Przemyślenia

#28

Słowem powiedzianym w odpowiednim momencie,
można zabić lub upokorzyć,
nie brudząc sobie rąk.
Pierre Desproges

Dorastając w domu, w którym empatia i wrażliwość na dziecko były nieobecne powoduje, że nasze ciała gromadzą niewidoczne rany. Doświadczając braku miłości, akceptacji i bezpieczeństwa nie budujemy samoświadomości, tożsamości, ani poczucia wartości, nie widzimy siebie jako kogoś kto ma prawo do szczęścia. Każdy nasz dzień to próba udowodnienia sobie i światu swojej wartości i zasługiwania.

Takie życie to zabójczy wyścig, który dla wielu osób kończy się próbą samobójczą, chorobą, nałogiem. Takie życie to ciągłe spotykanie się z samo-rozczarowaniem, samo-odrzuceniem i samo-zniesmaczeniem, które odzwierciedla nasze otoczenie przysyłając ludzi i zdarzenia, które nam to potwierdzą.

Przez lata szukałam rozwiązania tych problemów. Wyczerpujące poszukiwanie swojej wartości w zewnętrznych rzeczach i sukcesach. Jednak żadna z tych rzeczy nie spowodowała, że zaznałam spokoju, ponieważ zawsze pojawiał się ktoś kto był bliżej ideału, który sobie stworzyłam.
Lata dociskania siebie i braku miłości spowodowały, że czułam się coraz gorzej i znalezienie ulgi było coraz bardziej skomplikowane. Środowisko, w którym funkcjonowałam utwierdzało mnie w poczuciu, że to kim jestem to za mało, że powinnam bardziej się starać.

Takie środowisko powoduje, że obieramy strategię przetrwania. Jesteśmy jak zastraszone zwierzę wypatrujące zagrożenia. Funkcjonujemy tylko po to, aby przetrwać kolejny dzień i nie doznać bólu odrzucenia. Nasz wybór nie determinuje to czego potrzebujemy, czego pragniemy i co nam się podoba. Wybieramy to co przyniesie mniejszy ból. Nie idziemy wtedy w kierunku radości tylko zawsze w kierunku bólu, straty mniejszej lub większej. Uświadomienie sobie tej prawdy o moim życiu przyniosło wiele bólu i wiele łez.

Ta świadomość doprowadziła mnie do tego, że przeszłam żałobę nad tym co nie było częścią mojego życia i nie będzie. Ta świadomości przyniosła za sobą kolejną. Zrozumiałam, że dziś tylko ja mogę zmienić bieg mojego życia. Tylko ja mogę spowodować, że przestanę unikać bólu, a zacznę poszukiwać szczęścia i miłości pomimo strachu, który przepełniał moje ciało.

Zaczęłam ten proces od codziennego poznawania tego co czuję. Sumiennego wsłuchiwania się w ciało i zapisywania odczuć w dzienniku. Rozpoczęłam naukę dostrzegania swoich uczuć, pozwalania sobie na nie i radzenia sobie z nimi. Powoli uczyłam się komunikować co czuję innym i stać przy sobie nawet gdy inni nie zgadzali się z moimi słowami.

Zdrowa relacja z tym co czuję powoduje, że wiem Kim Jestem w co Wierzę, co Lubię, czego Chcę!
Jeżeli borykasz się z podobnymi problemami z którymi sama się borykałam. Jeżeli chcesz poczuć upragniony spokój i zrozumienie Zapraszam Cię na Warsztaty Sekret Życia w Równowadze oraz na Spotkania.

Szczegółowy plan Warsztatów znajdziesz w Wydarzeniach na FB oraz na mojej stronie w zakładce Sklep.

Zapraszam!

Terminy Warsztatów

Poznań 27 października 2018
Warszawa 17 listopada 2018
Trójmiasto 12 stycznia 2019

Terminy spotkań

Warszawa 12 października 2018
Trójmiasto 24 października

Drukowanie
Przemyślenia

Droga do Siebie

Dochodząc do siebie po rozwodzie i po procesie otwierania oczu bardzo często zadawałam sobie pytanie:
Jak można świadomie krzywdzić osobę, którą się kocha?
Była to najtrudniejsza prawda do zrozumienia w moim życiu. Ponieważ dotyczyła zarówno mojego małżeństwa jak i mojego rodzica oraz rodzeństwa. Dotyczyła mojej dotychczasowej podstawy, na której zbudowałam swoje życie.

Rodzicielstwo i małżeństwo oparte jest na miłości, szacunku i wsparciu. Kiedy zaczynamy dopuszczać prawdę o relacjach narcystycznych w naszym życiu czujemy ogromny ból i zagubienie.
Często myślimy o tym jak mogliśmy do tego dopuścić i nie zauważyć oraz o tym co zrobić, aby nigdy już tego nie powtórzyć.

Proces leczenia po wyjściu z relacji z osobą narcystyczną dotyka wielu sfer: emocjonalnej, duchowej, psychologicznej, fizycznej, finansowej, czasami dotyczy to również molestowania seksualne. Jest w nim wiele warstw, które odkrywamy, w miarę jak wzrastamy w siłę i zyskujemy poczucie bezpieczeństwa.

Aby wyzdrowieć i zbudować swoją tożsamość potrzebujemy nauczyć się traktować siebie w nowy sposób. Wymaga to od nas codziennego zaangażowania w praktykę dbania o siebie oraz wytrwałości, cierpliwości i współczucia.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego jak wiele miłości i poświęcenia wymaga wyleczenie traumy, która funkcjonuje w rodzinie od pokoleń.

Zmianę możemy zacząć od Siebie, ucząc się miłości, empatii i zrozumienia dla Siebie. A przede wszystkim kontaktowania się z naszymi emocjami. Wtedy każdy dzień to kolejny krok, który zbliża Cię do Twojej prawdy i autentyczności.

Mam na dziś dla Was ćwiczenie, które jest jednym z małych kroków.
Początki po rozpadzie związku z osobą narcystyczną są bardzo trudne, często nie mamy siły na to, aby żyć. Wspierającym ćwiczeniem jest zapisywanie w dzienniku każdego dnia wieczorem 5 celów, które zrobisz zaraz po tym jak się przebudzisz takich jak np. mycie zębów, ubranie się, zjedzenie śniadania oraz 5 celów na cały dzień np. krótka medytacja, kontakt z moimi emocjami, kupię bukiet kwiatów dla siebie.

Jeżeli wersja z 5 celami jest dla Ciebie za trudna na dziś, zmniejsz proszę ich liczbę, zacznij od 3.
Niezmiernie ważne jest, abyś podziękowała sobie za tą pracę jaką wykonałaś pod koniec dnia. Ja robię to w ten sposób, że kładę rękę na moim sercu i wysyłam do siebie wdzięczność za kolejny dzień i kolejny mały krok ku Sobie.

To ćwiczenie może wydawać się banalnym jednak pomoże Tobie w wyjściu z zapętlonego myślenia o tym co się stało i analizowania tego w najdrobniejszych szczegółach. Nawet jeżeli wpiszesz na swojej liście najprostsze rzeczy, Twój umysł będzie skoncentrowany na wypełnieniu tych obowiązków, poczujesz, że podejmujesz decyzję i działasz. Z czasem dzięki temu ćwiczeniu zyskasz poczucie siły i sprawczości.

Powodzenia <3

2018_08_14_Jestem
Emocje

Jestem…

Jestem…. zbierając kawałki siebie po doświadczeniu życia z osobą narcystyczną mamy przed sobą wiele pracy. Ważne, aby zacząć od przejścia żałoby, która przechodzi przez sześć etapów akceptacja/zaprzeczenie/targowanie się/gniew/depresja.

Te etapy przeplatają się i są potrzebne do tego, aby podnieść się i rozpocząć proces separacji/indywiduacji, który prowadzi do odbudowania swojego prawdziwego JA.

Ćwiczeniem, które towarzyszyło mi na tamtym etapie było sporządzenie listy moich zalet i cech. Początkowo było to dla mnie bardzo trudne. Jednak z czasem dopisywałam kolejne rzeczy. Dzisiaj zapraszam Ciebie do tego ćwiczenia. Niezależnie od tego czy wychodzisz z relacji z toksycznym rodzicem czy żoną, mężem, partnerką czy partnerem a może przyjaciółką czy przyjacielem.

Znajdź sobie zaciszne miejsce, w którym będziesz mieć przestrzeń na bycie swobodną/swobodnym – kiedy robiłam to ćwiczenie pierwszy raz płakałam, ponieważ nie potrafiłam wykrztusić z siebie niczego pozytywnego o sobie.

Wykonując to ćwiczenie przyjrzyj się wszelkim negatywnym ocenom jakie wypływają z Twojego wnętrza. Każde takie zdanie jest przestrzenią do przytulenia siebie i dania sobie empatii, zapłakania nad tym jak surowo postrzegasz siebie i jakie wymagania sobie stawiasz jednocześnie nie widząc osiągnięć. Pozwól wtedy działać Twojemu wewnętrznemu rodzicowi, aby roztoczył nad Tobą opiekę.

Mam nadzieję, że to ćwiczenie zainspiruje Was do otoczenia siebie miłością i zrozumieniem <3

2018_07_30_Wiązania pourazowe
YouTube

Wiązania pourazowe – zapętlenie w toksycznej relacji.

Poczułam silną potrzebę nagrania tego filmu, ponieważ wiem jak wiele wartości wniosła do mojego życia znajomość i świadomość tego terminu. Owszem przyniosło mi to wiele bólu, ale to był ból, który i tak był częścią mojego życia niezależnie od tego, czy chciałam na niego patrzeć czy też nie.

Dziś wiem, że życie w zaprzeczeniu było znacznie boleśniejsze, ponieważ nie było w nim miłości i empatii do mnie samej. Nie było w nim też nadziei na zmianę, tkwiłam w bezsilności.

Jeżeli jesteś w relacji z osobą toksyczną – wiązanie pourazowe jest częścią Twojego życia. Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie tego i rozpoznanie problemu.

Dzięki temu, że jesteśmy obecni w naszym życiu, w naszej rzeczywistości jesteśmy w stanie poszukać wsparcia i pomocy po to, aby przerwać wiązania pourazowe i uwolnić się z toksycznej relacji.

Praca nad samoświadomością i troską o siebie pozwala nam na przecięcie tych wiązań, które trzymają nas w niewoli.

Emocje

Rozwód

Wracam dziś do dnia, kiedy stanęłam za swoimi potrzebami w związku, w którym chciałam być szczęśliwa i spełniona. W sercu liczyłam na wspólną przemianę. Był to mój akt odwagi i zarazem desperacji. Byłam zdesperowana, ponieważ dotarłam do niemocy w sobie. Nie mogłam już więcej się starać, teraz ja potrzebowałam silnych ramion, które poniosą mnie i wesprą, dadzą zrozumienie, miłość i bezpieczeństwo.

Jednak ramiona zdecydowały inaczej, zaczęły pakować walizki. Usłyszałam stanowcze NIE na moją propozycję zmiany w dotychczas ustalonym porządku, na wejrzenie w głąb siebie i odnalezienie równowagi, partnerstwa.

Stało się, słowa się wylały, a za nimi było działanie. To, co spłynęło na mnie powaliło mnie na kolana. Czułam się jakbym leżała w kałuży czegoś, co nie pozwalało mi na ruch, umiałam tylko płakać. Żadnych rozwiązań, żadnych nadziei, czułam tylko stratę, porażkę i wstyd. Kilkanaście lat mojego życia straciło sens, cały wysiłek, uczucie, staranie leżało na dnie śmietnika.

Związek, który nie dał mi bezpieczeństwa, ponieważ jak lustro pokazywał mi to, co było w dzieciństwie, odgrywałam ten sam taniec. Potrzebuję Twojej miłości mamo a ty uciekasz, nie ma cię dla mnie, nie widzisz mnie. Jest tylko pustka. Zamiast spojrzeć w siebie odwracałam głowę i goniłam iluzję, goniłam matkę. Tak bardzo nie chciałam cierpieć, ale robiłam wszystko żeby cierpieć. W tej pogoni nie potrafiłam się zatrzymać i znaleźć źródła mojego smutku.

Podczas moich własnych narodzin wahałam się nie chciałam wyjść do świata, bo wiedziałam już, co się wydarzy przeczuwałam, że nie znajdę tam miłości i ciepła. Zawieszona podczas porodu, zawieszona w życiu. Niepotrafiąca podjąć decyzji, w którą stronę iść, najlepsza opcja to pozostać w łonie, zwinięta w kłębek, śpiąca i bezpieczna.

Wszechświat dał mi szansę konfrontacji z tym, czego nie chciałam widzieć. Nie miałam już możliwości powrotu czy ucieczki musiałam spotkać się z tym bólem. Wypróbowałam już wszystkie drogi na skróty, które działały na chwilę. A teraz stałam w tym po pachy, pełna lęku o życie. Myślę, że to, co było w tym cenne to bycie, po prostu czucie tego, co przychodziło, żadnego unikania tylko obecność. Płacz, nienawiść, wściekłość, bezsilność, smutek – karuzela. Wylewało się wiadrami, ja byłam. Czasami budziłam się w nocy przerażona, krzycząca, bliska obłędu – potrzebowałam siebie i swego miękkiego głosu, który rozumie i nie ocenia, który jest.

Zamknęłam się w domu, który dał mi poczucie bezpieczeństwa. Dlaczego uciekałam przed światem? Ponieważ wstydziłam się siebie. Wstydziłam się tego, że nie jestem grzeczna, że chcę czegoś innego niż mi wpojono, że chcę, tak po prostu być sobą. Dotychczas nie dawałam sobie prawa do mojego sposobu na życie. Myślałam, że ten, który dostałam od mamy i rodziny jest jedynym właściwym. Patrzyłam na kolorowych ludzi z zazdrością i tęsknotą w sercu, byli piękni, ale to nie dla mnie. Mój scenariusz został napisany – miałam być zwykła, grzeczna i standardowa, niełamiąca żadnych norm ogólnie przyjętych. Z podziwem patrzyłam na kobiety robiące karierę, szanujące się i spełniające marzenia -jak mnie to skręcało, wstydziłam się tego, że ja też tak chcę, że chcę biegać nago po łące z wiatrem we włosach, a zamiast tego miałam skrępowane ciało.

Działanie, powiedzenie “nie” temu, co było i otwarcie nowych możliwości nie dało mi wolności, ot tak. Przede mną była nauka akceptacji siebie, pokochania każdej mojej inności od narzuconych mi zasad. To było i jest moim największym życiowym wyzwaniem i jednocześnie kluczem do pełni i radości bycia.

Urodziłam się w rodzinie gdzie fasada jest podstawą bycia i ku zaskoczeniu odkryłam w sobie siłę, aby zburzyć ten mur i odkryć prawdę.