomplikowane niż powiedzenie NIE.

 

 

Osoby zależne nie muszą być zależne każdej relacji. Czasami jest tak, że łatwiej jest nam stawiać granice ludziom w pracy, a w domu zapominamy o sobie. Dla innych może być zupełnie odwrotnie. Zależność ma wiele twarzy.

 

Nie każda osoba zależna wchodzi w relacje z osobą narcystyczną, niektórzy uciekają przed bliskością w relacji ze względu na krzywdy jakich doświadczyli inni desperacko szukają związku, który pozwoli im na zrzucenie odpowiedzialności za swoje życie.

 

Warto też pamiętać, że zależność ma wiele symptomów i różne stopnie zaawansowania. Czasami osoby zależne z zewnątrz wyglądają na niezależne, ale kontrolują albo są kontrolowane w relacji przez narcystycznego partnera albo rodzica lub przez nałóg.

 

 
 
Jeżeli jesteś w relacji z osobą uzależnioną, stosującą przemoc zastanów się proszę czy nie jesteś osobą zależną?

 

Toksyczny Wstyd i Niska Samo-ocena

Uczucie bycia niewystarczająco dobrym i porównywanie się do innych jest oznaką niskiego poczucia własnej wartości. Bywa tak, że zewnętrznie, świadomie ktoś myśli o sobie dobrze jednak to często kamuflaż, ponieważ pod powierzchnią tkwi głęboko zakorzenione uczucie bycia niekochanym i toksyczny wstyd. Dążenie do perfekcji i jednoczesne zaplątanie w poczuciu winy może być desperacką próbą zaprzestania katowania się myślami o swojej niedoskonałości i niedopasowaniu do świata.

 

Zadowalanie ludzi

Osoby zależne uważają, że ich obowiązkiem jest zadowalanie praktycznie każdego kogo spotkają na swojej drodze. Mówienie NIE wywołuje niepokój i dyskomfort. Normą dla osoby zależnej jest poświęcanie swoich własnych potrzeb dla zadowolenia innych osób.

 

Słabe granice

Granica oddziela nasz świat wewnętrzny od świata zewnętrznego. Granice dają poczucie bezpieczeństwa i wytyczają jasno przestrzeń. Mając granice masz przestrzeń dla swojego ciała, uczuć, potrzeb. Będąc osobą zależną Twoje granice są jak sito, pełno w nich dziur, przez które toksyczni ludzie mogą przejść bez problemu i „wstrzyknąć” swoją toksyczność jednocześnie zabierając dobro. Wszechogarniające Cię uczucie odpowiedzialności za uczucia i problemy innych bierze się właśnie stąd. Bardzo łatwo jest też zrzucić na Ciebie odpowiedzialność, ponieważ brak lub dziurawe granice nie są barierą.

Zdarza się tak, że osoby zależne mają zdecydowane granice są to często osoby wycofane i zamknięte w sobie. Trudno jest im nawiązać relacje z innymi ludźmi.

 

Reaktywność

Konsekwencją słabych granic jest reagowanie na nastroje, uczucia i myśli innych ludzi. Wiele rzeczy, które słyszymy dotyka nas i wywołuje reakcje czy próby obrony siebie. Dzieje się tak, jak już mówiła, ponieważ nie ma granicy pomiędzy tym co w Tobie, a tym co na zewnątrz. Jeżeli nie mamy granic każda uwaga czy opinia inna od naszej staje się naszym realnym zagrożeniem.

 

Dbanie o innych

Brak granic powoduje, że jeżeli ktoś obok nas ma problem wyrywamy się z pomocą i wsparciem, nie zważając na swoje potrzeby. Nie chcę nikogo namawiać do braku empatii czy współczucia dla innych osób. Myślę tu o pomaganiu innym i zapominaniu o sobie i swoim życiu. Osoby zależne mają w sobie pęd do naprawiania życia innym i dawania rad, jednocześnie, kiedy ktoś odmówi takiej pomocy wywołuje to ogromne poczucie odrzucenia.

 

Problemy w komunikacji

Pisałam na samym początku o trudnościach w mówieniu o swoich potrzebach, uczuciach i poglądach. Z mojego życia znam trzy scenariusze albo było tak, że wiedziałam co myślę i nie potrafiłam tego zakomunikować, bałam się, że to co powiem zrani albo nie spodoba się drugiej osobie. Było też tak, że czułam się tak zdominowana, że nie potrafiłam skontaktować się z tym co czuję i co myślę. Natomiast w zderzeniu z kimś kogo uznawałam za autorytet zgadzałam się na wszystko będąc przekonana, że tego właśnie chcę. W każdym z przypadków komunikacja nie jest szczera i jasna.

 

Kontrola

Kontrola do pewnego stopnia jest potrzebna każdemu, życie pełne chaosu i braku stabilizacji nie służy nikomu. Jednak osoby zależne próbują kontrolować po to, aby czuć się bezpiecznie. Robią to również dlatego, że nie chcą ryzykować i podzielić się swoimi uczuciami, nie chcą otworzyć się przed innymi.

 

Obsesyjne myślenie

Może znasz to ze swojego życia – te godziny i dni spędzona na myśleniu o innych ludziach, relacjach, sytuacjach. Ciągłe analizowanie i interpretowanie zdarzeń, słów i zachowań. Jest to spowodowane zależnością od innych oraz nieustającym lękiem przed odrzuceniem wywoływanym przez toksyczny wstyd. To samo dotyczy wpadania w fantazje o tym jak mogłoby wyglądać Twoje życie i z kim mogłabyś/mógłbyś je dzielić. Takie fantazjowanie jest „świetnym” sposobem na ucieczkę od bólu jaki czujemy tu i teraz.

 

 

Zaprzeczanie

Nie wiem jak Tobie, ale dla mnie przyznanie się do prawdy dotyczącej mojego życia zajęło lata. Byłam wytrwała w odwracaniu głowy od problemu i wpadania w mechanizmy obronne i działania zastępcze oraz uzależnienia. Bardzo często narzekałam, naprawiałam życia innych ludzi, zabierałam się za nowy projekt lub nową pracę po to, aby nie patrzeć na moje problemy.
Kiedy tak się dzieje nasze skupienie jest na uczuciach i potrzebach innych ludzi. Nie potrafiłam również prosić o pomoc ani jej przyjmować chciałam za wszelką cenę być samowystarczalna jednocześnie czekając na ratunek. Łatwiej było mi zaprzeczać temu, że potrzebuję intymności i bliskości oraz temu, że jej brak bardzo mnie rani.

 

Zależność

Osoby zależne, aby czuć się dobrze same ze sobą potrzebują akceptacji innych ludzi. U podstawy ich istnienia żyje ogromny lęk przed porzuceniem i byciem odrzuconym jest to lęk pierwotny.

 

Bolesne emocje

Toksyczny wstyd oraz niskie poczucie własnej wartości powodują, że osoby zależne boją się i czują niepokój przed:

Odrzuceniem
Osądzeniem
Popełnianiem błędów
Bycia błędem
Bliskości

 

Wszystkie te symptomy prowadzą do narastania agresji, depresji, desperacji, rozpaczy, rozżalenia.
Pamiętajcie proszę, że dla każdego jest nadzieja na wyjście i zmianę. Pierwszym krokiem jest poszukanie wsparcia! Jeżeli szukasz wsparcia zapraszam Cię do Wilczego Stada.

 

Toksyczne związki

Współ-rodzicielstwo z osobą narcystyczną

 

Wilczyco jest to temat, o który często mnie pytacie, dlatego też postanowiłam napisać o tym. Niewiele jest dostępnych badań, czy opracowań dotyczących rodzicielstwa rodziców narcystycznych, dynamiki takiej rodziny oraz efektów jakie ma takie rodzicielstwo na dzieci.

 

Patrząc na swoje doświadczenia bycie dzieckiem narcystycznego rodzica odcisnęło ogromne piętno na mnie i moim życiu. Jednocześnie przez lata nie byłam świadoma problemu. I myślę, że to dotyczy wielu osób.

 

Jeżeli jesteś w związku, w którym ojciec Twojego dziecka jest osobą o cechach narcystycznych pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie tego, z kim masz do czynienia. Wiele osób które do mnie piszą – wierzy, że te osoby potrafią kochać bezwarunkową miłością swoje dzieci.

 

Myślałam podobnie, jednak życie pokazało mi zupełnie coś innego. Jeżeli nie przestrzegasz warunków i oczekiwań tracisz zainteresowanie, a otrzymujesz odrzucenie i zniesmaczenie. Potwierdzenie moich słów możecie odnaleźć w książkach dotyczących osób toksycznych i ich strategii. Jest to bardzo trudna prawda, aby ją uznać potrzebowałam lat i wielu doświadczeń, a przede wszystkim kontaktu z moimi emocjami.

 

Pomocne może być, jeżeli ten problem dotyczy Ciebie zweryfikowanie myślenia o rodzicielstwie i opracowanie planu wspierania dziecka w radzeniu sobie z rodzicem, który zaburza naturalny rozwój na poziomie emocjonalnym i psychologicznym.

 

Rodzicielstwo osoby o cechach narcystycznych jest rodzicielstwem pochłaniającym lub ignorującym. Odniosę się do tego tematu w innym artykule lub nagraniu. Każda z tych postaw nie pozwala dziecku na stworzenie własnego Ja, swojej indywidualności.

 

 

 

Ograniczenie kontaktu – na tyle na ile możesz to zrobić. Osoby narcystyczne cały czas dążą do tego, abyś pozostała w związku, rozwód i czas, który minął nie mają znaczenia. Taka osoba nie odpuszcza wciągania Cię w emocjonalne i psychologiczne rozgrywki. To powoduje, że dzieci cierpią, ponieważ wyczuwają tą walkę pomiędzy rodzicami.

 

 

Jeżeli Twoje dziecko będzie znało zasady dotyczące Waszego życia będzie mu zdecydowanie łatwiej. Granice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa. Przewidywalność i stabilizacja są niezbędne, kiedy dziecko wraca z weekendu, w którym doświadczyło burzy emocjonalnej u drugiego rodzica.

 

Naucz swoje dziecko, jak ma rozładowywać napięcie emocjonalne, z którym wraca po spotkaniu z rodzicem narcystycznym. Nauka samoświadomości jest niezastąpionym i bezcennym kołem ratunkowym. Ucz swoje dziecko nazywania tego co czuje, łączenia odczuć z ciała z emocjami. To da dziecku zrozumienie tego co się z nim dzieje i dlaczego tak się dzieje. Tym samym Twoje dziecko nauczy się samoobserwacji i będzie umiało zauważyć, kiedy rodzic narcystyczne będzie zrzucał na nieodpowiedzialność za siebie i swoje uczucia.

 

Chroń swoje dziecko, ale nie ucz go roli ofiary. Pozwalaj mu na kształtowanie własnej opinii.

 

Pozwól, aby Twoje dziecko mierzyło się z tym na co jest gotowe. Nie jesteś w stanie cofnąć czasu, wymienić rodzica, czy wymusić na drugim rodzicu terapii. Zmierz się z tym na poziomie emocjonalnym, wyrzuć całą złość i smutek jakie za tym stoją. Dzięki temu będziesz w stanie wesprzeć swoje dziecko w drodze do samodzielności i dojrzałości emocjonalnej. Twoja postawa jest bardzo ważna, ponieważ tylko Ty możesz pomóc swojemu dziecku wyrosnąć na empatycznego i zdrowego człowieka, który będzie umiał rozpoznawać toksycznych ludzi i stawiać im granice.

 

Mam nadzieję, że ten krótki tekst zainspiruje Cię do działania i docierania do Twojej wewnętrznej siły nawet w obliczu tak trudnego zadania. Jestem z Tobą całym sercem <3

 

Nowa Ty

Jestem… żałoba po toksycznej relacji

 

Jestem…. zbierając kawałki siebie po doświadczeniu życia z osobą narcystyczną mamy przed sobą wiele pracy. Ważne, aby zacząć od przejścia żałoby, która przechodzi przez sześć etapów akceptacja/zaprzeczenie/targowanie się/gniew/depresja.

 

Te etapy przeplatają się i są potrzebne do tego, aby podnieść się i rozpocząć proces separacji/indywiduacji, który prowadzi do odbudowania swojego prawdziwego JA.

 

Ćwiczeniem, które towarzyszyło mi na tamtym etapie było sporządzenie listy moich zalet i cech. Początkowo było to dla mnie bardzo trudne. Jednak z czasem dopisywałam kolejne rzeczy. Dzisiaj zapraszam Ciebie do tego ćwiczenia. Niezależnie od tego czy wychodzisz z relacji z toksycznym rodzicem czy żoną, mężem, partnerką czy partnerem a może przyjaciółką czy przyjacielem.

 

Znajdź sobie zaciszne miejsce, w którym będziesz mieć przestrzeń na bycie swobodną/swobodnym – kiedy robiłam to ćwiczenie pierwszy raz płakałam, ponieważ nie potrafiłam wykrztusić z siebie niczego pozytywnego o sobie.

 

Wykonując to ćwiczenie przyjrzyj się wszelkim negatywnym ocenom jakie wypływają z Twojego wnętrza. Każde takie zdanie jest przestrzenią do przytulenia siebie i dania sobie empatii, zapłakania nad tym jak surowo postrzegasz siebie i jakie wymagania sobie stawiasz jednocześnie nie widząc osiągnięć. Pozwól wtedy działać Twojemu wewnętrznemu rodzicowi, aby roztoczył nad Tobą opiekę.

 

Mam nadzieję, że to ćwiczenie zainspiruje Was do otoczenia siebie miłością i zrozumieniem <3

Foto:Unsplash

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Konsekwencje toksycznego dzieciństwa: autodestrukcja.

Dziś kilka słów o uzależnieniu, zachowaniach autodestrukcyjnych i nauce bycia swoim rodzicem.
 

Kiedy mówimy o swoim uzależnieniu od czegokolwiek (alkoholu, narkotyków, seksu, hazardu, wydawania pieniędzy, internetu …), o swoich problemach z jedzeniem, swoich zachowaniach kompulsywnych i autodestrukcyjnych często podchodzimy do tego, jako do problemu. Warto, abyśmy pamiętały, że to przez lata były nasze mechanizmy, które ratowały nam życie pozwalały przetrwać we wrogim środowisku. Te zachowania pokazują nam też ból, który jest w nas, a który często pomijamy i uciekamy od niego np. w perfekcjonizm.

 

Jeżeli zaczniemy patrzeć na siebie z empatią i zrozumieniem, zobaczymy, że w amoku tego uzależnienia i osądzania -jestem ja, która potrzebuje pomocy. Dzięki temu, że pochylimy się nad sobą i swoim zagubieniem odnajdziemy siłę do pracy i zmiany swojego życia.

Przez lata zastanawiałam się, dlaczego mój wzrok przyciągają wszyscy nieszczęśliwi, obdarci i pijani ludzie na ulicy. Patrząc na nich widziałam ich autodestrukcję i brak miłości i troski o siebie. W każdej z tych osób widziałam samą siebie, którą pomijałam w moim życiu codziennym. Każda z tych potrzebujących osób była częścią mojego bólu i smutku, którego u siebie nie chciałam widzieć. Ponieważ miałam dach nad głową, pełny brzuch i czyste ubranie. Dlatego też dociskałam siebie bardziej obwiniając się za brak efektów tego dobrego życia. Wpadałam w perfekcjonizm i brak empatii i zrozumienia co powodowało nasilenie wszystkich moich kompulsywnych zachowań.

 

Podejmowałam miliony prób pracy z uzależnieniami i autodestrukcją. Wiele razy padałam na kolana, bo nie było efektów – wracałam do punktu wyjścia. To były niesamowicie bolesne lekcje.
Już było dobrze, miałam za sobą okresy wolności od towarzyszącego tym uzależnieniom bzyczenia w głowie i nagle bum. Nie udźwignęłam, poszłam na zakupy, rozdrapałam swoją skórę do krwi, wpadłam w szał sprzątania. Tylko po to, aby nie czuć tego napięcia w głowie i ciele, które było tak nieznośne. A potem było poczucie winy i wstyd za siebie, za brak konsekwencji, wytrwałości, za słabość.

 

Powtarzająca się pętla.

 

Te upadki spowodowały, że zaczęłam się intensywnie przyglądać temu cyklowi. Co mi to przypominało z przeszłości? Jakie myśli, uczucia i schematy temu towarzyszyły?

Zrozumiałam, że ten cykl był cyklem relacji z moją narcystyczną matką. W relacji z moją matką zawsze był dramat, jej dociskanie mnie do granic wytrzymałości, jej kłamstwa, że miłość to ból, mój wybuch, jej separacja i odrzucenie mnie, moje bieganie za nią i przeprosiny. I całość zaczynała się od nowa.
Te schematy kształtowały moje życie i działanie. Przenosiłam ten schemat na wiele płaszczyzn mojego życia – związek, pracę, macierzyństwo, życie codzienne. Nie potrafiłam zbudować niczego stabilnego.

 

Schemat zaczął padać, kiedy zaczęłam być swoim wewnętrznym rodzicem. Kiedy zaczęłam dbać o siebie. Uczyłam się tego jak postępują dojrzali rodzice, jak stawiają granice swojemu dziecku i wymagają w dojrzały mądry sposób, uczyłam się jak mobilizować siebie do działania i niepoddawania się w obliczu trudności. Uczyłam się zatrzymywać swoją autodestrukcję i samo-nienawiść, kiedy mój perfekcjonizm wymagał ode mnie natychmiastowych sukcesów. To o czym piszę było łatwe do zrobienia dla innych, ale nie dla siebie. W czasie tej drogi napotykałam swój bunt i opór. Byłam wściekła na świat i wszystkich dookoła. I jednocześnie Wszechświat pokazywał mi: Justyna nie ma innej drogi. To co zrobią za Ciebie inni nie przetrwa, będzie tylko na chwilę. To, gdzie nie bierzesz odpowiedzialności za siebie nie zniknie z Twojego życia i nie naprawi się samo. Mieszanka złości, przerażenia i oporu. A w tle mój wewnętrzny głos: Kochana jestem przy Tobie, daj sobie czas, zrób mały krok i poczujesz swoją siłę.

 

Z tych małych kroków tworzymy swoje nowe życie, swoją tożsamość. Te małe kroki powodują, że integrujemy nasz Umysł/Ciało/Serce i Ducha a w tej integracji jest miłość i akceptacja tego kim jesteś.

Wilczyce zapraszam Was do podzielenia się Waszą historią <3

2018_07_30_Wiązania pourazowe
Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Wiązania pourazowe – zapętlenie w toksycznej relacji.

Poczułam silną potrzebę nagrania tego filmu, ponieważ wiem jak wiele wartości wniosła do mojego życia znajomość i świadomość tego terminu. Owszem przyniosło mi to wiele bólu, ale to był ból, który i tak był częścią mojego życia niezależnie od tego, czy chciałam na niego patrzeć czy też nie.

Dziś wiem, że życie w zaprzeczeniu było znacznie boleśniejsze, ponieważ nie było w nim miłości i empatii do mnie samej. Nie było w nim też nadziei na zmianę, tkwiłam w bezsilności.

Jeżeli jesteś w relacji z osobą toksyczną – wiązanie pourazowe jest częścią Twojego życia. Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie tego i rozpoznanie problemu.

Dzięki temu, że jesteśmy obecni w naszym życiu, w naszej rzeczywistości jesteśmy w stanie poszukać wsparcia i pomocy po to, aby przerwać wiązania pourazowe i uwolnić się z toksycznej relacji.

Praca nad samoświadomością i troską o siebie pozwala nam na przecięcie tych wiązań, które trzymają nas w niewoli.

 

2018_06_20_Depresja_jak sobie pomóc
Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Depresja – jak sobie pomóc?

Trauma doświadczona w dzieciństwie może powodować depresję. Jeżeli byliśmy zmuszani w dzieciństwie do tłumienia naszych emocji prowadzi to do wypracowania w sobie mechanizmu, który nie pozwala im płynąć. Emocje to energia, która zostaje zatrzymana w naszym ciele, jeżeli byliśmy programowani przez rodziców do tego, aby je tłumić i bać się ich.

Jeżeli byłaś/byłeś dzieckiem rodzica narcystycznego byłaś/byłeś zmuszany do tłumienia swoich uczuć.

Jeżeli depresja dotyczy Ciebie sprawdź proszę czy rozpoznajesz w sobie symptomy osobowości zależnej.

Depresję wywołuje wiele rzeczy – jeżeli związana jest z zależnością spowodowana jest tłumieniem i wyciszaniem emocji. Kiedy tłumimy w nas emocje powodujemy blokady energetyczne w naszym ciele.

Nagrałam to video dla każdego kto ma poczucie winy, wstydu i jest sfrustrowany stanem depresyjnym. Chciałabym, aby każdy kto cierpi na depresję ściągnął z siebie poczucie winy ponieważ stan z którym się boryka jest efektem toksycznego dzieciństwa, a nie w sobie <3

 

2018_06_01_Czym są złożone objawy stresu pourazowego
Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Czym są złożone objawy stresu pourazowego?

Leczenie skutków złożonego stresu pourazowego jest złożone.
Rodzice, którzy stosowali przemoc i porzucenie doświadczyli nas na wielu poziomach: emocjonalnym, duchowym, poznawczym, fizycznym i psychologicznym.

CPTSD złożone objawy stresu pourazowego powodują, że wszystko co robisz jest trudniejsze.

Dlaczego jest to trudniejsze, ponieważ doświadczając CPTSD doświadczasz emocjonalnej regresji, podczas wykonywania różnych zwykłych czynności i nie masz świadomości, że tak się dzieje. Dochodzi do tego jeszcze atak ze strony wewnętrznego krytyka, który wyrzuca w Twoim kierunku wiele przykrych słów lub wyszukuje we wszystkim zagrożenia.

Aby wyzdrowieć potrzebujesz nauczyć się jak wspierać siebie – drogą do zdrowia i odzyskania wewnętrznej harmonii i szczęścia jest zaspokojenie wszystkich potrzeb, które nie zostały zaspokojone przez rodzica w dzieciństwie i procesie dojrzewania.

Dzięki temu wyzwalamy się z roli “więźnia własnego dzieciństwa” (Alice Miller)

 

Toksyczne dzieciństwo

Dlaczego byłam tak bardzo zależna?

Bardzo często rozrywało mnie poczucie bezsilności wtedy, kiedy goniłam za miłością i akceptacją osoby, która nie chciała mi jej dać. Nie potrafiłam wtedy zrozumieć, dlaczego tak jest, że nie dostaję tej miłości i dlaczego tak desperacko gonię. Szczerze mówiąc myślałam o sobie w przeszłości, że kocham i szanuję siebie. Jednak skąd ten ból, który przeszywał moje ciało i łamał moją osobowość, kiedy ktoś odchodził i zostawałam sama. Wtedy czułam jakby mój świat się walił, jakbym przestawała istnieć. Nie miałam sił, umiałam tylko być ofiarą, nie potrafiłam tego zmienić. Powtarzałam w głowie, Dlaczego tak jest? Dlaczego życie jest dla mnie tak okrutne?
W pogoni za akceptacją i miłością działałam kompulsywnie, raniąc siebie jeszcze bardziej. Odbierałam sobie godność i znikome poczucie własnej wartości. Były momenty, kiedy śmiechem zasłaniałam totalną rozpacz, którą czułam. Czułam się dobrze tylko wtedy, kiedy doświadczałam osoby, która była blisko, na której mogłam się oprzeć, wręcz owinąć się wokół niej i pozwolić jej kierować moim życiem. Zmieniałam swoje zdanie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wmawiając sobie, że właśnie tego chcę i to jest moim pragnieniem. Teraz wiem, że to kłamstwo jakim karmiłam siebie po to, aby przetrwać kolejny dzień. Życie w iluzji, we mgle.
Wmawiałam sobie, że jestem szczęśliwa, wolna, niezależna. Oburzałam się opiniami na swój temat sugerującymi zależność. Nie chciałam tego słyszeć, nie byłam w stanie udźwignąć tej świadomości, więc odsuwałam ją od siebie. Oszukiwałam siebie i mówiłam, że mogę wszystko. Jednocześnie stojąc w miejscu i przestawiając meble z zastraszającą częstotliwością – to dawało mi złudzenie działania. Dlaczego w moim życiu było tak wiele iluzji, naiwności i kłamstwa? Dlaczego tak bardzo oszukiwałam siebie?!
Ponieważ żyłam w domu, w którym brakowało bezpośredniej komunikacji, w którym nie czułam się widziana. Komunikaty nie były jasne, były pasywno-agresywne, sarkastyczne. W moim domu panowały tematy tabu, tajemnice, zaprzeczanie, kłamstwa. Przekaz werbalny i niewerbalny był niespójny.
Komunikacja jest podstawą relacji i nie myślę tu tylko o słowach, małe dziecko porozumiewa się z matką pozawerbalnie, dlatego też spójność słów z ciałem jest niezmiernie ważny, szczególnie w rodzinie, ponieważ to rodzice wprowadzają nas w świat komunikowania się. Właśnie od rodziców zależy w dużej mierze jak będziemy postrzegać świat i porozumiewać się z ludźmi, nawiązywać i utrzymywać relacje z nimi. Jeżeli żyjemy w rodzinie, w której jest otwartość, szczerość wtedy dorastamy w poczuciu bezpieczeństwa, stabilizacji i zaufaniu do świata i ludzi. Widzimy świat dookoła nas jako spójny, prawdziwy.
Kiedy jesteśmy dziećmi, rodzice to cały nasz świat, szczególnie matka. Mamy bezgraniczne zaufanie do naszej rodziny i wierzymy, że ze strony rodzica nie może spotkać nas nic złego. Kiedy jednak nasi rodzice lub jedno z rodziców nie jest w kontakcie ze sobą, kłamie, udaje, zaprzecza i manipuluje prawdą wtedy dziecko coraz częściej czuje w sobie napięcie psychiczne i emocjonalne, ponieważ informacje jakie docierają do dziecka są sprzeczne.
Będąc dzieckiem często słyszałam od matki „Przytul się do mnie” a kiedy podchodziłam czułam jak ciało mojej matki stawało się nieprzystępne i sztywne. Odsuwałam się wtedy, ponieważ czułam, że moja mama wcale nie chce tej bliskości. A wtedy słyszałam jej słowa „Nie kochasz już mnie, nie chcesz się przytulić?” wywoływało to we mnie ogromny ból i rozdarcie. Przecież to nie była prawda, ja chciałam się przytulić, chciałam być blisko, ale dostałam inny sygnał. Dotarłam do tego wspomnienia, ponieważ jako osoba dorosła miała wielki opór przed przytuleniem się do mojej mamy, a kiedy czasami robiłam to czułam jej ciało. Moja własna mama odpychała mnie od siebie, tak bardzo nie mogła znieść tej bliskości.
Jednak jako dziecko tego nie wiedziałam. Takich komunikatów było mnóstwo. Długotrwałe narażenie dziecka na podwójne wiązania, właśnie tak określa się tego typu komunikaty, powoduje, że dziecko czuje ciągłe napięcie, niepewność, wyostrza też swoją uwagę i brakuje mu poczucia bezpieczeństwa. Takie dzieci w tym i ja mają w sobie ciągłą potrzebę poszukiwania prawdy. Ponieważ rodzic przez lata pozostawiał je w poczuciu sprzeczności. Moja mama potrafiła zadawać mi ból i mówiła, że robi to z miłości i troski o mnie. Kiedy wracam do tych momentów jest w nich jeszcze ból i niezrozumienie.
Dorastanie w takim domu ma ogromny wpływ na nasze dorosłe życie, ponieważ dramatycznie zakrzywia nasze widzenie świata. Przestajemy wierzyć sobie, nie czujemy swojego JA, nie czujemy swojej wartości. Takie dzieciństwo wielu z nas doprowadza do zależności. Nie potrafimy rozpoznawać swoich uczuć, nie potrafimy ich nazwać. Dołącza do tego ogromne poczucie winy, ponieważ dążymy do rozwikłania wewnętrznego konfliktu, chcemy czuć się kochani i widziani przez naszego rodzica. Podejmujemy kolejne próby pokazania rodzicowi jak bardzo go kochamy, jednak żyjąc w tak dysfunkcyjnym środowisku i podwójnych komunikatach, spotykamy się z powtarzającym się odrzuceniem. Cokolwiek byśmy nie zrobili okazuje się, że nasze zachowanie jest niewłaściwe, a my jesteśmy wadliwi.
Idziemy w świat zupełnie nieświadomi, nie zdajemy sobie sprawy, że to co w naszym domu było codziennością było dla nas tak bardzo krzywdzące. Jednocześnie konfrontując się ze światem zewnętrznym doświadczamy niezrozumienia, odrzucenia i braku akceptacji, nasze wnętrze podszyte jest coraz bardziej wstydem i lękiem. Z biegiem czasu stajemy się niepewni siebie i tracimy wiarę, że zasługujemy na szczęśliwe życie.
Zrozumienie doświadczeń z dzieciństwa pozwoliło mi na uwolnienie siebie, spotkanie się z moimi lękami i pracę z nimi.
Będąc na ścieżce samopoznania coraz wyraźniej widziałam, że jestem całością i zasługuję na miłość teraz. A nie wtedy, gdy będę idealna ani za głupia, ani za mądra. Coraz bardziej czułam i widziałam kłamstwo i zaprzeczenie w jakim dorastałam. Uczę się mówić o tym coraz głośniej.
Mam nadzieję, że moje doświadczenia rozjaśnią Wam waszą drogę samopoznania.
Serdecznie Was pozdrawiam <3

 

Miniaturka_13
Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Osobowość toksyczna – znaki ostrzegawcze cz.2

Oddaje Wam kolejne nagranie dotyczące zachowań, które są znakami ostrzegawczymi, które powinny nas obudzić i pobudzić do przyjrzenia się, w jakiej relacji jesteśmy lub w jaką relację wchodzimy. Wierzę też w to, że ten film, a właściwie informacje w nim zawarte pomogą Wam nabrać pewności i potwierdzą to, co czujecie od dawna będąc w relacji z osobą toksyczną. Czasami potrzebujemy małej iskierki, która zapalona otworzy nas i pomoże nam uwolnić się i zerwać zależność.

Zapraszam Was <3

 

Toksyczne dzieciństwo

Rodzina

Pokazanie siebie, kim na prawdę jestem było dla mnie przełomowym krokiem. Publikując swój pierwszy post nie miałam zielonego pojęcia, co będzie dalej. Miałam nieodpartą potrzebę mówienia do ludzi, powiedzenia mojej prawdy. Było to dla mnie tak naturalne i takie organiczne, że po prostu stało się. Usłyszałam głos: Wilczycą Być i zaczęłam pisać ze środka.

Powiedzenie sobie „tak” było dla mnie wolnością, dzięki temu moja kreatywność rosła, moje działania stawały się coraz odważniejsze, a słowa precyzyjnie odzwierciedlały co czułam. Poznawałam siebie na wielu poziomach, ponieważ konfrontowałam swoją prawdę z całym światem, no może nie aż całym, ale jak dla mnie wystarczająco dużym ???? Mogłam też spełnić wieloletnie marzenie o pracy z ludźmi, o wspieraniu innych w drodze do siebie. Co pięknie dopełnia to, kim jestem.

I ten wątek jest spokojny i harmonijny. Mogłabym tylko dopisać żyła długo i szczęśliwe, jednak moje życie uległo potężnej przemianie.

Decyzja o publikacji pociągnęła za sobą konsekwencje, ponieważ jestem częścią pewnego układu i pewnej rodziny. Rodziny, która ma swoje niewypowiedziane tajemnice, które wiszą w powietrzu, ale nikt nie ma odwagi ich dotknąć i poruszyć. I przychodzą mi na myśl nasze spotkania podczas których, nikt nigdy głośno nie zapytał. Dlaczego? Dlaczego nie ma w nas prawdy? Dlaczego jesteśmy z tej samej krwi, a tak odlegli i obcy? Przerzucamy grzeczności podszyte pustką.

I pojawiam się ja, mała dziewczynka i jej marzenie o obrońcy. Straciłam tatę, ale nadal wierzyłam, że mając dwóch starszych braci byłam bezpieczna i w dobrych rękach. Wierzyłam, że na nich zawsze mogła liczyć, kiedy życie będzie za trudne, aby je nieść na własnych plecach. I moja naiwność i magiczne myślenie dziecka dało mi nieźle w kość. Rzeczywistość była totalnie inna. Bracia byli, ale nie było tam szacunku, miłości i akceptacji. Nie mogło być skoro dorastaliśmy w domu, w którym nie mówiono tylko spuszczano swoje emocje na kogoś słabszego, kto przyjmował to na siebie i przepraszał. Ja miałam pecha, bo byłam najmłodsza.

Kiedyś zapłakana i zrezygnowana zapytałam mojego brata, kiedy będziesz mnie dobrze traktował? On powiedział, że jak zmądrzeję. Skoro jestem głupia nie zasługuję na szacunek. Każde nasze spotkanie było atakiem w moim kierunku, było obciążeniem mnie za zło tego świata. To ja go irytowałam, rozdrażniałam swoją głupotą, niedojrzałością. Wychodzi to ze mnie dziś, bo tak bardzo mi przykro, że narażałam siebie na te spotkania, że nie potrafiłam zawarczeć i zerwać tak beznadziejnej relacji. Robiłam coś odwrotnego, wracałam z coraz większą empatią i zrozumieniem, aby spróbować kolejny raz.

Cudowny i przerażający moment, w którym po zaakceptowaniu swojej ciemnej natury wykrzyczałam w słuchawkę, że nie chcę mieć takiego brata, że ma wrócić jak będzie dobry. Sama nie wiem jak to dokładnie brzmiało. Ręce mi się trzęsły, serce waliło jak oszalałe. A ja pierwszy raz w życiu puściłam hamulec, puściłam swoją świętojebliwą postawę i wypowiedziałam to, co dudniło głęboko w sercu. Dość!

Po zerwaniu kontaktu z mamą. Po rozejściu się blogu. Po wykrzyczeniu prawdy bratu, zostałam sama. Moje dotychczasowe życie umierało, raczej umarło. Byłam przerażona, załamana i sama nie wiem, co jeszcze. Jednak, byłam prawdziwa. Otaczali mnie cudowni przyjaciele, którzy bardzo mnie wspierali i nadal to robią. Pozostały osoby, które z wielką radością i podziwem przyglądają się temu, co robię. A ja spojrzałam prawdzie w oczy, zmierzyłam się z moją największą iluzją z dzieciństwa, która nazywała się “kochająca się rodzina”. Za tą iluzją stał ogromny strach przed śmiercią, przed samotnością i odrzuceniem. Stało za tym ogromne poczucie winy i toksyczny wstyd. Strach przed karcącymi spojrzeniami, strach przed podniesieniem głowy i powiedzeniem -Tak to ja mówię “nie” kłamstwu, brakowi szacunku, akceptacji i miłości. Tak, wybieram siebie, wybieram życie w prawdzie i miłości. I mam odwagę auuuu.

Strach jest we mnie i czasami zasłania obraz rzeczywistości, czasami zapominam, że jestem bezpieczna tu i teraz. Wracam do dzieciństwa, a wtedy słucham tego zalęknionego dziecka we mnie i daję mu to, czego tak bardzo mi brakowało, miłości.

Mam też w sercu nadzieję, że uda nam się odnaleźć drogę do siebie i przestrzeń na rozmowę.

 

Nowa TyToksyczne dzieciństwo

Narodziny

Zaciśnięta szczęki i brzuch to ja i moja prawda uwięziona w ciele. Chcę czasami ją wykrzyczeć w twarz mojej mamie, ale przypominam sobie, że to niszczy przede wszystkim mnie, sieje spustoszenie. Ona każdorazowo odsuwa mój krzyk od siebie i nie słyszy go. Powtarzając w kółko, że mi wybacza i że mnie kocha. A ja wciśnięta jeszcze bardziej w poczucie winy, nie rozumiem jak ona może w to wierzyć. Przecież ona NIE umie kochać, przecież robi to po to, aby zatkać mi usta i aby nasz wspólny taniec zależności wrócił do normy. Chce czerpać z mojego źródła i źródła moich dzieci, chce dostać życiodajnej energii miłości.

Droga do wolności to dla mnie odwaga stanięcia z tym, czego doświadczyłam twarzą w twarz i zobaczenie w tym sensu, przytulenie siebie, coś, co robi mądry rodzic swojemu płaczącemu dziecku.

Przypominam sobie moje dzieciństwo, młodość i dorosłość i dociera do mnie, że mama była obecna w każdym kawałku mojego życia.Wybierała mi ubrania. Wybierała mi fryzury. Wybierała mi przyjaciółki. Wybierała mi chłopaków. Wybierała mi szkoły. Wybierała mi zajęcia dodatkowe. Wybierała mi pracę. Wybierała mi męża. I nawet, jeżeli nie było jej fizycznie przy mnie, to, co zostało zasiane w dzieciństwie było tak silne, że trwało przez lata.

Byłam dotkliwie naznaczona wszystkim, co ONA aprobuje i lubi. Byłam naznaczona każdą jej preferencją. Nie pozostawiłam sobie przestrzeni na decyzje na określenie tego, kim jestem i czego chcę. Jako nastolatka umiałam jedynie pokazać przeciwieństwo tego, czego ona chce. Ale to przeciwieństwo nadal nie było mną było zaledwie BUNTEM przeciwko niej. I znowu moje życie kręciło się wokół niej.

Dopiero teraz, po tym jak zaleczyłam siebie widzę jak bardzo była obezna w moim życiu, jak bardzo moje decyzje były podszyte nią. Nawet, jeżeli podejmowałam swoje decyzje to i tak po jakimś czasie sabotowałam je, aby wrócić grzecznie do jej standardów.

Dlatego tak bardzo nienawidziłam, kiedy mówiła mi, że ładnie wyglądam, bo to oznaczało jedno! Córko jesteś ubrana i uczesana według moich standardów!!! A tego nie chciałam najbardziej na świecie.

Czułam względną akceptację do momentu, kiedy wiodłam życie zgodne z jej standardami i przekonaniami. Doskonale pamiętam, kiedy mając 32 lata zaczęłam medytować i chodzić na kursy i warsztaty, które wypuszczały moją świadomość z puszki. Fala jej niezadowolenia wylewała się coraz intensywniej. Jej działania stawały się coraz bardziej widoczne i agresywne. Chciała jednego, usunięcia osób, które według niej stanowiły zagrożenie i mojego powrotu do trybu “grzecznej dziewczynki”. Jednak ja byłam już w takim punkcie, z którego nie chciałam wrócić, byłam juz tak nieszczęśliwa, że dłużej nie mogłam tego ciągnąć, jednocześnie czułam powiew wolności na twarzy.

I tak przez lata nasz taniec się rozluźniał, a ja stawałam się coraz bardziej świadoma i widząca. Przygotowywałam się do tego, aby zacząć żyć samodzielnie, wolna od komentarzy i manipulacji.

Moja relacja miłosna bardzo mi w tym pomogła, wyciągnęła mój ból porzuconego dziecka. Teraz jestem gotowa być wdzięczna za lata spędzone razem i doświadczenia, które doprowadziły mnie do świadomości uzależnienia od mojej mamy i schematów, które stały za każdą moją relacją. To była moja odpowiedzialność, której za nic w świecie nie chciałam wziąć, wolałam być ofiarą, cierpiącą i bezwolną kobietą wykorzystywaną przez życie.

I właśnie moment, w którym zrozumiałam, że chcę tworzyć partnerski związek, pełen miłości i szacunku był dla mnie przełomem, ponieważ była to przestrzeń, w której tak dotychczas bliskie mi osoby mogły podjąć decyzję czy pozostają, czy nasza miłość jest na tyle silna, że chcą rozwijać ją bardziej chcą przerodzić ją w piękną relacje wspólnego zrozumienia, pokazania siebie i swoich ran, na połączenie serc. Wtedy poczułam pustkę i stanęłam sama ze sobą i swoim odwiecznym lękiem przed samotnością twarzą w twarz.

To był mroczny okres mierzenia się ze sobą, upadków i wzlotów i ponownego schodzenia jeszcze niżej w otchłań samotności, aż do symbolicznej śmierci wszystkiego, co dotychczas było dla mnie ważne. Po to, aby odrodzić się i zobaczyć siebie prawdziwą.

Nie wrócę już do szarpaniny, ciągłego proszenia o zmianę i ciągłego czekania na zmianę. Dziękuję za to, co dostałam, jestem wdzięczna. Rozumiem, że więcej nie będzie, że nie będzie sielanki i bezwarunkowej miłości rodzica. To umarło. Teraz to ja daję sobie tą sielankową rodzicielską miłość skrojoną idealnie dla mnie. Jednocześnie akceptuję w sobie to, że idę własną drogą, na której na ten moment nie ma miejsca na opiekę i spotkania z moją mamą. Kocham siebie za miłość i akceptację, jaką ofiarowałam sobie, za zwrócenie swojej duszy wolności, aby mogła pisać i wyrażać swoją mądrość i drogę w materii.

 

Nowa TyToksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Ja

Cała drżę z emocji, jest ich wiele więcej niż reakcji bliskich na moją prawdę. Właśnie minęły urodziny mojego syna i poczułam kolejną falę odrzucenia. Byli bliscy, ale nie z rodziny, były życzenia, ale nie od tych, z którymi związana jestem ciałem i krwią. Zamykam oczy i widzę ich jak stoją złowrogo patrzą na mnie, a ja jeszcze trochę przestraszona z moją prawdą na ustach. Tyle było tajemnic, tyle było smutku, tyle było niezrozumienia.

Co chcę powiedzieć?! Jest mi przykro, że nie ma Was obok mnie, jest mi bardzo przykro. Od urodzenia żyłam wizją wspaniałej rodziny, która kocha się pomimo różnic. Od zawsze płakałam na amerykańskich produkcjach familijnych, kiedy pokolenia siadają do wspólnego stołu. I o ironio!! Tworzę trzy osobową rodzinę, matka, córka i syn.

Tak, sama to sobie zrobiłam, zgadza się. To ja sama powiedziałam moim bliskim DOŚĆ. Nie chcę być traktowana jak głupia blond dziewczyna, mając 40 lat. Mam dość wyśmiewania, wchodzenia w moje życie, obgadywania i BRAKU EMPATII, mam dość sztucznych spotkań z przyklejonym uśmiechem. Dlaczego nie byłam akceptowalna – powodów było milion, bo za bardzo natchniona, bo za głupia albo za egzaltowana, bo nie pracuje, bo za mało zarabia, bo nie wie, co to życie. I tak akceptowałam to przez prawie czterdzieści lat. Aż tu spotkałam swoją świętą złość, potężną falę frustracji, nienawiść i złości. BASTAAAAAAA wykrzyczałam sobie i światu. Dziś jest ten dzień, kiedy pokaże siebie prawdziwą.

Ściągnęłam fartuszek prowincjonalnej gąski, to przecież nie ja. Jestem dobra, miłościwa i cierpliwa, ale tylko dla tych, którzy i dla mnie tacy są. Założyłam spodnie i glany, aby afirmować budzącą się siłę i przeklinam siarczyście, aby przełamać kolor włosów. Dlaczego to piszę, teraz, kiedy przekułam to w siłę, teraz, kiedy wypłakałam morze łez, podczas nieprzespanych nocy, teraz, kiedy wykrzyczałam całą frustrację?! Bo chcę powiedzieć swoją prawdę, bo nie chcę milczeć i udawać, że byłam szczęśliwa. Tak pogubiłam się, myślałam, że jak będę sprzedawać siebie to zasłużę na miłość, wierzyłam, że jak będę na każde zawołanie to będę ukochaną siostrą i ciocią i córką. Jednak moje ciało pokazało mi, że to nie ta droga prowadzi to spełnienia.

Spełnieniem jestem ja bez cenzury, spełnieniem jestem ja bez hamulca. A taka wersja mnie chce szczerych i swobodnych relacji, chce prawdy i miłości. Jest czasami bezkompromisowa i silna. I czasami odcina gangrenę, aby dać przestrzeń na nową relację, na nową miłość. Choć ta potrzebuje czasu, czasami bardzo dużo czasu. Jestem cierpliwa i pełna wiary, ale już nie naiwności!

Samotność to nie ja, mam bliskich, mam ramiona, na których płaczę, kiedy odkrywam wyspę smutku i strachu. Mam usta, które wspierają i mówią – dasz radę i jest ich coraz więcej.

Spełniam swoje marzenie o silnej i dojrzałej kobiecie we mnie. Przyglądam się sobie codziennie w lustrze i czasami nieśmiało wątpię, to na prawdę ja?! Zrozumiałam, że dojrzałość to wiele smaków od słodkości po gorycz. Zrozumiałam, że dojrzałość to bycie swoim rodzicem, który kocha i czule dba o swoje dziecko, ale również gorliwie dopinguje do pracy i stawia zadania. I jestem nim każdego dnia przełamując to, czego nauczyłam się w przeszłości, każdego dnia krok do przodu.

 

Miniaturka_01
Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Osobowość zależna

Kochani, udało mi się okiełznać techniczne tajniki strony wordpress i zamieszczam dla Was film, który jest dostępny na moim kanale na youtube 🙂

Tym razem podzielę się z Wami informacjami o osobowości zależnej. Znam ją doskonale, ponieważ byłam zależna. Bardzo wiele pracy kosztowało mnie uwolnienie się od schematów osobowości zależnej, które do dziś przypominają o sobie, jednak z zupełnie inną siłą. W filmie dzielę się wiedzą i przykładami z mojego życia, które dla mnie są najlepszą ilustracją problemu. Co Wy na to?

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Zobacz mnie

Moje życie podzielone pomiędzy dwóch narcystów. Zastanawiam się, który kawałek był łatwiejszy?! Żaden. Z moją mamą ciągłe występy sceniczne, ona w roli głównej, rządająca ciągłej uwagi i oklasków. Manipulująca rzeczywistością i mną tak, aby pozostać na scenie, a mnie przydzielić do ponoszenia odpowiedzialności za to, co zrobiła. Kiedy tylko ja zaczynałam krzyczeć i prosić o bycie zauważoną dostawałam zaprzeczenie swoich uczuć. Pamiętam siebie z tamtego czasu mój ból i smutek. Byłam tak bardzo sfrustrowana obwinianiem siebie, byłam tak wewnętrznie poraniona i przerażona. A drugi etap, przeżyłam inaczej. Początkowo dramatycznie, a potem już coraz ciszej, coraz większa uległość i wycofanie. I brak nadziei na zmianę. Ciągła droga ku perfekcyjnej pani domu. To były lata spalania się, lata emocjonalnego terroru dla jednego zdania Tak córko WIDZĘ CIĘ i KOCHAM.

Idę ulicą i myślę, chcę umrzeć teraz, chcę po prostu się przewrócić i już. Czuję takie potworne zmęczenie, pustkę i totalny brak siły, aby żyć. Oddałam im wszystko i jestem sama. Doświadczyłam tego czego tak bardzo się bałam – odrzucenia, pominięcia i bycia niechcianą. Sparaliżowana strachem mam nauczyć się żyć na nowo. Nauczyć się, jak być sobą, jak widzieć siebie, jak kochać siebie. Teraz sama mam doświadczyć codzienności bez dbania o samopoczucie innych.

Jest mi trudno zobaczyć to, czego doświadczyłam, bo tak wiele wysiłku wkładałam w to, żeby nie widzieć. Wymazywałam z pamięci sytuacje, w których powinnam postawić granice, powinnam zadbać o siebie, krzyknąć. A ja uciekałam do swojej skorupy, skrzywdzona i bierna. Nie walczyłam, bo czułam, że nie warto próbować, że mi się nie należy, że grzeczna dziewczynka nie robi takich rzeczy, idealna żona i córka akceptuje i zbiera się i daje radę.

Kiedy byłam w liceum to był czas, kiedy powiedziałam dość, NIE. Założyłam glany, pofarbowałam włosy i piłam wino z gwinta. Próbowałam desperacko stać się zła, brzydka inna niż Ona. Trochę lat to trwało, ale słabło z każdym rokiem i poległo w momencie, kiedy spotkałam drugiego narcystę i się w nim szaleńczo zakochałam. Postawiłam go na piedestale, głęboko wierzyłam, że jest księciem na białym koniu i wygraną na loterii. I robiłam wszystko, aby utrzymać ten stan świadomości. Jakiekolwiek sygnały, zdarzenia, słowa, emocje, które mogłyby świadczyć o tym, że jednak jest inaczej, że może jednak jest nieobecny emocjonalnie i tak jak matka zaprzecza temu, co czuję i zawsze ma rację, były wypierane. Ja osoba zależna, on narcysta – idealnie dobrana para. Kiedy chciałam odejść on pakował mi walizki, a ja myślałam, że umrę jak odejdę i zostawałam. Płakałam, kiedy mnie odrzucał, wpadałam w czarną rozpacz i najgłębszą jej otchłań, a on spał spokojnie albo mówił, że to ja mam problem i mam zadzwonić do przyjaciółki.

Kolejna osoba, która utwierdzała mnie w poczuciu, że to ja jestem nienormalna i to ja mam coś nie tak w głowie skoro ciągle czuję się nieszczęśliwa. Po kilku latach pomyślałam, że może dziecko spowoduje, że będę nareszcie szczęśliwa, że spełnię się, że będę nareszcie kochana i ta jedyna idealna. Tak, pomogło na chwilę, na moment zapomniałam, zajęłam się maleństwem i zdusiłam to, co czułam. Przyszedł czas na drugie dziecko i wtedy się zaczęło. Mój dyskomfort i to, co siedziało w środku bulgotało z nieznośną intensywnością i nie pozwalało się zdusić. Pomimo moich wielkich starań i prób spychania, ciało nie słuchało i bolało coraz bardziej. Czułam, że potrzebuję zmiany. I zmiana przyszła nakręcała się powoli.

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Strach

Kolejny raz budzę się o 3 rano, wymęczona i zrezygnowana. Budzi mnie strach. Myślę o tym, co zrobić ze sobą, z moim życiem, jaki jest następny krok. Boję się, bo to, co robię powoduje niezadowolenie u najbliższych osób w mojej rodzinie. A ja zawsze byłam grzeczna, tego mnie nauczono. “Słuchaj starszych” dźwięczy mi w uszach.

Dotykam mojego pierwotnego strachu o przetrwanie. Chcę żyć, ale nie umiem, tego zrobić bez współzależnej relacji, kontroli, huśtawek emocjonalnych i decydowania za mnie. Tak długo żyłam wsłuchiwaniem się w potrzeby innych, że teraz, kiedy udało się, odcięłam się odeszłam, gubię się w swojej wolności. Tracę czas na zastanawianie się, czego chcę, a jeśli podejmę już decyzję, rozmyślam, czy aby na pewno jest ona dobra.

Widzę małą dziewczynkę, która słyszy miliony głosów dookoła siebie, mówiących jej, co ma zrobić, a ona nie wie, kogo posłuchać. Moją dotychczasową strategią radzenia sobie w takiej sytuacji było wzięcie karty kredytowej i pójście na zakupy. Wydawanie pieniędzy powodowało, że świetnie odciągałam siebie od bolesnego tematu, dawałam sobie zastępcze zajęcie. Kupowanie, gromadzenie dawało mi poczucie, że zapełniam swoją pustkę, że mam nad czymś władzę i mogę decydować, dawało upust mojej frustracji. Miałam też inną opcje, sprzątanie. Byłam w tym perfekcyjna. Potrafiłam się tak napracować, że aż mnie wszystko bolało. Potem siadałam patrzyłam na to wysprzątane mieszkanie i myślałam sobie – jest pięknie. I było na zewnątrz.

Zewnętrznie tworzyłam idealną rodzinkę, piękny obrazek. Pamiętam zdziwienie na twarzach, kiedy mówiłam, że mój związek to przeszłość. Tak bardzo dbałam o to, co było widać, tak bardzo trzymałam się tej fasady w nadziei, że uda się, że przykryje to, co w środku na tyle dobrze, że nic nie wypłynie.

Dopiero teraz zauważam, łapię się na tym jak wiele chowam do siebie, jak wiele ukrywałam i nie mówiłam.

Dlaczego?! Bo moje wewnętrzne dziecko się bało, bo widziało przed sobą swoją przerysowaną mamę, ogromną i groźną, która była kategoryczna i surowa i taki model przełożyłam na swojego partnera. Dlatego milczałam, nie mówiłam o swoich potrzebach, kiedy wiedziałam, że nie spotkają się z aprobatą. Nauczona w dzieciństwie wsłuchiwania się w matczyne nastroje, doskonale wyczuwam, kiedy moje zachowanie wyrzuca kogoś ze strefy komfortu. Tak bardzo bałam się konfrontacji, spojrzenia w “groźne” oczy i usłyszenia “nie”. Nie potrafiłam też negocjować, najczęściej po usłyszeniu “nie” odpuszczałam sobie, chowałam się do wnętrza i tam po cichu i grzecznie żaliłam się nad sobą. Grałam ofiarę, odwracałam się od swojej siły, byłam dzieckiem, które jest bezwolne i poddane rodzicowi.

Taka postawa była też dla mnie wygodna, nie musiałam nic robić, nic z siebie dawać. Nie zmuszałam się do wykrzyczenia prawdy, powiedzenia swoich poglądów. Nie zmuszałam się do podejmowania własnych decyzji i własnych wyborów, za które musiałabym później wziąć odpowiedzialność. Wolałam oddać odpowiedzialność innym ludziom, a później mogłam usiąść i się żalić nad sobą i tym jak mam źle.

Mój strach panowała nade mną większość mojego życia, nie umiałam się bronić, stanąć za sobą, kochać siebie i dbać. A wymagałam tego od mojego partnera.

Wymagałam, ale czego?! Nigdy nie rozmawiałam z nim o tym jak ma wyglądać -miłość, opieka, troska, związek. Byliśmy dwójką dzieci bawiących się w rodzinę, każde miało jakiś pomysł na to jak ją tworzyć, ale nie potrafiliśmy rzeczowo negocjować. Potrafiliśmy się obrażać i dąsać i wycofywać do wnętrza, separować. Wszystko niedopowiedziane, zawoalowane i w domyśle. Tak bardzo nie chciałam wziąć odpowiedzialności za siebie, tak bardzo nie chciałam zapytać siebie, czego tak naprawdę chcę w życiu i konsekwentnie dążyć do tego. Chce mi się wyć i krzyczeć, tak bardzo siebie raniłam. JUŻ DOŚĆ!!!!

Rozumiem teraz, dlaczego kiedyś nie patrzyłam na siebie w lustrze, dlaczego nie lubiłam tego widoku. Tak bardzo nie dbałam o siebie, tak bardzo traktowałam siebie, jak moja mama traktowała mnie i siebie również. Tak bardzo drenowałam się z miłości i energii, odbierałam sobie moje Qi i dawałam innym. Błogosławię ten dzień, kiedy powiedziałam NIE i zaczęłam zmiany.

 

Toksyczne dzieciństwoToksyczne związki

Choroba

Co chcę dziś powiedzieć, wydusić z siebie. Milczałam, bo strach spinał mi gardło, strach mówił zostań tu gdzie jesteś, nie chcesz znać całej prawdy, jak było. Nie miał racji, chcę, już czas.

Zobaczenie całego spektrum choroby rodzica jest bardo trudne. Zobaczenie tego, jakiej traumy i przemocy emocjonalnej doświadczyło się w dzieciństwie jest ogromną odwagą. Uświadomienie sobie i zaakceptowanie, że osoba z którą żyłam jest chorobą, a nie moją mamą dał mi ogromne poczucie ulgi i zrzuciło z moich pleców ciężar i smutek.

Poszłam, pozwoliłam przypomnieć sobie to szaleństwo w jakim żyłam i jakiego doświadczałam. Jak tylko świat wymykał się mojej mamie spod kontroli zamieniała się w niszczyciela, paliła wszystko i wszystkich, byle tylko nie czuć i znaleźć, kogoś kogo można obwinić za cały ten ból. Pamiętam, że chowałam się po kątach, że uciekałam w świat marzeń, że znikałam w innej rzeczywistości, uciekałam z ciała, albo byłam grzeczna do granic możliwości. Byłam przerażona i zamrożona, nie potrafiłam tego zrozumieć, ani też nie brać za to odpowiedzialności. Miałam cały system obronny, obwarowania i fosy konieczne do przeżycia. Nauczyłam się tak postępować, aby nie wytrącać jej ze stanu “spokoju”, który dawał mi wytchnienie. Tak, zrozumie to tylko ten, kto to przeżył, kto doświadczył siły, która jest ślepa i bezlitosna.

Pochylam się teraz nad tą małą dziewczynką, która tak bardzo nie rozumiała tego, czego doświadczała i nie wiedziała co robić, gdzie uciec i kogo prosić o pomoc. Pewnej nocy obudziłam się i poczułam jak wiele krzyku uwięziłam. Co chciałam wykrzyczeć: Przestań! nienawidzę cie! Spójrz na mnie! Zobacz mnie wreszcie! Zobacz jak cierpię!

Co może myśleć dziecko, które czuje nienawiść ze strony swojego rodzica i totalny brak akceptacji, a potem słowa; “kocham cię”? Co czuje dziecko, które jest obarczane winą za zdarzenia, za które nie jest odpowiedzialne? Brak pewności co jest prawdą, a co fałszem,?! Co jest dobre, a co złe?! Kim tak naprawdę jestem, tym kim przedstawia mnie rodzic, czy tym kim czuję się w środku??!! Tak naprawdę nie wiedziałam co czuję, po latach tak skrajnych emocji, byłam zagubiona.

Marzyłam o akceptacji ze strony mamy, zaufaniu i spokoju i o tym, że przestanie mi zamykać usta, żeby nie przypominać jej o jej bólu. Marzyłam o tym, że przestanie mnie wciskać w kostium blond laleczki z gładko uczesanymi włoskami i z wyprasowaną sukienką. Jak ja nienawidzę tego, rzygam tym, bo przez lata dawałam się wcisnąć w kostium obiadków niedzielnych i mszy. Wyjazdów na wakacje z mamusią, bo ona taka biedna i samotna. A gdzie byłam w tym JA!!! Przecież ona miała całe moje dotychczasowe życie. Nawet nie wyjechałam z kraju, bo kto by się nią opiekował. Byłam niewolnikiem bez krat, na własne urojone życzenie. Wyrywałam się z więzienia tylko na chwilę, cieszyłam się wtedy wolnością ale wracałam, nie umiałam już żyć poza nim. Marzyłam o tym, aby ktoś mnie uratował.

Byli rycerze, oj byli. Co jeden to lepszy i bardziej zawoalowany narcysta. I tak, dałam się “uratować” i przez długie lata wierzyłam w to, że to moja bajka. Byłam owinięta siatką kłamstw o sobie i o życiu, które miałam.

Poświęciłam lata aby odzyskać wiarę, że to co czuję, właśnie tym jest. Narcystyczna matka karmiła mnie zaprzeczaniem codziennie, tak skutecznie, że wierzyłam we wszystko, co powiedziała. Uwierzyłam, że jestem nieważna, niedoskonała, niezasługująca, że za mało się staram, za mało daję z siebie, za mało pracuję. Nakręciła moją wewnętrzną sprężynę. Wierząc w to, lgnęłam do toksycznych ludzi jak ćma do światła. A oni do mnie, bo dawałam im tyle opieki, ciepła, miłości i starania w zamian chcąc niewiele. Dostawałam od życia nie to, co chciałam dostać tylko to, co wpadło. Byłam ciągle kopana w tyłek, w pracy, w rodzinie, w życiu. Płakałam, bo byłam taka dobra, pomagałam wszystkim, poświęcałam się, nie stawiałam żadnych granic, robiłam to co chcieli inni, wierząc, że jeśli ich zadowolę spotkam z ich strony miłość i akceptację. Tak na prawdę, nie wiedziałam co to miłość, definicje uczucia miałam wymieszane w głowie, to czego doświadczyłam mieszało się, z tym co widziałam na ulicy, czytałam i oglądałam. Moje serce miało jakieś pragnienia i potrzeby ale nie potrafiłam ich odczytać. Tylko kiedy zamknęłam oczy, widziałam siebie szczęśliwą. W świecie realnym akceptowałam poniżanie i wyśmiewanie, wykorzystywanie myśląc WOW zauważono mnie jest dobrze, jak tylko pokaże jakie mam złote serce spłynie na mnie rzeka dobroci. Tylko ona nie przychodziła…

 

Toksyczne dzieciństwo

Odrzucenie

Kiedy myślę “odrzucenie” czuję dreszcz na całym ciele, tak wiele było go w moim życiu. Krok po kroku przyglądałam się sytuacjom i emocjom, które przyciągnęłam do swojego życia i uwalniam siebie. Wiem, że byłam odrzucana, dlatego, że sama odrzuciłam siebie i wiem też, że moja dusza dąży do integracji i do czasu, kiedy nie opłaczę tego odrzucenia i nie spotkam się z cieniem, będę odtwarzała traumę z dzieciństwa. Niemniej, boli jak cholera. Dziś spotkaliśmy się znowu, poczułam znajomy smutek w sercu.

Czym jest moje odrzucenie, jest matką, która mimo starań nijak nie umie kochać, która na tyle jest w rozsypce, że nie potrafi okazać swojej maleńkiej córeczce uwagi i miłości, której ta mała dziecina potrzebuje, aby żyć. Z odrzuceniem spotyka się miłość bezwarunkowa dziecka, które wie, że matka jest jego całym światem, początkiem i końcem, życiem i śmiercią. To pierwotne odrzucenie, które czułam od samego początku będąc córką narcystycznej matki, położyło cień na moje całe życie.

 

Dziś wiem, że dzięki temu urosłam i przebudziłam się, ale będąc małą dziewczynką, czy nastolatką moja prawda była zupełnie inna. Nawet teraz, pisząc te słowa, mam ochotę uciec od tych emocji, odwrócić głowę i powiedzieć, że nie było tak źle. Niestety dla mnie było źle, czułam się niekochana i odrzucana. Myślałam o śmierci. Chciałam zniknąć, przestać istnieć, żeby ból i smutek, który niosłam w sobie wreszcie się zakończył. Czułam, że moja mama chce ode mnie rzeczy niemożliwej. Cały czas czułam, że to, co daje, jest czymś niewystarczającym, jest za mało i nie tak. Moja mama chciała zapełnić swoją pustkę, mną. Wierzyła, że moje dostosowanie do jej potrzeb spowoduje, że nie będzie czuła swojego bólu. Wierzyła, że moja miłość w magiczny sposób naprawi to, co połamane.

Swoim zachowaniem pokazywałam mamie jak bardzo czuję się odrzucona, wliczam w to również nieporadną próbę samobójstwa. Jednak narcysta odbiera takie akty zupełnie opacznie, myśli, że to kolejny atak na niego, że to on jest ofiarą i tym, o którego trzeba zadbać. Kolejny raz mój wewnętrzny krytyk powiedział “jesteś do dupy”, “zmień się”. Kolejny raz to była MOJA wina, to JA miałam naprawić siebie, żeby nie drażnić mamy.

Moje dzieciństwo było dla mnie, na tyle nie do zniesienia, że wymyśliłam strategię przetrwania. Oddałam mojej mamie swoje ciało, które tak bardzo chciała ubierać w piękne sukienki, czesać, chciała, aby było idealne, grzeczne, uśmiechnięte i niesprawiające kłopotów, sztuczne. Dałam jej to w imię miłości i z nadzieją, że da nam to szczęście. Niestety, szczęścia nie było. Moja mama nadal była niezadowolona, a ja się pogubiłam. Nie wiedziałam, kim jestem, a kim nie. Nie wiedziałam, czego chcę. Byłam coraz bardziej nieszczęśliwa. Kiedy udawało mi się być poza jej kontrolą robiłam wiele szalonych rzeczy, chciałam, choć na moment zachłysnąć się życiem.

Z perspektywy, najsmutniejsze dla mnie było to, że traktowałam swoje ciało przedmiotowo i używałam go, aby zadowalać innych. Myślałam, że można zdobyć miłość sprzedając siebie i zapominając o swoich potrzebach. Pozwalałam mężczyznom na chamski żart, na poniżanie, na dotyk. Dopuściłam się nawet brania narkotyków, po to, aby uzyskać aprobatę. Jak obłąkana szukałam miłości, byłam pewna, że nie przeżyję kolejnego odrzucenia. Jednak to, czego się dopuszczałam bolało jeszcze bardziej. Nienawidziłam SIEBIE, miałam uruchomiony program AUTODESTRUKCJA, który zżerał mnie od środka.

Z biegiem lat, mój cień dopadał mnie coraz dotkliwiej, nie pozwalał się już spychać do odległych czeluści podświadomości. Obudziłam się…

 

Toksyczne dzieciństwo

Matka

Chcę się podzielić czymś bardzo osobistym wręcz ekshibicjonistycznym, a mianowicie relacją z matką. Urodziłam się w domu gdzie niepodzielnie panowała nacystka, więc musiałam znaleźć strategię przeżycia w tym klimacie. Wymyśliłam sobie strategię, do której tak przylgnęłam, że nie potrafiłam jej zmienić ani jako nastolatka, ani jako dorosła kobieta. Dopiero z przyjściem na świat moich dzieci zaczęłam czuć taką niewygodę i dyskomfort, ze powoli docierałam do punktu “zmiana”.

Moje życie było obarczone lepkim i toksycznym poczuciem winy, które nie opuszczało mnie ani na chwilę. Miałam na sobie piętno złej córki, która jest niedoskonała, niewystarczająca i ciągle narzekająca na matkę. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, byłam bardzo nieszczęśliwa i smutna, krzyczałam na moją mamę ale nie wiedziałam dlaczego, skąd i o co mi chodzi! A ta moja niewiedza była bardzo szybko wykorzystana, dostałam kolejną porcję poczucia winy, że robię awanturę nie wiadomo o co, a moja mama jest tak dobra i mi wybacza. Muszę tylko okazać skruchę podporządkować się i zapomnieć o swojej wizji życia.

Ten scenariusz był czymś stały w moim życiu, praktycznie żadnych zmiennych. Jak tylko próbowałam się uniezależnić, dostawałam porcję dezaprobaty i niezadowolenia, co budziło we mnie ogromną falę frustracji i wściekłości, jednak kiedy spotykałam się z łzami mojej mamy i informacją przecież ja cię kocham i robię to dla twojego dobra, mój akt samoobrony stawał się czymś strasznym, czymś co robi zła córka, niewdzięczna i niedobra. Więc wycofywałam się, chowałam się, zapominałam o sobie i wracałam do spełniania oczekiwań mamy. I tak przez lata….

Od lat wiem, że chcę prowadzić blog ale tak na prawdę nigdy nie wiedziałam o czym mogłabym pisać. Iskrą była moja przyjaciółka, która zderzyła się z siła mojej mamy, poczuła i zrozumiała jak wielkim wysiłkiem dla mnie musi być wyjście z tak toksycznej i trudnej relacji. I pisząc to myślę o córkach, które nie wiedzą jak wyjść, które nie spotkały na swojej drodze anioła, który pokazał im drogę wyjścia, drogę do siebie i wolności.